Historia człowieka, miasta i kościoła

Historia człowieka, miasta i kościoła

Stanisława Czaplę w kościele można spotkać częściej, niż w domu. Powiedzieć, że w kościele jest cząstka jego duszy nie będzie przesadą. Od czasu, gdy parafia rzymsko-katolicka w Truskawcu rozpoczęła walkę o zwrot świątyni, którą władza radziecka zamieniła w ruinę, pan Czapla jest stale razem ze swoimi braćmi i siostrami w wierze.

 

Kiedy w ZSRR rozpoczęła się „pieriestrojka” i osłabła propaganda ateistyczna, pod zamkniętymi świątyniami zaczęli zbierać się na modlitwę wierni – już nie po kryjomu, a otwarcie. Od 1990 roku przed kościołem Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Truskawcu też zaczęły gromadzić się polskie i mieszane rodziny, które zachowały wiarę przodków, wierność kościołowi katolickiemu, jedność duchową ze Stolicą Apostolską. Nie było ich zbyt wiele – rodziny Dembskich, Miedwiediewych, Mahur, Kantor, Rajkowych, Iwuszkinych, Woźniaków, Zombik, Stefanyszyn, Serebrij, Dombrowskich oraz inne.

Wśród nich był i pan Stanisław Czapla, wtedy jeszcze młody budowlaniec. Urodzony w przygranicznych Mościskach, zamieszkał w Truskawcu od 1969 roku. Od czasu, gdy katolicy w Truskawcu przejęli kościół, pan Stanisław większość czasu spędzał w świątyni.

 

Tutaj było jego życie, tutaj o mało go nie stracił, tutaj Pan zbawił go i tutaj dalej służy. Bo służyć Panu Bogu może nie tylko kapłan. Służyć Bogu może i powinien każdy wierny – wszędzie, gdzie Pan go powoła, każdy na swym miejscu. W rodzinie, w pracy, wśród przyjaciół i znajomych, nie tylko w kościele.

Kto widział jak wyglądał truskawiecki kościół lat dwadzieścia temu, ten nie może uwierzyć, że to ten sam gmach. Zamiast spustoszenia i ruiny – piękna świątynia, neogotycka na zewnątrz, neobarokowa wewnątrz. Zamiast śmieci i chwastów – najpiękniejsze podwórko w Truskawcu i to nie przesada. A latem – jak za czasów Rajmunda Jarosza: palmy, różaniec, egzotyczne kwiaty, krzaki i drzewka.

Oprócz Mszy świętej, w kościele odbywają się świeckie, na pierwszy rzut oka, wieczory muzyki organowej i skrzypcowej, poezji duchowej, śpiewu, liryki. Pan Stanisław prowadzi je bez przerwy już od dziesięciu lat. Rozpoczyna się wieczór spotkania ze sztuką piękną.

„Drodzy przyjaciele, дорогі друзі, дорогие друзья, – zaczyna spotkanie pan Stanisław, – znajdujecie się w świątyni, która była zaplanowana wyłącznie jako świątynia dla kuracjuszy, jeszcze w 1827 roku. Na początku była to niewielka kaplica, potem powstała potrzeba jej rozbudowy. Rozwijało się uzdrowisko, zwiększała się liczba kuracjuszy, którzy w większości byli katolikami, dlatego zaplanowano rozbudowę kościoła.

Za czasów Austro-Węgier kurort był dość mały i władze nie były zainteresowane w jego rozbudowie. Na przykład, żeby zbudować domek-pijalnię na 10 pokoi, gdzie można było zażywać wód leczniczych, trzeba było zabiegać o pozwolenie aż w Wiedniu. Natomiast największy rozwój kurortu zaczyna się po roku 1909, gdy uzdrowisko Truskawiec trafia w ręce Rajmunda Jarosza.

W ciągu dwudziestu lat, od 1919 po 1939, w Truskawcu zbudowano 286 willi, hoteli i pensjonatów. Każdy gmach to cud architektury. Trzykrotnie Truskawiec otrzymuje złoty medal jako najlepsze uzdrowisko Polski. Gdybyśmy dzisiaj w Truskawcu mieli takiego człowieka jak Jarosz …”

Mowa pana Stanisława jest spokojna i jednocześnie zachwycająca. Słuchasz go i niby przenosisz się w te odległe czasy. Oto do Truskawca przyjeżdża premier Austrii z małżonką, oto prezydent Estonii, oto prezydent Turcji, wielki przyjaciel Jarosza i mecenas uzdrowiska, słucha Mszy świętej w świątyni uzdrowiska.

X