Polski generał Tadeusz Kościuszko jest bohaterem narodowym również Stanów Zjednoczonych, postacią bardzo popularną w tym kraju po dzień dzisiejszy. W USA całkowita liczba miejsc upamiętnienia wielkiego Polaka szacuje się na około 200. Są to pomniki, popiersia i tablice pamiątkowe generała. Imieniem Tadeusza Kościuszki nazwano ulice, place i parki w wielu miejscowości amerykańskich. Jeden z pierwszych monumentalnych pomników generała Kościuszki został odsłonięty w 1904 roku w Chicago z inicjatywy Polonii amerykańskiej. Lecz konkurs na projekt pomnika dla Chicago odbył się w 1893 roku… we Lwowie. Pierwszą nagrodą został odznaczony projekt Tadeusza Barącza, znanego rzeźbiarza lwowskiego. Pisaliśmy o perypetiach tego konkursu w „Nowym Kurierze Galicyjskim” (nr 4. 28.02–13.03.2025 r.). Projekt Tadeusza Barącza był starannie opracowany, wywarł bardzo dobre wrażenie na publiczności lwowskiej i można było liczyć, że zostanie zrealizowany i w najbliższym czasie stanie na jednym z placów Chicago.
Wysoko oceniają ten projekt także współcześni historycy sztuki. Na przykład, profesor Jurij Biriulow w swojej monografii „Rzeźba Lwowska” pisał, że pomnik wyróżniała „…ekspresja kształtu i czytelnego alegoryzmu. Barącz w swoim pomniku wzorował się na stylistyce wiedeńskich monumentów neobarokowych drugiej połowy XIX wieku”. Jeszcze podczas konkursu prasa i wielu miłośników sztuki polskiej wyrażali zdanie, że projekty konkursowe nigdy nie będą w Chicago realizowane, dlatego właśnie część artystów lwowskich i krakowskich zignorowała udział w konkursie. Chicagowski komitet budowy pomnika wypłacił obiecane nagrody pieniężne i lwowska opinia publiczna skłonna była uwierzyć, że w dalekim Chicago jednak stanie pomnik według projektu artysty lwowskiego. Na pewno wierzył w to i Tadeusz Barącz, który w 1896 roku uwzględnił uwagi komitetu w Chicago i wykonał drugi bardziej „oszczędny” projekt pomnika z popiersiem Kościuszki. Gipsowa kopia tego projektu zachowała się i znajduje się w zbiorach Lwowskiej Galerii Sztuki.
Tymczasem do Tadeusza Barącza, również całej zainteresowanej publiczności lwowskiej, dotarła przykra wiadomość z Chicago, że komitet Polonii chicagowskiej odrzucił projekty z konkursu lwowskiego i zamówił nowy projekt pomnika Kościuszki u mieszkającego w Chicago Kazimierza Mieczysława Chodzińskiego, mało znanego w Galicji czterdziestoletniego artysty pochodzenia polskiego, urodzonego w Łańcucie, absolwenta krakowskiej Szkoły Sztuk Pięknych. Zamówienie zostało złożone bez żadnego konkursu i projekt został przyjęty przez komitet bez szerszego omówienia w prasie amerykańskiej, tym bardziej lwowskiej czy krakowskiej. Okoliczności całego wydarzenia dokładnie opisał w 1905 roku Marian Gumowski we lwowskim tygodniku „Tydzień”, dodatku literacko-naukowym „Kuriera lwowskiego”.

