Oblicze stanisławowskiego biznesu Hotel „Centralny”. Pocztówka z kolekcji Maksyma Dutczaka

Oblicze stanisławowskiego biznesu

Reklama jest dźwignią handlu – jak głosi przysłowie. W starym Stanisławowie biznesmeni dobrze to rozumieli, więc reklamowali swe zakłady, jak tylko mogli. Artykuł, który dziś przedstawiam, interesujący jest tym, że na starych ilustracjach spotkamy lokalnych „rekinów” biznesu.

„Centralny” hotelarz

W maju 1904 r. przy ul. Sobieskiego 4 (ob. Strzelców Siczowych) otwarty został nowy hotel „Centralny”, chociaż w prasie określany był z francuska – „Central”. Odpowiadał całkowicie swej dumnej nazwie zarówno centralną lokalizacją, jak i komfortem, proponowanym gościom.

Hotel „Centralny”. Pocztówka z kolekcji Olega Hreczanyka

Proszę osądzić samemu – 36 z gustem umeblowanych pokoi, oświetlenie gazowe, wodociąg i wanny z gorącą (!) wodą, telefon. Na dziedzińcu mieściły się własne stajnie i powozownia – coś w rodzaju garaży dla współczesnych taksówek.

O prestiżu zakładu wymownie świadczy fakt, że kilka miesięcy po otwarciu gościły tu takie znamienitości ze Lwowa, jak namiestnik Galicji hrabia Andrzej Potocki i marszałek Sejmu Krajowego hrabia Stanisław Badeni. Przybyli do miasta na intronizację biskupa Chomyszyna, która odbyła się 19 czerwca 1904 r.

Jeszcze bardziej utytułowany gość zatrzymał się tu w 1910 r. Był nim generalny inspektor austriackiej artylerii feldmarszałek Leopold Salvator. Nosił tytuł arcyksięcia, należał do panującej rodziny Habsburgów i był bezpośrednim krewnym cesarza.

Właścicielem elitarnego hotelu był Żyd Leon Kessler. Wcześniej był właścicielem niewielkiego piętrowego hoteliku na skrzyżowaniu ulic Sobieskiego i Lipowej (ob. Szewczenki). Nosił on podobną nazwę – „Centralny”. Potem interes został sprzedany niejakiemu panu Falkowi. Niebawem przy tej samej ulicy, nieco dalej, wystawił nowy luksusowy hotel. Falk był oburzony przeniesieniem nazwy i podał Kesslera do sądu za plagiat. Po mieście krążyła plotka, że Kessler, aby ukrócić sprawę, starał się wręczyć łapówkę hrabiemu Potockiemu – najwyższemu i najbogatszemu urzędnikowi Galicji. Hotelarz chciał mu do kieszeni wsunąć sto florenów. Odbywało się to przy wtórze śmiechu hrabiego Badeniego, który sam go do tego namówił.

Incydent z hrabią Potockim nie pociągnął za sobą krytycznych następstw. Kesslerowi udało się przetrwać proces i utrzymać nazwę swego hotelu.

Jego biznes dobrze prosperował aż do roku 1912, kiedy to w styczniu sprzedaje hotel Szymonowi Hubnerowi za astronomiczną sumę 300 tys. koron. Po tej dacie prasa o Kesslerze więcej nie wspomina – prawdopodobnie wyjechał z miasta.

Na pocztówce widzimy samego właściciela zakładu – jest to dobiegający pięćdziesiątki łysy osobnik z siwymi wąsami. Kolekcjonerzy przypuszczają, że stoi on na balkonie pierwszego piętra, unosząc kapelusz.

Wszechstronny pan Ensel

W Stanisławowie było wiele restauracji, ale kawiarnia „Edison” wiodła wśród nich prym. Przede wszystkim mieściła się w nowopowstałym pasażu Hartenbergów – pierwszym supermarkecie w mieście.

Kawiarnia „Edison”. Pocztówka z kolekcji Maksyma Dutczaka

Po drugie – było to nie tylko miejsce dla „wypicia filiżanki kawy”, ale cały kompleks gastronomiczny: galeria dla orkiestry, sala bufetowa, sala do gry w karty, czytelnia, pokój dla dam – oto niepełna lista osobliwości kawiarni. Główna sala była piętrowa i miała ponad 180 m kw. Dekoracje były stylowe – styl umiarkowanej secesji – oraz wspaniałe żyrandole.

Od samego początku swego istnienia „Edison” bił rekordy popularności. Kawiarnia została otwarta 21 stycznia 1905 r. i już w pierwszy wieczór odwiedziło ją ponad tysiąc gości. Nas jednak najbardziej interesuje portret mężczyzny, bardzo podobnego do pisarza Guy de Maupassanta. Jest to właśnie właściciel „Edisona”, Leon Ensel. Do Stanisławowa przyjechał z Przemyśla, gdzie też miał jakiś biznes. Z publikacji w prasie możemy ułożyć jego portret psychologiczny. Otóż…

Ensel był bezwzględny i nawet oskarżano go o udział w „kawowym spisku”, kiedy to w sierpniu 1905 r. właściciele stanisławowskich restauracji gwałtownie podnieśli cenę na ten popularny napój. Ensel był oszczędny. W 1906 r. zdołał w Magistracie umówić się na zniżkę za gaz oświetleniowy. Obniżono mu o 50 halerzy na m sześc., pod warunkiem, że będzie spalał nie mniej jak 8 tys. m sześc. rocznie. Ensel był postacią wpływową, mającą różne znajomości – na sylwestra 1908 r. gościom przygrywała orkiestra 58 pułku piechoty.

