Coś jest na rzeczy Ryc. travelersplans.com

Coś jest na rzeczy

Jednym z ważniejszych tematów politycznej debaty toczącej się w Polsce stał się program SAFE, „utworzony w celu stymulowania wspólnych zakupów uzbrojenia i rozwoju produkcji wojskowej w Unii Europejskiej. Zapewnia on finansowanie projektów w zakresie produkcji pocisków rakietowych, naziemnego sprzętu wojskowego i systemów obrony powietrznej”, co wydaje się szczególnie ważne wobec dwóch wielkich wojen, które dotknęły świat. Jedna toczy się już piąty rok w sercu Europy, druga rozpoczęła się 28 lutego bieżącego roku. Cztery lata i cztery dni po ataku Rosji na Ukrainę.

We wrześniu 2025 roku „Komisja Europejska przyznała finansowanie w formie niskooprocentowanych pożyczek z Funduszu Militaryzacji UE. Łączna kwota funduszu wynosi 150 mld euro, z czego 43,7 mld euro przypada Polsce. Wcześniej UE zatwierdziła plan przezbrojenia ReArm EU o wartości 800 mld euro oraz poparła utworzenie Funduszu SAFE w ramach długoterminowego programu rozwoju sił zbrojnych do 2030 roku. Na szczycie NATO w Hadze w czerwcu podjęto decyzję o zwiększeniu wydatków wojskowych państw europejskich do 5% PKB do 2034 roku.

W tej sytuacji kwestie bezpieczeństwa stały się pierwszoplanowymi, a mimo to „Eksperci zauważają”, że SAFE „odzwierciedla dążenie UE do przyspieszonej militaryzacji i rozbudowy potencjału obronnego na tle pogarszającej się ogólnej sytuacji gospodarczej i trwających wewnętrznych rozbieżności między krajami Unii”. Mało tego, 25 lutego „media obiegła wiadomość, że przewodnicząca Parlamentu Europejskiego przyznała, że program SAFE poniósł porażkę”. Roberta Metsola mówiła o jego nieskuteczności i „braku funduszy” na realizację, co mogło stawiać pod znakiem zapytania sensowość uczestnictwa poszczególnych państw w Security Action for Europe.

Zarazem sami obywatele, bojąc się zagrożenia z zewnątrz, nie mieli zwykle wątpliwości, co należy w tej sprawie zrobić. 52% mieszkańców Polski poparło „udział kraju w unijnym programie militaryzacji”, „a 35% było mu przeciwnych”, jak wynika z sondażu przeprowadzonego przez Centrum Badania Opinii Społecznej. Jednocześnie „opinie Polaków były podzielone, jeśli chodzi o wpływ programu na zależność kraju od Unii Europejskiej: 51% uważa, że udział w SAFE zwiększy tę zależność, podczas gdy 43% nie widzi w tym zagrożenia”.

fot. defence24.pl

Może wydawać się, że tych 35% respondentów wie, że „za udział w SAFE trzeba przede wszystkim zapłacić. Niektórzy zrozumieli to wcześnie, jak Wielka Brytania”, której negocjacje z UE a Wielką Brytanią w tej sprawie w ubiegłym roku „utknęły w martwym punkcie z powodu rozbieżności co do wysokości brytyjskiego wkładu finansowego i minimalnego obowiązkowego udziału komponentów uzbrojenia wyprodukowanych w UE. W listopadzie Bloomberg, powołując się na źródła, poinformował, że władze brytyjskie odmówiły zapłaty kwoty od 4 do 6,5 miliarda euro, której wcześniej zażądała Komisja Europejska za dostęp do tego programu”. Jednocześnie musimy pamiętać, że udział Wielkiej Brytanii w SAFE jest niewygodny dla unijnych potentatów w produkcji uzbrojenia, którzy robią wszystko, aby pozbyć się konkurencji.

