Goście z USA i Polski w redakcji Kuriera Konstanty Czawaga i Marcin Piotrowski

Goście z USA i Polski w redakcji Kuriera

W połowie lutego naszą redakcje odwiedzili prezes Fundacji Kościuszkowskiej w Nowym Jorku Marek Skulimowski z synem Filipem, członek rady Fundacji Kościuszkowskiej Krystyna Piórkowska i znany społecznik z województwa podkarpackiego Marcin Piotrowski, lider Fundacji Humanitarnej Folkowisko. Od samego początku pełnoskalowej rosyjskiej inwazji Marek Skulimowski i Marcin Piotrowski organizują akcje pomocowe do Ukrainy.

Prezes zarządu Stowarzyszenia Kurier Galicyjski Anna Gordijewska opowiedziała gościom o szczegółach działalności redakcji w warunkach wojennych. Marek Skulimowski przybliżył sytuację w mediach polonijnych w USA. Goście mówili również o tematach, które najbardziej interesują naszych czytelników, widzów i słuchaczy w Polsce oraz na kontynencie amerykańskim.

Biblioteczka Kuriera dla dzieci i dorosłych w Nahaczowie

Podczas spotkania w redakcji przekazaliśmy na ręce Marcina Piotrowskiego biblioteczkę Kuriera Galicyjskiego dla Centrum Edukacji Transgranicznej, które pod koniec 2024 roku powstało we wsi Nahaczów koło Jaworowa w obwodzie lwowskim. Jest to wspólne dzieło Fundacji Humanitarnej Folkowisko i Fundacji Kościuszkowskiej.

Biblioteka Kuriera Galicyjskiego łączy szereg książek o wybitnych postaciach zasłużonych dla kultury polskiej, relacjach polsko-ukraińskich przez pryzmat historii oraz opowiadań o Lwowie i dawnym Stanisławowie.

– Otrzymaliśmy chyba największy możliwy dar od Kuriera Galicyjskiego czyli słowo – powiedział Marcin Piotrowski. – Bo słowo, literatura nigdy nie zginie. Wierzę, że w słowie, w literaturze jest moc, która przekracza granice. Te książki na pewno bardzo nam pomogą w nowo otwartym Centrum Edukacji Transgranicznej w Nahaczowie, jeśli chodzi o promocję polskiej kultury, o ukazywanie szczególnie tych autorów, którzy są związani z tym regionem – Lwowem, przestrzenią pogranicza. Bardzo się cieszę z albumu o Herbercie. A dzieciaki będą mogły się uczyć języka polskiego z pisemka „Kto ty jesteś? Polak mały”. Wasza gazeta to naprawdę jedna z najlepszych gazet polskich, które są do tej pory wydawane i ogromnie się cieszę, że możemy współpracować.

Marcin Piotrowski o doświadczeniach na pograniczu polsko-ukraińskim i turecko-syryjskim

Porankiem 24 lutego 2022 roku Marcin Piotrowski razem z Markiem Skulimowskim już był na granicy polsko-ukraińskiej, pomagając uchodźcom. Był inicjatorem Fundacji Humanitarnej Folkowisko, która w ciągu ostatnich trzech lat organizuje akcje pomocowe. W celu pozyskania środków na działania wyjeżdżał do USA, a niedawno odwiedził pogranicze turecko-syryjskie.

W jakim celu Pan jeździł do Turcji? – zapytałem Marcina.

– Do Turcji, na pogranicze turecko-syryjskie trafiłem na zaproszenie Humanitarian Leadership Academy. Jest to rodzaj Akademii dla pracowników humanitarnych, która działa na co dzień w Wielkiej Brytanii, ale też kształci w różnych zakątkach całego świata i zajmuje się tym, żeby dobre praktyki przekazywać z jednego miejsca na drugie. Na pogranicze turecko-syryjskie trafiłem w momencie, gdy w Syrii upadł reżim Asada. To wyjątkowa przestrzeń, bardzo dotknięta przez różnego typu sytuacje kryzysowe. Przez wojny, które trwają tam od dziesięcioleci. Przez trzęsienie ziemi, które, które zaledwie dwa lata temu zniszczyło całe miasta, zginęło tam wówczas 50 tys. osób. Więc wydawałoby się, że to oni mają olbrzymie doświadczenie w zarządzaniu kryzysem. Dla nich było jednak bardzo ciekawe doświadczenie nasze tutaj, środkowoeuropejskie z konfliktu, który odbywa się w Ukrainie. Z pomocy i wsparcia, które Ukrainie zostało okazane przez zwykłych ludzi. Bo w odróżnieniu od państw w tym regionie – Turcji, Syrii, u nas nie powstały obozy uchodźców. Pomimo tego, że do Polski, do innych krajów trafiły miliony ludzi z Ukrainy, zostali oni przyjęci w godny sposób. Trafili do domów, trafili do zadbanej przestrzeni. Nie zostali zamknięci w oddzielonych ośrodkach i to było cos wyjątkowego dla świata humanitarnego, dla społeczności humanitarnej, że był taki odzew zwykłych ludzi, którzy otworzyli nie tylko swoje serca na potrzeby uchodźców z Ukrainy, ale otworzyli też swoje domy.

