Włodzimierz hr. Dzieduszycki (1825–1898) był w swoim czasie nie tylko wybitnym przyrodnikiem, ale również jednym z najbardziej znanych w Galicji kolekcjonerów. Krakowski profesor Kazimierz Karolczak pisze m.in. o tej jego pasji: „Pasje kolekcjonerskie, nie tylko związane z przyrodą, wpisane były wręcz w geny hr. Włodzimierza. Odziedziczonym po ojcu (Józefie Dzieduszyckim, również miłośniku historii i kultury, założycielu biblioteki Poturzyckiej i pasjonacie kolekcjonerstwa) zbiorem polskich numizmatów i medali Włodzimierz zajął się poważniej od 1849 roku, powiększając go szybko drogą zakupów i wymiany. W 1864 roku obejmował on 362 medale i 1928 monet, a pod koniec XIX wieku liczył już około trzy tysiące artefaktów… Kolekcja jego wyróżniała się nie tylko wielkością, ale i koncepcją”.
Gabinet numizmatyczny Włodzimierz Dzieduszycki umieścił w swoim lwowskim pałacu przy ulicy Kurkowej, zaś marmurowe popiersie ojca Józefa Dzieduszyckiego postanowił umieścić w Muzeum Przyrodniczym przy ulicy Teatralnej 18. Również w tym muzeum obok wspaniałych zbiorów przyrodniczych został umieszczony słynny złoty skarb Michałkowski, prawdziwy diament kolekcji.
Włodzimierz Dzieduszycki zostawił potomnym piękny zbiór często rzeczy unikatowych, który podarował miastu Lwowowi, i ten wspaniały gest ocenili ówcześni lwowianie. W 1905 roku „Nowości ilustrowane” tak opisały wrażenia pewnego dziennikarza o tej fundacji i postaci fundatora: „Kiedy przechodzimy koło pięknego budynku Muzeum im. Dzieduszyckich – uprzytomniamy sobie, jaką to stosunkowo dość znaczną ilość różnych zakładów, muzeów, bibliotek posiada nasz kraj dzięki ofiarności publicznej i poszczególnych jednostek.
Fundatorem Muzeum im. Dzieduszyckich we Lwowie jest hrabia Włodzimierz Dzieduszycki znany powszechnie jako przyrodnik nie tylko u nas, ale i za granicą… W skład jego muzeum wchodzą bogate zbiory etnografii krajowej, cenne zbiory numizmatyczne i olbrzymia, wielkiej wartości biblioteka. Jest to w swoim rodzaju jedno z najcenniejszych muzeów, które hojny ofiarodawca oddał na własność społeczeństwa. Hrabia Włodzimierz Dzieduszycki opiekował się nauką gorliwie i w inny sposób spełniał zadanie żarliwego mecenasa nauki: oto jego nakładem okazało się kilka cennych prac naukowych. Ale i sam nie ustawał w pracy i jej owocem jest wydanie przez niego książki: „Nasze zwierzęta kręgowe, stałe i wędrowne”, która została przyjęta przez wszystkich z uznaniem. Oprócz wydatnej pracy na polu naukowym, hrabia Dzieduszycki brał czynny udział w życiu publicznym i politycznym”.

Perła zbiorów Włodzimierza hr. Dzieduszyckiego – złoty skarb Michałkowski (faktycznie są to dwa skarby odnalezione w latach 1878 i 1896) zajmuje absolutnie unikatowe miejsce wśród wszystkich innych wykopalisk archeologicznych dawnej Galicji austriackiej. Część naukowców uważa nawet, że ten skarb był i pozostaje „najważniejszym pomnikiem złotym południowo-wschodniej Europy”. Jego zawiłe dzieje w XX wieku sprawiły jednak, że ta historia już prawie odeszła do lamusa i dziś mało kto jest zainteresowany przypomnieniem historii jego odnalezienia i zagadkowego zniknięcia.
