Impresje z Majdanu

Impresje z Majdanu

Niedzielna manifestacja w Kijowie przerosła wszelkie oczekiwania. Dotarłem w okolice Uniwersytetu Tarasa Szewczenki z myślą, że po dziewięciu latach Ukraińcy znowu poczuli swoją siłę. Obok mnie tłumy ludzi zdążały do centrum Kijowa. Niezwykłe uczucie solidarności ogarniało obecnych. Zapowiadał się drugi Majdan.

Przebieg protestu od czwartku do soboty nie zapowiadał wielkich wydarzeń.
Przyleciałem do Kijowa w piątek. Podjąłem decyzję o wyjeździe o drugiej w nocy. Szczęśliwie tak się złożyło, że jeden z przewoźników oferował promocyjne ceny. Dziewięć lat temu, w trakcie pomarańczowej rewolucji nie byłem w Kijowie, tym razem pojechałem, chociaż zdawałem sobie sprawę, że drugiego „majdanu” nie będzie. Dotarłem w piątek wieczorem do centrum Kijowa, z wypiekami na twarzy wyszedłem z metra i… ogarnęło mnie rozczarowanie. Owszem, byli ludzie, nawet nie mało, ale cztery czy pięć tysięcy to nie jest siła, która mogłaby wstrząsnąć Ukrainą.

Noc z soboty na niedzielę spędziłem na Majdanie. „Ukraińska Prawda” powołując się na „Kanał 5” podała, że o 3 nad ranem władze mogą rozpędzić protestujących. Oceniałem prawdopodobieństwo takiego zdarzenia na 1%. Nie zapowiadało się nic wielkiego, nie warto byłoby przysyłać oddziałów Berkuta. Zostałem jednak ze względu na ten 1% niepewności. W nocy dwukrotnie próbowano wjechać na Majdan ciężarówką z osławioną choinką, którą stawiano akurat w trakcie protestu. Ludzie nie wpuścili ciężarówki. Tak się kończyła kolejna noc protestu w Kijowie.

W niedzielę bez większych emocji wysiadłem na stacji metra „Uniwersytet”. Udałem się pod pomnik Szewczenki: otaczała mnie masa ludzi i wszyscy szli w tym samym kierunku. Zbliżając się do gmachu uniwersytetu zobaczyłem potok ludzkich głów. Nad nim górowała poświata z flag. Patrząc na tłum, myślałem o tym, że po dziewięciu latach Ukraińcy znowu poczuli swoją siłę. Wszystko wskazywało na to, że zapowiada się kolejny Majdan.

(Fot. Wojciech Jankowski)Nie byłem w stanie ocenić ilu ludzi zgromadziło się w centrum. Wszyscy doszliśmy na Plac Europejski i dopiero tam zdałem sobie w pełni sprawę z ogromu tego wiecu. Manifestacja przerosła najśmielsze oczekiwania. Takie poczucie wspólnoty widziałem w dzieciństwie, za czasów Solidarności i w czasie pielgrzymek Jana Pawła II. Otaczał mnie ciasny tłum, reagujący spontanicznie na przemówienia Jewhenii Tymoszenko, Arsenija Jaceniuka, Mustafy Najema i Ołeha Tiahnyboka. Co jakiś czas przerywano przemówienia owacjami. Wiec był wielkim seansem wspólnoty zebranych tam Ukraińców.

Nie ma jednak rzeczy idealnych. Nie do końca komfortowo czułem się w otoczeniu setek flag Swobody. Starsze osoby z flagami Batkiwszczyny wyglądały raczej na zaangażowane do pracy, a nie na uczestników demonstracji w słusznej sprawie. Ale wszystko to nie zmieniało znaczenia tego wydarzenia – był to wielki dzień Ukrainy. Jaki będzie efekt? Czas pokaże…

Rozmowy z uczestnikami majdanu

Rusłana Łyżyczko, piosenkarka:

To zwycięstwo czy początek zwycięstwa?
To zwycięstwo. To, co zobaczyliśmy dziś znaczy, że Ukraina próbuje zmienić bieg historii, nie tylko swojej, ale też Europy. Wielu myślało, że to już koniec, że to Euroazja. Gdy uczestniczyłam w konkursie Eurowizji wszyscy twierdzili, że Europa kończy się na Polsce, a dalej są już państwa byłego Związku Sowieckiego. Dziś Ukraina pokazała, że przestała być „byłym ZSRS”. Jest to oczywiste. Gdy staliśmy na Majdanie w 2004 roku, to były to nasze lokalne wybory i chcieliśmy demokracji. Dziś przed nami są ważniejsze rzeczy – dziś chcemy zmienić naszą historię. To jest mocne.

