Galicjomania

Galicjomania

Chociaż Galicja jako kraj koronny imperium austro-węgierskiego od prawie stu lat nie figuruje na żadnej współczesnej mapie świata, „idea galicyjskości” nadal nurtuje środowiska ukraińskiej inteligencji. Przyciąga też badaczy z Polski, Rosji, Austrii, Niemiec, a nawet z USA.  

Genialna książka Amerykanina
7 marca w Centrum Historii Miejskiej przy ul. Bohomolca 6 we Lwowie, w ramach sesji poświęconej pamięci Jarosława Isajewicza, ukraińskiego naukowca i członka zagranicznego PAN, a także w ramach międzynarodowego projektu ReSet: „Nowa kulturalna historia Środkowej i Wschodniej Europy” odbyła się prezentacja książki znanego amerykańskiego historyka Larry’ego Wolffa „Idea Galicji. Historia i fantazja w habsburskiej kulturze politycznej” („The Idea of Galicia. History and Fantasy in Habsburg Political Culture”. Stanford, 2010). – Jest to pierwsza prezentacja tej książki w Europie – zaznaczył rozpoczynając spotkanie dr Ostap Sereda, historyk ze Lwowa. Prof. Jarosław Hrycak przekonywał, że książka jest przystępnie napisana oraz pokreślił, że jest ona w swojej wymowie ponadnarodowa. Nikt tam nie znajdzie żadnego Piemontu. – Ani Polak, ani Ukrainiec nie napisze na ten temat tak, jak to potrafił uczynić Larry Wolff – podkreślił Hrycak. – Ta książka jest genialna! – chwalił dzieło swego byłego studenta prof. Frank Sysyn z Kanady.

Larry Wolff studiował na Harvardzie, gdzie pracował prof. Sysyn, pochodzący z ukraińskiej, galicyjskiej rodziny. Uczęszczał też na wykłady do profesora, który przyjechał z Krakowa. – Tak poznałem duch galicyjski w Ameryce, –  wspomniał z humorem Wolff. Autor stwierdził, że był tak zafascynowany Galicją, że zajął się badaniem tego fenomenu. – Wynalazcami Galicji są Maria Teresa i Franciszek II, – stwierdził Larry Wolff. – Był to habsburski projekt oświecenia pewnej części  terenu ich imperium, mesjanizm duchowy. Dziś mamy do czynienia zarówno z historią miejsca, idei, z pamięcią oraz z nostalgicznym sposobem myślenia.

Lwowski historyk dr Wasyl Rasewycz dodał w dyskusji, że ten habsburski projekt najlepiej udało się zrealizować na wielonarodowej Bukowinie,  ponieważ w Galicji Wschodniej przeszkadzała temu wyraźna dominacja polska.

Książka Larry Wolffa „The Idea of Galicia. History and Fantasy in Habsburg Political Culture” (Fot. Konstanty Czawaga)Zdaniem polskiego historyka
– Tak Wiedeń próbował uśmierzyć anarchię – zauważył obecny na spotkaniu prof. dr hab. Maciej Janowski, który specjalizuje się w historii Polski i Europy Środkowej XIX wieku.

– Polacy i Rusini przekonywali Wiedeń o tym, kto z nich będzie mógł przewodniczyć tej austriackiej prowincji. Zdaniem Janowskiego ta książka jest próbą przedstawienia historii Galicji  ponad zasadą narodową, jako kraju wielonarodowego. Autor zajmuje się tam Polakami, Ukraińcami i Żydami. Pisze też o Austriakach czyli władzach z Wiednia, które miały wizję jak Galicja powinna wyglądać. W rozmowie z korespondentem Kuriera prof. Janowski podkreślił, że prezentowana książka Larry’ego Wolffa ma dla historyków bardzo duże znaczenie, ponieważ pokazuje jak wiedeńskie władze próbowały z Galicji zrobić prowincję idealną. Ceszarz Józef II wyobrażał sobie, że jest to nowa kraina, którą uszczęśliwi wprowadzając reformy oświeceniowe.

