z Michałem Michalskim, kierownikiem Działu Analiz i Strategii w Narodowym Instytucie Polskiego Dziedzictwa Kulturowego za Granicą POLONIKA, oraz z Konradem Sabalem, kierownikiem Działu Komunikacji i Promocji POLONIKI, rozmawiała Anna Gordijewska.

Od ilu lat na Ukrainie Instytut POLONIKA opiekuje się zabytkami i je konserwuje?
Michał Michalski: Ten rok już siódmy z kolei rok działalności Instytutu POLONIKA. Jesteśmy państwową zorganizowaną instytucją kultury, której zadania są związane z badaniami, dokumentacją, ochroną, czyli najczęściej konserwacją oraz popularyzacją – co jest też bardzo ważnym elementem – tej części dziedzictwa kulturowego związanego z Polską, która znajduje się poza współczesnymi granicami Polski. Siłą rzeczy i we Lwowie, i na Ukrainie jesteśmy bardzo często. Realizujemy tu bardzo wiele przedsięwzięć. Przecież Lwów jest największym układem historycznym i urbanistycznym związanym z polską kulturą i historią na świecie. Nie ma większego miasta historycznie związanego z polską kulturą i historią. Lwów przecież jest większy niż Kraków, niż Poznań – w sensie swojej historyczności i nasycenia zabytkami. Instytut POLONIKA jest tu obecny od początku 2018 roku, powstał w grudniu 2017. Jednocześnie kontynuujemy pewne działania zainicjowane przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego po przełomie ustrojowym w Polsce, czyli na przełomie lat 80-90. XX w.

Od wielu lat ta renowacja była wspierana przez rząd polski.
MM: Pierwsze projekty we Lwowie były realizowane w drugiej połowie lat 90. minionego stulecia. W pewnym momencie ze względów prawnych formalnych w Polsce podjęta została decyzja o kontynuacji tych działań, ale w nieco nowej, zmienionej formule poprzez powołanie wyspecjalizowanej instytucji jaką jest Instytut POLONIKA.
Państwa wizyty zawsze są dość krótkie, ale bardzo owocne.
Konrad Sabal: Jest bardzo miło gościć w gorącym Lwowie. Zaplanowaliśmy dużo spotkań zarówno z mediami polskimi, jak i ukraińskimi. Jednym z celów wizyty jest zapoznanie tutejszych dziennikarzy z tym co rzeczywiście robimy. Uważamy, że działania POLONIKI we Lwowie czy ogółem w Zachodniej Ukrainie powinny być znane odbiorcom mediów na Ukrainie, bo są to dobre wartościowe rzeczy. Podkreślamy, że mamy do czynienia z polskim dziedzictwem, z polskimi zabytkami, z bardzo ważnymi pamiątkami dla historii Polski, jak na przykład remontowana teraz Kamienica Królewska – genialna rzecz, rezydencja króla Jana III Sobieskiego. Ta wiedza jest niezbyt powszechna zarówno wśród Polaków, jak i wśród Ukraińców. To jest dziedzictwo wspólne, warte wspomnienia, warte wyedukowania, warte rozpowszechnienia. To jest potrzebne, żeby Polacy i Ukraińcy wiedzieli co się dzieje we Lwowie, jeśli chodzi o zabytki kultury.