Ale to nie koniec?
To dopiero początek. Zobaczy pan, co będzie jutro. Ludzie chcą zmian. Proszę mi uwierzyć, że nie wyszliby gdyby powodem było to, że ktoś coś nie tak przeczytał czy o czymś zdecydował. Ludzie są zmęczeni, bo w ciągu ostatnich lat nagromadziło się w nich zbyt dużo niezadowolenia. To była ostatnia kropla.

Dlaczego dziś – równo po dziewięciu latach?
Jest to symboliczne. Widocznie jest to właściwy moment na zmiany. Taki jest układ gwiazd nad Ukrainą, że Bóg daje Ukrainie kolejną szansę na zmianę swojej historii.

Ołeksandr Jarmoła, lider zespołu Haydamaky:

 

Jakie znaczenie ma to co się tutaj dzieje?
Najważniejsze jest to, że ludzie znów zebrali się razem, że znów jest nas dużo – jest to stare hasło, ale znów aktualne. Znów w tej jedności wyczuwamy naszą siłę. Gdy ludzie są rozproszeni, są pasywni – nic się nie zmieni, a nasza polityka zmienia wszystko tylko na gorsze. Wcześniej czy później musiało się stać tak, że ludzie zgromadzą się razem i nikt tej sytuacji zmienić nie może.

(Fot. Wojciech Jankowski)Jakie błędy popełniono po pomarańczowej rewolucji?
Nie jestem politologiem, ale wszyscy wiedzą o tych błędach. Proszę spytać choćby przekupkę na targu – ona panu wszystko opowie. Przypuszczam, że społeczeństwo było jeszcze nie gotowe. Miało poczucie, że jeden lider może dokonać wszystkiego i powie, co mamy robić, a ludzie się rozeszli. Dziś musimy sami dojść do tego, co mamy robić.

Mustafa Najem, dziennikarz:

W Polsce nie wszyscy wiedzą, jaka jest pana rola w wydarzeniach na Ukrainie.
Moja rola sprowadziła się do napisania postu na Facebooku, po którym ludzie wyszli na Majdan.

Tylko tyle? Ale to dało początek obecnym wydarzeniom.
Nie mogę stwierdzić, że jest to mój wpływ na te wydarzenia. Proszę zrozumieć, myślało o tym wielu ludzi, a ja to wypowiedziałem swoim wpisem. Nie jestem politykiem i nie chcę brać na siebie zobowiązań politycznych. Ludzie nie wierzą politykom, i to właśnie było przyczyną ich wyjścia na Majdan. Są ludzie-niepolitycy, którzy mogą poprowadzić innych.

Co pan sądzi o tym, że dziś mamy dwa majdany?
Nie myślę o tym. To normalna sytuacja i niczego strasznego w tym nie ma. Cel obydwu jest taki sam. Najważniejsze jest to, aby nie przedstawiać tego jako konfliktu. Są ludzie gotowi do niesienia odpowiedzialności w różnoraki sposób. Na politycznym Majdanie padają hasła polityczne – blokada gabinetu ministrów, nowe wybory do Rady Najwyższej i usunięcie z urzędu prezydenta. Odpowiadają za swoje hasła My natomiast bierzemy odpowiedzialność za jedno hasło – idziemy do Europy. Idziemy pod tym hasłem, ale nie jesteśmy przeciwnikami politycznego Majdanu. Szerokie spektrum zadań, które sobie stawiają, jest ich problemem. Jeśli chodzi o eurointegrację jesteśmy zjednoczeni.

