Geneza i dzieje Unii Brzeskiej. Cz. III

Geneza i dzieje Unii Brzeskiej. Cz. III

W Galicji Wschodniej w XIX w. dzieło unii brzeskiej rozwijało się spokojnie. Diecezje lwowska i przemyska w wyniku rozbiorów znalazły się w granicach państwa austriackiego.

W 1807 r. wznowiono arcybiskupstwo halickie, złączone wieczyście z archidiecezją lwowską. W nowej archidiecezji unia rozwijała się tak pomyślnie, że dwaj jej metropolici, mianowicie Michał Lewicki i Sylwester Sembratowicz, w uznaniu zasług dla Kościoła katolickiego, zostali wyniesieni do godności kardynalskiej.

Kiedy liczba katolików zaczęła wzrastać, papież Leon XIII w 1885 r. ustanowił nową diecezję, stanisławowską. W 1891 r. metropolita Sembratowicz zwołał synod prowincjonalny do Lwowa, na którym wprowadzono ważne przepisy liturgiczne i obyczajowe. O istotnym rozwoju Cerkwi unickiej w tym czasie świadczy również fakt, że w 1897 r., dzięki staraniom metropolity Sembratowicza, Leon XIII utworzył w Rzymie Kolegium Ruskie, które miało kształcić kapłanów dla unii. Szczególne zaś warunki dla wzrostu Cerkwi greckokatolickiej w Galicji stworzył metropolita Andrzej Szeptycki. W czasie jego długoletnich, biskupich rządów powstało Towarzystwo Teologiczne, które dało duchowieństwu unickiemu asumpt do staranniejszego studiowania teologii; założona została we Lwowie Akademia Kościelna, która umożliwiła męskiej młodzieży poświęcenie się studiom filozoficznym, teologicznym i innym na sposób uniwersytecki; wspaniale rozwinęło się piśmiennictwo.

W okresie cierpień i represji
Niezwykle aktywna postawa arcybiskupa była solą w oku dla schizmatyckiej Moskwy. Kiedy w 1914 r. wojska rosyjskie zajęły Lwów, metropolita Szeptycki został aresztowany pod zarzutem prowadzenia wrogiej działalności względem Rosji. Przez trzy lata był więziony w monastyrze w Suzdalu. Zwolniono go dopiero po obaleniu caratu, w marcu 1917 r. Okres międzywojenny był dla Cerkwi greckokatolickiej w Galicji stosunkowo spokojny, choć praca metropolity była trudna ze względu na narastający antagonizm polsko-ukraiński.

Katastrofa nastąpiła w 1939 r. kiedy – na mocy układu Ribbentrop-Mołotow – Galicja została anektowana przez Związek Sowiecki. Wraz z nadejściem bolszewików rozpoczął się najbardziej krwawy okres prześladowań w dziejach Cerkwi greckokatolickiej. Skonfiskowano wszelkie dobra materialne, należące do Cerkwi; zniszczono wiele świętych relikwii, cennych ksiąg i dokumentów. Zlikwidowano szkoły, wydawnictwa, drukarnie. Pozamykano cerkwie i monastery, a zakonników i księży rozproszono, uwięziono lub zamordowano. Jesienią 1939 r. rozpoczęto masową deportację ludności wyznania katolickiego na Syberię i do Kazachstanu. Liczba grekokatolików, deportowanych z Galicji Wschodniej, wyniosła ok. 500 tys. osób. Przez 20 miesięcy rządów sowieckich na terenie Ukrainy Zachodniej zamordowano 34 księży greckokatolickich, a 41 deportowano. Represje te miały w zamierzeniach Moskwy doprowadzić do zupełnego zlikwidowania Cerkwi greckokatolickiej na Ukrainie.

Hawryił Kostelnyk, przewodniczący „grupy inicjatywnej” ds. zjednoczenia Kościoła greckokatolickiego z Cerkwią prawosławną (Fot. orthodox-lviv.narod.ru)„Sobór lwowski” oraz jego konsekwencje
Plan ten, przerwany wskutek wybuchu wojny niemiecko-sowieckiej, zrealizował Kreml bezpośrednio po II wojnie światowej. 7 marca 1946 r. tzw. grupa inicjatywna z księdzem-renegatem H. Kostelnykiem na czele zaimprowizowała „synod biskupów” greckokatolickich we Lwowie. W jego obradach nie uczestniczył żaden z biskupów, ponieważ zostali wcześniej osadzeni przez KGB w więzieniach, z których już nigdy nie wyszli, z wyjątkiem metropolity Josyfa Slipego, zwolnionego po 18 latach łagru. Kostelnyk ogłosił powrót Cerkwi greckokatolickiej na łono rosyjskiej Cerkwi prawosławnej, sięgającej aż po Lwów. Uchwałą tzw. „synodu biskupów” we Lwowie w 1946 r. Cerkiew greckokatolicka na Ukrainie przestała formalnie istnieć, wbrew woli całej hierarchii, duchowieństwa i wiernych. 1400 księży, 800 sióstr zakonnych oraz 10 tys. wiernych zapłaciło za wierność swej Cerkwi i Stolicy Apostolskiej cierpieniami w więzieniach, a często również życiem. Wywożono ich całymi wioskami w głąb Rosji i na Syberię.