MM: Pamiętajmy, że nasze działania są realizowane we współpracy z władzami samorządowymi Lwowa. Natomiast na takim planie generalnym, ideowym, o którym wspomniał Konrad, odwołujemy się do wspólnego dziedzictwa kulturowego. Dziedzictwa, które jest dziedzictwem polskim i ukraińskim i które powinno nas łączyć. Nasze projekty są realizowane od zawsze przez wspólne zespoły konserwatorskie. Jednym z takich najbardziej sztandarowych był wieloletni projekt konserwacji malowideł pędzla Franciszka Ecksteina na sklepieniach dawnego kościoła jezuitów, obecnie cerkwi garnizonowej kościoła grekokatolickiego i tam na rusztowaniach na wysokości przeszło 20 metrów pracował przez lata mieszany zespół konserwatorski. Byli to zarówno konserwatorzy ukraińscy ze Lwowa, głównie z Narodowej Akademii Sztuk Pięknych we Lwowie, jak i konserwatorzy z Polski z Akademii Sztuk Pięknych im. Jana Matejki w Krakowie. Natomiast przedsięwzięcie było finansowane początkowo ze środków ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego, a potem z budżetu Instytutu POLONIKA. Nasza wizyta jak zawsze jest związana z tym, żeby z jednej strony obejrzeć to co się dzieje, sprawdzić czy wszystko przebiega we właściwy sposób, a z drugiej strony – w jak najszerszym wymiarze chodzi o kwestie promocyjne, żeby spotkać się z przedstawicielami mediów, również polskich mediów – dziękujemy raz jeszcze za zaproszenie do redakcji Kuriera Galicyjskiego, jak i mediów ukraińskich.
Z rozpoczęcia tego projektu renowacji fasady Kamienicy Królewskiej jesteśmy bardzo dumni. To jest wielka rzecz co najmniej w kilku wymiarach. To jest nasz najdroższy projekt, przeszło 2 mln 700 tys. złotych na konserwację fasady, więc otoczony jest specjalną pieczą.
fot. Aleksander Kuśnierz / Nowy Kurier Galicyjski
Kamienica Królewska, w której znajduje się Muzeum Historyczne, położona jest we wschodniej pierzei Rynku lwowskiego. Dziś już jest osłonięta rusztowaniami. Na jak długi termin jest ten projekt przewidziany?
MM: Mamy nadzieję skończyć go do końca przyszłego, 2025 roku. Lwowowi w jego części wpisanej na listę UNESCO zostanie przywrócony jeden z cenniejszych późnorenesansowych obiektów jakim jest właśnie ta kamienica.
Kamienica została wybudowana przez Konstantego Korniakta, Greka z pochodzenia przybyłego do Lwowa z Krety, wybudowana w końcu XVI w. Później zmieniała swoich właścicieli, została zakupiona przez rodziców Jana Sobieskiego. Warto dodać, że od roku 1908 w kamienicy mieściło się wspaniałe Muzeum im. Króla Jana III zawierające przede wszystkim eksponaty związane z rodziną Sobieskich, później były uzupełniane. Było to bardzo ciekawe muzeum. Po drugiej wojnie światowej zostało zamienione na Muzeum Historyczne, które jest tam do dziś.
MM: Obecne muzeum powstało z połączenia dwóch instytucji – Muzeum Narodowego Jana III Sobieskiego oraz Muzeum Historycznego Miasta Lwowa. Warto podkreślić znakomitą współpracę z tą placówką muzealną, ukraińską instytucją kultury. Od lat współpracujemy. Wcześniej już we wnętrzach Pałacu Korniakta przez Instytut POLONIKA w sali aktowej był realizowany projekt konserwatorski. Bardzo nas cieszy, że udało się zacząć po dłuższym etapie przygotowań związanych z formalnościami – proszę pamiętać, że realizujemy to przedsięwzięcie w zgodzie z ukraińskim prawodawstwem. To też wymaga zawsze i partnera, i bardzo skomplikowanego procesu prawno-formalnego, żmudnego i długotrwałego. Teraz po jego zakończeniu konserwatorzy przystępują do pracy.
Obecnie są głosy: po co odnawiać skoro toczy się wojna? Dzisiaj Panowie byli świadkami jednego z tych dużych ataków. Przekonali się też, że ludzie przyjeżdżają do Lwowa – i niby wojny nie ma, ludzie siedzą w kawiarniach. A jednocześnie widzieliśmy kolejną procesję pogrzebową żołnierza, która wyruszyła z unickiej cerkwi garnizonowej – dawnego kościoła jezuitów. Trzeba tu być i zobaczyć, żeby spróbować pojąć to wszystko. Toczy się wojna. Dlaczego jednak Instytut POLONIKA, dlaczego rząd polski mimo wszystko nadal zajmuje się zabytkami?
