„Kurier Warszawski” o Lwowie Giełda używanych podręczników szkolnych przy ulicy Szpitalnej. NAC

„Kurier Warszawski” o Lwowie

Dziś będziemy gościć na naszych łamach nasz bratni z nazwy „Kurier Warszawski”. Było to pismo, które ukazywało się dwa razy dziennie – rano i po południu. Przypominało w czymś współczesne wydania codzienne – kilka pierwszych stron (a nawet i więcej) poświęcone były reklamie, a dopiero po nich podawano wiadomości polityczne, dalej – lokalne i z kraju, na końcu – gospodarka i sport. Spojrzyjmy, co pisało to popularne stołeczne –pismo o Lwowie we wrześniu 1924 r.

W numerach z początków września tematem numer jeden było otwarcie IV Targów Wschodnich i obecność na tym wydarzeniu prezydenta Rzeczypospolitej Stanisława Wojciechowskiego.

Dziennikarze tureccy na 4 Targach Wschodnich. NAC

Otwarcie 4-tych Targów Wschodnich

W r. b. było wyjątkowo uroczyste, bo związane z pobytem p. prezydenta Rzeczypospolitej, któremu patrjotyczny Lwów zgotował wspaniałe, niezapomniane przyjęcie. W piątek rano cała ludność wyległa na ulice, bogato i barwnie udekorowane; przerwano pracę w fabrykach i biurach i poczciwy ludek lwowski wybiegł na spotkanie prezydenta w codziennej swojej zbiedzonej roboczej szacie. Można się było wówczas przekonać, że ten patrjotyczny i rycerski lud, niestety, cierpi niedostatek i że skasowanie wielu urzędów i przeniesienie ich do Warszawy obniżyło dobrobyt Lwowa. Szczęściem, piękne i zasłużone to miasto jednak nie upadło na duchu, ale zaczyna dźwigać się o własnych siłach i własnym przemysłem, nie czekając na poparcie stolicy…

Zarówno pierwszego dnia, jak i następnych, był prezydent przedmiotem entuzjastycznych i żywiołowych owacji. Ilekroć przejeżdżał przez ulice, szczelnie wypełnione tłumem, towarzyszyły mu gromkie okrzyki i wiwaty. Lud lwowski z nienasyconą chciwością poił się widokiem prezydenta odrodzonej Rzeczypospolitej. Doprawdy wzruszający był obraz tych nieprzeliczonych tłumów, które godzinami wystawały po ulicach, aby raz jeszcze ujrzeć prezydenta i przeprowadzić go hucznym okrzykiem. Czuć było, że w tem rycerskiem kresowem mieście serce polskie bije o wiele silniej, niż np. w Warszawie i w Krakowie…

Przez cały czas pobytu prezydenta panował w mieście nastrój odświętny, uroczysty, podniosły i radosny. Cieszył się stary, wierny Lwów – Leopolis semper fidelis – że gości w swoich murach dostojnego prezydenta Rzeczypospolitej, jak niegdyś, przed wiekami, gościł u siebie Jana Kazimierza i Sobieksiego (właśnie tak było – ach ten chochlik drukarski – aut).

Wizyta prez. Wojciechowskiego we Lwowie

Powitanie na dworcu

Lwów 5-po września. (P. A. T.) – Przyjęcie p. prezydenta przez m. Lwów było nadzwyczaj serdeczne i entuzjastyczne. Od Przemyśla p. prezydentowi towarzyszyli wojewoda Zimny, jen. Latinik oraz główny komendant policji Wiczyński. Jednocześnie z p. prezydentem przybyli do Lwowa PD.: minister Tyszka, minister Kiedroń, oraz minister pełnomocny dr. Bertoni. Na dworcu oczekiwali p. prezydenta posłowie Mączyński, Cieplak, Dunin, Krawczyszyn (partja chliborobów), Brownsford, ks. Bratkowski, poseł Nawrocki oraz senatorowie: Kędzior, Puławski i Szarski.

