Jak oceniać sąsiadów?

Jak oceniać sąsiadów?

Arsenij Jaceniuk i Witalij Kliczko (Fot. eastbook.eu)Teoretycznie każdą sytuację można przedstawić dwojako. Można uznać, że owszem, policzenie głosów oddanych w wyborach parlamentarnych zajęło Ukraińcom nieco czasu, ale zrobili to skrupulatnie, dokładnie. Nie na łapu capu jak Amerykanie, którzy w kilka godzin potrafili oznajmić ze stuprocentową pewnością kto został prezydentem, co przecież może być nawet nieco podejrzane. Ale jeśli będziemy pozwalać sobie na stosowanie podwójnych standardów i liberalizowanie ocen w sytuacjach, w których należałoby twardo domagać się realizacji demokratycznych norm, nie wróży to dobrze polskiej polityce zagranicznej. Warszawa ma pełne prawo nie zgadzać się z opiniami Brukseli, czasy gdy musieliśmy trzymać wspólny front z jedną ze stolic europejskich minęły. Nie mniej jeśli nie zgadza się tylko dlatego, że chce przez to realizować niejasne, partykularne interesy, traci na wiarygodności.

Wybory na Ukrainie prawdopodobnie niewiele zmienią. Oligarchowie nadal będą tak proeuropejscy, jak byli dotąd. Inwestując zgromadzony kapitał na Zachodzie dbać będą o to, by jak najdalej trzymać od Kijowa Rosjan. Partia Regionów kupi sobie poparcie „niezależnych” kandydatów, zyska oparcie w komunistach i prawdopodobnie szybko okaże się, że w wielu kwestiach po drodze jej z opozycjonistami. A raczej opozycjonistom z Partią Regionów, zwłaszcza tym, którzy są biznesmenami. Zbliżenie takie jest tym bardziej możliwe, że Zjednoczona Opozycja Batkiwszczyna nie ma dziś lidera, który byłby władny utrzymać jej jedność, a wśród sponsorów UDAR-u są osoby takie jak Dmytro Firtasz czy Ihor Kołomojski. Swoboda wyszedłszy z Zachodniej Ukrainy złagodniała i wciąż nie ma pewności, czy odzyska wigor, czy zapomni o korzeniach i zachłyśnie się miejscem w Kijowie. Nawiasem mówiąc Lwów po niej płakać raczej nie będzie…

Czy zatem w tej sytuacji warto zachwycać się pozorną ukraińską demokracją, która wcale tak demokratyczna nie jest, a która nie oznacza radykalnego zwrotu w stronę zachodnich standardów? A może trzeba spytać czy warto na siłę przykładać zachodnie miary do sytuacji w kraju, który wciąż tkwi na specyficznym pograniczu dwóch światów? Wybory przebiegły spokojnie. Obywatele mówią o fałszerstwach, ale nikt nie garnie się do namiotowych miasteczek i wzniecania rewolucji. Może jednak z naddnieprzańskiej perspektywy taka demokracja jest wystarczająca, gdyż  Ukraińcy wiedzą, że wszystko zostanie po staremu, a obecnie nie ma żadnej siły, która by mogła cokolwiek zmienić?

Tylko dlaczego mamy w Polsce twierdzić, że marazm i spokojna bylejakość to sukces? Czyżby nad Wisłą panowała podobna rezygnacja i świadomość tego, że obojętnie kto dorwie się do władzy, nie zrobi dla obywateli nic?

Agnieszka Sawicz

Tekst ukazał się w nr 21 (169) 16-29 listopada 2012

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

X