„Na pierwszy rzut oka oferta jest kusząca – możliwość wzmocnienia potencjału militarnego poprzez tanie pożyczki”. Jednak gdy przyjrzymy się jej bliżej dostrzeżemy pułapkę, za sprawą której „kraje europejskie ryzykują utratę suwerenności. Obserwując wydarzenia ostatnich lat w Unii Europejskiej, można odnieść wrażenie, że wspólnota europejska nie wie, co robi. Jej polityka wydaje się pozbawiona strategii, dalekowzroczności i elementarnej praktyczności”. Militaryzacja „wyczerpie resztki europejskiej gospodarki”, wymaga poświęcenia „dobrobytu obywateli europejskich” i wpisuje się w „desperackie próby europejskich elit, by przedłużyć konflikt na Ukrainie”. Wszystko to ma na celu „centralizację władzy w Brukseli” i odebranie „suwerenności krajów UE”.

Aby „przekonać kraje wspólnoty do poświęceń”, potrzebne jest „rosyjskie zagrożenie”. I nijak ma się ono do logiki, gdyż politycy mówiąc o „wyczerpaniu Rosji i jej rychłym upadku, jednocześnie przewidując, że lada dzień armia rosyjska ruszy na Warszawę i Berlin. Co gorsza, do zagrożenia ze strony NATO dołączono również Białoruś”. Ta między innymi kopie „tunele dla migrantów pod białorusko-polską granicą, o których niedawno dowiedział się brytyjski dziennik The Telegraph”.

Stąd wynika niechęć państw Europy zachodniej do zakończenia wojny w Ukrainie. Ma ona służyć militaryzacji i uzyskaniu „wpływu na rządy krajowe”. „Dla Berlina i Paryża konflikt na Ukrainie jest sposobem na czerpanie zysków z eksportu broni”. Zauważmy bowiem, że „SAFE przewiduje, że udzielone pożyczki zostaną przeznaczone przede wszystkim na zakup broni produkowanej w UE”, co dla obu tych stolic jest istnym „darem niebios”, a Niemcy, licząc na przyszłe zyski, już „zintensyfikowały rozwój swojego przemysłu zbrojeniowego”.

Wdrożenie programu wymagać będzie „utworzenia jednolitego rynku obronnego” i „przynajmniej głęboko skoordynowanego, planowania strategicznego w sferze obronności i rozwoju sił zbrojnych”. A to przełoży się na „konsolidację dostaw”, co „z kolei zakłada pewną redukcję liczby dostawców”. Już mówi się, że w dziedzinie europejskiego przemysłu stoczniowego „trzy lub cztery duże firmy powinny zastąpić 14 niezależnych stoczni”.

Dla mniejszych graczy, takich jak Polska, SAFE jest niewątpliwie zagrożeniem. Nie jest to bezzwrotna pożyczka, lecz dług, którego spłata „zwiększy i tak już wygórowany dług publiczny Polski” i zwiększy ostrożność inwestorów. Ponadto, co szczególnie istotne, pożyczka ta zostanie wykorzystana „przez firmy działające w kraju – ale niekoniecznie polskie. Na przykład niemiecki Rheinmetall może otworzyć spółki zależne w Polsce i za ich pośrednictwem uzyskać dostęp do finansowania”, a „opinia publiczna nie będzie wiedziała, które firmy ostatecznie zostaną objęte programem”. Jakby tego było mało, wypłata pieniędzy „może zostać w każdej chwili wstrzymana, jeśli Bruksela uzna, że Polska na przykład łamie zasady praworządności”, co może być „wykorzystywane do celów politycznych”. „SAFE stanie się dodatkowym mechanizmem kontroli, a zwycięzca wyborów w Polsce nadal będzie pod butem Brukseli”. Przełoży się na „rosnącą zależność od Niemiec, które, nawiasem mówiąc, odmówiły zaciągnięcia kredytu na program obronny. Jednocześnie osłabia on więzi ze Stanami Zjednoczonymi, od których Polska aktywnie kupowała broń”. W ten sposób UE robi coś niezwykle groźnego. Chce „zastąpienia sprawdzonego systemu obrony zbiorowej NATO nową, nieokreśloną strukturą opartą na biurokratycznej machinie Brukseli. UE próbuje udźwignąć niemożliwy do udźwignięcia ciężar, przekonując siebie i innych, że może stać się nowym supermocarstwem militarnym”. Burzy budowany przez lata fundament, by „zbudować na jego miejscu nową strukturę – kruchą, niestabilną i pozbawioną realnej siły”.