KS: Przypomnę, że z chwilą wybuchu wojny pierwsze działania, również koordynowane i finansowane przez Instytut POLONIKA, we Lwowie polegały na zabezpieczaniu zabytków. Mieszkańcy Lwowa do dziś mogą oglądać jak zabezpieczony jest pomnik Mickiewicza, jak obudowane są płaskorzeźby czy inne elementy małej architektury na najbardziej cennych zabytkach miasta. POLONIKA pamięta, że jest wojna i oczywiście zabezpieczenie tego, co jest najcenniejsze dla miasta, jest bardzo istotne. Można by cynicznie powiedzieć, że kawiarnie są pełne i nikt o wojnie nie pamięta, ale my wiemy, że mieszkańcy słyszą, czują, widzą – również te pogrzeby. To nie znaczy, że państwo ukraińskie w całości, a w szczególności ta historyczna część ma gdzieś zniknąć, zostać unicestwiona. Mamy nadzieję, że będzie to jeszcze długo funkcjonowało i cieszyło turystów polskich czy innych oraz mieszkańców Lwowa. To powinno zostać wyremontowane, trzeba przywracać dawny blask, więc nie możemy tego zaniedbać, ponieważ stan zabytków za parę lat może być jeszcze gorszy. Nie możemy o tym zapomnieć.
Ta kamienica była niegdyś pałacem królewskim. Jednak XVI wiek i król Jan III Sobieski – takich miejsc na świecie nie jest dużo.
MM: Nie jest dużo, tym bardziej warto niezależnie od warunków zewnętrznych, które rzeczywiście w związku z działaniami wojennymi, z obroną Ukrainy przed rosyjską agresją nie są sprzyjające, warto te projekty realizować. Kolega wspomniał o zabezpieczaniu obiektów, które POLONIKA realizowała w marcu 2022 roku, my wtedy sięgnęli naszymi działaniami środkowej Ukrainy. Rożnego rodzaju zabezpieczenia były przekazywane do Berdyczowa, do Żytomierza, do Kamieńca Podolskiego. Oczywiście Lwów, Tarnopol, Iwano-Frankiwsk (Stanisławów), również na Wołyniu – wszędzie tam, gdzie była taka możliwość podejmowaliśmy działania zabezpieczające, o czym już łatwo się mówi z perspektywy dwu i pół roku siedząc w studiu radiowym Kuriera Galicyjskiego. Ale trzeba pamiętać o tych ludziach, którzy wtedy fizycznie rozwozili te gaśnice, o polskich i ukraińskich konserwatorach, którzy w tym pierwszym, początkowym okresie wojny – pamiętamy tę atmosferę, nie bardzo było wiadomo skąd przyjdzie kolejny atak rosyjski – wymagało to nie tylko dobrej organizacji, ale też odwagi osobistej, żeby wsiąść w samochód i zawieźć 50 gaśnic do kościołów położonych ponad 200 km na wschód od Lwowa czy zabezpieczać zabytki w mieście w trakcie kolejnych rosyjskich ataków rakietowych. Ale mimo to uważamy, że również warto kontynuować te projekty, które realizujemy już od lat we współpracy – dobrej współpracy – z naszymi ukraińskimi partnerami. O zabytki należy dbać niezależnie od okoliczności, więc staramy się to robić.
Instytut POLONIKA również nie jest obojętny wobec wojny na Ukrainie i chociażby takim przykładem jest jedna z pracowniczek Anna Kudzia, która potężnie działa. Gdyby po trosze każdy był tak aktywny jak ona, na pewno byłyby wielka pomoc. Bardzo dziękujemy, że polscy restauratorzy, pracownicy Instytutu POLONIKA nie tylko odnawiają, a również pomagają Ukrainie.
