Gdzie się kończy Zachód?

Pytanie to starali się rozstrzygnąć naukowcy z Polski, Ukrainy, USA, Kanady, Węgier, Finlandii, Niemiec i Bułgarii, którzy zawitali na dyskusję do Lwowa w dniach 3–4 października br.

Spotkanie odbywało się w siedzibie Centrum Historii Miejskiej Europy Środkowo-Wschodniej. Dyskusja odbywała się w ramach II Festiwalu Kultury Rzeczypospolitej, który honorowym patronatem objął prezydent Andrzej Duda. Promotorami Festiwalu byli wicemarszałek Sejmu RP Marek Kuchciński i poseł do Parlamentu Europejskiego prof. Zdzisław Krasnodębski.

Dla nas ważniejsze byłoby pytanie: gdzie się Zachód zaczyna? W obecnej sytuacji to właśnie granica polsko-ukraińska jest tą granicą z UE i tym symbolicznym początkiem Zachodu. Niestety układ granic po II wojnie światowej wyrył ten podział w świadomości pokoleń.

Potwierdzeniem tych słów mógł być wykład prof. Larry’ego Wolffa z Uniwersytetu Nowego Jorku. Zilustrował on pogląd państw zachodnich – w tym i USA – na Europę Wschodnią. Niestety, z przykrością muszę stwierdzić, że od czasów ukazania się Carte Generale w 1761 roku – mapy ilustrującej drogę z Paryża na Syberię, gdzie Francja i Niemcy są przedstawione jako wytworne damy, a Polska i Rosja, jako prymitywne dzikusy – nic się do dziś nie zmieniło. Prof. Wolff zilustrował swój wykład przeźroczami z popularnych książek, dzienników, tygodników, filmów, a nawet komiksów i reklamy od roku 1966 po rok 2004 – rok rozszerzenia UE. Na tych wszystkich ilustracjach Zachód postrzega Wschód jako coś barbarzyńskiego, śmiesznego, stojącego niżej w hierarchii społecznej. Ludzie Wschodu postrzegani są jako nieuczesani, w pomiętych ubraniach lub w strojach ludowych, nadużywający alkoholu, prymitywni. Nazwy ich państw są przekręcane i wyśmiewane, a wskazywane położenie geograficzne nie ma nic wspólnego z rzeczywistością.

Jedynym „pozytywnym” akcentem w tej przykrej wyliczance był artykuł o pierwszej wizycie prezydenta Putina do USA w 2001 roku. Jego autorka zachwyca się młodym, światowo elegancko ubranym, wysportowanym, przystojnym, a co najważniejsze – niepijącym, prezydentem Rosji. Jednak ilustracja do tego artykułu jest bardziej niż wymowna: przedstawione jest zdjęcie Putina na trybunie z dzikim wyrazem w oczach i rękoma jak szpony rozpostartymi na boki. Obok stoi „grzeczniutki” Bush w schludnym i wyprasowanym ubraniu – jak z dawnych ilustracji polityków zachodnich. Prof. Wolff podkreślił, że obecnie autorka artykułu chyba się wstydzi tego co napisała. Ale tak odbierał Zachód zmianę władzy w Rosji i dziś nie wie jak sobie z nią poradzić. Nie wie, czy nie chce? – oto jest pytanie.

Po wysłuchaniu tej prelekcji zastanowiła mnie jedna niewesoła myśl: jeżeli Zachód wychowany jest mentalnie na takim wizerunku Wschodu, to Ukraina stoi na pozycjach z góry przegranych. Z tym pytaniem zwróciłem się do organizatora konferencji prof. Zdzisława Krasnodębskiego.

Niekoniecznie. Jest jedna ważna rzecz w UE: nie można zlekceważyć opinii wolnych ludzi. W tym momencie, kiedy Ukraińcy na Majdanie pokazali całą swoją dzielność i determinację, nikt tego nie mógł zlekceważyć. To jest ta podstawa. Myślę, że dla Ukrainy jest to ogromna szansa, tylko Ukraińcy muszą rozwiązać swoje problemy sami, jest to dla nich ogromne zadanie, żeby te rzeczy negatywne pokonać, a wówczas to sama UE będzie prosić Ukrainę, żeby zechciała stać się jej częścią, lub bardzo ważnym partnerem. My, Polacy, też kiedyś tak myśleliśmy, że ktoś przyjdzie, wybuduje nam autostrady, usprawni administrację, ale było to przede wszystkim zadanie dla Polaków – stworzyć taki kraj, w którym chcemy żyć, z którego jesteśmy dumni i zadowoleni. To samo dotyczy Ukraińców.