Miejsca, dotknięte kryzysowymi sytuacjami z czasem tracą empatię otoczenia. To niestety dzieje się też w warunkach już Ukrainy. Trwające długo sytuacje kryzysowe, konflikty powodują to, że człowiek obojętnieje, że człowiek przyzwyczaja się do cierpienia drugiego człowieka. I w tamtej przestrzeni było zaskakujące, że my jesteśmy ciągle empatyczni. Że nie przechodzimy obojętnie obok osób potrzebujących. Dla nich w Turcji czy w Syrii, czy Libanie na pewno było ciekawe, że mieliśmy ludzi z Polski, z Wielkiej Brytanii, których trenowaliśmy. Był to ciekawy kontekst kulturowy, właśnie jak różne kultury sobie nawzajem pomagają i jak to jest wbudowane w naszego ducha narodowego. Polacy są chyba całkiem nieźli w takim pomaganiu pospolitym ruszeniem. Potrafimy działać, sprężyć się i często pomagamy skuteczniej, niż państwa, niż organizacje państwowe, samorządy. Potrafimy się samoorganizować. Widzę to też bardzo często w Ukrainie. Nikt nie robił tak rewolucji jak Ukraińcy: pomarańczowa rewolucja, euromajdan, gdy potrafili się skupić, połączyć w ważnych celach. Potrafimy działać wspólnie pomimo podziałów i to było bardzo ciekawe dla ludzi, których uczyliśmy. Uczyliśmy rzeczy, które są wspólne i jednakowe na całym świecie – zasad działania w kryzysie, mechanizmy, które trzeba zastosować w sytuacji kryzysowej. Nieważne czy jest to powódź, czy wojna – w tych pierwszych godzinach działamy w podobny sposób. Żeby zarządzać taką sytuacją mechanizmy są bardzo podobne. Na naszym przykładzie, Polski i Ukrainy pokazaliśmy, że te mechanizmy w jakiś sposób zadziałały. To jak z wynalezieniem radia. Radio zostało w tym samym czasie wynalezione przez dwóch wynalazców. Okazuje się, że takie rzeczy w humanitarce też powtarzały się. Podobnie jak u nas były przed granicą polsko-ukraińskiej olbrzymie kolejki tysięcy osób oczekujących. Że było zimno. Że nie było schronienia. Takie same rzeczy działy się wcześniej w byłej Jugosławii, w różnych miejscach na świecie. Rozwiązania, które zostały u nas zastosowane, bardzo często były stosowane w innych przestrzeniach, choć o tym nie wiedzieliśmy. Obecnie trwa wymiana, wyjazdy do innych miejsc, gdzie te rozwiązania były zastosowane, uczą też nas. Ale my też mogliśmy sporo pokazać, jak reagowaliśmy na kryzys, szczególnie ten uchodźczy.

Jakie doświadczenia Pan wyniósł z pobytu na pograniczu turecko-syryjskim?

Od Syryjczyków i Turków mogliśmy się wiele nauczyć jeśli chodzi o długoterminowe działania. My w Europie Środkowo-Wschodniej jesteśmy świetni w działaniu krótkoterminowym. Starcza nam energii w szybkim działaniu, zjednoczeniu się, ale nie potrafimy działać długoterminowo. Rozłożyć siły. Kiedyś opowiadał mi mistrz olimpijski Robert Korzeniowski: „Marcin, to nie jest sprint. To jest maraton. Musisz rozłożyć siły na cały dystans. Nie możesz tylko biec i pomagać na samym początku. Musisz pomyśleć, że wielu się wypali. Prawdziwy mistrz rozkłada swoją energię na dłuższy dystans, żeby dostrzec do mety, i nie wiadomo czy to nie będzie ultra-maraton, który ma czasem i ponad sto kilometrów”. Więc te paralele możemy przełożyć też na pomaganie.

Zdjęcia z Facebooka Marcina Piotrowskiego

W jakich szkoleniach teraz jest zapotrzebowanie na pograniczu polsko-ukraińskim?