Otóż, Marian Gumowski omówił przebieg wydarzeń, związanych z powstaniem pomnika Kościuszki w Chicago: „Niebywały jednak ruch w świecie artystycznym wywołało ogłoszenie konkursu na pomnik Kościuszki przez lwowskie Towarzystwo Sztuk Pięknych. Mianowicie grono poważnych obywateli polskich w Chicago zawiązało się w komitet w lutym 1892 roku, by tam na wolnej amerykańskiej ziemi postawić pomnik temu, co walczył za wolność dwóch narodów i z Ameryki drugą Ojczyznę sobie stworzył. Komitet ten, wydając równocześnie odezwę do wszystkich Polaków w Ameryce, upoważnił dr Emila Dunikowskiego, by w kraju za pośrednictwem Towarzystwa artystycznego ogłosił konkurs i przez to dał artystom swojskim pole do działania i nadzieję zarobku i sławy. Jeszcze tego samego roku w grudniu 1892 roku konkurs został ogłoszony z terminem do 15 maja 1893 roku i z dość ciężkimi warunkami. Przede wszystkim komitet amerykański żądał pomnika konnego, w mundurze wojsk amerykańskich z czasów wojny o niepodległość, półtora razy naturalnej wielkości. Na podstawie tego pomnika miały być nadto płaskorzeźby brązowe: zwycięstwo pod Racławicami i pod Ninety Sic lub spotkanie Kościuszki z Waszyngtonem. Warunki takie mogły rzeczywiście odstraszyć artystów polskich, mimo tego nadesłano wcale pokaźną liczbę projektów na termin oznaczony. Gdy jednak doszło do rozdania nagród, okazało się, że nie ma ani jednego, któryby ściśle trzymał się ogłoszonych warunków. Postanowiono mimo to rozdać nagrody, mając na względzie tylko wartość artystyczną projektów. W ten sposób otrzymał pierwszą nagrodę Tadeusz Barącz, drugą – prof. Leonard Marconi, trzecią – Tadeusz Wiśniowiecki. Wedle umowy miał komitet chicagowski wybrać z tych trzech pomników jeden i oddać go do roboty. Jak jednak było do przewidzenia, w Chicago odrzucono wszystkie projekty, jako nie dotrzymujące warunków kontraktu i zwrócono się wprost do artysty mieszkającego w Ameryce Kazimierza Chodzińskiego, ucznia Akademii Krakowskiej i Wiedeńskiej, dotąd nie dającego się poznać szerszej publiczności i z nim zawarto kontrakt. I oto w bieżącym roku, we wrześniu (1905 roku), rozniosły dzienniki radosną nowinę, że pomnik Kościuszki odsłonięty zostanie nareszcie w parku Humboldta w Chicago wśród ogromnych uroczystości, powitany entuzjastycznie przez tysiące zebranych tam Polaków. Pomnik przedstawia bohatera siedzącego na koniu, ubranego w mundur generała amerykańskiego z kapeluszem stosowanym na w poprzek głowy ułożonym, z szablą w jednej ręce w górę wzniesioną. Jak z tego wyobrazić sobie możemy, Kościuszko tak przedstawiony, różnić się musi od wszystkich znanych dotąd typów, a kapelusz tak ułożony razi nas nawet nieco. Rażące w ogóle jest to, że nie ma na tym pomniku nic polskiego, lecz wszystko obce, co może dla Ameryki i Amerykanów jest odpowiedniejsze i bardziej zrozumiałe, Polakowi jednak każdemu nasunie się pytanie, dlaczego komitet tak usilnie żądał dotrzymania warunków (od artystów lwowskich) i dlaczego nasz bohater tak nie po naszemu się przedstawia?”.

Pomnik zbudowany w Chicago według projektu Kazimierza Chodzińskiego został utrzymany w kierunku realizmu akademickiego. Konną postać Kościuszki ustawiono na wysokim piedestale, lecz bez żadnych płaskorzeźb zdobiących podstawę pomnika, bez żadnego przedstawienia bitwy Racławickiej, czy też spotkania Kościuszki z Waszyngtonem.
