Ciemne Chmury Nad Budżetem

W dniu 29.12.2008 r. prezydent Wiktor Juszczenko podpisał ustawę budżetową na rok 2009.

Już w styczniu parlament będzie musiał wrócić do niej i sprawić, żeby budżet stał się bardziej realny, a mniej wirtualny – stwierdził zastępca szefa kancelarii Juszczenki (przyjęta ustawa nakłada na rząd ukraiński obowiązek przedstawienia do 1 maja 2009 r. Radzie Najwyższej Ukrainy projektu ew. zmian do budżetu państwa na rok 2009). Podobnie sądzą niemal wszyscy analitycy.

– Pozytywnie oceniamy sam fakt przyjęcia budżetu, ale trzeba będzie go urealnić już w pierwszym kwartale przyszłego roku – mówi Jurij Bielinski z domu maklerskiego „Astrum”. Rzeczywiście, przyjęcie budżetu w warunkach permanentnej wojny politycznej na Ukrainie wydawało się mało prawdopodobne. W pierwszym głosowaniu 25 grudnia budżet przepadł, następnego dnia jednak został uchwalony jednym głosem, choć dwóch posłów zapewnia, że nie było ich na sali, a ich karty do głosowania sfałszowano.

Ekonomiści twierdzą, że budżet nie tylko nie rozwiąże problemów Ukrainy, ale jeszcze stworzy nowe. Ponad dwukrotnie rośnie dług publiczny, który przekroczy 210 mld hrywien, czyli prawie 30 mld dol. Wzrośnie też z ok. 1 do 3 proc. PKB deficyt budżetowy. Jedyna pociecha jest taka, że w listopadzie poprawiło się trochę saldo bilansu obrotów bieżących, ale i tak przekracza 6,7 proc. PKB. Ukraiński rząd pomimo recesji twierdzi też, że dochody budżetu w 2009 r. wzrosną o 3 proc.

W bardzo trudnej sytuacji znalazł się Międzynarodowy Fundusz Walutowy, który w listopadzie uratował ukraińską gospodarkę, przyznając 4,5 mld USD pożyczki. W sumie Ukraina ma dostać 16,5 mld USD. Fundusz nie podziela optymizmu ukraińskiego rządu – szacuje, że gospodarka w2009 r. skurczy się aż o 5 proc. To nie tak zły scenariusz – np. Lars Christensen z Danske Banku twierdzi, że PKB nad Dnieprem spadnie aż o 10 proc. Jednak żeby dostać resztę pieniędzy z pożyczki, Kijów musi spełnić warunki – m.in. zlikwidować deficyt budżetowy, zmniejszyć deficyt obrotów bieżących i ponad dwudziestoprocentową inflację, utworzyć fundusz stabilizacyjny, przywrócić płynność finansową na rynku bankowym oraz posiadać rezerwy walutowe w wysokości co najmniej 27 mld dolarów. Na razie udało się uratować ukraińskie banki od natychmiastowego bankructwa oraz zapanować nad spadkiem kursu hrywny – w październiku dolar kosztował 4,5 hrywny, dziś już 8 (według kursu Narodowego Banku Ukrainy).

Sytuację pogarsza brak jakiegokolwiek planu antykryzysowego. Rząd nie ma żadnej strategii, a parlament działa od przypadku do przypadku. Co prawda 11.12.2008 r. Rada Najwyższa przyjęła w pierwszym czytaniu sześć ustaw, składających się na „pakiet antykryzysowy”, które zakładają głównie wprowadzenie dodatkowych i podwyższenie już obowiązujących ceł na import niektórych towarów (np. mięso, alkohol, dywany, odzież i samochody), ale warunkiem wejścia ich w życie jest przyjęcie w/w ustaw w drugim czytaniu oraz ich podpisanie przez prezydenta Wiktora Juszczenkę. Żeby ocalić ludzi, którzy brali kredyty hipoteczne w dolarach i euro, Rada Najwyższa przyjęła ustawę zabraniającą bankom wszczynania egzekucji, gdy klient spłaca choć odsetki od kredytu. W odpowiedzi banki zagroziły zaostrzeniem warunków przyznawania kredytów.

Ponieważ władze ukraińskich miast nie mogą się doprosić w bankach o kredyt, nie mogą płacić ciepłowniom. W wielu ukraińskich miastach część mieszkań jest niedogrzana. A jak na złość synoptycy wróżą nad Dnieprem ostrą zimę – mają przyjść nawet 25-stopniowe mrozy.

– Ukraiński rząd musi robić to samo co rządy w innych krajach – pomagać firmom przetrwać. Są dwie możliwości – albo trzeba pomóc firmom najbardziej zagrożonym, albo tym, które najlepiej rokują. Ale decyzję trzeba podjąć szybko, bo szczyt kryzysu przypadnie na marzec i kwiecień. Wtedy będzie za późno – mówi Serhij Ołeksijenko z banku Renesans Kapitał.

Jan Wlobart
Tekst ukazał się w nr 1 (77) 16-31 stycznia 2009

X