Grand Prix Leopolis 2019

Od dziewięciu lat na przełomie maja i czerwca organizowane są zawody Grand Prix Leopolis. Nawiązują one do przedwojennych wyścigów automobilowych we Lwowie na trasie zamkniętej tzw. „Lwowskiego trójkąta” – ulicami Pełczyńską-Stryjską-Kadecką.

31 maja oraz 1 i 2 czerwca można było podziwiać stare samochody, które zjechały z Europy do Lwowa na tę tradycyjna imprezę. A że dopisała pogoda, więc atrakcja była tym większa.

Obecna impreza stawia akcent głównie na demonstrację retro techniki samochodowej, a mieszkańcy miasta przez weekend mają możliwość zobaczyć, dotknąć, sfotografować czy nawet przejechać się kultowymi automobilami, które nie co dzień zobaczysz na drogach Ukrainy: pieczołowicie doglądane, naprawiane, czyszczone spoczywają sobie w garażach i przy okazji takich imprez, jak we Lwowie, wyjeżdżają na światło dzienne, budząc niezmienny zachwyt publiczności.

Co można było zobaczyć w tym roku ciekawego?

Największy zachwyt wzbudzał „Willys Knight” z 1920 roku. Oryginalny kabriolet na drewnianych obręczach kół w idealnym stanie interesował nie tylko znawców techniki, ale też młodzież i piękne kobiety, które z chęcią fotografowały się przy nim. Obok – zaparkowane krwisto-czerwone „Aero” z 1936 roku. Też w pełni oryginalny samochód. Zainteresowanie wzbudzał odrestaurowany w pełni kultowy Ford T z 1912 roku. Okres lat 30. był bardzo obficie przedstawiony takimi europejskimi markami jak mercedesy, ople, citroeny. Demonstrowano kultowy wóz mafii chicagowskiej „Plymouth Special” z 1933 roku – w oryginalnym matowym kolorze grafitu. Nie mniej reprezentacyjnie wyglądał błyszczący i odbijający światło słoneczne Rolls Royce z garaży jakiejś głowy koronowanej – o czym świadczyła stosowna plakietka na zderzaku. Przedstawiona była też niemiecka i rosyjska technika wojskowa.

Lata 50. – to przede wszystkim kultowy Citroen 2CV (jeździła takim zakonnica w filmach z Funesem-żandarmem), volkswagen – garbus, czy fiaty 500.

Kolejne roczniki – to już i porsche w różnych odmianach i fiaty, skody, amerykańskie „krążowniki szos” – plymouthy i buicki. Sensację wzbudziła też londyńska taksówka LTI Fairway FX4 z roku 1989. Podziwiano ilość miejsca wewnątrz auta, rozplanowanie siedzeń i dbałość konstruktorów o wygodę pracy kierowcy. To auto zasadniczo różni się od pojazdów, niech najbardziej nowych, które obsługują lwowskich pasażerów.

Rzecz jasna, że najpełniej przedstawiony był świat motoryzacji z okresu ZSRR. Mogliśmy tu podziwiać pełny przedział przemysłu motoryzacyjnego od rządowych ZIS-ów i ZIM-ów, przez wołgi, pobiedy, moskwicze, łady, zaporożce, po wózki inwalidzkie z Sierpuchowa (patrz radziecki film komediowy „Przygody Szurika”). Tu dopiero widać podobieństwo pierwszych modeli moskwiczy do ostatnich przedwojennych opli.

Fot. Krzysztof Szymański
{gallery}gallery/2019/granprix{/gallery}

Wszystkie te cuda motoryzacji ustawiły się w Parku Kultury na zamkniętym parkingu już 31 maja. 1 czerwca była wielka rewia samochodów: przedstawiano kolejne egzemplarze, opowiadano o danych technicznych, o pochodzeniu auta, o osiągnięciach. Wszystko to odbywało się w atmosferze pikniku. Wokół ustawiły się stragany z kiełbaskami, napojami, lodami i innymi smakołykami. Niektórzy restauratorzy wykorzystywali nawet w tym celu auta – firma „Rodzinna Kiełbaska” w starym zaporożcu urządziła grilla i serwowała kiełbaski wprost z bagażnika. Festynowi sprzyjała piękna, prawie letnia pogoda, która po tygodniach deszczu i zimna zapraszała słońcem i ciepłem. Wiele rodzin zdecydowało się na całodzienny spacer. Na stadionie w parku swoje miejsce miały lwowskie firmy, handlujące autami. Na bieżni wystawiły najnowsze modele, dostępne już w salonach, zachęcając w ten sposób do ich odwiedzenia. Przy okazji zorganizowano jarmark upominków, gadżetów i modeli aut.

Popołudniową atrakcją festynu była prezentacja kostiumów z czasów produkcji auta. Trzeba tu podkreślić, że niektóre auta prezentowały całe rodziny i wszyscy pasażerowie starali się pokazać oryginalną odzież z epoki lub bohaterów, korzystających z pojazdów. Zobaczyliśmy zakonnicę i żandarma na citroenie 2cv, bohaterów z filmu „Brylantowa ręka” na wołdze 21, czy mafiosów uciekających plymouthem po napadzie na bank. Oprócz zawodowego jury, oceniającego prezentację, wiele do powiedzenia mieli też widzowie, bowiem wybierali najbardziej interesujące kreacje.

Główną atrakcją Grand Prix Leopolis był naturalnie wyścig na trasie lwowskiego trójkąta. Od 11. rano auta podzielono na grupy w zależności od mocy silników i pomiędzy nimi rozgrywano zawody. Na pierwszy ogień poszły zaporożce, popularne w latach sześćdziesiątych, tzw. „garbate”. Były to przeważnie auta z klubu ZAZKozak, współorganizatora Grand Prix. Kilkanaście zaporożców w różnych barwach ostro pokonywały wzniesienie ul. Stryjską, wyprzedając się wzajemnie. Nie obyło się naturalnie, jak w takich przypadkach, bez awarii. Komuś zadławił się silnik, bo się przegrzał, więc kierowca musiał stanąć, otworzyć klapę i chłodzić poczciwe żelastwo. Do kolejnych wyścigów stawały auta z coraz mocniejszymi silnikami, stąd prędkości były coraz większe i wzrastały emocje widzów.

Po przejechaniu trasy przez wszystkich zgłoszonych do wyścigu uczestników, wyłonieni zostali zwycięzcy, którzy w paradzie przejechali ulicami miasta, wzbudzając sensacje wśród mieszkańców Lwowa i licznych gości naszego miasta.

Fot. Krzysztof Szymański
{gallery}gallery/2019/granprix_wyscigi{/gallery}

Wielu uczestników tegorocznego Grand Prix są stałymi bywalcami tej imprezy. Wielu uczestników przyjechało ze Słowacji, Polski, Czech, Litwy. No i naturalnie przedstawiona była pełna geografia Ukrainy. Poszczególne auta pochodzą z kolekcji prywatnych i na co dzień można je oglądać w muzeum Retro Garaż w dawnych zabudowaniach remizy tramwajowej.

IX Grand Prix Leopolis przeszedł już do historii, a organizatorzy tej imprezy już pracują nad tym, aby jubileuszowy X Grand Prix zaćmił swym przepychem i liczbą uczestników wszystkie dotychczasowe imprezy. Czekamy!

Krzysztof Szymański
Tekst ukazał się w nr 12 (328) 28 czerwca – 15 lipca 2019

X