Cmentarz wojenny w Dytiatynie został odbudowany

Jeszcze rok temu było tu szczere pole, wznoszące się ku szczytowi wzgórza, oznaczonego na dawnych wojskowych mapach numerem 385, żelazny krzyż obrośnięty krzakiem czerwonego głogu i mały pagórek u jego stóp.

Co roku w połowie września zbierali się tu jednak Polacy – ci przybyli zza granicy, i ci miejscowi z Pokucia. Przychodzili też Ukraińcy z Dytiatyna, małej miejscowości opodal Halicza, która przeszła do historii jako jedno z pięciu miejsc zwanymi Polskimi Termopilami. To właśnie oni, mieszkańcy Dytiatyna postawili żelazny krzyż stojący w miejscu polskiego cmentarza wojennego barbarzyńsko zniszczonego po wojnie przez sowieckie władze.

16 września 1920 roku, podczas wojny polsko-bolszewickiej, niewielki oddział Wojska Polskiego, zastąpił tu drogę dywizji „Czerwonych Kozaków” Siemiona Budionnego, wspieranej przez brygadę bolszewickiej piechoty. Nie ustąpili. Zginęli wszyscy. Poświęcając swoje życie, zatrzymali jednak na wiele godzin nieprzyjaciela, ratując przed rozbiciem swą macierzystą VIII Dywizję Piechoty oraz sprzymierzoną ukraińską dywizję kawalerii. Bitwa miała rozstrzygające znaczenie dla utrzymania ofensywy na froncie w Galicji Wschodniej.

W słoneczną sobotę 19 września 2015 roku, na miejscu dawnego pola bitwy pod Dytiatynem, odbyła się podniosła uroczystość. W obecności kilkuset przybyłych został otwarty odbudowany polski cmentarz wojenny. Poświęcili go duchowni Kościoła katolickiego obrządku łacińskiego i Kościołów wschodnich. Mszy św. w intencji poległych, ale także pokoju na wschodniej Ukrainie przewodniczył biskup senior Marian Buczek.

„Bardzo się cieszę, że historyczne wzgórze 385, słusznie nazwane Polskimi Termopilami, odzyskuje kształt godny miejsca pamięci narodowej – napisał do zgromadzonych prezydent RP Andrzej Duda. – Pragnę wyrazić uznanie i wdzięczność wszystkim, którzy przez lata z potrzeby serca pełnili społecznie funkcję jego opiekunów i kustoszy, ocalając nekropolię od zapomnienia. Dziękuję także osobom i instytucjom, które przyczyniły się do uporządkowania i należytego uczczenia miejsca wiecznego spoczynku bohaterskich obrońców naszej Ojczyzny”.

Andrzej Duda zaznaczył, że w stoczonej 16 września 1920 roku bitwie pod Dytiatynem urzeczywistniło się uświęcone tradycją zawołanie walczących o niepodległość Rzeczypospolitej: „Za naszą i waszą wolność”. Żołnierze III batalionu 13 pułku piechoty i dwóch baterii artylerii Wojska Polskiego pod dowództwem kapitana Jana Rudolfa Gabrysia wiernie wypełnili rozkaz, by „bronić się do ostatniej kropli krwi”. Swoim heroicznym oporem powstrzymali wielokrotnie liczniejsze siły nieprzyjaciela i ocalili sojusznicze wojsko Ukraińskiej Republiki Ludowej”. Dalej w liście prezydenta RP czytamy: „Zwycięska wojna z bolszewikami nie przyniosła odrodzenia suwerennej Ukrainie. Dytiatyn stał się jednak znakiem polsko-ukraińskiego braterstwa broni. Bój, w którym poległo blisko stu naszych rodaków, II Rzeczpospolita uczciła wzniesieniem tutaj kaplicy oraz tablicą umieszczoną na Grobie Nieznanego Żołnierza w Warszawie. Władze komunistyczne zniszczyły te pamiątki, ale nie zdołały zatrzeć pamięci o Polskich Termopilach. Ta pamięć, która obecnie otrzymuje trwałą i piękną formę, jest dzisiaj szczególnie ważna i aktualna. Najwyższa ofiara, którą złożyli żołnierze polscy dla ocalenia ukraińskich sprzymierzeńców, to symbol wspólnoty losu, która łączy oba nasze narody. Niepodległa Polska i niepodległa Ukraina są sobie bardzo bliskie i nawzajem potrzebne. Niechaj więc o tym przypomina odtąd to miejsce, gdzie składamy hołd bohaterom naszej wspólnej – polskiej i ukraińskiej – wolności. Cześć poległym na polu chwały!”

