Ciepłe, owcze, nabijane

Ciepłe, owcze, nabijane

Na jeden huculski keptar (kamizelkę) trzeba przez kilka tygodni wyprawiać skórę, kroić, ozdabiać, nabijać kilka tysięcy metalowych ozdób – kapsli.

Białe, brązowe, bordowe, ze wstawkami, obszyte metalowymi cekinami, ozdobne w hafty, a do tego ciepłe, miękkie i przyjemne w dotyku, bardzo twarzowe skórzane kamizelki, mieszkańcy gór nazywają keptarami. Grzeją w chłodną porę roku i są ozdobą stroju, dodają powagi, stateczności, wiążą z tradycją, ziemią ojczystą, a jednocześnie są modnym etnododatkiem. Akurat jest sezon na keptary. Przyjeżdżają po nie do karpackich wiosek turyści z całej Ukrainy i zza granicy. Tylko, że niedługo już nie będzie miał kto ich robić. Artystów, którzy znają tajniki huculskiego kuśnierstwa, już prawie nie ma.

„Szyć keptary uczyłem się u znanych mistrzów Daniła Polaka i Mykoły Petryciuka. Nie ma już ich na świecie – mówi jeden z niewielu mistrzów szycia keptarów Jurij Polak z Kosmacza. – Na jeden kosmacki, rozszerzający się do dołu keptar, trzeba dwie dobrze wyprawione skóry owcze. Do dekoracji trzeba skóry safianowej, wełny, kolorowe nicie bawełniane, czarna, lub szara skórka z włosiem”.

Na uszycie jednego keptara trzeba około miesiąca. Co dnia pracuje artysta po pięć godzin. W chacie kilka rozpoczętych wyrobów. W ciągu roku pan Jurij może stworzyć około sześciu kamizelek, bo wszystko trzeba robić po kolei. A zaczyna się pracę od modlitwy. Kosztuje gotowa, ozdobna kamizelka od czterech do sześciu tysięcy hrywien. Nieraz sami zamawiający, aby zapłacić mniej, przynoszą skórę i dodatki. Jednak większość ma zaufanie do mistrza, bo on wie jak wybrać skórę, jak wyprawić, skroić i uszyć keptar.

„Ściągniętą z owcy skórę trzeba dobrze naciągnąć i posypać solą, którą trzeba dokładnie wetrzeć – kontynuuje Hucuł. – zwinąć w rulon, a za dobę znów rozwinąć. Przesoloną skórę trzeba rozwiesić na żerdce i wystawić na przeciągu. Potem skórę przez dobę moczyć w dębowej beczce i przepłukać w strumieniu. Potem na specjalnym urządzeniu dokładnie oczyścić skórę z resztek tłuszczu i błon”. To dopiero pierwszy etap prac. Następnie na skórę nanosi się rzadkie żytnio-pszeniczne ciasto, osolone, jak na chleb. To znów sie zwija, związuje, a dalej znów beczki, moczenie w cieple i mieszanie niby barszczu w garnku.

 

Fot. Sabina RożyckaPo pewnym czasie skórę wyciągają, rozwieszają, aby wyschła. Z czasem mną, rozciągają, rozbijają, aby stała się miękka. Trzeba do tego nie lada siły. Potem robi się wykrój, a to nic trudnego. Najważniejsza rzecz – pięknie udekorować keptar. Wzór wymyśla sam autor i początkowo maluje go na papierze. Wzór jest przeważnie symetryczny i geometryczny, jak i lokalne huculskie hafty, układa się rzędami. Szwy keptara zakrywa się kolorowymi skórkami: czerwonymi, zielonymi , brązowymi, wycinanymi po brzegach w ząbki, lub bez ząbków. Na każdym z ząbków mocuje się guziki-kutasiki. Cała ta drobna robota wykonana jest wprawnymi rękami mistrza.

Ząbki można też dekorować nabijanymi kapslami, maleńkimi blaszkami różnego kształtu. Te artysta dostaje aż z Kanady. Komplet trzech rodzajów kapsli kosztuje ponad tysiąc hrywien. Na jeden keptar takich blaszek trzeba kilka tysięcy(!) i każdą trzeba nabić na skórę. Od przodu keptaryk ma niewielkie kieszonki, również dekorowane ząbkami. Keptar zapina się na guziki lub zawiązuje się na tasiemki z pomponami, które tu nazywają „darmozwisy”. Te pompony często przerzuca się przez ramię i zawiązuje od przodu. Męska i damska kamizelka mało czym się różnią, ale na damskiej więcej blaszek i ozdób.

Sabina Różycka

X