Był w mieście arsenał Widok na arsenał od strony ul. Św. Stanisława. W głębi widoczny jest Dom starców i kalek (ul. Halicka 14), zdjęcie z archiwum Myrosława Wołoszczuka

Był w mieście arsenał

Lwów sławi się swymi muzeami, których posiada niejeden dziesiątek. Jednym z najbardziej interesujących jest Muzeum Arsenał, mieszczący się w starej zbrojowni z XVI wieku. Posiada największą kolekcję broni białej na Ukrainie. Stanisławów też miał swój arsenał, który swymi rozmiarami nie ustępował lwowskiemu. Miał interesująca historię i mógłby zostać ozdobą miasta. Niestety nie został…

Tak wyglądało wnętrze arsenału w 1928 roku, zdjęcie ze zbiorów Iwanofrankiwskiego Muzeum Krajoznawczego

Tu odlewano armaty

W XVII wieku, zaraz po założeniu Stanisławowa, broniło go jedynie sześć bastionów i w planie miasto przypominało gwiazdę. Po roku 1680 Jędrzej Potocki dobudował do fortecy pałac, wobec czego dwa bastiony przekształcono w półbastiony. W jednym z nich właściciel miasta umieścił zbrojownię – magazyn broni i uzbrojenia dla garnizonu. Magnat ten nazwał arsenał imieniem panującego wówczas króla Rzeczypospolitej – Jana III Sobieskiego, pod którego sztandarami wielokrotnie walczył.

Historyk Czesław Chowaniec twierdzi, że w stanisławowskim arsenale broń nie tylko gromadzono i przechowywano, ale i produkowano. Na niektórych miejskich armatach zachował się napis, że „zostały odlane z rozkazu Jędrzeja Potockiego dla przygranicznej fortecy w Stanisławowie na odsiecz wrogom”.

Gdy w 1687 roku miasto odwiedził podróżnik Francois d’Alairac, zapisał, że tutejszy arsenał „odznacza się wśród wszystkich innych w miastach na Rusi”. Później obok dobudowano klasztor trynitarzy, a bastion i plac przed nim został nazwany „Trynitarskim”. Dziś w tym miejscu jest bazarek „Piataczok”.

W 1712 roku, w czasie wojen między magnatami wojska hetmana Sieniawskiego zdobyły Stanisławów. Zwycięzcy spisali listę trofeów, zdobytych w miejskim arsenale. Przypadło im niewiele: tylko 17 armat różnych kalibrów, kule i proch do nich. Widać zwolennicy Józefa Potockiego zdążyli wywieźć większą część artylerii.

Po zakończeniu tych walk Potoccy rozpoczynają kapitalną rekonstrukcję fortyfikacji, wkładając w to kilka milionów złotych. Nie pominięto i arsenału. Chowaniec pisze, że około 1738 roku syn właściciela Stanisław Potocki przebudował zbrojownię, ukrywając jej połowę pod ziemią – czyli w kazamatach trynitarskiego bastionu.

Nie zapomniano o uzupełnieniu ilości artylerii. W 1754 roku dowódca arsenału, ppłk Ellert przekazał ppłk Filkiewiczowi swoje stanowisko wraz ze sprawozdaniem o stanie uzbrojenia. Naliczono wówczas 35 spiżowych i 87 żelaznych armat. Odnaleziono też jeszcze jedną armatę, którą również wciągnięto na tę listę.

Aby obsługiwać tę ilość broni, należało dysponować odpowiednim stanem żołnierzy. W 1761 roku przy cekhauzie (czyli arsenale) służyli: kapitan, chorąży, fajerwerkarz, podchorąży, felczer, 8 ogniomistrzów, dobosz, ślusarz i cekhauzowy – razem 16 osób.

Mur starego arsenału, zdjęcie z archiwum Myrosława Wołoszczuka

Mały kryminał

Po przyłączeniu Stanisławowa do Austrii i uczynienia z niego centrum cyrkułu, umieszczono tu szereg urzędów. Administracja od początku zetknęła się z brakiem lokali dla nich. Historyk Józef Zieliński pisze, że był czas, gdy sąd i urząd celny cyrkułu chciano przenieść do Tyśmienicy, a więzienie – do Niżniowa. Postanowiono jednak nie rozdzielać urzędów poza miasto i wykorzystać w tym celu kościół ormiański.

Nie wiadomo czy Ormianie kogoś przekupili, ale pozostawiono ich w spokoju, a na potrzeby sądu i więzienia przejęto w 1786 roku klasztor trynitarzy. Kolejna właścicielka miasta Katarzyna Kossakowska przekazała arsenał państwu. Od lat stał nieużywany, bowiem okres prywatnych armii przeminął wraz z przyjściem Austriaków.

W książce „Historia stanisławowskiej fortecy” Czesław Chowaniec przytacza opis cekhauzu z 1792 roku. Otóż, zbrojownia mieściła się w wale i była otoczona ogrodzeniem. Wejście prowadziło przez bramę. Stan zbrojowni był dobry, jedynie sklepienia wewnątrz spękały i zapadły się. W oknach były żelazne kraty. Na terenie zbrojowni stała piętrowa budowla mieszkalna z piecami kaflowymi i wielka piekarnią. Podziemnych kazamat było osiem – dwa w złym stanie, reszta w dobrym. Jedno z pomieszczeń zajmował stolarz.

Teraz zbliżamy się do kwestii – co tam było?

Okazuje się, że Austriacy urządzili tam… więzienie. Pomimo iż w mieście było już więzienie i nie jedno. Pierwsze mieściło się w dawnym klasztorze trynitarzy, drugie – w podziemiach ratusza. Tu trzymano więźniów politycznych. Po co więc było trzecie? Historyk Gajkowski, opisując fortyfikacje miejskie w 1922 roku wspomniał pobieżnie, że w zbrojowni był kiedyś dawny, tak zwany „mały kryminał”.