Biskup Marian Buczek w swojej homilii wspomniał, że w 1920 roku bolszewickie armie szły na Warszawę, ażeby zniszczyć Polskę, a następnie upokorzyć Europę. Powstrzymali ich żołnierze polscy Piłsudskiego i ukraińscy żołnierze Petlury. „Znajdujemy się w tym odnowionym panteonie, który przypomina nam tę walkę dwóch narodów Polski i Ukrainy przeciw bolszewickiej, bezbożnej nawałnicy” – wskazał hierarcha. Dodał, że bolszewicy „chcieli zbudować świat bez Pana Boga” i nic z tego nie wyszło, bo jeżeli się nie buduje na prawdzie Ewangelii, na tym, co dał sam Stwórca, to stworzenie „samo się zniszczy”.

W tym roku ze środków Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa RP został odnowiony pomnik polskich żołnierzy w Zadwórzu, a w ciągu dwóch ostatnich miesięcy odbudowano zniszczony za czasów sowieckich cmentarz wojskowy, „tam, gdzie w miejscu pochówku był jedynie krzyż” – powiedział sekretarz ROPWiM prof. Andrzej Krzysztof Kunert. W swoim wystąpieniu przybliżył bohaterskie losy wspomnianego 13 pułku piechoty. Zauważył, że nie wszystkich poległych w Dytiatynie znamy z nazwiska. Te 59 nazwisk, które udało się odtworzyć, zostało umieszczone na tablicy.

Prof. Kunert przekazał również pozdrowienia od wicemarszałka Sejmu RP Marka Kuchcińskiego. Złożył też podziękowanie dla pani Wiesławy Holik z Gliwic i o. Grzegorza Cymbały OFM Conv. kustosza pobliskiego sanktuarium i klasztoru w Bołszowcach, którzy wspierali dzieło upamiętnienia bohaterów bitwy pod Dytiatynem i doprowadzili do odbudowy cmentarza.. Pani Wiesława Holik została odznaczona krzyżem zasługi Gloria Artis.

– Historię Dytiatyna znam z opowieści rodzinnej, ponieważ tutaj mieszkali moi pradziadkowie – powiedział dziennikarzowi Kuriera Szymon Hatłas, jeden z pomysłodawców odbudowy panteonu. – Gdy w 2006 roku przyjechałem pierwszy raz na Ukrainę, bardzo chciałem zobaczyć to miejsce. Straciłem dużo czasu, bo bardzo trudno mi było to miejsce znaleźć. Miejscowi mieszkańcy podpowiedzieli mi, gdzie to jest. Zobaczyłem tę skromną łączkę, mogiłę ziemną i malutki krzyż obrośnięty głogiem. Cud, że się w ogóle zachowało, dzięki temu wiedzieliśmy, gdzie ci żołnierze są pochowani. Postanowiliśmy wtedy z o. Grzegorzem Cymbałą, że zorganizujemy chociaż skromną mszę, ażeby uczcić to miejsce, ażeby przywrócić chociaż w skromnym zakresie pamięć o tym miejscu. Co roku spotykamy się tutaj, i to jest uwieńczenie całego procesu budowania pamięci. Tutaj przede wszystkim należy oddać honor pani Wiesławie Holik, która całą organizację odbudowy cmentarza przeprowadziła od strony formalnej.

