Euro 2012 we Lwowie oczami kibica

Euro 2012 we Lwowie oczami kibica

W dniu meczu Niemcy-Dania 17 czerwca w centrum Lwowa od południa widać było licznych fanów futbolu z Niemiec. Duńczyków było wyraźnie mniej, za to obie grupy kibiców miały swoje „ruchome ambasady”, m.in. na rynku starego miasta. Ich „personel dyplomatyczny” udzielał dodatkowych informacji zagranicznym kibicom.

W wielu punktach miasta stały też namioty, w których ukraińscy wolontariusze rozdawali gościom miasta mapy, materiały informacyjne i udzielali informacji np. odnośnie lokalizacji niektórych obiektów. W centrum zainteresowania gości, oprócz stadionu znajdowała się oczywiście tzw. główna „fan zona”, czyli ogrodzone 

EURO 2012 we Lwowie to nie tylko futbol (Fot. Zbigniew Cierpiński)

terytorium przed Operą Lwowską na Prospekcie Swobody, mogące pomieścić ok. 10 tys. osób.

Najwyraźniej wielu lwowian nadal natchnionych jest sukcesem ich reprezentacji w meczu ze Szwecją i nie zraziła ich porażka w starciu z Francuzami. Choć 17 czerwca ukraińska drużyna nie mierzyła się z żadnym z konkurentów, wielu ukraińskich fanów (i fanek!) eksponowało swoją narodową symbolikę, począwszy od koszulek reprezentacji ukraińskiej, przez peruki i piuropusze w barwach narodowych, a skończywszy na twarzach pomalowanych w kolory flagi narodowej.

 

Lwów, przygotowując się do mistrzostw, nie tylko odnowił swoją „bramę” czyli zabytkowy dworzec kolejowy, ale również szereg innych zabytkowych budowli, przeważnie sakralnych. To, czego na czas nie udało się odremontować wypróbowanym sposobem zasłonięto siatkami i parkanami.

Włodarze miasta postanowili jednak nie ograniczać się tylko do eksploatowania bogatej spuścizny historycznej Lwowa, ale też spróbwać nadać mu nieco bardziej nowoczesny wizerunek.

 

Wysiłki te zakończyły się, powiedzmy, umiarkowanym sukcesem. Transport miejski podczas mistrzostw zapewnić będą musiały te same co „za sojuza” tramwaje i trolejbusy, choć widoczne były też już coraz liczniejsze pojazdy rodzimej marki ŁAZ.

 

No i oczywiście „nieśmiertelne marszrutki”, czyli miejskie mikrobusiki. Podróż tymi pojazdami, w czasie której każdy z pasazerów ma szansę (a raczej niepisany obowiązek) uczestniczyć w regulowaniu rachunków pomiędzy poszczególnymi pasażerami a kierwcą-kasierem-konduktorem w jednej osobie, zapewne zapadnie w pamięć niektórym z gości.

 

Zwłaszcza, jeśli dane im będzie zapoznać się z tymi loklanymi osobliwościami podczas jazdy przez pełen turystów Lwów i przy sięgającym 30 stopni upale. Za to w parku im. Iwana Franka pojawiła się miła niespodzianka – darmowe punkty z dostępem do internetu bezprzewodowego.

Kibice drużyn z Niemiec i Danii dogadywali sie znakomicie (Fot. Zbigniew Cierpiński)
Bardzo dobre wrażenie sprawiają za to Lwowianie. Przyjaźnie odnoszą się do wszystkich gości, rozśpiewanych Niemców witając uśmiechami i wesołymi okrzykami „Dojczland”. Polacy prowokują również bardzo dobre reakcje, Ukraińcy całkiem skutecznie „łamią barierę językową” pokazując coraz lepszą znajomość polskiego. Osobiście najbardziej mnie ucieszyło, że ogromna liczba młodych mieszkańców Lwowa, dowiadując się, że jestem z Polski, natychmiast deklarowała: „Świetnie! Byłem/byłam w Polsce, fajnie u was jest”. Teraz naprawdę widać, jak procentować może polityka otwierania się Polski na Ukraińców.

Organizatorzy imprezy sportowej we Lwowie zadbali, aby w jej programie znalazły się również atrakcje dla gości o innych gustach. Kiedy część fanów, intensywnie rozpoznawała topografię licznych barów w centrum miasta, inni goście mieli okazję oderwać się na chwilę od tematyki futbolowej i poobcować z muzyką jazzową a nawet… odbyć krótką podróż w czasie i trafić na turniej rycerski.

Wydaje się, że Lwów pozostawi po sobie ogólnie dobre wrażenia u większości odwiedzających. Miejmy jednak nadzieję, że przygotowania do EURO 2012 były tylko początkiem powrotu Lwowa do dawnej świetności.

Zbigniew Cierpiński


Obejrzyj wideo:

Pierwsze wrażenie kibiców o Lwowie

X