W tej chwili prowadzimy szkolenia z zarządzania kryzysowego dla lokalnych społeczności w Polsce. Pracujemy wzdłuż granicy polsko-ukraińskiej w mniejszych miejscowościach, takich jak Hrubieszów, Lubaczów, Przemyśl, gdzie pracujemy z lokalnymi społecznościami, żeby im przekazać wiedzę. Jestem trenerem po tym pobycie, trenowałem osoby z Turcji, Syrii, na tydzień zostali zaproszeni do Warszawy przedstawiciele dużych organizacji z Polski i Ukrainy, więc mogłem też podzielić się tą wiedzą z uczestnikami szkoleń transgranicznych. Szkolenia prowadzone są na wyższym poziomie, w języku angielskim. Ale też szkolimy w Polsce w języku polskim. I to jest bardzo skuteczne. Na zakończenie szkolenia w Hrubieszowie przyszedł do mnie komendant straży miejskiej, który wcześnie był komendantem placówki więziennictwa, bardzo doświadczony oficer i powiedział: „Panie Marcinie, w swojej karierze zawodowej byłem na dziesiątkach treningów zarządzania kryzysowego. To był najlepszy trening w jakim wziąłem udział, bo wiele nas nauczył. Bo te treningi nie polegają tylko na tym, że jedynie wykładamy wiedzę. Bardzo dużo dowiadujemy się od siebie nawzajem, mapujemy tych ludzi, łączymy, ale później stawiamy ich przed egzaminem. Egzaminem jest symulacja, bo tworzymy taką niby grę, w której stawiamy ludzi przed kryzysową sytuacją. Muszą stworzyć swoje zespoły, muszą się komunikować, muszą wybrać lidera, podzielić rolami, a my ciągle tym liderom, tym zespołom rzucamy kłody pod nogi. I to jest dla nich olbrzymim wezwaniem, ale też próbą sił – zaznaczył Marcin Piotrowski.

Zdjęcia z Facebooka Marcina Piotrowskiego

Marek Skulimowski o obchodach 100-lecia Fundacji Kościuszkowskiej

– Cieszymy się bardzo, że Fundacja przetrwała sto lat i jest w dobrej kondycji – stwierdził w wywiadzie dla Kuriera Marek Skulimowski. – Zwiększamy wartość naszych stypendiów, również w związku ze stuleciem chcielibyśmy uhonorować tych, którzy się przyczynili do rozwoju Fundacji. Więc w tym roku w czasie gali, która odbędzie się 26 kwietnia nagrodzimy pięciu seniorów naszej Rady, powierników Fundacji (organu, który nadzoruje Fundację) którzy najdłużej w niej działali. Są tacy, którzy półwieku są związani z Fundacją czyli ponad 50 lat. To Wanda Senko, Joseph Gore, który był też prezydentem Fundacji, Hanna Chroboczek Kelker, doktor Ewa Radwańska i Aleksander Koprowski. Każda z tych osób ma zasługi w rozwoju Fundacji w kierunkach naukowych, kulturalnych. Te osoby mają po 80–90 lat i są z Fundacją cały czas.

Ze strony internetowej Fundacji Kościuszkowskiej dowiedziałem się, że na początku marca w Waszyngtonie odbędzie się Festiwal Polskich Filmów.

To nowa inicjatywa, druga edycja. którą przygotowujemy w Waszyngtonie. Waszyngton to pewnego rodzaju pustkowie jeśli chodzi o kulturę polską, bo jest tam mało organizacji. Jest to miasto rządowe, dużo administracji. Postanowiliśmy zrobić tam festiwal. Pierwszy okazał się niesamowitym sukcesem. W tej chwili dopinamy już drugą edycję. Otwarcie odbędzie się 4 marca. Radość nie tylko wśród Polaków, mieszkających w Stanach Zjednoczonych, ale także Amerykanów. Będzie paru polskich aktorów. Wiem, że będzie Zbyszek Zamachowski, ma być Janek Komasa. Jeszcze dopracowujemy parę nazwisk. Co roku mamy piękne grono polskich „gwiazd”.

Z czym jest powiązana dzisiejsza wizyta Pana do Lwowa?

