Chcieli ludzie do Europy

Chcieli ludzie do Europy

27 stycznia gazeta „Nasz Dziennik” opublikowała tekst Marii Pyż o sytuacji na Ukrainie. Dziennikarka z Polskiego Radia Lwów zadaje szereg pytań, na które w KG odpowiada Katarzyna Łoza.

Marysiu, ufam, że wybaczysz, że zwracam się do Ciebie po imieniu. Gdybyśmy miały okazję się poznać, na pewno tak zwracałybyśmy się do siebie. Jesteśmy przecież prawie rówieśniczkami, sąsiadkami z Łyczakowa.

Po przeczytaniu Twojej wypowiedzi, opisującej sytuację na Ukrainie, zamieszczonej w „Naszym Dzienniku” mogę zgodzić się tylko z jednym – to, co pokazują media, nie jest zgodne z prawdą.

Uważasz, że miarka się jeszcze nie przebrała. A co powinno się stać, żeby się przebrała? Jeśli władza ignoruje tych, którzy pragną lepszego życia we własnym kraju? Eurointegracja była tylko pretekstem, symbolem. Symbolem godnego życia, bo czy można nazwać godnym życie przy średnich zarobkach 3268 hr (równowartość 1167 zł, listopad 2013) podczas gdy w sąsiedniej Polsce średnia krajowa wynosi 2783 zł przy 1,5 – 2 razy niższych cenach podstawowych produktów żywnościowych?

Piszesz, że prezydent Ukrainy został wybrany w legalnych wyborach. Tak, ale nie spełnił pokładanych w nim oczekiwań. W państwach demokratycznych jedynym źródłem władzy jest naród. Prezydent, któremu nie ufa 67% społeczeństwa nie może być uważany za legalnego przedstawiciela tego społeczeństwa.

Piszesz – „Mówią o totalitarnym reżimie, a przecież wszystko było w miarę dobrze”. „W miarę” robi różnicę, parafrazując popularne powiedzenie. Czy nie to samo powtarzano w Polsce za czasów Gomułki? Czy nie to samo powtarzał obywatelom Związku Radzieckiego Breżniew? A przecież oba te państwa były państwami o reżimie totalitarnym.

Uważasz, że normalnie pracowały urzędy – mam wrażenie, że żyjemy w dwóch różnych krajach! Ukraina jest na 34 miejscu listy najbardziej skorumpowanych państw świata wg raportu Transparency International.

Pytasz: „kto widział pokojowe demonstracje z ludźmi w kaskach”, a czy od tego się zaczęło? Czy może ludzie założyli kaski po tym, jak bezbronnych pobili funkcjonariusze? Pytasz, kto widział, skąd padały kule, kto powiedział, że to Berkut strzelał. Mnie nikt nie musiał mówić. Wystarczy mi, że wiem, kto strzelał w Poznaniu i Budapeszcie w 1956, w Pradze w 1968, w Poznaniu w 1976. I od kogo uczyli się nasi głównodowodzący.

Powiem Ci także, kto płaci za to, aby ten, kto stoi na Majdanie miał gdzie spać i co jeść. Ja za to płacę. Ja i podobni do mnie obywatele, którzy chcieliby tam być, ale nie mają odwagi lub możliwości. W samym tylko kościele jezuitów (garnizonowym) we Lwowie zebrano na potrzeby Majdanu prawie 2 miliony hrywien (dane z 27 stycznia), nie licząc leków, sprzętu, odzieży, żywności. W Kijowie ludzie spontanicznie podchodzą do demonstrantów, częstują kawą, herbatą, kanapkami, papierosami.

Także ja – ale i Ty – zapłacimy za straty spowodowane demonstracjami. Pójdą na to nasze podatki. Tylko, że ja zapłacę je chętnie, wiedząc, że nie będą z nich sfinansowane kolejne polowanie Janukowycza, kolejna dacza pod Kijowem, kolejny złoty sedes.

Pytasz – „Kto Wam powiedział, że na Ukrainie nie było wolności słowa i myśli obywatelskiej?”. Według ostatniego raportu organizacji Reporterzy Bez Granic na temat wolności mediów Ukraina jest na 126 z 179 miejsc. Nie jest to imponujący wynik, musisz to przyznać, nawet jeśli do tej pory ani Ty, ani ja nie miałyśmy problemów z wolnością wypowiedzi, czy to w radiu, które reprezentujesz, czy w prasie, z którą współpracuję ja. Nie oszukujmy się jednak – są to media niszowe, które nie stanowią zagrożenia dla władzy. Co mają powiedzieć dziennikarze dla tej ostatniej niewygodni? W zeszłym miesiącu okrutnie pobita została dziennikarka „Ukraińskiej Prawdy” Tetiana Czornowoł. Gdzie jest granica, za którą możemy czuć się bezpieczni?

Mnie tak samo jak i Tobie zależy na działaniu polskich organizacji społecznych na Ukrainie. A przecież to właśnie tak chwalony przez Ciebie Janukowycz i jego ekipa zaproponowali opodatkowanie każdej pomocy otrzymanej z zagranicy. Jeśli taki przepis zacznie obowiązywać, będzie oznaczał śmierć dla wielu polskich mediów, szkół i organizacji na Ukrainie, będą traktowane od tej pory nie tylko jako komercyjne firmy, ale i „agenci zagraniczni”. Zastanówmy się, czy na pewno jest nam to na rękę?

I na koniec, to, o czym piszesz na początku – o powtarzających jak barany hasło „Sława Ukrainie”. Tak, wiem skąd pochodzi to hasło. Ale moje poparcie dla Majdanu nie jest poparciem żadnej siły ani opcji politycznej. Zdecydowanie odżegnuję się zwłaszcza od popierania ugrupowań nacjonalistycznych. Uważam jednak, że w takiej chwili jak obecna, najważniejsze jest wspólne działanie ponad podziałami politycznymi i historycznymi, gdyż tylko takie działanie daje nadzieję na wygraną walkę o podstawowe swobody obywatelskie i budowanie państwa prawa. A tylko w takim państwie będzie możliwa otwarta dyskusja o stosunkach polsko-ukraińskich, tylko w takim państwie będzie prawdziwa wolność słowa i zgromadzeń dla organizacji mniejszości narodowych. Czy zauważyłaś, ile rosyjskojęzycznych Ukraińców stoi teraz na Majdanie? Czy staliby tam, gdyby był to wiec poparcia dla nacjonalistów?

Odzew na hasło „Sława Ukrainie” na szczęście nie brzmi „Smert’ Lacham”, a „Herojam sława”. Być może dzięki wydarzeniom na Majdanie Ukraina zyska nowych bohaterów, którzy zmienią wymowę tego hasła.

Katarzyna Łoza
Tekst ukazał się w nr 2 (198) za 31 stycznia–13 lutego 2014

 

Polecamy zapoznać się również z odpowiedzią na tenże list Ireny Kuleszy

X