Gdzie Pana zdaniem przebiega ta granica Zachodu: na Odrze, Wiśle, Dnieprze?
W tej konferencji chcemy pokazać, że tak naprawdę czegoś takiego jak Zachód to nie ma. Wiemy, gdzie się teraz kończy UE. Zachód jest bardziej w naszej wyobraźni. Najważniejsze jest to, żeby nasze kraje były dobrze i sprawiedliwie urządzone, żeby się rozwijały pomyślnie. Celem tej konferencji jest powiedzenie, że nie powinniśmy szukać jakiejś miary na zewnątrz – szukajmy jej w nas. Istnieje pewna realność gospodarcza, polityczna. Na dziś czymś takim jest UE, która też się zmienia. Nie wiemy jak będzie to wyglądało za parę lat. Zawsze byłem przeciwnikiem czegoś takiego jak modernizacja imitacyjna, tzn. że istnieje gdzieś nierealna miara, do której powinniśmy dążyć. Oczywiście są pewne wskaźniki ekonomiczne czy socjalne, których musimy się trzymać, ale uniwersalnej miary tak naprawdę nie ma. I o tym chcieliśmy naszym partnerom ukraińskim powiedzieć. Uważam, że taki podział, jaki przedstawił nam prof. Wolff z Nowego Jorku, na Europejczyków dobrych i złych, nowoczesnych i nienowoczesnych – to jest bardzo szkodliwy podział. Jest to w dużym stopniu uproszczenie. My, Polska czy Ukraina, powinniśmy szukać własnej drogi, budując to, co jest obowiązkiem każdego państwa: sprawiedliwe rządy prawa, dobrobyt obywateli, demokrację, przejrzystość. Powinniśmy zwalczać złe przejawy w naszym życiu publicznym.

Więcej o konferencji i innych imprezach II Festiwalu Kultury Rzeczypospolitej opowiedział Czytelnikom Kuriera dyrektor Centrum Kulturalnego w Przemyślu Janusz Czarski:

Dwudniowa konferencja we Lwowie jest częścią II Festiwalu Kultury Rzeczypospolitej, który trwa w Przemyślu od 5 września br. W jego programie znalazły się bardzo różne propozycje, w tym też akcenty lwowskie. Między innymi występ Polskiego Teatru Ludowego ze Lwowa ze spektaklem „Rekonstrukcja Poety” Zbigniewa Herberta i program Elżbiety Lewak „Z domu niewoli” wg. Beaty Obertyńskiej, występ zespołu „Trembita” w katedrze przemyskiej z koncertem „Litanie Ostrobramskie” Stanisława Moniuszki, a również wystawa fotogramów „Łagry Workuty i Pieczory” Danuty Greszczuk. Ostatnim akordem Festiwalu będzie otwarcie 23 października wystawy „Archiwum Tarnopolskie rodziny Blicharskich” w Muzeum Narodowym Ziemi Przemyskiej. Jest to wyjątkowy zbiór pamiątek tarnopolskich Czesława Blicharskiego. Po śmierci autora, została zdeponowana przez rodzinę w Bibliotece Jagiellońskiej.

II Festiwal Kultury Rzeczypospolitej jest imprezą wyjątkową, bowiem objęta została patronatem prezydenta RP Andrzeja Dudy. Współorganizatorami imprezy są samorządy podkarpacki i przemyski, Stowarzyszenie Twórców dla Polski, któremu przewodniczy prof. Zdzisław Krasnodębski. Jednym z pomysłodawców Festiwalu jest wicemarszałek Sejmu Marek Kuchciński. Chcielibyśmy, aby ten projekt był kontynuowany i stał się tradycyjną imprezą Pogranicza, a ma temu służyć ta konferencja naukowa poświęcona zagadnieniom Pogranicza, wspólnej kulturze, spotkaniom z sąsiadami. Chodzi nam o to, aby tę kulturę, o której dotąd niewiele się mówiło, przedstawić szerzej i pokazać, że ta kultura zachowała się do dziś. Wszystkie imprezy odbywają się w Przemyślu.

Obecna sesja naukowa jest imprezą trzydniową i wyjątkowo odbywa się w Przemyślu i Lwowie. Obrady odbywały się w bibliotece miejskiej. Potem przenieśliśmy obrady do Lwowa, dzięki Uniwersytetowi Lwowskiemu i Centrum Historii Miejskiej. Ilość osób zaangażowanych w tej konferencji i jej geografia potwierdzają aktualność wybranego tematu, a dyskusje pozwalają lepiej poznać różne punkty widzenia.

Krzysztof Szymański
Tekst ukazał się w nr 19 (239) 16-29 października 2015

X