„Tu był Wasia”, lub znani goście I wojny światowej. Część 2 Zdjęcie z Österreichische Nationalbibliothek

„Tu był Wasia”, lub znani goście I wojny światowej. Część 2

Kontynuuję zapoznawanie Państwa z „gwiazdami”, które odwiedzały Stanisławów. Podczas Wielkiej Wojny miasto często przechodziło z rąk do rąk. Rosjanie nadawali nie byle jakie znaczenie temu, kto ze znanych polityków, generałów czy „bohaterów” przyszłej wojny domowej pojawiał się w mieście.

Ławr Korniłow. Rys. ze źródeł internetowych

Biały generał

Pośród dowódców białych armii wojny domowej wybitne miejsce zajmuje generał Ławr Korniłow. Był synem zwykłego syberyjskiego kozaka i Kirgizki, której zawdzięcza azjatyckie rysy twarzy.

W 1914 r., jako dowódca 48 dywizji piechoty Korniłow zdobywa Halicz i Stanisławów. Później za zasługi bojowe jego dywizja otrzymuje miano „Stalowej”. Po roku gen. Korniłow trafia do niewoli austriackiej. Jeżeli wierzyć statystyce, to w czasie wojny 60 rosyjskich generałów było jeńcami, ale ucieczka udała się jedynie Korniłowowi.

Car Mikołaj II odznaczył odważnego generała orderem Św. Grzegorza IV stopnia. Nieco później Korniłow stanął na cele 8 Armii. Podczas słynnego „czerwcowego natarcia” 1917 r. jego sztab zlokalizowany był w Stanisławowie. W tym czasie miasto odwiedził baron Wrangel, który pozostawił interesujące wspomnienia.

Po przewrocie październikowym Korniłow uciekł na Don, gdzie utworzył „białą” Dobrowolną Armię. Podczas oblężenia Jekaterynogrodu, 31 marca 1918 r. w dom, gdzie mieścił się sztab Armii, trafił pocisk artyleryjski. Ze wszystkich oficerów sztabowych, obecnych w budynku, zginął jedynie dowódca.

Aleksander Kiereński. Mal. Isaak Brodzki

Demokrata

Na wiosnę 1917 r. wojna znudziła się zarówno Rosjanom, jak i Niemcom. Żołnierze przestawali strzelać do siebie, wychodzili z okopów, obejmowali się, ściskali, częstowali gorzałką i papierosami. Takie zjawisko określono „brataniem”. W tym czasie Rząd Tymczasowy Rosji przygotowywał natarcie, które miało postawić kropkę w przeciągającej się wojnie. W celu podniesienia ducha bojowego żołnierzy na front wyruszył wojskowy minister Aleksander Kiereński. Do Stanisławowa na inspekcję przybył on w maju 1917 r. W 12 dywizji piechoty, stacjonującej na obrzeżach miasta Kiereński namawiał żołnierzy ruszyć do ataku i nawet podawał im rękę. O tych uściskach dłoni powstała nawet anegdota.

Z frontu Kiereński wrócił z zabandażowaną ręką. Gdy zapytano go, czy nie został ranny, minister z dumą odpowiedział – „ręka boli mnie od tysięcy uścisków”.

W ogóle, to Aleksander Kiereński był niezłym mówcą i mógł zapalić salę. Jak wspomina jego współczesny – „…gdyby Kiereński wezwał do natychmiastowego ataku, cała wielotysięczna masa rzuciłaby się bez wątpienia na wroga, ale gdyby natarcie miało być następnego dnia – to żadnych gwarancji dać nie można”.

Czerwcowe natarcie było klęską, tak samo jak rząd Kiereńskiego, który padł na bagnetach bałtyckich „matrosów”. Zmarł Kiereński w Nowym Jorku w wieku 90 lat.

Borys Sawinkow. Zdjęcie ze źródeł internetowych

Terrorysta

Jedna z nowości rewolucji lutowej było wprowadzenie instytucji wojskowych komisarzy. Czyli do pułków, dywizji, korpusów i armii przyjeżdżali urzędnicy z Piotrogrodu, którzy mieli śledzić działalność dowódców i „raportować” na górę o każdym uchybieniu od wyznaczonego kursu. Na wiosnę 1917 r. komisarzem 8 Armii został Borys Sawinkow. Jednostki Armii stacjonowały na Przykarpaciu, a dowodził nimi gen. Korniłow. Gdy usłyszał, kto do niego jedzie, początkowo nie uwierzył.

Chodzi o to, że Sawinkow w młodości był dowódcą Bojowej Organizacji Eserów. Na jego koncie była organizacja zabójstwa ministra spraw wewnętrznych Plewe, moskiewskiego gubernatora i wuja cara – wielkiego księcia Sergieja Aleksandrowicza oraz jednego z liderów rewolucji 1905 r. – popa Gapona. Wyrokiem sądu został skazany na karę śmierci, ale udało mu się zbiec spod warty.