Był przy tym uczciwy, bowiem w gazecie z dnia 24 stycznia 1909 r. zamieścił ogłoszenie o znalezionej w jego zakładzie damskiej torebce z 20 koronami.

Nie przywiązywał się jednak na dłużej do jednego miejsca – w lutym 1911 r. sprzedał „Edisona” niejakiemu panu Wassermanowi z Tarnopola.

Założyciel pierwszej sieci

Jednak rekordową ilość pocztówek z własną podobizną wyemitował restaurator Maurycy Haubenstock. Jego biznes przetrwał najdłużej, stąd kolekcjonerzy posiadają jego pocztówki zarówno z okresu austriackiego, jak i polskiego.

Widok zewnętrzny restauracji Haubenstocka. Pocztówka z kolekcji Zenowija Żerebeckiego

Najbardziej rzetelnie biografię Haubenstocka zbadała krajoznawczyni Ołena Buczyk. Swą działalność rozpoczął w 1892 r. Pierwszą restaurację otworzył w niewielkim domku przy dzisiejszej ul. Witowskiego – mniej więcej tam, gdzie dziś jest słynna kawiarnia „Pierożkowa”. Zakład popularny był wśród różnych warstw mieszkańców Stanisławowa. Spotkać tu można było i uczniów gimnazjum, i urzędników.

Wnętrza restauracji Haubenstocka. Pocztówka z kolekcji Olega Hreczanyka

Z czasem Haubenstock poszerzył swój biznes. W 1903 r. wziął w dzierżawę na trzy lata restaurację w parku pod wypłatę roczną 620 koron do miejskiej kasy. W tym samym roku kupił część popularnego sklepu Górawskiego w pobliżu Dyrekcji kolei. Tam otworzył pokój śniadaniowy, który też rzadko świecił pustkami. Oprócz tego prowadził jeszcze restaurację III kategorii na dworcu kolejowym. Wobec tego Haubenstocka śmiało można określić jako założyciela pierwszej sieci gastronomicznej Stanisławowa.

W 1913 r. bogacze Chowańscy wybudowali na miejscu starej restauracji Haubenstocka wspaniały czteropiętrowy gmach. Przez jakiś czas Maurycy dzierżawił u nich pomieszczenie, ale niebawem przeniósł się do sąsiedniej kamienicy Hauswalda.

Wnętrza restauracji Haubenstocka. Pocztówka z kolekcji Olega Hreczanyka

Zebrawszy nieco pieniędzy Maurycy Haubenstock przejmuje kawiarnię „Habsburg” na rogu dzisiejszych ulic Strzelców Siczowych i Czornowoła. W 1918 r. otwiera tam restaurację, pokój śniadaniowy, kawiarnię i sklep z delikatesami. To właśnie ten zakład widzimy na kolejnej widokówce z okresu międzywojennego. Restauracja posiadała otwarty taras, skąd roztaczał się widok na skwer w miejscu dzisiejszego gmachu poczty.

Zakład Haubenstocka uważany był za prestiżowy. Tu wielokrotnie organizowała przyjęcie miejscowa elita. W 1934 r. w zakładzie gościł minister spraw wewnętrznych Rzeczypospolitej Bronisław Pieracki – ten sam, którego w 10 dni po tej wizycie zastrzelił w Warszawie członek OUN.

Maurycy Haubenstock z synem Hugonem. Zdjęcie z Państwowego Archiwum Obwodowego

W Archiwum obwodowym zachowały się dokumenty, rzucające nieco światła na biografię Maurycego Haubenstocka. Urodził się 11 grudnia 1870 r. w powiecie Trzebinia koło Krakowa. Należał do „wiary mojżeszowej”, a jego prawdziwe imię brzmi Abraham Mozes. W okresie międzywojennym był prezesem Towarzystwa restauratorów i zasiadał w radzie miasta. Mieszkał tam, gdzie była jego restauracja – przy ul. Sobieskiego 22. Był dwukrotnie żonaty. Pierwsza żona, Anna, zmarła w 1911 r. W następnym roku wziął ślub z Marią Schwitzer, od której doczekał się w 1919 r. syna Hugona.

Gdy przyszli sowieci, jego zakład znacjonalizowano i otworzono tam piwiarnię, działającą do końca lat 40. Ślad samego Maurycego gubi się. Możliwe, że zginął w getcie wraz z tysiącami swych braci w wierze, ale też możliwe, że udało mu się uciec za granicę. Pieniądze posiadał, a więc szanse na ratunek Abraham Mozes miał większe od innych.

Iwan Bondarew

Tekst ukazał się w nr 17 (453), 17 – 26 września 2024

X