„Bóg się rodzi”… Czyli jak to przed wiekami w Polsce świętowano

„Bóg się rodzi”… Czyli jak to przed wiekami w Polsce świętowano

Dziś, z okazji Świąt Bożego Narodzenia, wpadamy niejednokrotnie w zadumę, zastanawiamy się nad tym, co nam przyniósł kończący się kolejny rok kalendarzowy, wybiegając jednocześnie myślą do przodu i zastanawiając się jak spędzimy nadchodzące Święta i co przyniesie nam Nowy 2014 Rok.

 

Przyszłości oczywiście przewidzieć nie można, ale warto chociaż na chwilę spojrzeć na przeszłość, na bogatą polską tradycję świętowania Narodzenia Pańskiego i Nowego Roku.

Warto też przy tej okazji dodać, że na przestrzeni wieków zwyczaje naszych przodków bardzo się zmieniały, a przez to różniły między sobą. Dlatego też, dokonując wyboru, przyjrzyjmy się wyjątkowo tylko najważniejszym zwyczajom staropolskim w XVII i XVIII wieku, które jak łatwo zauważyć, często posiadały jeszcze pogański rodowód.

Okres świąteczny przed wiekami, podobnie jak i teraz, rozpoczynał się okresem adwentu. W tym czasie ludność diametralnie zmieniała tryb życia, rezygnując z dotychczasowego intensywnego życia, na rzecz własnego wyciszenia, modlitwy i powagi tegoż czasu. Medytacji i postom kościelnym sprzyjała też jesienno-zimowa aura – długa szaruga i wieczory oraz brak prac polowych. W zaciszu domowego ogniska kobiety wspólnie zajmowały się przędzeniem, tkaniem, przy których śpiewały religijne pieśni. W tym też czasie, zawsze przed wschodem słońca, ludność udawała się na roraty, odprawiane w zupełnie ciemnym kościele, jedynie przy świecącym się na ołtarzu świeczniku.

Na wigilijnym stole dominowały przyrządzone na różny sposób ryby, grzyby, placki na miodzie, słodycze oraz różnego rodzaju napoje alkoholowe. Na terenach wschodnich I Rzeczypospolitej tradycyjnie podawano kutię. Bez względu jednak na region ówczesnego państwa polskiego dwanaście zwyczajowych dań można było spotkać tylko w najbogatszych domach. Wieczerzy wigilijnej towarzyszyły także rozmaite zwyczaje. Do powszechnie znanych należało rozściełanie na podłodze i pod obrusem słomy, co miało w zamyśle symbolizować pamiątkę betlejemskiej stajenki. W rzeczywistości jednak była to pozostałość z czasów pogańskich. W niektórych domach pod obrusem wkładano też siano, a w chatach wiejskich w kącie umieszczano snop słomy.

Przy stole wigilijnym zasiadali zwyczajowo wszyscy domownicy, dzielono się opłatkiem i składano życzenia. Tradycyjnie zostawiano wolne nakrycie dla nieobecnych i wspominano tych, którzy odeszli już do wieczności. Pamiętano też o zwierzętach, z którymi dzielono się wigilijnymi pokarmami, a nawet opłatkiem. Uroczystości nocy wigilijnej sprzyjała dodatkowo atmosfera, która zawsze miała charakter domowy i rodzinny, łączący wszystkich domowników.

Po wieczerzy wigilijnej, zakrapianej często mocniej alkoholem, udawano się do kościoła na pasterkę, która z racji spożywania trunków przebiegała zwykle w bardzo wesołym nastroju.

Święta Bożego Narodzenia diametralnie zmieniały poważny charakter adwentowego oczekiwania. Zmieniał się nastrój, a zamknięty i spokojny dotąd dom otwierał się na gości, rozbrzmiewał wesołą kolędą i oferował bogate świąteczne jadło. Zaczynał się długotrwały okres zabaw, przedstawień, tańców, które trwały do mięsopustów. W święto św. Szczepana, 26 grudnia, obsypywano się owsem, co według ludowych wierzeń miało sprowadzić pomyślność i zapewnić dobre urodzaje.

W czasach staropolskich nie ubierano choinki, gdyż tego zwyczaju wówczas jeszcze nie znano. Podobnie też nie świętowano Sylwestra, ale w tym dniu oddawano się różnego rodzaju wróżeniu – próbując przewidzieć przyszłość w nadchodzącym roku. Panowało wówczas mniemanie, że jeśli komuś powiedzie się żartem okraść inną osobę, to wówczas cały nadchodzący rok będzie dla niego szczęśliwy.

W okresie między Bożym Narodzeniem a Wielkim Postem miejscowy duszpasterz wraz z organistą i innymi sługami kościelnymi chodzili po kolędzie, błogosławiąc domostwa i otrzymując w zamian w darze słoninę, ser, grzyby i inne produkty.

Znane było również kolędowanie. Przebrani za zwierzęta, np. wilki, niedźwiedzie i tury, czyli tak zwane „turonie” czeladnicy, żacy i wiejscy parobcy, wędrowali od domu do domu, wystawiając przedstawienia, którym towarzyszyły także różnego rodzaju zabawy.

Trudno wymieniać i opisywać tutaj wszystkie zwyczaje i obyczaje, które towarzyszyły staropolskiemu społeczeństwu, bo było ich niezmiernie dużo, ale warto zwrócić uwagę na fakt, iż mimo tak odległych czasów oraz różnych, nawet już wówczas archaicznych zachowań, elementem dominującym w odpowiednim przeżyciu Świąt były modlitwa, jedność rodzinna i dobra zabawa. Dzięki takim praktykom ludność odnajdywała prawdziwy sens i radość z przeżywania Świąt Bożego Narodzenia.

Po kolędzie na Nowy Rok idziemy,
Do was wszystkich, co nam dacie, weźmiemy;
Pół talarka, grochu miarka –
zda się to,
Z kwika szperka, tłusta nerka –
zje się to.
Worki próżne, mamy różne, co dacie,
To weźmiemy, nie wzgardziemy, uznacie.
Mąki, krupy, w swoje kupy niech idą,
Drobne kasze, sadła nasze,
aż przyjdą.
I kaczora, i gąsiora weźmiemy.
A kiełbasy, te za pasy zatkniemy.
I co z grzędy do kolędy należy,
Niech i z nami co z rogami pobieży.
Na odchodzić niech o wodzie
nie będzie,
Niech dzban stoi, tak przystoi kolędzie.
Niech się flaszki, a nie fraszki pokażą,
Niech się szklanki jako wianki ukażą,

A my za to na to lato życzem wam
Zdrowia. Dobrze, żeście szczodrze radzi nam.

Grzegorz Chajko
Tekst ukazał się w nr 23–24 (195–196) za 20 grudnia 2013–16 stycznia 2014

X