IV Kiermasz „Polska Wigilia na Kresach”

Tradycja jest tym na czym opiera się tożsamość rodzinna, regionalna i narodowa.

Zwłaszcza dotyczy to tradycji związanych z religią, a te w okresie Bożego Narodzenia są szczególne. Przekazowi polskich wigilijnych tradycji regionalnych poświęcony był kolejny, bo już IV Kiermasz Edukacyjny, zorganizowany przez Stowarzyszenie Polskich Przedsiębiorców Ziemi Lwowskiej (SPPZL).

Kiermasz to zawsze wiele atrakcji, ale przyświecało mu też kilka zaszczytnych celów: zbierano fundusze na specjalny wózek dla nieuleczalnie chorego dziecka, którym opiekuje się Fundacja Dajmy Nadzieję, z inicjatywy SPPZL zbierano pieniądze na budowę kościoła w Morszynie, a z inicjatywy FOPnU – na budowę Domu Polskiego we Lwowie. W sobotę 12 grudnia w salach wystawowych lwowskiego Pałacu Sztuki było na co popatrzeć. Przybywających gości witały plansze, na których były zdjęcia przedstawiające tradycje polskiej Wigilii i potraw, którymi zastawiane są stoły podczas tej uroczystości. Brzmiały pastorałki. Na licznych stołach swoje wyroby rozłożyli tradycyjni uczestnicy kiermaszów: regionalne oddziały TKPZL z Sambora, Szczerca, Pnikuta i Trzcieńca, KOT „Zgoda” z Borysławia. Pachnące świeże wypieki wabiły na stoisku Domu Chleba z Pnikuta. Swoje wyroby artystyczne i ozdoby świąteczne prezentowali członkowie Szkoły plastycznej „Wrzos” i młodzież z Centrum kulturalno-oświatowego im. Kornela Makuszyńskiego ze Stryja. Oryginalne wyroby artystyczne, wykonane rękoma podopiecznych Fundacji Dajmy Nadzieję przyciągały oczy swoją oryginalnością, pomysłowością i precyzyjnym wykonaniem. Były też stoiska Federacji Organizacji Polskich na Ukrainie i Radia Lwów. Dwie wyższe uczelnie z Polski (PWSWE w Przemyślu oraz PWSTE w Jarosławiu) zachęcały młodzież do nauki w ich murach. Natomiast swe możliwości poligraficzne demonstrowało wydawnictwo św. Pawła i firma Ukrpol ze Stryja.

A co się tyczy potraw wigilijnych… to tu już takie bogactwo, że ach! Tradycyjny stół wigilijny nakryło koło gospodyń z Trzcieńca, a goście z woj. śląskiego swoimi specjałami nakryli aż kilka stołów – jeden, jako demonstracyjny, nakryty jak do wieczerzy, a drugi degustacyjny dla zwiedzających kiermasz. Tu dopiero widać było różnice regionalne, ale i podobieństwa w tradycjach świątecznych.

Kiermasz rozpoczął się informacją o tradycjach świątecznych, którą przygotowała i wygłosiła aktorka Polskiego Teatru Ludowego we Lwowie Luba Lewak. Błogosławiąc zebranym ks. proboszcz lwowskiej katedry Jan Nikiel podkreślił, że „opłatek jest darem, ofiarą, którą człowiek składa Panu Bogu”. – Opłatek jest symbolem pojednania i ma znaczenie nie tylko symboliczne, bo łamiąc się nim życzymy sobie nawzajem, żeby nam tego chleba powszedniego nie zabrakło. Dziś dzieląc się z wami tym opłatkiem, życzę wam żeby nie zabrakło wam tego chleba i tej radości, którą dał nam Chrystus – podkreślił ks. proboszcz. Następnie przełamał się symbolicznie opłatkiem z prezes SPPZL Tatianą Bojko. Wśród gości obecna była zastępca konsula generalnego RP we Lwowie Longina Putka. Pani Tatiana serdecznie przywitała zebranych i przedstawiła gości. Eugeniusz Tomas, górnik, który przyjechał do Lwowa ze Śląska w galowym mundurze górniczym, opowiedział o tradycjach świątecznych swego regionu. Następnie zabrzmiały kolędy w wykonaniu dzieci ze szkoły, która działa przy TKPZL w Szczercu (prezes Helena Skoczylas) i młodzieżowego zespołu PWSWE z Przemyśla.