O g. 9 m. 3 zajechał na dworzec główny pięknie udekorowany pociąg, wiozący p. prezydenta. Gdy pociąg zajechał na dworzec orkiestra 19 p. p. odegrała hymn narodowy. P. prezydentowi pomagali przy wysiadaniu z wagonu wojewoda Zimny i jen. Malczewski. Po przyjęciu na dworcu p. prezydent Rzeczypospolitej Polskiej przeszedł przed frontem kompanji honorowej, poczem imieniem miasta p. prezydenta Rzeczypospolitej powitał prezydent miasta Neuman.

Powitanie prezydenta RP Stanisława Wojciechowskiego we Lwowie. NAC

Na mieście

Na powitanie p. prezydenta Rzeczypospolitej miasto Lwów przybrało nader odświętny wygląd. Domy udekorowane były flagami, balkony przybrane były zielenią, oraz barwami narodowemi i emblematami.

Wzdłuż ulic, któremi przejeżdżał p. prezydent Rzeczypospolitej, ustawione były szpalery młodzieży szkolnej i liczne banderje włościańskie, przybyłe z okolicznych wsi. Dziatwa szkolna obrzucała p. prezydenta kwiatami. Z dworca, wśród niemilknących okrzyków na cześć p. prezydenta, wznoszonych przez zebrane tłumy na ulicach miasta, p. prezydent udał się do katedry, przyczem towarzyszył p. prezydentowi w drodze, jako straż honorowa, szwadron ułanów jazłowieckich.

W świątyniach

Przed katedrą powitał p. prezydenta ks. arcybiskup Twardowski w otoczeniu kapituły i wprowadził p. prezydenta do katedry, gdzie p. prezydent zajął fotel po lewej stronie ołtarza. Obok p. prezydenta zasiedli: szef kancelarji cywilnej p. Lenc, adjutant jen. pułk. Zaruski, major Majer, por. Horodуski i por. Łaszkiewicz. W gorących słowach przemówił do p. prezydenta ks. arc. Twardowski, podkreślając, że aczkolwiek p. prezydent po raz pierwszy przybywa do Lwowa, to jednak znany jest miastu z serdecznego umiłowania Ojczyzny, z dzieł swoich i czynów. Ksiądz arcybiskup przypomniał słowa p. prezydenta, jaką powinna być Ojczyzna i jakim powinien być obywatel polski i przemówienie swoje skończył, oświadczając, że za chwile będzie składał ofiarę i będzie prosił Boga, aby zamierzenia i wielkie cele p. prezydenta, zdążające do potęgi Ojczyzny, spełniły się. Poczem odbyło się krótkie nabożeństwo z błogosławieństwem.

Z katedry, w otoczeniu świty, p. prezydent udał się do katedry obrządku grecko-katolickiego św. Jerzego, gdzie p. prezydenta oczekiwał metropolita Szeptycki w otoczeniu kapituły. Po wejściu do cerkwi p. prezydent zajął miejsce po lewej stronie ołtarza, a ksiądz mitrat Bielecki odprawił krótkie modły, zakończone błogosławieństwem, poczem chór odśpiewał „Mnohaja Lita”. Po modłach, odprawionych przez metropolitę Szeptyckiego, p. prezydent udał się do katedry ormiańskiej, gdzie powitał p. prezydenta u wejścia ks. kanonik Dawidowicz w otoczeniu kapituły i procesji. W katedrze p. prezydenta powitał ks. arcybiskup Teodorowicz, który wskazał, że katedra ormiańska jest jednym z najstarszych kościołów we Lwowie, oraz, że sztuka wschodnia łączy w sobie kulturę zachodnią. Po odprawieniu modłów oraz błogosławieństwie p. prezydent udał się do synagogi, gdzie u wejścia powitał go imieniem gminy wyznaniowej żydowskiej dr. Diamand. Rabin Gutmatt, w otoczeniu innych rabinów, wygłosił kazanie z błogosławieństwem dla prezydenta Rzeczypospolitej Polski. Po modłach odezwały się niemilknące okrzyki na cześć p. prezydenta.

Uczestnicy IV Targów przed stoiskiem Banku Ziemian. NAC

Na Targach Wschodnich

Z kolei p. prezydent udał się na Targi Wschodnie. U wejścia p. prezydenta powitała dyrekcja. Targów Wschodnich. Prezydent m. Lwowa p. Neuman na otwarcie targów wygłosił przemówienie, w którem powitał przede wszystkiem p. prezydenta Rzeczypospolitej, członków najwyższej władzy w osobach ministrów, p. Kiedronia oraz p. Tyszki, którzy zechcieli przekonać się osobiście o postępach pracy we Lwowie, następnie prezydent m. Lwowa p. Neuman udał się na otwarcie Targów Wschodnich.