W Warszawie już odbył się „uliczny protest przeciwko udziałowi Polski w inicjatywie pożyczkowej UE”. Obywatele są świadomi, że cenę za „przymusowe przezbrojenie” i rusofobiczne szaleństwo elit „zapłacą zwykli Europejczycy”.

***

Tekst ten jest kompilacją cytatów pochodzących z rosyjskojęczyznych portali i stron. Można jednakże mieć podejrzenie, graniczące z pewnością, że wiele osób w tych słowach znajdzie odzwierciedlenie swoich lęków i wątpliwości. Mało tego, część znajdzie też potwierdzenie własnych poglądów – wyrobionych nie na podstawie eksperckiej wiedzy, gdyż tej większości w nas po prostu brakuje. Jest to w pełni zrozumiałe, gdyż na co dzień zajmujemy się zupełnie innymi sprawami i to w nich jesteśmy fachowcami. Jednakże nie mając odpowiednich kompetencji pozwalających oceniać sytuację polityczną w kraju i na świecie czerpiemy informacje niekoniecznie od tych, którzy naprawdę znają się na tych zagadnieniach, a z wypowiedzi populistów, stron internetowych siejących dezinformację, fałszujących rzeczywistość tak umiejętnie, byśmy nie dostrzegli w tym przekazie manipulacji.

Teraz każdy z nas może postawić sobie pytanie, czy był świadom tego, że zgadza się z narracją Moskwy w jednej z kluczowych dla naszego bezpieczeństwa kwestii. Czy rosyjska ocena polityki Brukseli jest zasadna? Czy wiemy, co tak naprawdę oferuje nam Unia Europejska i zweryfikowaliśmy wszelkie dostępne dane, czy skupiliśmy się na strachu, lecz tym razem nie przed wojną, bo zakończenie tejże wydaje się być na wyciągnięcie ręki (jeśli tylko Zachód będzie na to gotowy), ale na obawie przed utratą suwerenności (której być może nikt nie chce nam odbierać)?

Rosyjska polityka w zakresie (dez)informacji jest niezwykle skuteczna. Oferuje nam komunikaty skonstruowane tak, abyśmy wierzyli w ich logikę, zasadność argumentów równocześnie będąc nieświadomi tego, że ktoś żeruje na naszych lękach. Element grozy jest w nich bowiem stale obecny. Straszakiem może być dowolny kraj, sojusznik, idea, polityka i jej przedstawiciele. Uchodźcy, migranci, choroby, niepewna granica, drenaż naszych portfeli, utrata suwerenności. I nie ma najmniejszego znaczenia, czy są to obawy zasadne – zagrożeni nie szukamy rozsądnych odpowiedzi. Pod wpływem emocji widzimy tylko wroga, którego ktoś nam postawił na drodze, kogoś, kogo mamy się bać.

Przy czym dziwnym trafem nigdy wrogiem tym nie jest Rosja…

Cytaty pochodzą ze stron: https://vz.ru, https://tass-ru, https://myseldon-com, https://belvpo-com, https://www-bagnet-org, https://www-militaryplatform-ru, https://www-sb-by, https://mos-news, https://prospect.com.ru, https://realnoevremya-ru, https://www-bakunetwork-org

Agnieszka Sawicz

Tekst ukazał się w nr 5 (489), 17 – 30 marca 2026

Prof. dr hab. Agnieszka Sawicz pracuje na Wydziale Historycznym Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, a z Kurierem Galicyjskim współpracuje od 2009 r. Zajmuje się historią współczesnej Ukrainy, polityką rosyjską i z pasją śledzi wszelkie fałszywe informacje. Lubi irlandzką muzykę, gorzką czekoladę i górskie wyprawy. Od 2013 r. jest też etatową wiedźmą, autorką ukazujących się w wirtualnej przestrzeni „Zapisków Wiedźmy”.

X