Brama Tyśmienicka Ul. Karpińskiego. Pocztówka z kolekcji Zenowija Żerebeckiego

Brama Tyśmienicka

Byłem kiedyś na pewnej naradzie turystycznej. Demonstrowano tu plansze informacyjne, promujące zabytki Iwano-Frankiwska – w tym bezpowrotnie stracone. Była też plansza przedstawiająca bramę Tyśmienicką, ale czemuś przypominającą jedną z wież Skitu Maniawskiego. Postanowiłem sprawdzić, jak wyglądała naprawdę.

Ten model bramy Tyśmienickiej bardziej przypomina wieżę Skitu Maniawskiego. Zdjęcie ze źródeł internetowych

Półksiężyc na kamieniu

Nawet uczniowie wiedzą, że dawniej Stanisławów był miastem-fortecą. Historycy wiedzą więcej i twierdzą, że do wnętrza fortecy można było wejść przez dwie bramy i jedną furtę dla pieszych – koło kościoła ormiańskiego.

Bramy były bardziej kapitalnymi budowlami i oprócz pieszych przepuszczały jeźdźców i wozy z towarem. Swe nazwy wzięły od kierunków, w których prowadziły – Halicka i Tyśmienicka. Pierwsza stała na ulicy o tej samej nazwie, mniej-więcej w miejscu dzisiejszego centrum handlowego „Merkury”.

Tyśmienicka znajdowała się obok dzisiejszego gmachu głównego Akademii Medycznej, również przy tej samej ul. Halickiej. Jej resztki odkopano podczas prac remontowych w 2018 r. na skrzyżowaniu ulic Halickiej i Łesi Ukrainki. Wywołało to prawdziwą sensację krajoznawczą.

Historyk Zenowij Fedunkiw, biorący udział w pracach archeologicznych, przeprowadził gruntowne badania, których wynikiem były „Sprawozdania z badań resztek bramy Tyśmienickiej Stanisławowskiej fortecy”. Otóż, według niego, bramę wybudowano na początku lat 60. XVII w. wraz z innymi umocnieniami obronnymi. Architektem był francuski inżynier wojskowy podpułkownik François Corassini. Interesujące jest to, że we wzmiankach historycznych brama figuruje pod różnymi nazwami: Tyśmienicka, Łysiecka, a nawet – Kamieniecka. Taka rozbieżność nazw wskazuje, że szlak za bramą prowadził w różnych kierunkach. Jedna odnoga prowadziła do Łyśca, inna zakręcała do Tyśmienicy i dalej – na Kamieniec Podolski.

Brama Tyśmienicka. W rekonstrukcji Stanisława Burczaka

Jak wyglądała brama, dokładnie nie wiemy, bo nie zachowały się żadne jej rysunki. Ale jest opis podróżnika Ulricha von Verdum, który w 1672 r. odwiedził nasze miasto. Zauważył on, że Stanisławów „Ma trzy bramy, zbudowane z kamienia; na jednej z nich wznosi się półksiężyc”.

Widok na bramę od strony wjazdu. W rekonstrukcji Stanisława Burczaka

Najprawdopodobniej, półksiężyc był właśnie na bramie Tyśmienickiej, prowadzącej na wschód, skąd często napadali miasto Tatarzy.

Natomiast XIX-wieczny historyk Benedykt Płoszczański dodał, że przed każdą bramą był most zwodzony, bramy umieszczone były w tyle wału, a górą były wieże, na których w dzień i w nocy dyżurowała straż miejska.

Jakkolwiek było – brama przeszła swój chrzest bojowy w 1672 r., gdy przez nią nie zdołała dostać się do miasta olbrzymia armia turecka Ibrahima Paszy.

Złoto na czarnym kamieniu

Kolejny właściciel Stanisławowa, Józef Potocki, w latach 1734–1737 przeprowadził szeroką rekonstrukcję fortecy. Jej autorami byli syn magnata Stanisław i szwedzki inżynier Christian Dahlke. Modernizacji zaznała i brama Tyśmienicka. Historyk Sadok Barącz pisze, że ustawiono na niej figury świętych, także umieszczono dwie czarne marmurowe tablice. Z zewnątrz złotymi literami napisano po łacinie taki tekst:

„Forteca ta daleko napawa strachem.
Wojowniczy Mars i Bellona niech odstąpią od miasta.
Wrogów nie zlękła się, od wojennych trąb nie drgnęła.
Obrońcy wytrzymali do końca,
Wrogów wycieńczyli i, z pomocą Bożą,
Pomogli księciu wykonać swój obowiązek do końca”.

Na stronie wewnętrznej napis był bardziej lakoniczny: „Bóg gniewem swoim i karą swą odpędził wrogów od narodu swego”.

Interesujące, jakie figury świętych dekorowały wjazd do miasta? Logicznie przypuszczając, możemy stwierdzić, że wspomnianych Marsa i jego małżonki, Bellony. Byli to jednak bogowie antyczni, a nie chrześcijańscy święci. Może umieszczono tam patrona miasta św. Wincentego lub patronów Potockich – Andrzeja, Stanisława czy Józefa?

W tym też czasie przed bramą usypano trójkątny wał ziemny – rawelin, niepozwalający wrogiej artylerii na bezpośredni ostrzał wrót. Pomiędzy rawelinem i bramą była fosa zalewana woda i most zwodzony.