Oficjalnie rozwiązana przez „grupę inicjatywną” pod przewodnictwem ks. Kostelnyka i represjonowana z całą bezwzględnością i konsekwencją, Cerkiew unicka zeszła na ponad 40 lat w głębokie podziemie, o czym cały świat dowiedział się podczas II Soboru Watykańskiego na którego obrady, dzięki interwencji papieża Pawła VI, przybył greckokatolicki metropolita lwowski Josyf Slipyj (w 1965 r. mianowany kardynałem). Za obraz życia grekokatolików pod panowaniem sowieckim niech nam posłuży fragment listu, który w marcu 1977 r. zdołał wysłać do papieża Pawła VI jeden z mieszkańców Ukrainy Podkarpackiej. Josef Terelja pisał: „Dla naszego Kościoła greckokatolickiego czasy są krańcowo ciężkie. Cały czas jesteśmy zmuszeni przyjmować chrzest, zawierać śluby i spowiadać się w tajemnicy. Nasi kapłani w obozach i szpitalach psychiatrycznych są fizycznie niszczeni. Żyją w kraju, gdzie bycie chrześcijaninem jest zbrodnią. Nigdy wcześniej Kościół katolicki nie był tak prześladowany, jak za naszych dni, ukraińscy katolicy są pozbawieni wszystkiego: normalnego życia rodzinnego, swobody wypowiedzi i kultu w kościele. Żyjemy w katakumbach”.

Greckokatolicki metropolita lwowski Josyf Slipyj (Fot. 123people.com)

Jak Feniks z popiołów
Tak więc Kościół greckokatolicki na Ukrainie kontynuował misję w podziemiu, a liczba potajemnie wyświęcanych kapłanów bynajmniej nie malała. Ze swej strony kardynał Slipyj, przebywający już na wolności, starał się w licznych alokucjach powiadomić świat o wszystkich niesprawiedliwościach, jakie dotknęły Kościół greckokatolicki. W 1975 r. Paweł VI mianował metropolitę Slipyja patriarchą Katolickiego Kościoła Ukraińskiego. Sędziwy kardynał zmarł w 1984 r. w Rzymie. Ciało zmarłego przewieziono do Lwowa – gdzie w uroczystościach pogrzebowych wzięły udział liczne osobistości oraz około 5 tys. wiernych – i złożono w krypcie Katedry św. Jura obok grobu metropolity Szeptyckiego.

Po upadku komunizmu Cerkiew greckokatolicka pod duchowym kierownictwem Lubomyra kard. Huzara z trudem odradzała się w wolnej już Ukrainie. W czerwcu 2001 r. po raz pierwszy w historii Kościół ukraiński odwiedził papież Jan Paweł II. W homilii podczas Mszy Świętej w obrządku greckokatolickim na lotnisku Czajka (25 czerwca) Wikariusz Chrystusa dał wyraz zdumieniu żywotnością wiary katolickiej na Ukrainie i stwierdził, iż „korzenie jej przeszłości stały się rękojmią nadziei na przyszłość”. Papież oddał też hołd męczennikom za unię i Wiarę katolicką, podkreślając, że „droga zbawienia prowadzi przez „bycie jednością”, które na wzór życia Trójcy Przenajświętszej winno kształtować codzienne doświadczenie i postępowanie wszystkich jego uczniów”, i że „współistnienie w miłości (katolików tradycji łacińskiej i wschodniej na Ukrainie – przyp. J. Z.) winno stawać się wzorem jedności, która trwa pośród uprawnionej wielości i której gwarantem jest Biskup Rzymu, Następca Piotra”.

Niemniej jednak – wbrew oczekiwaniom wielu wiernych tradycji wschodniej – Jan Paweł II, mówiąc o przyszłości Cerkwi greckokatolickiej nie wyartykułował jasno jej roli w ewangelizacji Wschodu. Ujmując rzecz lapidarnie: nie powtórzył pięknych słów swego wielkiego poprzednika na tronie Piotrowym, Urbana VIII (1623-1644), który powiedział: „O mei Rutheniper vos ego Orientem spero convertendum! – O moi Rusini, żywię nadzieję, że za waszą sprawą zostanie nawrócony Wschód!”.

Nowe zagrożenia
Ustały wprawdzie brutalne prześladowania ze strony komunistycznego państwa, ale na ich miejsce pojawiły się nowe zagrożenia, których łagodna forma mogła – paradoksalnie! – stać się większym zagrożeniem dla tożsamości katolików obrządku wschodniego. W czerwcu 1993 roku grupa katolickich teologów, zaangażowanych w dialog ekumeniczny, podpisała tzw. Deklarację z Balamand. Dokument ten postuluje wyrzeczenie się przez Kościół katolicki w stosunkach z prawosławiem uniatyzmu (tj. metody powrotu odłączonych chrześcijan wschodnich do Kościoła w drodze unii) oraz porzucenie prozelityzmu. Gdyby te postulaty miały stać się podstawą oficjalnej polityki Rzymu w stosunkach z chrześcijańskim Wschodem, oznaczałoby to de facto rezygnację z nawracania prawosławnych schizmatyków! Logiczną konsekwencją byłoby podważenie sensu unii zawartej w Brześciu i katolickiej tożsamości unitów!

Jarosław Zoppa
Tekst ukazał się w nr 8 (50) 30 listopada 2007

X