Dziwne jest to, że generał i komisarz od razu znaleźli wspólny język – na tyle, że Sawinkow doradzał, by mianować Korniłowa dowódcą frontu.

Po Październiku Sawinkow zdecydowanie walczył z bolszewikami, ale został aresztowany i rozstrzelany w 1924 r.

Mikołaj Krylenko. Zdjęcie ze źródeł internetowych

Czerwony Głównodowodzący

Po rewolucji lutowej, jak po każdej rewolucji, w państwie zapanował chaos i anarchia. Nie ominęło to wojska. Jak grzyby po deszczu zaczęły pojawiać się w jednostkach komitety żołnierskich deputowanych, gdzie żołnierze uczyli generałów, jak należy walczyć.

Komitetowi 11 Armii, której jednostki stacjonowały w okolicach Stanisławowa, przewodził chorąży Mikołaj Krylenko. Był to rewolucjonista ze stażem, który dumnie nosił j przydomek „Abraham”. Swymi demagogicznymi przemowami chorąży zdobył popularność wśród żołnierzy. Delegowano go na zjazd do Piotrogrodu. Tam zauważyli go bolszewicy i 12 listopada 1917 r. zostaje Głównodowodzącym. Interesujące jest to, że w 1915 r. przyszłego Głównodowodzącego aresztowano za uchylanie się od służby wojskowej i przymusowo skierowano na front. Pacyfistyczne zapatrywania chorążego były na tyle silne, że jego pierwszym rozkazem było zaprzestania oporu i rozpoczęcie rozmów z Niemcami.

Po wojnie Krylenko został generalnym prokuratorem RSFRS i komisarzem ludowym (czyli ministrem) sprawiedliwości. Jego głównymi hobby były szachy i alpinizm. To go właśnie zgubiło. W 1938 r. na Plenum partii zabrzmiały słowa, że „tow. Krylenko uprawia alpinizm w czasie, gdy inni wytężenie pracują dla dobra ojczyzny”.

Niebawem został usunięty z posady i rozstrzelany za „destrukcję przemysłu państwowego”.

Wasyl Czapajew. Rys. ze źródeł internetowych

Czapaj

Legendarny dowódca dywizji z czasów wojny domowej nie ma sobie równych w ilości dowcipów i anegdot – dawno wyprzedził Schtirlitza, chłopca Wowoczkę i Czukczów z Mołdawianami.

Życie jego owiane jest legendami i tajemnicami. Jego imię kojarzy przeważnie z Uralem, gdzie walczył i poniósł śmierć w rzece Ural. Jednak Czapaj zdążył być również w naszym mieście, gdzie w swoim czasie istniała nawet ulica jego imienia – ob. Strzelców Siczowych.

Krajoznawca Petro Arsenicz w artykule „Szlak przez XX wiek” pisał:

– W maju 1915 r. w składzie 326 pułku piechoty Wasyl Czapajew forsownym marszem przeszedł przez Turkę, Chomiakówkę, Stanisław i Stryj”. Wówczas był on szeregowcem, ale niebawem zostanie młodszym podoficerem, a z czasem – dowódcą dywizji.

Na tym dokumenty o jego pobycie w Stanisławowie kończą się, ale pozostaje jedna interesująca legenda.

W czasach sowieckich ul, Strzelców Siczowych nazywała się Czapajewa. Zdjęcie z archiwum muzeum „Bohaterów Dniepru”

Gdy w jakimś mieście jest stary dąb, to wcześniej lub później łączą go z jakąś historyczna postacią. We Lwowie jest dąb, pod którym odpoczywał Franciszek Józef I, w Brzeżanach mamy dąb Bogdana Chmielnickiego, a Mariampolu – dąb (podejrzanie przypominający lipę) pod którym Semen Petlura stoczył nierówną walkę z budionnowcami.

We Frankowsku też jest stare drzewo. Wprawdzie niewielu wie, gdzie się znajduje. Aby je zobaczyć, należy wejść na podwórko pięciopiętrowego bloku przy ul. Hnatiuka 2. Tam, ogrodzony niewielkim płotkiem stoi zielony olbrzym. Czy związany jest z kimś? A dlaczegoż by nie!

1916 r. Stanisławów jest w rękach carskiej armii. Ulicą Pelesza idzie oddział wojskowy. Wśród nich wyróżnia się młody podoficer z krzyżem św. Grzegorza na piersi. Zwolnił nieco i wszedł za starą chałupę za potrzebą. Tu znalazł w tym celu rozłożysty dąb. Potem dogonił swój oddział i znikli za rogiem ul. Kamińskiego.

Tym młodym podoficerem był Wasyl Czapajew.

Iwan Bondarew

Tekst ukazał się w nr 15-16 (451-452), 30 sierpnia – 16 września 2024

X