We Lwowie pytano: kim jest Kazimierz Chodziński autor projektu? Nikt we Lwowie nie miał o nim szerszego rozpoznania, dlatego „Tydzień” opublikował życiorys artysty podpisany …samym artystą. Otóż Chodziński urodził się w roku 1861 w Łańcucie w Galicji, kształcił się przez trzy lata do roku 1883 w Szkole Sztuk Pięknych w Krakowie pod kierunkiem profesora Walerego Gadomskiego i Jana Matejki, zaś do roku 1887 w Akademii Wiedeńskiej pod kierunkiem profesora Edmunda von Hellmera. Pracował we Wiedniu, Krakowie i od 1891 roku we Lwowie. W pierwszej kolejności znany był z drobnej plastyki – medalionów i plakietek. W 1897 roku wyjechał do USA, gdzie zamieszkał w Chicago. Sukces w Chicago przyniosł mu też zamówienie projektu konnego pomnika Kazimierza Pułaskiego do Waszyngtonu, który został odsłonięty w 1910 roku. W tymże roku wrócił do Lwowa i założył pracownie rzeźbiarską. Ze Stanów Zjednoczonych przywiózł ze sobą gipsowy model pomnika Pułaskiego w skali 1:1. Pomnik ów został ustawiony na stałe we lwowskim Pałacu Sztuki, lecz po 1939 roku został zniszczony przez Sowietów. Artysta zmarł w 1921 roku we Lwowie i został pochowany na Cmentarzu Łyczakowskim. W nekrologu w „Kurierze lwowskim” z dnia 4 czerwca 1921 roku m.in. czytamy: „Kazimierz Chodziński, znany artysta rzeźbiarz, zmarł we Lwowie w 62 roku życia. Zmarły przebywał przez czas dłuższy w Ameryce i wykonał tam szereg pomników polskich, między innymi pomniki Kościuszki i Pułaskiego. Przed wojną powrócił do Lwowa i wykonał przeszło 100 plakiet i odznak, które znalazły wielkie rozpowszechnienie. Miastu naszemu ofiarował odlew pomnika Pułaskiego, umieszczony w Pałacu Sztuki. Podczas wojny zniszczono mu folwark, znajdujący się pod Lwowem”.
Odsłonięcie pomnika Tadeusza Kościuszki w Chicago było wielkim wydarzeniem i świętem dla Polonii amerykańskiej. O tym pisała również prasa polska w kraju, również lwowska. Czasopismo „Kraj” opublikowało obszerny reportaż swego korespondenta, który entuzjastycznie opisał uroczystość. „Kraj” między innymi pisał: „Wielkie święto nie tylko dla naszej chicagowskiej kolonii, ale dla wszystkich Polaków zamieszkujących Stany Zjednoczone, wypadło nad wyraz wspaniale. Pomnik Kościuszki został odsłonięty 10 września w Parku Humboldta przy tak imponującym udziale publiczności, że należał on do wcale niepoślednich nawet w Ameryce, przyzwyczajonej do olbrzymich scen zbiorowych. Około 100 tysięcy rodaków naszych ze wszystkich prawie stanów Unii amerykańskiej zebrało się pod pomnikiem generała. Niezliczona moc polskich stowarzyszeń wystąpiła w barwnych strojach, ze sztandarami. Liczono ich z górą na 300. Ulice udekorowano zielenią, kwiatami, chorągwiami, w czym chętny udział wzięli Amerykanie. W setkach okien widniały portrety „bohatera dwóch światów”, jak o Kościuszce piszą gazety tutejsze. Na uroczystość wystąpił ku czci Kościuszki oddział regularnego wojska Stanów Zjednoczonych i kilka kompanii obywatelskiej milicji amerykańskiej. Kiedy początek kolosalnego pochodu, w którym samych powozów udekorowanych naliczono około 700 znalazł się w Parku Humboldta, już cały park był zalany morzem głów ludzkich. Akt odsłonięcia odbył się nadzwyczaj uroczyście i podniośle. Przemawiali po polsku i po angielsku pp. M. La Buy, J. Smulski, Styczyński, dr. Szwajkart i senator Hopkins, a mowy przeplatane były muzyką i produkcjami chóru polskiego, złożonego z 600 śpiewaków. Zasłona opadła z pomnika wśród frenetycznych oklasków publiczności. W jednej chwili pomnik zarzucono formalnie wieńcami. Prezes komitetu p. Smulski, odczytał list prezydenta USA Roosevelta, który pisze, że „Kościuszko i Pułaski zasługują na cześć i miłość wszystkich Amerykanów” oraz list senatora Fairbanksa, który wyraził życzenie, aby pomnik przypominał wiecznie wszystkim ludziom, że „największą zasługą człowieka jest ofiarowanie się dla dobra bliźnich”. Na bankiecie, który następnie dał komitet w hotelu „Great Northern” przemawiali m.in. arcybiskup Quigley i ks. biskup Muldvon, a z Polaków – redaktor Siemiradzki i Heliński. Cała prasa polska wystąpiła w dniu uroczystym ze świątecznym wydaniem. Pisma amerykańskie zamieściły obszerne opisy i ilustracje. Z Europy nadeszły telegramy od polskich instytucji publicznych”.
Jurij Smirnow
Tekst ukazał się w nr 6 (466), 28 marca – 14 kwietnia 2024
