Czasy się zmieniają: Kalectwo

Czasy się zmieniają: Kalectwo

Od małego dziecka patrzyłem na liczne kaleki chodzące po ulicach, podróżujące i przebywające wśród nas. Najbiedniejsi żebrali siedząc na chodniku z wyciągniętą, okropnie zniekształconą kończyną. Garbatych było bardzo wielu, a otoczenie chętnie żartowało na ich temat.

Jeżeli ktoś miał wadę nogi, nazywano go kuternogą. Ludzie byli skłonni do śmiechu i równocześnie okrutni. Mnożono przezwiska związane z ułomnościami.

Moja mama włożyła wiele wysiłku, aby zniechęcić mnie do wtórowania kolegom naśmiewającym się z jąkałów, zezowatych czy rudzielców. Bo wtedy jeszcze nie potrafiono korygować tych przypadłości, a wytykanie ich było normalnością. Lud drwił sobie z kalek, a tylko niewielka grupka bardziej subtelnych i delikatnych osób miała za złe takie zachowanie. Byli uparci i z czasem coraz liczniejsi.

Rehabilitacja, logopedia, ortopedia, ortodoncja – to słowa dzisiaj dobrze znane. Jeżeli urodzi się dziecko z krótszą nóżką, część kosztów leczenia ponosi społeczeństwo. Czyni się cuda ortopedyczne aby wyprowadzić je z kalectwa, aby funkcjonowało normalnie i nie było ciężko pokrzywdzone przez los. Tak jest w zasadzie, a że są niedociągnięcia lub odstępstwa od tej zasady, to inna sprawa. Prawie nie spotyka się ludzi z widoczną ułomnością, zaś protezy są powszechne i coraz doskonalsze. W wyniku upartej i wieloletniej pracy niewielkiej garstki ludzi zwalczających kalectwo, dokonały się wielkie zmiany także w psychice całego społeczeństwa. Jak to wspaniale, że wyrozumiałość i delikatność zastąpiły niegdysiejsze wytykanie i wyśmiewanie ułomności. Kto obecnie nie podporządkował się takiej zasadzie, sam jest odmieńcem zasługującym na wytykanie.

Część cyklu: Czasy się zmieniają: Jak było w czasie mojej młodości (1930–1950). Jak jest w czasie mojej starości (2000–201.?)

Bohdan Łyp
Tekst ukazał się w nr 1 (149), 13–30 stycznia 2012

X