Czasy się zmieniają: Żałoba

Czasy się zmieniają: Żałoba

W czasie okupacji, moja koleżanka z trzeciej klasy zmarła na gruźlicę. W dniu pogrzebu wychowawczyni zaprowadziła nas do mieszkanka, gdzie zgromadzone kobiety głośno szlochały, a mężczyźni smarkali w chustki.

Straszny smutek towarzyszył zamykaniu trumny i trwał do końca pogrzebu. Wszyscy ludzie byli w czerni, choć ubrani bardzo skromnie. My dzieci czuliśmy powagę sytuacji. Żadne nie zaśmiało się i nie poszturchiwało kolegów. Dobrze pamiętam smutek tamtego i innych pogrzebów. Na pamiątkę po bliskich, mężczyźni przez pół roku nosili czarną opaskę na rękawie, a kobiety przez rok ubierały ciemne stroje i czarne kapelusze z woalką.

Groby odwiedzano z początku często, a w miarę upływu czasu coraz rzadziej. Były one zadbane, ale bez przesady, zaś jesienne liście traktowano jak naturalną ozdobę usuwaną na Zaduszki, gdy szliśmy zapalić małe blaszane lampki.

Ludzie przed pogrzebem zażywają środki uspokajające i przez to nie ma szlochań i okrzyków. Każdy uczestnik pogrzebu przychodzi z kwiatami. Tego dnia grób znika pod stosem wiązanek i wieńców. Apele by zamiast kwiatów do skarbonki trafiał datek na jakiś cel charytatywny, nie osiągają oczekiwanych skutków.

Po pogrzebie wszyscy chcą szybko zrzucić z siebie ciążące im refleksje. Niedawno opowiadano mi jak na stypie, niektórzy, będąc na luzie, sypali kawałami niczym na weselu. Wspominanie smutnych spraw jest nietaktem.

Po pogrzebie tylko bliscy zmarłemu przez krótki czas noszą ubiory żałobne. Szybko powracają stroje sportowe i inne w jasnych barwach. Jednak pamięć o zmarłym pozostaje w sercach ludzi na długo. Przejeżdżając wiaduktem koło cmentarza, podziwiam jak wszystkie groby są ukwiecone i zadbane.

Część cyklu: Czasy się zmieniają: Jak było w czasie mojej młodości (1930–1950). Jak jest w czasie mojej starości (2000–201.?)

Bohdan Łyp
Tekst ukazał się w nr 2 (150), 31 stycznia – 16 lutego 2012

X