– Dla mnie to miejsce święte – powiedział Łukasz Abgarowicz, senator RP, który początku gorliwie opiekuje się odnowieniem sanktuarium w Bołszowcach i cmentarza w Dytiatynie. – Czym naród może się odwdzięczyć bohaterom, którzy oddali dla niego życie? – Pamięcią, modlitwą, przeniesieniem wartości w przyszłe pokolenia i wypełnieniem pewnego obowiązku. Bo oni zginęli za Polskę, o której marzyli, że będzie wolna, że będzie dobra. Tym się powinniśmy odwdzięczać – nosić ich w sercu. Potrzebujemy tego i my, i oni. Więc to jest takie święte miejsce dla Polaków. Wreszcie się udało to miejsce upamiętnić dzięki bardzo ciężkiej pracy i zdeterminowaniu pani Wiesławy Holik i o. Grzegorza. To oni tutaj tak działali. O. Grzegorz tam nocował po to, ażeby pilnować materiałów. Pracował wprost niesłychanie, po to, żeby na czas to zrobić, wykorzystać te środki, które z Polski przyszły. Chodzi o to, ażebyśmy to miejsce mieli nie tylko wyryte na tablicy na grobie Nieznanego Żołnierza w Warszawie. Chodzi o to, żebyśmy pamiętali o tym miejscu i pamiętali o bohaterstwie żołnierzy polskich, którzy tutaj oddali życie za wolną Polskę”.

– Myśmy tutaj byli od takiej jakby „czarnej roboty” – tak określił, śmiejąc się, udział franciszkanów w odbudowie panteonu o. Grzegorz Cymbała OFM Conv. – Wykonywaliśmy te wszystkie plany, które zapadły w Warszawie. Po prostu przyszło nam realizować ten pomysł. Był nam bliski, bo już od kilku lat zawsze jeździmy odprawiać mszę św. przy tej mogile. Była zaniedbana, aż wołała ażeby w końcu to zrobić. Poproszono nas, żebyśmy się tym zajęli. To miejsce ma szczególne znaczenie także dla naszej idei franciszkańskiej – pokój i dobro. Wiemy, że nie zawsze Polska z Ukrainą we wszystkich sprawach się rozumie. A tutaj akurat mamy taki piękny przykład, że Polacy i Ukraińcy stali po jednej stronie przeciw najeźdźcy w 1920 roku. Uważam, że powinniśmy odkrywać te karty, które nas przybliżają. Tworzymy tutaj w ten sposób nową kartę współpracy. Od kilkunastu lat tworzymy w Bołszowcach Centrum Pojednania. Organizujemy pielgrzymki Pokoju i Pojednania. Szukamy takich elementów, bo o negatywach to wszyscy mówią. Natomiast nieraz tego co jest wspólnym i dla Polski, i dla Ukrainy, się nie akcentuje. Dzisiaj po raz pierwszy księża greckokatoliccy i rzymskokatoliccy razem, w sposób uroczysty uczestniczyli w obchodach na cmentarzu żołnierzy polskich. Przyszli pomodlić się za nich. Uważam, że jest bardzo pozytywny sygnał, szczególnie w tym rejonie. Oni naprawdę chcieli, nawet mnie prosili, aby tutaj przyjść. Oni też zmieniają swoją mentalność w stosunku do Polski. Ja to widzę. To są lata pracy, ale wojna uczy najmądrzejszych rzeczy. Chociaż ona i zła, ale kiedy jest trudno, to ludzie skupiają się na najważniejszych rzeczach: przestają się kłócić, dążą do wzajemnej życzliwości. Tak mi się wydaje, że teraz oni bardziej rozumieją tych, którzy wojowali kiedyś w tym miejscu przeciw bolszewikom. Rozumieją to, że kiedyś już to było. A teraz Ukraińcy przeżywają to na własnej ziemi. Zbliżenie wydaje mi się być coraz większe – powiedział o. Grzegorz Cymbała.

W uroczystości udział wzięli ambasador RP na Ukrainie Henryk Litwin, delegacje z Polski, dzieci i młodzież ze szkół polskich i organizacji polskich obwodów lwowskiego i iwanofrankiwskiego, ukraińskie władze miejscowe, mieszkańcy okolicznych wiosek. Tegoroczne obchody w Dytiatynie uświetniła również swoją obecnością kompania honorowa Wojska Polskiego.

Konstanty Czawaga
Tekst ukazał się w nr 18 (238) 30 września – 15 października 2015

Zdjęcia: Konstanty Czawaga, Leon Tyszczenko, Maria Basza

{gallery}gallery/2015/dytiatyn-2015{/gallery}

 {youtube}ByypUCkE6cY{/youtube}

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

X