Niestety nie obyło się bez przykrego, a nawet niebezpiecznego incydentu, o którym natychmiast pojawiła się krótka informacja:

Lwów 5-go września. (P. A. T.) – Podczas jazdy powrotnej p. prezydenta z Targów do urzędu województwa, w celu zamącenia entuzjastycznego nastroju, jaki panował w całem mieście z okazji przybycia p. prezydenta, rzucił jakiś osobnik na placu Marjackim pod oddział ułanów, jadący za powozem p. prezydenta małą petardę, która zrazu wcale nie eksplodowała, dopiero ruszona kopytami końskiemi, zaczęła wydzielać dym. Sprawcą, który został ujęty, jak tu stwierdzili naoczni świadkowie, był niejaki Stanisław Steiger, zajęty w składach herbaty Meinla. Ekspertyza wojskowa stwierdziła, że petarda zawierała mieszaninę prochu, tak, że znaczniejszych skutków wywołać nie mogła. Demonstracja ta nie wywarła żadnego wrażenia i w niczem nie zakłóciła entuzjastycznego nastroju, z jakim cała ludność witała p. prezydenta.

I zaraz dokładniejsza relacja specjalnego wysłannika „Kuriera Warszawskiego”:

Lwów 5-go września. (Tel. wł. Kur. Warsz.)

Dziś, o g. 2 m. 45 po poł., w momencie, kiedy p. prezydent Rzplitej St. Wojciechowski wracał z otwarcia Targów Wschodnich w otoczeniu świty i poprzedzany półszwadronem ułanów, u wylotu ul. Legjonów, na rogu ul. Kopernika, obok gmachu Tow. kredytowego ziemskiego – z tłumu rzucono nagle jakiś przedmiot dymiący. Przedmiot ten upadł między konie ułańskie, zdążające za powozem p. prezydenta. Jeden z oficerów natychmiast zeskoczył z konia, podniósł ów przedmiot, a następnie rzucił na ziemię. gdyż wydzielał coraz więcej dymu.

Okazało się, że był to pocisk, skombinowany z prochu i dynamonu.

Według ekspertów, pocisk ten w razie, gdyby upadł pod powóz, mógłby wywołać silna detonację, lub też, przy złośliwym zbiegu okoliczności – gdyby wpadł wprost do powozu – wywołać mógł jedynie poparzenie. Ekspertyza wykazuje zatem, że pocisk obliczony był wyłącznie na demonstrację i miał na celu zakłócenie radosnego nastroju z powodu pobytu prezydenta Rzplitej we Lwowie.

Niebawem aresztowano w tłumie sprawcę zamachu. Jest to Stanisław Szteiger, dwudziesto-kilkoletni pracownik spółki kolonialnej „Meinla” wyznania mojżeszowego. Z zebranych informacji wynika, że Szteiger do niedawna należał do organizacji syjonistycznej. Czyn jego pozostaję w rażącej sprzeczności z owacyjnem przyjęciem, jakie zgotowali żydzi lwowscy prezydentowi Rzplitej po przyjeździe do synagogi i w drodze powrotnej.

Śmieszny „zamach”, w charakterze fajerwerkowym, miał zatem posłużyć jako materjał do propagandowych telegramów i do skierowania w momencie obrady Ligi narodów, ostrza przeciw Polsce.

Dodać należy, że epizod przy ul. Kopernika przeszedł w mieście prawie bez wrażenia, a jego przebieg miał taki charakter, że nawet publiczność, stojąca blisko miejsca wydarzenia, nie potraktowała tego poważnie. Wypadek nie wywołał żadnej paniki.

Stosunki z Ukraińcami również nie układały się gładko. Specjalny wysłannik stołecznego dziennika we Lwowie, ukrywający się pod skrótem „F. P”, donosił:

W sprawie ukraińskiej

Lwów, 3 września.