Nazwa skarbu pochodzi od nazwy małej wioski Michałków powiatu borszczowskiego (obecnie obwód tarnopolski), która leży w 3 kilometrach od Dniestru na brzegu małej rzeczki Niczławy. Skarb odnaleziono na zboczu drogi, od razu za wioską. 16 lipca 1878 roku szalała burza, ulewny deszcz rozmył glinianą drogę. Dwie małe dziewczynki pędziły krowę na pastwisko i zobaczyły wprost na drodze błyszczące złote przedmioty. Wykopane rzeczy matka dziewczynek pokazała miejscowemu wójtowi i sklepikarzowi Żydowi Moszkowi Blumowi. Wójt zawiadomił urząd w Borszczowie i hrabiego Mieczysława Borkowskiego, właściciela majątku w miasteczku Mielnica Podolska. Przypadek chciał, by hrabia w tym dniu wybierał się do Lwowa i natychmiast zawiadomił znajomego kustosza Muzeum im. Dzieduszyckich Władysława Zontaka. Kustosz, mimo nieobecności hrabiego Włodzimierza Dzieduszyckiego, założyciela Muzeum i zapalonego zbieracza starożytności, wyjechał do Michałkowa i „zręcznym obrotem rzeczy zakupił z rąk chłopów wszystkie odnalezione złote przedmioty. Tymczasem we wsi wybuchła prawdziwa złota gorączka”. Chłopi przekopali drogę i brzeg rzeczki. Odnaleziono jeszcze kilkadziesiąt złotych przedmiotów, w większości małe złote paciorki, ale też kilka większych okazów. Wykupili to miejscowi Żydzi i z czasem odsprzedali do Czerniowiec, Budapesztu i Wiednia. Tam złote przedmioty ze skarbu Michałkowskiego zrobiły sensację i kilka z nich zostało zakupionych do cesarskiego nadwornego Muzeum Archeologicznego.
Drugi skarb złoty znaleziono 19 maja 1897 roku podczas remontu tejże drogi, który prowadzili miejscowi chłopi Wasyl Łakusztiak i Stefan Russak. Znajdował się na głębokości 50 cm niedaleko od miejsca znalezienia pierwszego skarbu 19 lat wcześniej. Zbiegli się ludzie ze wsi, zaczęła się bójka i tylko przybycie żandarma uspokoiło gorące głowy. Zawiadomiony kustosz Władysław Zontak przybył ze Lwowa i zakupił do Muzeum im. Dzieduszyckich część znalezionych przedmiotów. Hrabia Mieczysław Borkowski kupił 4 przedmioty złote, Alfred Dzikowski ze Lwowa – 5 przedmiotów. Reszta rozproszyła się wśród miejscowych chłopów i Żydów. Jak stwierdzał kustosz Muzeum im. Dzieduszyckich, „dziś pierwotnej zawartości tego skarbu niepodobna odbudować”. W ten sposób Muzeum im. Dzieduszyckich okazało się właścicielem znacznej części obydwóch skarbów, łącznie ponad 2000 przedmiotów złotych o wadze 7,5 kilograma oraz kilku czarek z bursztynu i szkła kolorowego, które również zostały odnalezione w skarbie.

Na polecenie hrabiego Włodzimierza Dzieduszyckiego cały skarb zbadał i ustalił jego wartość historyczną i artystyczną doktor Karol Hadaczek, znany lwowski archeolog. Wynikiem jego badań była praca naukowa pod tytułem „Złote skarby Michałkowskie”, wydana w 1904 roku nakładem Muzeum im. Dzieduszyckich. Dr Karol Hadaczek przeprowadził dokładne poszukiwania archeologiczne w okolicach wsi Michałków i udowodnił, że obydwa skarby stanowią całość, rozdzieloną tylko zsuwami ziemi. Dookoła nie odnaleziono żadnych śladów zamieszkania ludzi w dawnych czasach, również dawnego cmentarzyska, otóż dr Hadaczek zrobił wniosek, że to był skarb świadomie ukryty dwadzieścia siedem wieków temu przez bliżej nieznanych ludzi i w bliżej nieznanych okolicznościach. Sensację wywołało datowanie złotych przedmiotów na VIII – VII wiek przed Chrystusem i ich przynależność do wyrobów kultury trackiej. Wśród innych wyróżniały się wielkie złote przedmioty, wykonane w kształcie zoomorficznym. W swoich zbiorach Muzeum im. Dzieduszyckich posiadało dwa diademy (we Lwowie powstała legenda, że jeden należał do perskiego króla Dariusza), bransolety, naszyjniki, ozdoby rękojeści kindżałów, cztery czarki, fibuły, małe tarcze służące do ozdoby i wielką liczbę złotych koralików do naszyjników różnej wielkości i kształtów.