Wobec tego możemy przypuścić, że w ratuszu trzymano politycznych, u trynitarzy – kryminalistów, a w arsenale urządzono coś w rodzaju więzienia śledczego, dokąd zwożono awanturujących się pijaczków i drobnych złodziei.

W 1887 roku ukazała się monografia Alojzego Szarłowskiego o Stanisławowie. Pisze on, że „teraz w zbrojowni mieści się więzienie”. Dziwne, ale w tym czasie zbudowano już słynne wiezienie „Dąbrowa”, w odbudowanym ratuszu mieścił się areszt policji i działał kryminał u trynitarzy. Miasto liczyło wówczas aż cztery wiezienia. Istny austriacki Magadan!

Przekrój stanisławowskiej zbrojowni z mapy a 1812 r., ze zbiorów Muzeum Narodowego w Krakowie

Trochę światła rzuca na tę kwestię mapa Stanisławowa z 1895 roku. Arsenał oznaczony jest na niej jako „budynek dawnego aresztu wojskowego”, bardziej znany jako „hauptwachta” (odwach). Było to mini więzienie, gdzie żołnierze odbywają karę za naruszenie dyscypliny wojskowej. Początkowo mieścił się naprzeciwko dzisiejszego gmachu Akademii Medycznej. W 1860 wykupiło go miasto i możliwe, że przeniesiono do „małego kryminału”.

Na mapie z 1904 roku nasz obiekt podpisany jest jako „dom kary” („Dąbrowa” w tym czasie – „zakład kary”). W tymże roku wybudowano nowy odwach przy ob. ulicy Gwardii Narodowej, a arsenał znów stał się filią więzienia kryminalnego.

Bazarek potrzebuje miejsca

A teraz spróbujmy zlokalizować położenie naszego arsenału-kryminału. Na starych planach dobrze widać, że mieścił się przy ul. Św. Stanisława. Obecnie jest to uliczka zamknięta, ale przedtem było tu dość szerokie przejście, zaczynające się przed Domem starców i kalek (ul. Halicka 14), które wychodziło na pl. Trynitarzy (bazarek „Piataczok”).

Austriackie zdjęcia lotnicze. Arsenał określony kolorem czarnym. Po lewej – ul. Halicka, fragment zdjęcia z kolekcji Maksyma Dutczaka

Zbrojownia miała kształt litery „L”, dłuższe ramię było prostopadłe do ulicy św. Stanisława i mieściło się w zachodniej części trynitarskiego półbastionu. Po lewej do arsenału przytykał wewnętrzny dziedziniec, ogrodzony wysokim ceglanym płotem z bramą wjazdową. W północnej i wschodniej części półbastionu w XIX wieku wybudowano piętrowe i parterowe budynki, dobrze widoczne na zdjęciach lotniczych.

Po I wojnie światowej budowla znajdowała się w żałosnym stanie. Nie wiadomo co było tego przyczyną – działania bojowe czy opuszczenie tego miejsca przez „kryminał”. Całość stała opuszczona. W 1928 roku magistrat planował budowę pawilonów handlowych na pl. Trynitarskim. Ale w tym celu należało wyburzyć kilka budynków. Powstała specjalna komisja w składzie prezydenta miasta Wacława Chowańca, naczelnego konserwatora Piotrowskiego, kierownika wydziału architektury Bauera, kierownika wydziału dróg Szumskiego, historyka Chowańca i architekta Treli. Krajoznawca Mychajło Hołowatyj odnalazł w archiwum protokół oględzin arsenału przez wymienione osoby: „Komisja po oględzinach „małego kryminału” stwierdziła, że jedynie dawna część przy ul. Św. Stanisława, otoczona murem, jako znaczna część starej fortecznej zbrojowni z połowy XVIII wieku ma znaczącą wartość historyczną i nie może zostać rozebrana. Dlatego pawilon handlowy należy zaprojektować tak, by arsenał w niezmiennym kształcie został włączony do nowego budynku”.

Wykonano wówczas kilka fotografii, z których jedna zachowała się w muzeum krajoznawczym i ukazuje jego zniszczone wnętrza. Arsenał od wewnątrz wygląda jak gdyby o wiele większy niż wydawać by się mogło od zewnątrz.

W następnym roku ukazały się „Zabytki województwa Stanisławowskiego” uporządkowane przez lwowskich konserwatorów. O starym cekhauzie możemy tam przeczytać: „Arsenał miejski z kazamatami w austriackich więziennych zabudowaniach przy pl. Trynitarskim, z XVII/XVIII wieków, skromny barok. Ma być pod ochroną i zrekonstruowany przy rozbiórce sąsiednich austriackich budynków”.

Niestety, sytuacja z zachowaniem zabytków architektury w Stanisławowie nie była lepsza niż w obecnym Iwano-Frankiwsku. W liście z dnia 6 sierpnia 1938 roku historyk Czesław Chowaniec, mieszkający wówczas w Paryżu, pisze: „(…) udarem dla mnie stała się wiadomość o rozebraniu arsenału w ubiegłym roku. Nie spodziewałem się, że Polacy tak lekkomyślnie zniszczą to, co nawet Austriacy zachowali (…)”.

Na miejscu zbrojowni magistrat wybudował pawilony handlowe, a naprzeciwko – okrągły pawilon mięsny, który zachował się do dziś.

Iwan Bondarew

Tekst ukazał się w nr 1 (389), 17 – 31 stycznia 2022

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

X