Po uznaniu przez Radę ambasadorów granic wschodnich obóz ukraiński mógł się przekonać, jak nierealnemi były obietnice rządu Petruszewicza. Metoda utrzymania inteligencji ruskiej w ustawicznem naprężeniu obiecującemi wiadomościami, że już napewno jutro, za tydzień czy za miesiąc zapadną na terenie międzynarodowym ważne decyzje w sprawie Ukrainy, straciła jakiekolwiek szanse powodzenia. Zdawało się więc, że obóz ukraiński zejdzie ze sfery bezpłodnych marzeń na grunt realnej pracy w granicach państwa polskiego. Wskazywały to pewne od nich nastroje, a nawet przebieg i uchwały zjazdu partji trudowej, który odbył się w maju r. b. Ale właśnie w tym okresie zaczątków nowej ery w spór polsko-ukraiński miesza się znowu czynnik obcy, który ruch ukraiński pragnie użyć za narzędzie do rozsadzenia Polski od wewnątrz, wytworzyć przy jego pomocy stan ustawicznego niepokoju na kresach i w ten sposób przedstawić Polskę w oczach Europy jako państwo ucisku, a społeczeństwo polskie zatruć niewiarą w możność utrzymania kresów.

Sowiety rosyjskie za cenę przypominania Europie o istnieniu sprawy ukraińskiej za pomocą organów swej potężnej propagandy, pozyskują działaczów ukraińskich dla hasła połączenia kresów ruskich z republiką sowiecką. Akcję w tym kierunku poprzedza porozumienie organów sowieckich z rządem Petruszewicza, którego najbliższym rezultatem było pozwolenie wybitnemu historykowi ukraińskiemu, prof. Hruszewskiemu na powrót do Kijowa.

Od tego czasu w Małopolsce wschodniej i na kresach wre agitacja za przyłączeniem tych ziem do sowietów, a posłowie ukraińscy i białoruscy dali już wyraz z trybuny sejmowej tej orientacji, mającej wszelkie cechy zdrady stanu. Nie trzeba chyba dowodzić, że właśnie ze stanowiska interesów ruchu ukraińskiego, walczącego o świadomość nacjonalną biernych mas chłopskich, orjentacja obecna jest pomysłem samobójczym. W tych warunkach każdy krok rządu polskiego, zmierzający do uzdrowienia stosunków na kresach, do zapewnienia rusinom możności rozwoju kulturalnego, nie może liczyć na uznanie lub choćby rzeczową krytyką ze strony urzędowej polityki ukraińskich stronnictw, przeciwnie będzie stało pretekstem do hałaśliwych demonstracji.

Pod wpływem tego stronnictwa partji „trudowców” znajdują się najpoważniejsze stowarzyszenia i instytucje, jego dziełem jest tajny uniwersytet ukraiński we Lwowie, on wreszcie wydaje jedyny dziennik ukraiński „Diło”.

Polityka filobolszewicka oziębiła stosunek wyższego kleru do stronnictw ukraińskich. Tak więc, niezależnie od agitacji, uprawianej przez prasę i agitatorów ukraińskich, dają się zaobserwować zaczątki zrastania się elementu ruskiego z państwowością polską. Zadaniem państwowości polskiej jest wytworzenie warunków, które by proces ten przyśpieszyły.

A teraz kilka wiadomości ze Lwowa, na które zwrócili uwagę redaktorzy „Kuriera Warszawskiego”, zamieszczonych w rubryce „Wiadomości z Kraju”.

W czasie od 8 października r. b. do końca maja r. b. będzie odbywał się w państwowej szkole przemysłowej we Lwowie (ul. Snopkowska 47) ogólny kurs radiotelegrafii i radiotelefonii. Uczestnicy kursu będą korzystali z laboratoriów i stacji radiotelegraficznej. Zapisy na ten kurs w d. 10-ym i 11-ym b. m., od godz. 10 do l6-ej, w sali konferencyjnej szkoły. Liczba miejsc ograniczona. Przyjęcie jest uwarunkowane postanowieniem ministerstwa wyznań i oświecenia. Wykształcenie, wymagane od kandydatów na słuchaczów kursu: 6 klas szkoły średniej ogólnokształcącej lub równorzędne. Szczegółowe informacje w dyrekcji lub podczas zapisów.

