Biskup Paweł Honczaruk: Wierzę i wiem, że Bóg da nam zwycięstwo fot. Facebook, Charkowsko-zaporoska diecezja

Biskup Paweł Honczaruk: Wierzę i wiem, że Bóg da nam zwycięstwo

Charków to jedno z miast, które najbardziej ucierpiało od początku wojny. W wyniku bombardowania cywilnych domów wiele ludzi już zginęło. Wiele przechowuje się w schronach. W ostrzeliwanym Charkowie przebywa również biskup Paweł Honczaruk, ordynariusz diecezji charkowsko-zaporoskiej. Rozmawiał z nim Eugeniusz Sało.

Jak obecnie wygląda życie w Charkowie?

Cały czas są ostrzały różnych dzielnic miasta. Strzelają po mieszkaniach cywilnych. Jeden kościół jest uszkodzony. Falą uderzeniową wybiło okna i wyrwało centralne drzwi. Jest niebezpiecznie przemieszczać się po ulicach. Miasto jest prawie puste. Gdzieniegdzie są otwarte sklepy. Czasami można znaleźć chleb. Ludzie szybko przychodzą tam, aby kupić jedzenie. Jest bardzo niebezpiecznie. W każdej chwili może spaść bomba i to niesie za sobą śmierć. [słychać odgłos wybuchów] Teraz też strzelają za oknem.

Jaka sytuacja jest w innych miastach diecezji?

W naszej charkowsko-zaporoskiej diecezji ostre walki toczą się w Energodarze, Melipotolu (pod Zaporożem), na linii Doniecka i Ługańska, w Sumach i Konotopie. Najtrudniejsza sytuacja jest w Mariupolu. Miasto jest otoczone i tam normalnie wybijają ludzi. Gorąco jest też w Charkowie. Niektóre miejscowości dookoła są okupowane. Tam nie ma możliwości ani wejść, ani wyjść. Rosjanie nie przepuszczają. Tutaj na miejscu staramy się zorganizować pomoc, przede wszystkim duszpasterską. W szpitalach odwiedzamy i spowiadamy rannych. Dostarczamy produkty, pampersy, lekarstwa w te miejsca, dokąd można jeszcze trafić. Jednak cały czas musimy zachowywać bardzo wysoką ostrożność.

Dużo kapłanów zostało w swoich parafiach, by wspierać wiernych. Jak działają kościoły w czasie wojny?

Tam, gdzie są ostrzeliwane miasta, nie ma normalnego duszpasterstwa. Nie można przyjść do kościoła na msze, na adoracje. W ogóle nie wolno wychodzić z domu. To jest niebezpieczne. Jest zagrożenie życia. Natomiast tam, gdzie nie ma wojennych działań, gdzie nie przyszła wojna w tak pełnej swojej rzeczywistości, tam kontynuujemy życie duszpasterskie. Do przykładu w Zaporożu, Kamieńskiem, Dnieprze, Krzemieńczuku, Połtawie czy Myrhorodzie.

Czy otrzymujecie pomoc humanitarną? Skąd do was dociera?

Pomoc dociera z różnych stron. Z kamieniecko-podolskiej diecezji, z Dunajowiec, z Chmielnicka. Też ze Lwowa przywieźli bus medykamentów, pampersów, żywności. Budujemy różne szlaki i szukamy sposobu takiej logistyki. Teraz jest problem, żeby ktoś przewiózł pomoc humanitarną tu do Charkowa.

Jak długo ksiądz biskup planuje pozostać w mieście?

Planuję być tutaj tyle ile można, aż do końca. Jeżeli już nie będzie ludzi, nie będzie komu posługiwać, to nie będę siedział tutaj z kamieniami. To nie jest rozsądne. Ale dopóki są tu ludzie, którzy potrzebują pomocy, wsparcia duchownego i materialnego, dopóki będę tutaj użyteczny – będę do końca.

Wierzę, że Pan Bóg da nam zwycięstwo, bo to jest walka nie z człowiekiem. To jest walka z tym, który cały czas kłamie. A ojcem kłamstwa jest diabeł. Pan Bóg daje nam Ducha odwagi, Ducha ofiarności, gotowości bronić swoją Ojczyznę aż do końca, aż do śmierci. Myślę, że to jest wielki znak, że Bóg stoi po naszej stronie i broni nas. Nie mam w tym wątpliwości. Wieżę i wiem, że Bóg da nam zwycięstwo.

Rozmawiał Eugeniusz Sało

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

X