W tym wyglądzie brama szczęśliwie przetrwała do 1812 r., gdy rozpoczął się demontaż stanisławowskich fortyfikacji. Wówczas bez śladu znikły obie marmurowe tablice. „Nie wiemy, czy zawiniły tu władze miejskie, czy ekipa austriackiej inżynierii, zajmująca się rozbiórką fortyfikacji” – pisał kronikarz na początku XIX w.

W 1822 r. brama jeszcze stała, bo Austriacy wykonali rysunki jej podziemnych kazamat. Wykorzystywano je jako magazyny i wymagały już nieznacznych remontów. Na mapie kadastralnej z 1849 r. nie ma już żadnych śladów po bramie Tyśmienickiej. Możemy śmiało przypuszczać, że rozebrano ją pomiędzy 1822, a 1849 rokiem.

Prace archeologiczne przy bramie Tyśmienickiej, 2018 r. Zdjęcie ze strony Місто

Nielogiczna wieża

Przechodzimy teraz do najbardziej interesującego momentu – jak wyglądała brama. Na podstawie analizy źródeł kartograficznych i badań archeologicznych, historyk Zenowij Fedunkiw doszedł do takiego wniosku:

„Brama była przelotowym przejazdem z wewnętrznymi i zewnętrznymi wrotami i dwoma podnoszonymi przęsłami zwodzonego mostu. Posiadała prostokątne przybrane komory (po dwie z każdej strony), poterny w kształcie przejściowych korytarzy z wyjściami na prawy i lewy taras. Część nadziemna była widoczną częścią komunikacyjno-obronnego kompleksu. Resztę urządzenia obronnego umieszczono w trzonie wału i pozostawała niewidoczną, jej cechą charakterystyczną było to, że w połowie wtopiona była w wał”.

W centrum brany była arka, przez którą wjeżdżały wozy i wchodzili ludzie. Po obu stronach arki umieszczone były podziemne przejścia – poterny, przez które obrońcy szybko mogli dotrzeć do swoich pozycji na tarasach. Ogólną głębokość bramy możemy ocenić na około 17,1 m.

Brama Tyśmienicka na rysunku kap. Szyrkowa, lata 60. XVIII w. Zdjęcie z archiwum Petra Ryczkowa

Istnieje graficzne przedstawienie bramy Tyśmienickiej, wykonane w latach 60. XVIII w. przez rosyjskiego kapitana Szyrkowa. Wywołuje ono jednak więcej pytań, niż daje odpowiedzi. Jest tam główne wejście i dwie boczne poterny, most zwodzony, a nad tym widnieje wysoka wieża zwieńczona kopułą. Nie odpowiada to zupełnie logice architektury obronnej XVII-XVIII w. Bastiony starano się ukryć jak najgłębiej w wałach. Architekci zdawali sobie sprawę, że wysokie budowle są idealnym celem dla wrogich armat.

Brama zamku w Podhorcach. Wygląd dzisiejszy. Zdjęcie autora

W innych zamkach z tego okresu – w Podhorcach czy Użhorodzie – bramy prawie nie wyróżniają się z masywu murów obronnych. W czasie oblężenia bramy są najsłabszymi elementami obrony. Artyleria wroga przede wszystkim na nich koncentruje swój ogień. Ciekawe – ile czasu wytrzymałaby taka „wieża z Pizzy” przy zmasowanym ogniu.

Po co więc tak ją budowano? Istnieje przypuszczenie, że nie budowano jej wcale. Kapitan Szyrkow był inżynierem wieża nad bramą była po prostu wieżą stanisławowskiego ratusza, która trafiła w pole widzenia wojskowego poza bramą. Na austriackich pocztówkach szpila ratuszowej wieży sterczy akurat pośrodku ulicy Halickiej.

Rekonstrukcja w białym kamieniu

A co z wieżami, o których wspominał Benedykt Płoszczański? Prawdopodobnie były one drewniane i służyły jedynie jako miejsce obserwacji o zbliżaniu się wroga do miasta. Może krajoznawca się pomylił, bo najwyższym punktem w mieście była wieża ratuszowa, z której właśnie obserwowano okolice.

A ponadto historycy w przeszłości dość swobodnie traktowali terminy forteczne. Na przykład, Ulrich von Verdum wspomina, że umocnienia Stanisławowa składały się z sześciu regularnych baszt ziemnych z palisadą. Jak wyobrażają sobie Czytelnicy ziemną wieżę? Coś tu sam podróżnik poplątał, lub nazwał basztami ziemne bastiony – których akurat było sześć.

Jak więc naprawdę wyglądała brama Tyśmienicka? Według mnie, najbardziej udaną jest rekonstrukcja Stanisława Burczaka. Po fachowych konsultacjach z historykiem Zenowijem Fedunkiwem, przedstawił on swoją wersję bramy. Widzimy arkę z bocznymi poternami i marmurowymi tablicami z łacińskimi napisami, nisze z figurami świętych i herb Potockich na ozdobnej tarczy. Wygląda to całkiem logicznie.

Artysta przypuszcza, że brama wyróżniała się na tle czerwonych ceglanych murów swoim białym kolorem, gdyż wyłożona była białym gipsowym kamieniem z Gór Wołczanieckich. Był to główny wjazd do miasta i musiał wyglądać dostojnie. Rekonstrukcja wygląda na bardzo prawdopodobną. Jej prawdopodobieństwo można sprawdzić jedynie odnajdując w archiwach oryginalne rysunki bramy Tyśmienickiej. Ale dopóki ich nie znaleziono, dobrze byłoby zmienić rysunek na pylonie turystycznym.

Iwan Bondarew

Tekst ukazał się w nr 202 (482), 28 listopada – 17 grudnia 2025

X