Czasy się zmieniają: Liczenie

Czasy się zmieniają: Liczenie

Liczenie zawsze sprawiało trudność, więc w szkole dla ułatwienia, mieliśmy liczydła. Podziwiałem jak mój wuj, będący mierniczym, świetnie nimi się posługiwał. Leżały też na ladzie każdego sklepu, w kasie kolejowej i na biurku księgowego. Nie lubiłem liczydeł i wolałem rachować na papierze, jak się mówiło „na piechotę”. Jednak w gimnazjum zawzięcie dręczono nas logarytmami.

Matematyk wmawiał, że każdy inteligentny człowiek, powinien umieć liczyć przy pomocy logarytmów. Było to jednak nie możliwe bez tablic matematycznych, które uczeń musiał mieć.

 

Wreszcie na politechnice nauczyłem się działań na suwaku logarytmicznym. To był znakomity przyrząd ułatwiający pracę. Posługiwałem się suwakiem rosyjskim, ale najlepsze i najdroższe były produkowane w Niemczech, stanowiąc przedmiot zachwytu ubogiego studenta. Znajomy, mieszkający z dala od miasta, prosił abym kupił mu tablice matematyczne. Obszedłem kilka księgarń i nie znalazłem zawierających wielostronicową część logarytmiczną. Wreszcie któryś z księgarzy sprowadził mnie z obłoków na ziemię. Okazało się, że od wielu lat nie są używane, bo ten sposób liczenia wyparły kalkulatory. Wprawdzie też używam kalkulatora, ale nie myślałem, że z tego powodu można przestać dręczyć uczniów.

Byłem przekonany, że matematycy w szkołach nigdy nie wyrzekną się tablic logarytmicznych. Przecież to był tak dobry sposób na wpisanie noty niedostatecznej za brak tablic albo za nieumiejętność korzystania z nich. A co teraz? Okazuje się, że i suwaka też nigdzie nie można kupić, bo nie ma chętnych. Ech, jak to świat się zmienił! Przez chwilę poczułem się jak człowiek, który wrócił po długiej podróży w kosmos i na kuli ziemskiej zastał inny porządek.

Część cyklu: Czasy się zmieniają: Jak było w czasie mojej młodości (1930–1950). Jak jest w czasie mojej starości (2000–201.?)

Bohdan Łyp
Tekst ukazał się w nr 3 (151), 14-27 lutego 2012

X