Interesująco zabrzmiała opowieść Eugeniusza Tomasa o tradycjach regionalnych na Śląsku, szczególnie zebrani z zainteresowaniem słuchali o tym, jak rolnicy w tych okolicach dzielą się opłatkiem ze swoim inwentarzem, jakby dziękując mu za to, że są żywicielami i pomocnikami w trudnym znoju rolnika. O potrawach śląskich więcej można było dowiedzieć się od gospodyń, które je przygotowały. W miejscowości Godów (pogranicze polsko-czeskie) do Wigilii podaje się tzw. „moczkę” – w skrócie jest to specjalnie pieczony piernik rozmoczony w kompocie z suszu, a do kolacji podaje się czerwone wino. Kompot natomiast gotowany jest z arbuza. Podają tam też tradycyjnie paluszki z makiem, a na słodkie – to placki z serem i z makiem. Natomiast panie z Godowa bardzo chętnie spróbowały naszą kutię, przygotowaną przez gospodynie z Trzcieńca. Tak im smakowała, że wzięły przepis i obiecały w tym roku zrobić tę potrawę u siebie. Druga grupa gości ze Śląska, przybyła z Jury Krakowsko-Częstochowskiej z miejscowości Pradła, leżącej po przeciwnej stronie województwa. Stąd i tradycje i potrawy nieco się różniły. W tym regionie też jest znana kutia, a osobliwością stołu wigilijnego jest np. śledź na słodko w miodzie z rodzynkami. Proszę mi wierzyć, że danie ma smak specyficzny, ale bardzo oryginalny.

Ale co za Boże Narodzenie bez piernika? Te wystawiły do degustacji panie z Klubu Kobiet przy SPPZL. Zdawać by się mogło, że każda z gospodyń do piernika wkłada te same komponenty. Ale z tych siedmiu wyrobów nie było dwóch o jednakowych smakach: wszystkie ciemne, korzenne, ale każdy na swój smak wspaniały i oryginalny. Jedne dekorowane były czekoladą inne posypane cukrem pudrem, a jeszcze inny – kokosami. Największe „wzięcie” miały małe pierniczki w kształcie serduszek lukrowane po wierzchu. Ponieważ były puste w środku – można było przewiązać wstążkę i zawiesić na choinkę. Rozeszły się w pierwszej kolejności. Chętni do kupowania (bo część była wystawiona na sprzedaż) mieli spore trudności z wyborem tego najbardziej dla siebie odpowiedniego.

Podczas kiermaszu działała też „Nasza Kawiarnia”, wzorowana na tej, którą opisywał kiedyś Makuszyński. Tu można było usiąść przy stoliku, spróbować ciasta, napić się kawy czy herbaty i porozmawiać chwilę, wymieniając wrażenia o kiermaszu. Na wydzielonych stoiskach prowadzone były warsztaty ozdób choinkowych – orzechów w sreberkach oraz wycinanek i składanek z kolorowego papieru.

O kilka słów dla Czytelników Kuriera poprosiłem wicemarszałka woj. śląskiego Stanisława Dąbrowę, który zorganizował przyjazd do Lwowa gości ze swego regionu.

Jak to się stało, że zawitali Państwo na kiermasz do Lwowa?
Po raz pierwszy spotkałem się z panią Tatianą w Żytomierzu. W tym roku, w lecie dzieci ze Stryja gościły u nas w miejscowości Kroczyce i tam pani Tatiana zaproponowała mi przyjazd na kiermasz do Lwowa. Bardzo chętnie przystałem na to, żeby przedstawić śląskie tradycje wigilijne. Specjalnie wybrałem dwa Koła gospodyń, z dwóch przeciwległych zakątków naszego województwa. Godów leży przy granicy z Czechami, a Pradła w okolicach Zawiercia, taki typowy Górny Śląsk. Jak widzimy, istotne różnice są i w strojach regionalnych, i w tradycjach, i stołach wigilijnych. Tradycje są różnorodne, ale takie kiermasze dają możliwości wymiany i zobaczenia czegoś nowego. Najlepszym przykładem tego przenikania tradycji są np. uszka do barszczu. Dawniej w moich okolicach tego dania nie znano, a teraz jest już tradycyjne. Najważniejsze – to utrzymanie tego trzonu tradycji.

Czy zauważył pan różnice pomiędzy Śląskiem a Ziemią Lwowską?
O tak, są pewne odmienności. Na stoisku Trzcieńca zauważyłem pączki. U nas pojawiają się dopiero w karnawale, na zapusty, a tu już są na Wigilię.

Czy wielu repatriantów z tych terenów mieszka w okolicach, skąd przyjechały Koła gospodyń?
Na Śląsku większość repatriantów osiadała w miastach – Bytom, Gliwice i okolice. Natomiast w okolicach Godowa czy Pradła raczej repatriantów nie było, stąd te nasze dania raczej nie miały możliwości zapożyczeń z Ziemi Lwowskiej.

Czy planuje pan przyjazd na Kiermasz Wielkanocny?
Jak tylko dostanę zaproszenie, to bardzo chętnie znów tu przyjadę i przywiozę tradycje z innego regionu. Jestem zwolennikiem zacierania się granic – tych pomiędzy państwami. Tradycje nie muszą być dzielone przez granice. Tradycje muszą się w jakiś sposób przenikać i wymieniać. To wyjdzie tylko na dobre. Oceniam, że taka wymiana jest niezbędna, bo ubogaca narody.

Dziękuję za rozmowę.

Krzysztof Szymański

Fot. Konstanty Czawaga

{gallery}gallery/2015/kiermasz_czawaga{/gallery}

{youtube}IRfJTutRPmA{/youtube}

X