– Jak wiadomo takie projekty nie do końca się udają – zauważył Janowski. – Ta książka jest również o tym, jak swoją galicyjskość wyobrażali sobie mieszkańcy Galicji: Polacy, Ukraińcy i Żydzi. Dla nas, Polaków, niesłychanie ciekawy jest duży fragment o Aleksadrze Fredrze. Autor przedstawia zarówno jego poglądy, jak i rozmaite polityczne memoriały i analizuje je na przykładzie jego komedii „Dożywocie”. Larry Wolff pokazuje, że jest to poniekąd satyra na policyjny system austriacki, że z tej komedii można się wiele o tym dowiedzieć. Poza tym jest również wiele o krakowskich konserwatystach, o Młodej Polsce, o kabarecie „Zielony Balonik”. Wydaje mi się, że autor prezentuje pogląd, który można w przedstawić w taki sposób: ponieważ pomysł „cywilizowania” Galicji się nie do końca austriakom udał, to takim obronnym mechanizmem była autoironia. Stąd i Fredro, i Boy-Żeleński są tutaj ważnymi postaciami. Stronę ukraińską reprezentuje w książce Iwan Franko. Istotną postacią jest tutaj Leopold von Sacher-Masoch. Myślę, że jest to ksiażka, która i Polakom, i Ukraińcom, i wszystkim pozostałym zainteresowanym daje obraz Galicji innej niż ta, do której jesteśmy przyzwyczajeni. Możemy się z niektórymi rzeczami zgadzać, z innymi nie, ale jest to bardzo ciekawe.

Prof. Maciej Janowski zgadza się, że książka jest w pewien sposób nadal aktualna. Pokazuje, że były to – a w pewnym stopniu  nadal są – tereny, gdzie różne narody współistniały ze sobą, czasem bardziej, a czasem mniej pokojowo.  Zdaniem polskiego historyka to nie jest książka idealizująca Galicję. To nie jest część nostalgicznej idealizacji, jak to za najjaśnieszego pana było fajnie. Ci ludzie, o których jest mowa w książce, porozumiewając się w różnych językach, wyznając różne religie współistnieli ze sobą . Kłócili się, uciskali się nawzajem, przeszkadzali sobie, ale w sumie jakoś nie najgorzej też współpracowali i współegzystowali. I to jest optymistyczny wydźwięk tej książki.
Podczas prezentacji książki. Przy mikrofonie Wasyl Rasewycz (Fot. Konstanty Czawaga)Na pytanie, czy podobny model ma jakąś przyszłość prof. Maciej Janowski stwierdził, że hipotetyczny model państwa zupełnie jednojęzykowego, jednokulturowego da się osiągnąć tylko przy totalnym zamknięciu granic, przy totalitaryźmie. Kiedy każdy siedzi tylko u siebie, bo nie może nigdzie wyjechać. Mniejszości wówczas  wyrzuca się za granicę albo zamyka do więzienia, i wtedy jest „porządek”.  Jeżeli takiego systemu nie chcemy, to ludzie zawsze muszą migrować. Powody są różne, możliwość znalezienia pracy, ktoś jedzie na studia, ktoś wyjeżdża z powodu małżeństwa czy rodzinnych spraw. Ludzie będą się przemieszczać, i zawsze będzie jakaś grupa większościowa, jakaś mniejszościowa. To jest model, który musi być w jakiś sposób wypracowany, żeby nowoczesne spoleczeństwo, które jest mobilne, mogło funkcjonować – zaznaczył prof. Maciej Janowski.

Książka Larry Wolffa zostanie wydana też w języku ukraińskim – zapewnili organizatorzy prezentacji. Warto wydać ją też w Polsce – powiedział Maciej Janowski.

 

Galicja i Hałyczyna oraz inne takie… wiadomości
Według słów z piosenki zespołu „Bracia Hadiukiny” jest  takie sobie „Fajne miasto Tarnopol”. Ostatnio tam też pojawili się „galicmani”. Przecież przez bardzo krótki czas Tarnopol był stolicą Galicyjskiej Republiki Radzieckiej a niedawno jedną z ulic miasta przemianowano tam na „Dywizji Hałyczyna”. Co prawda bez dodatku „SS”.

W zeszłym tygodniu w Tarnopolu została powołana Akademia Debat Galicyjskich – siostra, czy może raczej satelita lwowskiego Galicyjskiego Klubu Dyskusyjnego „Mytusa”.

Ostatnio Klub Kuchni Galicyjskiej zaproponował by wydawać galicyjskie wizy gastronomiczne dla przybyszów spoza terenów Galicji.

Igor Melnyk, wieloletni badacz kultury Lwowa i regionu, w rozmowie z Kurierem zaznaczył, nazwy „Galicja” i „Hałyczyna” trzeba traktować rozdzielnie: jako prowincję austriacką i teren  historyczny, biorąc pod uwagę nie tyko trzy obwody – lwowski, tarnopolski, iwanofrankowski, a i ziemie przedwojennych eparchii (diecezji) greckokatolickich. Bez żadnych pomysłów o możliwym przesunięciu obecnej granicy Ukrainy z Polską. O tym będzie nowa książka Igora Melnyka.

Konstanty Czawaga
Tekst ukazał się w nr 6 (178) 26 marca – 15 kwietnia 2013

X