Zawsze gdy jestem w Polsce, trudno mi tutaj nie dojechać, przecież pochodzę stąd, z miejscowości zaraz po drugiej stronie granicy. Chcę wiedzieć, jak wam się tu żyje. Pomagamy już trzy lata. Za chwilę będzie już trzecia rocznica pełnoskalowej inwazji, więc chcę zobaczyć, jak to wszystko działa. Przywieźliśmy też elementy pomocy. Chcielibyśmy też bardziej popularyzować język polski w Ukrainie. Wiem, że jest ogromne zainteresowanie. Chcielibyśmy też prosić władze w Warszawie o szkolenie nauczycieli, bo uważamy, że jest to niesamowita okazja, żeby nas trochę zbliżyć, te dwa narody. W Polsce też jest spore zainteresowanie kulturą ukraińską, samą Ukrainą, toteż chcielibyśmy, żeby w Polsce rozwijały te kierunki. Jeżeli będziemy jakoś pomocni też w rozwoju języka angielskiego, to też jesteśmy gotowi. Szukamy, jakie są potrzeby w tej chwili.

fot. Igor Rewaga / Nowy Kurier Galicyjski

Centrum Edukacji Transgranicznej w Nahaczowie już działa.

Bedzie to swego rodzaju nasz przyczółek. W jakimś stopniu jako Fundacja przyczyniliśmy się do tego sukcesu, do otwarcia. Liczymy na to, że będzie to miejsce, gdzie i Polacy i Ukraińcy będą się spotykać, dzielić swoimi doświadczeniami, uczyć się o sobie, ale przy okazji będzie też okazja uzupełnić pewne rzeczy, których w Ukrainie brakuje. Wojna spowodowała, że to społeczeństwo będzie bardziej potrzebowało różnego rodzaju szkoleń związanych z traumą, która spotkała wiele rodzin. Jak sobie z tym radzić? Marcin Piotrowski i Fundacja Folkowisko już to realizuje. Przejazd przez granicę jest kłopotem, więc jeżeli to będzie przy granicy, to można kogoś zaprosić z Polski i zaprosić grupę ukraińskich nauczycieli, szkolić ich. Robić kursy dla młodzieży. Zobaczymy. Jest już przestrzeń. Fundacja Folkowisko zapewnia tę przestrzeń, ma pomysły. Będziemy starać się i o ile mamy środki będziemy im pomagać.

Ostatnio znalazł się Pan w nowym składzie Rady Naukowej Polskiej Biblioteki Narodowej w Warszawie.

To ogromny zaszczyt. Oczywiście, kieruję podziękowanie dla minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego Rzeczpospolitej Polski Hanny Wróblewskiej. Jest to organ nadzorujący działalności Biblioteki Narodowej. To nie znaczy, że jestem jakimś audytorem. Nie, absolutnie. Biblioteka tak fenomenalnie działa, że dwa razy w roku, gdy jestem na spotkaniach Rady, to przyjemnie jest posłuchać, jak się rozwijają, jak się bogacą zbiory. Pamiętajmy, zniszczenia Polski w czasie II wojny światowej były ogromne. Patrzę na to nawet jak na sposób odbudowywania kolekcji bibliotecznych w Polsce po stratach wojennych. Jest mi to bliskie. Cieszę się, że w jakiś sposób mogę podzielić się moim zdaniem na temat rozwoju bibliotekarstwa w Polsce. Robiliśmy już wspólne projekty, ale myślę, że wiele jest przed nami. Biblioteka naprawdę dobrze sobie radzi. Na razie mamy tyle innych płaszczyzn do działania, ale nie wykluczone, że z Biblioteką będziemy też robić różne rzeczy.

24.02.2025

Przed świtem Marcin Piotrowski na swojej stronie na Facebook trzymając świecę w ręce powiedział:

– Płomień Solidarności. Czwarta nad ranem. Trzy lata od momentu pełnoskalowej agresji na Ukrainę. W tych trudnych ciemnych czasach solidarność jest naszą bronią i my stoimy razem, wspólnie przy naszych przyjaciołach z Ukrainy. Nie ważne, gdzie jesteśmy, czy w Polsce, czy w Kanadzie, czy w Albanii. O czwartej nad ranem wielu wolontariuszy, przyjaciół, sąsiadów, ludzi, którzy w ogóle nie znali się, połączyła wspólna idea. Idea solidarności z dzielnym, walczącym narodem ukraińskim. Będziemy z wami stać, będziemy was wspierać tak długo, jak będzie potrzeba. A jeśli będziecie potrzebowali schronienia, nasze domy, nasze kraje staną się waszym domem. Będą otwarte na was i dla was. Jesteśmy z wami. Sława Ukrainie!

Konstanty Czawaga

Tekst ukazał się w nr 4 (464), 28 lutego – 13 marca 2024

Przez całe życie pracuje jako reporter, jest podróżnikiem i poszukiwaczem ciekawych osobowości do reportaży i wywiadów. Skupiony głównie na tematach związanych z relacjami polsko-ukraińskimi i życiem religijnym. Zamiłowany w Huculszczyźnie i Bukowinie, gdzie ładuje swoje akumulatory.

X