Czy dwa Majdany nie zmniejszą wpływu na sytuację?
Nie. Rozumiemy, że bez względu na to czy jesteśmy politykami, czy nie – wszyscy chcemy tego samego i dążymy do Europy. W naszych dążeniach nie ma sprzeczności, a wpływ na państwo i społeczeństwo mamy taki sam. Dylemat jest w tym, że mamy różnych ludzi, którzy nam zaufali. To może stworzyć pewne problemy. Nie jestem pewien, że połączenie obu Majdanów wyjdzie na plus. To tak jak z dwoma kandydatami na prezydenta: nawet, jak ich zestawimy razem, nie mamy pewności, że będzie lepiej. W tej sytuacji najważniejsze jest szerokie poparcie dla akcji.

A gdyby ci ludzie stanęli razem?
W niedzielę mieliśmy już wspólny wiec. Zwracaliśmy się do tych ludzi, którzy przyszli z flagami i hasłami politycznymi, że nie mamy wymogów politycznych. Bez względu na brak zaufania do polityków, chcieliśmy udowodnić, że możemy stanąć razem na jednej scenie i powiedzieć: „W dążeniu do Europy jesteśmy razem”.

Jak pan myśli, jak to się skończy?
Wydaje mi się, że poziom świadomości społeczeństwa obywatelskiego wzrośnie bez względu na to, czy umowa zostanie podpisana czy nie. Społeczeństwo przekonało się, że są warstwy, które nie wspierają oligarchów, polityków i wychodzą bez haseł partyjnych, a tylko dlatego, że uważają to za swój obowiązek. Pokazujemy też, że są ludzie, którzy żyją według pewnych wartości i są w stanie pokonać wzajemne nieporozumienia w imię konkretnego celu – Europy.

Ta młodzież, która teraz stoi na Majdanie ma 25-30 lat. Za 10 lat mogą przyjść do władzy, niekoniecznie politycznej. Będą prowadzić firmy i przedsiębiorstwa i będą szli do Europy niezależnie od tego, że Janukowycz kiedyś nie podpisał jakiegoś dokumentu. Dziś tworzymy naszą przyszłość. Dla mnie jasne jest, że kiedyś przyjdzie dzień, gdy znów zbierzemy się na tym Majdanie właśnie 21 listopada i będziemy pamiętać, że tego dnia rozpoczęła się droga Ukrainy do Europy. Kiedyś będę wspominał te wydarzenia z moimi dziećmi. Nie mam powodów, żeby nie wierzyć w to, że będziemy w Europie.

Cieszę się, że zaczęliśmy akcję my, a nie politycy. Najważniejszy wniosek z ostatnich dni – potrafimy!

Zurab Kobuładze, uczestnik Majdanu – z pochodzenia Gruzin

Dlaczego przyszedł pan na Majdan?
Kocham ten kraj i życzę mu europejskiej przyszłości. Są głosy, że powinien być neutralny, ale wszystko to wymysły. Wymysły wrogów Ukrainy, którzy wiedzą, że samodzielna Ukraina łatwiej może się poddać. Współczesny świat jest urządzony tak, że albo jesteś w jakimś bloku, albo nigdzie.

Myśli pan, że może tu być podobnie jak w Gruzji?
Też bym chciał, żeby weszła do Europy. Powiem nawet, że Rosja też powinna wejść. Ale realia współczesne są takie, że Rosja nie wejdzie nigdzie. Co do Gruzji – uważam, że Gruzja, Armenia, Azerbejdżan, Turcja powinny zjednoczyć się wokół Europy. Naturalnie, jeżeli tego chcą. Ale ostatnie wydarzenia w Gruzji wskazują na to, że ludzie nie są jeszcze gotowi do integracji europejskiej. Szanowanemu przez cały świat prezydentowi Saakaszwilemu nie udało się wprowadzić swego narodu do Europy. Naród go znienawidził. W Gruzji całe dziesięciolecia politycy marzyli o tym, żeby trafić do parlamentu, aż tu nagle przychodzi z Moskwy jakiś biznesmen-miliarder, w ciągu roku zostaje premierem i kieruje całym państwem. Co obiecuje ludziom? Dobre stosunku z Unią, wstęp do NATO, ale jednocześnie dobre stosunki z Rosją. Tymczasem nie żyjemy w idealnym świecie, w którym można mieć idealne stosunki jednocześnie z Europą i Rosją. Rosja daje wyraźnie do zrozumienia – z nami lub przeciwko nam. Nowy rząd Gruzji nigdzie kraju nie zaprowadzi, bo składane obietnice są zbyt wydumane.