Bawiący we Lwowie powstańcy śląscy złożyli na cmentarzu Obrońców Lwowa wieniec z szarfami o barwach narodowych z następującym napisem: „Poległym bohaterom obrońców Lwowa – Związek powstańców śląskich”.

Wczoraj, 6 b. m., przybyli do Lwowa dziennikarze tureccy: Achmed Ohukri bej, redaktor dziennika „Yatan” i „Soirnihi-Nouri”, redaktor dziennika „Lori”. Dziennikarze ci biorą udział w uroczystościach, związanych z pobytem pana prezydenta Rzeczypospolitej na 4 Targach Wschodnich.

Poselstwo polskie w Kopenhadze zawiadomiło ministerstwo spraw zagranicznych, że dnia 9-go b. m. przybędzie do Lwowa na Targi Wschodnie duńska delegacja przemysłowa, złożona z siedmiu osób, pod kierownictwem delegata duńskiej rady przemysłowej dr Wilhelma Petersona, dyrektora stoczni „Burmeater i Wain” w Kopenhadze. Delegacja, której zadaniem jest nawiązanie stałych bliższych stosunków pomiędzy przemysłem duńskim a produkcja polską, zabawi dwa dni we Lwowie, poczem w drodze powrotnej poświęci kilka dni na pobyt w stolicy.

W państwowych zakładach obróbki drzewa we Lwowie wybuchł strajk robotników. Robotnicy żądają 50 proc. podwyżki.

Na ul. Legjonów we Lwowie, przed pomnikiem Mickiewicza zapadła się d. 6 b. m. w południe ziemia, zabierając jeden stopień z pod pomnika Mickiewicza. Wypadek nastąpił wskutek pęknięcia rury wodociągowej i podmycia bruku.

Zamieszkały przy ul. św. Łazarza Nr 10 we Lwowie żyd Ozjasz Chary, aby wytępić owady, zwane „karakonami”, powtykał w szpary ścian kawałki zapalonego papieru. Wynikiem tego sposobu tępienia „karakonów” był pożar, który dopiero ugasiła straż ogniowa.

W dniach od 10 do 14 b. m. odbędzie się we Lwowie zjazd muzeologów z całej Polski. Narady odbędą się w sali wykładowej Muzeum Przemysłowego.

Dziś rozpoczyna się we Lwowie konferencja dyrektorów kolejowych wydziałów parowozowo-taryfowych z całej Polski. W obradach uczestniczyć będą delegaci dyrekcji warszawskiej, wileńskiej, radomskiej, gdańskiej, katowickiej, lwowskiej i stanisławowskiej z udziałem delegatów departamentu taryfowego i przewozowego ministerjum kolei. Przedmiotem obrad będzie ujednostajnienie i uproszczenie przepisów manipulacyjnych i sposobu wykonywania kolejowej służby przewozowej.

Dnia 11 b. m., po nabożeństwie w kościele katedralnym, rozpoczęły się w sali Tow. kredytowego Ziemskiego obrady zjazdu ziemianek z całej Polski. Obrady zagaiła przewodnicząca Związku Ziemianek małopolskich, p. Drużbacka, poczem z kolei przemawiała w imieniu rady naczelnej ziemianek p. Kleniewska. Dr. Głażewski, prezes Związku Ziemian, wygłosił odczyt o stosunkach narodowościowych na kresach.

Dnia 12 b. m. przybyła do Lwowa wycieczka zbiorowa drobnych rolników z ziemi wileńskiej w celu zwiedzenia targów i wystawy rolniczej. W wycieczce biorą udział 44 osoby.

Dnia 12 b. m. po południu, przy ul. Łukasińskiego we Lwowie, zawalił się 3-piętrowy dom. Wypadku z ludźmi nie było, ponieważ mieszkańcy zdołali w czas opuścić swoje mieszkania.

A teraz nieco dokładnej o interesującej „Statystyce Warszawskiej”:

W tygodniu od 24 do 30 sierpnia r. b. metryk urodzenia spisano 278, czyli o 20 mniej, niż w tygodniu poprz.; w tem: chłopców 152, dziewcząt 126, żydów 75, nieślubnych 14. Pochowano noworodków martwych 14. Aktów ślubu spisano 89, czyli o 19 mniej, niż w tyg. poprz.; w tej liczbie u żydów 9.