Przed I wojną światową wszystkie te przedmioty były wystawione w Muzeum im. Dzieduszyckich we Lwowie przy ul. Teatralnej. Podczas wojny zdeponowano je w jednym z lwowskich banków, gdzie pozostawały też w latach 20. i 30. XX wieku. Dla wystawy w Muzeum wykonano pozłacane kopie metodą galwanoplastyki (obecnie znajdują się w zbiorach Muzeum Historycznego we Lwowie). Właśnie w tych latach hr. Włodzimierz Dzieduszycki-młodszy, wnuk założyciela Muzeum, miał poważne kłopoty finansowe. Jego ordynacja miała wielkie długi, które w 1931 roku wynosiły 4.800.000 złotych. Hrabia chciał sprzedać lwowski pałac i część bardzo bogatej i wartościowej kolekcji dzieł sztuki i porcelany. Były to obrazy francuskich, holenderskich i włoskich mistrzów XVI – XVIII wieków i polskich artystów XIX w. Na przykład udało mu się sprzedać 28 obrazów do Zamku na Wawelu, 33 obrazy do Muzeum w Warszawie. Grottgerowski cykl „Warszawa I” zakupiła Lwowska Galeria Obrazów, zaś Wielkopolskie Muzeum w Poznaniu kupiło „Bitwę pod Wiedniem” Jana Matejki. Tego jednak było jeszcze za mało. Hrabia nieoficjalnie zwracał się do antykwariatów w Warszawie, Berlinie, Wiedniu. Sprzedaż za granicą zabytkowych dzieł sztuki bez pozwolenia rządu polskiego lub władz konserwatorskich była jednak zabroniona.
Wtedy właśnie rozeszła się pogłoska, że Dzieduszycki kazał wykonać złote kopie Skarbu Michałkowskiego, zdeponował je w banku, a oryginały sprzedał nielegalnie za granicę do Berlina lub Wiednia. Potwierdzenia tej pogłoski lub jej sprostowania naukowcy i publiczność się nie doczekali. W latach 30. XX wieku nikt z uczonych i historyków sztuki nie tylko nie zbadał oryginałów, ale nikt nawet ich nie widział. Otóż sekret skarbu rozbudzał wyobraźnię nie tylko dziennikarzy. Po dzień dzisiejszy nie ma pewnych informacji o tym, czy w 1939 roku w banku znajdowały się oryginały czy złote kopie.
Wybuch II wojny światowej kardynalnie zmienił sytuację. Nowa władza sowiecka w 1940 roku formalnie przekazała Skarb Michałkowski do Muzeum Historycznego miasta Lwowa. Lecz niedługo skarb znajdował się w jego zbiorach. Po kilku miesiącach w nieznanych i niewyjaśnionych do dziś okolicznościach złote przedmioty Skarbu Michałkowskiego zostały wywiezione do Moskwy. Akcja odbyła się w ścisłym sekrecie. Teraz już dokładnie nie wiadomo, czy skarb zabrali przedstawiciele któregoś z muzeów sowieckich, czy funkcjonariusze NKWD, czy też innej struktury sowieckiej, która zajmowała się metalami szlachetnymi. We Lwowie w Muzeum Historycznym zostały tylko pozłacane kopie wykonane metodą galwanoplastyki. Ślad po złotym Skarbie Michałkowskim zaginął na wiele lat. Nie było nawet wiadomo, do jakiej instytucji czy muzeum został przez władze radzieckie przydzielony.
Minęło prawie 80 lat, ale ta tajemnica została wyjaśniona tylko częściowo. W ciągu tych lat nie pojawiła się żadna informacja, żaden artykuł, żaden katalog, gdzie skarb byłby wspomniany lub opisany. Żaden z przedmiotów ze skarbu nigdy nie był pokazany na żadnej wystawie. Ani w Moskwie (czy w ogóle w Rosji), ani w Europie Zachodniej. Dopiero w 2017 roku w Internecie opublikowano wiadomość, że Skarb Michałkowski jest przechowywany w Ermitażu w Petersburgu (Federacja Rosyjska). Dalszych szczegółów władze rosyjskie, również dyrekcja owego muzeum nie ujawniły. Tak ścisłą tajemnicą nie jest objęty żaden z zabytków historycznych lub artystycznych z przedwojennych zbiorów lwowskich.
Jurij Smirnow
Tekst ukazał się w nr 17 (453), 17 – 26 września 2024