Konstanty Chodkowski, Polak studiujący w Moskwie:

Skąd prowadzi droga na Majdan?
Przyjechałem z Moskwy, gdzie jestem uczestnikiem programu wymiany studenckiej. Przed kilkoma dniami wróciłem z konferencji naukowej na Ukrainie. Zacząłem przeglądać media, patrzyłem, co się dzieje, że ludzie znów wyszli na Majdan w Kijowie i innych miastach. Postanowiłem tu wrócić. I po dwóch dniach wróciłem, żeby swoją obecnością wesprzeć Ukraińców.

(Fot. Wojciech Jankowski)Jak postrzegasz sytuację na Ukrainie?
Jeżeli chodzi o podpisanie umowy stowarzyszeniowej, to na ten czas wszystko jest zawieszone. Rząd Ukrainy nie zdecydował się na zakończenie tego procesu. Nie oznacza to jednak, że ta umowa nie zostanie nigdy podpisana. Na szczycie partnerstwa w Wilnie świat się nie kończy. Jest czas, który gra na korzyść UE i europejskich aspiracji Ukrainy, ponieważ coraz więcej Ukraińców przekonuje się do Unii. Jeżeli społeczeństwo ukraińskie będzie miało coraz większy wpływ na władzę, to w perspektywie ta umowa zostanie podpisana. Przystąpienie do Unii Celnej jest sprawą międzyrządową, natomiast wektor europejski jest sprawą społeczną, ruchem demokratycznym.

Czy spodziewałeś się takiej ilości osób na Majdanie?
Spodziewałem się, że nie ujdzie to rządowi ukraińskiemu płazem, zwłaszcza że wydarzenia rozgrywają się w dziewiątą rocznicę pomarańczowej rewolucji. Najważniejsze, że te protesty są spontaniczne. Zostały zainspirowane przez dziennikarzy gazety „Ukraińska Prawda”, a potem dołączyli do tego inni. Bez partyjnych pieniędzy, nie przywożeni partyjnymi autobusami, a spontanicznie. Już sam wymiar tych manifestacji świadczy o tym, że Ukraińcy zdecydowali się wyjść z domów i otwarcie rozmawiać o sytuacji na Ukrainie. Jest to krok naprzód. Takiej fali manifestacji nie było od czasu pomarańczowej rewolucji.

Spodziewałem się reakcji społeczeństwa i te oczekiwania się spełniły. Co będzie dalej o tym zdecydują najbliższe dni. Jeżeli Ukraińcy zdecydują się pozostać na Majdanie, to może spowodować to efekt desperacji i w tym sensie ta manifestacja może przynieść efekty.

Nie zapowiada się jednak druga rewolucja.
Miałem taką nadzieję, jadąc tutaj. Rozmawiam z Ukraińcami, którzy byli politycznie świadomi podczas pomarańczowej rewolucji. Mówią, że trzeciego dnia tamtej rewolucji tłumy były o wiele większe. Ale jest to pierwsza spontaniczna masowa akcja zorganizowana od dziewięciu lat. Były inne ruchy, jak np. „Wstawaj, Ukraino!” zorganizowany przez partie opozycyjne: dowożono ludzi autobusami, za partyjne pieniądze organizowano wiece. Tu ludzie zdecydowali się przyjść sami z siebie i ich decyzja świadczy o tym, że nie jest im wszystko jedno. Tu wiele może się zdarzyć. I każdego dnia możemy spodziewać się zwrotu akcji. W tej sytuacji nie przesądzałbym niczego, bo na Ukrainie możemy się wszystkiego spodziewać z dnia na dzień.

Wojciech Jankowski
Tekst ukazał się w nr 22 (194) za 29 listopada–16 grudnia 2013

X