Zgonów w Soirnihi-Nouri wśród ludności miejscowej, bez przyjezdnych, zarejestrowano 232, czyli o 32 mniej, niż w tyg. poprz.: mężczyzn 136, kobiet 97, w tych liczbach żydów 63, dzieci do 1 roku życia 61, czyli 26. z ogólnej liczby zmarłych. Na gruźlicę zmarły 33 osoby (6 żydów), na raka i inne nowotwory złośliwe 18, na choroby nagminne 12, w tym: na dur brzuszny 7, płoniec (szkarlatynę) 3, krztusiec i czerwonkę po 2. Śmierci z wypadku było 5, samobójstw 2 (1 żyd), zabójstw 2 (chrześcijanie). Oprócz tego zarejestrowano zgonów osób przyjezdnych 18.

Wypadków chorób zakaźnych zarejestrowano śród ludności miejscowej 162, śród przyjezdnych 9, razem 171, czyli o 38 więcej, niż w tygodniu poprz. Było wypadków: duru brzusznego 64, płonicy 45, czerwonki 28, błonicy i dławca 13, róży 8, grypy 6, krztuśca i wąglika po 2, duru osutkowego, drętwicy i tężca po 1.

Ruch napływowy ludności (według danych biura adresowego) wynosił: przyjazdów 3,175 (w tem żydów 950), wyjazdów 2,737 (w tem i żydów 922).

A na zakończenie trochę uśmiechu w „Felietonach warszawskich”

Najuczciwsza giełda

– „Pięć części świata” – oddam za religję, całe pięć części świata, oddam za „Nowy Testament!”

– Do zbycia „Rozwiązanie wszystkich zadań”, tanio do zbycia!

– Szukam „Małego francuza!”.

Te i inne wykrzykniki słychać wśród wrzawy, panującej w zatłoczonej masą publicznością części ulicy Świętokrzyskiej. Panuje tam popołudniu zgiełk i, oczywiście, jest to bowiem samorzutnie utworzona przez dzieci giełda podręczników szkolnych. Właściciele licznych antykwariatów patrzą z furią na ten tłum najuczciwszych na świecie giełdziarzy, handlujący bez ich pośrednictwa.

– Kto ma „wypisy”? Kto weźmie przyrodę? Kto jest bez języka polskiego?

– Pięć części świata! Pięć części świata!

Szklarz, oferujący swe usługi po podwórkach. NAC

„Clou” podwórkowe

Ani – „handel-handel” – ani „raki-rraki-rraki” nie wzbudzają wśród ludności kamienicy śródmiejskiej zbytniego zainteresowania. Również wrzaskliwy szklarz ani hałaśliwy swem dzwonieniem człowiek, ostrzący noże, nie jest na podwórku „ewenementem”. Tak samo, jak owi wywodzący swe podwórzowe arje o kupowaniu obierzyn i butelek, są czasem wołani na górę – Jest w tem jednak jedynie czysty interes.

Jeden tylko występ podwórkowy wzbudza prawdziwą sensację:

– Jezus Marja, powróżę, powróżę – powróżę! –

– A ile kosztuje? – pyta Marynia z góry.

– Daj pani dwie złotóweczki, Jezus Marja! Taka jest właśnie dobra godzina do stawiania! –

– I ja pani za dwa złote postawie, doskonale postawie! – odpowiada za Marysię ktoś z samej góry.

We wszystkich oknach pełno twarzy kobiecych, wahających się i trochę rozgorączkowanych.

– A jak się nazywam? Niech pani powie, to dam sobie potem powróżyć! – krzyczy głos Frani z drugiego.

– Jezus Marja! — odpowiada z dołu czarownica. – Jak się pani nazywa, to cała kamienica wie, a ja pani powiem to, o czem cała kamienica nie wie! –

Frania się chowa, a z okien grucha śmiech.

Takie jest „clou” podwórzowe.

Została zachowana oryginalna pisownia

Opracował Krzysztof Szymański

Tekst ukazał się w nr 17 (453), 17 – 26 września 2024

X