Historia widziana przez Kreml

Historia widziana przez Kreml swiat.newsweek.pl

Okrągła rocznica pokonania faszyzmu jest dla Moskwy następną okazją do pisania historii po swojemu.

Parada wojskowa, która odbyła się 9 maja w Moskwie, jest tego ewidentnym przykładem. Prezentacja najnowszej broni i wszelkich rodzajów wojsk oraz towarzyszące temu wydarzeniu imprezy czy przemarsze grup powiązanych z władzą były zaplanowanym z góry propagandowym festiwalem, przeprowadzonym w szczególności na użytek swoich obywateli, ale także świata. 

Nowe rodzaje broni, prezentowane na defiladzie, to nic innego jak próby zastraszania NATO i USA. Można to interpretować w następujący sposób: miejcie się na baczności, my mamy broń, która będzie dla was groźna. Przekaz ten jest szczególnie czytelny w sytuacji ciągłego budowania przez propagandę rosyjską mitu twierdzy zagrożonej przez Zachód i NATO. Putin stawał na głowie aby jak najwięcej osobistości państw demokratycznych było na Placu Czerwonym. 

Zamysł ten jednak się nie powiódł. Główni przywódcy Unii Europejskiej zbojkotowali to święto, które zresztą w Europie jest obchodzone 8 maja bez hucznych parad, lecz z wieńcami i kwiatami składanymi ku czci i pamięci poległych w działaniach wojennych. Tak wiec przywódcy Chin, Indii, a nawet Zimbabwe stali się głównymi obserwatorami tego propagandowego widowiska. Na 65 zaproszonych przywódców tylko 26 gotowych było uczestniczyć w tym pokazie, niewiele mającym wspólnego z uczeniem pamięci poległych żołnierzy i sponiewieranej ludności cywilnej (najpierw przez swoich, później przez okupanta, a po wyzwoleniu, z narzuconym jarzmem komunizmu).

Rosja stara się pokazać, że bez Amii Czerwonej nie wyzwolono by Europy, przemilczając fakt, że w Normandii i Włoszech były fronty aliantów wyzwalające Włochy, Bałkany Grecję, Francję, Beneluks czy Danię. Fakt minimalizowania pomocy w sprzęcie udzielonej przez Amerykanów, która w rzeczywistości była znaczna, szczególnie w pierwszych dwóch latach wojny, ma też swoją wymowę.

Historia według Rosji to Wielka Wojna Ojczyźniana trwająca w latach 1941-1945. Rosja nie chce pamiętać o tym, że II wojna rozpoczęła się 1 września 1939 roku, gdzie Rosja zajmując polskie ziemie 17 września, stała się agresorem. To samo dotyczy Finlandii, która w 1940 też została napadnięta przez Rosję Sowiecką.

Pokaz siły na Placu Czerwonym w rzeczywistości pokazał słabość gospodarczą Rosji. Jest to granie na ambicjach wielkomocarstwowości. Brak nowych sukcesów powoduje konieczność reanimacji czy odkurzenia wygodnych faktów z przeszłości. Trudno aneksję Krymu czy czynne wspomaganie separatystów na wschodzie Ukrainy nazwać sukcesem. Propaganda rosyjska z uporem maniaka wychodzi zapewne z założenia, że kłamstwo powtarzane sto razy, sto pierwszym razem staje się prawdą, chce zbudować mit powstania faszyzmu na Ukrainie i na tym budować usprawiedliwienie własnych zbrojnych poczynań. Kraj już zaczyna płacić rachunki za awanturę na Ukrainie, ponieważ jest ona kosztowna przy tanich surowcach energetycznych, z których Rosja żyje i braku kapitału zagranicznego, który odpłynął.

Gospodarka rosyjska kurczy się w zastraszającym tempie, słaby rubel, ciągłe podwyżki artykułów pierwszej potrzeby, powodując spiralę niewydolności gospodarczej i coraz większego niezadowolenia społeczeństwa. Przeciętni ludzie zdają sobie sprawę z tego, że są świadkami igrzysk, ponieważ brakuje chleba. Rosyjscy generałowie obficie karmieni ostatnią dekadę pieniędzmi na zbrojenia, dopominają się o nowe obiecane „zabawki”. A programy zbrojeniowe Rosji to nie mniej jak 40% PKB. Obciążenie budżetu z tego powodu jest znaczące dla gospodarki rosyjskiej. Przy powyższych uwarunkowaniach gospodarka rosyjska nie jest w stanie sprostać wcześniej nakreślonym planom, a najgorsze dopiero przed nią. Za pół roku kryzys w pełni odsłoni swoje oblicze.

Mimo powątpiewania wielu dziennikarzy i niektórych polityków, sankcje gospodarcze nałożone na Rosję za aneksję Krymu są coraz bardziej skuteczne. Próby rozbicia solidarności Unii Europejskiej poprzez rozmowy z wybranymi państwami i zawieraniu z nimi umów handlowych nie powiodły się, a Putin bardzo liczył na wbicie klina w jedność UE. Tak więc ani Gazprom nie będzie dyktował cen gazu, ani rosyjskie koncerny naftowe nie będą różnicowały cen pomiędzy państwami UE. Wygląda na to, że zaliczkowane mistrale, które zbudowali Francuzi, szybciej spoczną na dnie oceanu, niż dostaną się w ręce rosyjskie. Prezydent Putin sam strzelił sobie w stopę, bo spowodował wzmocnienie jedności Unii Europejskiej, a nie jej osłabienie. Sam za to stracił twarz wiarygodnego, przewidywalnego partnera, choć to nie daje powodu, aby z nim nie rozmawiać o poprawie relacji pomiędzy Europą a Rosją na zasadach demokratycznych, ponieważ przewidywalna Rosja jest wszystkim potrzebna. Próby przedstawiana historii w innej projekcji, tak jak to czyni Rosja, nie odnosi oczekiwanego efektu w świecie i czyni jej samej tylko szkody. Prędzej czy później nagie fakty potwierdzą prawdę historyczną, w której przestrzeganie umów międzynarodowych, zawieranych w duchu poszanowania demokracji i samostanowienia poszczególnych krajów jest nadrzędną wartością.

Jan Wlobart
Tekst ukazał się w nr 9 (229) 15-28 maja 2015

X