MM: Bardzo gorąco Państwa zachęcam do wspierania organizacji „Ukraina – pomagamy”, którą kieruje świetna konserwatorka zabytków Ania Kudzia. Z nami współpracuje od lat, a w tej drugiej odsłonie, nie konserwatorskiej, zajmuje się na ogromną skalę dostarczaniem pomocy ukraińskim medykom na pierwszej linii frontu. Nie zapominajmy – każda hrywna, każda złotówka się liczy. Ukraina – pomagamy!
Rozmawiała Anna Gordijewska
fot. Aleksander Kuśnierz / Nowy Kurier Galicyjski
Info: Historia kamienicy zwanej Królewską.
Obecny budynek, w którym mieści się Muzeum Historyczne, powstał w drugiej połowie XVI w. z wykorzystaniem murów dwóch przylegających do siebie starszych domów. Jeden należał do kupca i patrycjusza lwowskiego Melchiora Haza. Część domu przejął od niego w 1561 r. Jerzy Gutteter, kupiec i rajca krakowski. Natomiast jego syn Piotr sprzedał w 1572 r. dwukondygnacyjną kamienicę greckiemu kupcowi Konstantemu Korniaktowi.
To właśnie Korniakt w 1577 r. pozyskał pozostałe części kamienicy i na miejscu częściowo rozebranych domów wzniósł budynek zajmujący od strony Rynku dwie parcele, połączony z wykupionym domem tylnym przy ul. Blacharskiej (obecnie Fedorowycza). Za datę ukończenia przebudowy przyjmuje się rok 1580, ta data została umieszczona w zwieńczeniu portalu bramnego od tej ulicy.
Autorem projektu przebudowy domu i renesansowej fasady mógł być Piotr Barbon, współpracownik lwowskiego architekta Pawła Rzymianina, zatrudniony również przez Korniakta przy budowie wieży pobliskiej cerkwi Wołoskiej. Z okresu renesansowej przebudowy pochodzą m.in. wewnętrzne portale i belkowe stropy w budynku przyrynkowym, w domu tylnym zaś komnata ze stropem belkowym i renesansowym fryzem. W tym samym czasie powstała figuralna attyka z postaciami króla i strażników królewskich trzymających tarcze z herbem Korniaktów.
Po śmierci Konstantego Korniakta w 1603 r. budynek otrzymał jego syn Konstanty Korniakt młodszy, który w 1623 r. sprzedał rodzinny dom we Lwowie klasztorowi karmelitów bosych.
W 1640 r. kamienicę od klasztoru kupił Jakub Sobieski, wówczas wojewoda bełski, a po jego śmierci budynek został własnością wdowy Teofili z Daniłowiczów Sobieskiej, która zarządzała nieruchomością, odnajmując kupcom i urzędnikom miejskim sklepy. Dom odziedziczył przyszły król Jan Sobieski, który często rezydował w kamienicy. W latach panowania Jana III zostały rozbudowane krużganki na dziedzińcu, w większości zlikwidowane w XIX stuleciu.
Elementem dekoracji domu z okresu królewskiego jest kartusz z herbem Sobieskich Janina, umieszczony w portalu od ul. Blacharskiej. Ród Sobieskich z kamienicą był związany do 1724 r.
Od najmłodszego królewicza, Konstantego Sobieskiego, dom we Lwowie nabył Stanisław Mateusz Rzewuski, hetman polny koronny i starosta chełmski. Kamienica lwowska pozostała w rękach Rzewuskich przez cały XVIII w. W tym okresie pokoje reprezentacyjne miały już układ i wielkość jak obecnie, natomiast nie istniał jeszcze balkon w elewacji frontowej, a na piętro wchodziło się drewnianymi schodami z sieni. Dziedziniec kamienicy z trzech stron obiegały arkadowe krużganki, w tylnej części znajdowały się kamienne schody osłonięte daszkiem. W tej kamienicy wówczas były zgromadzone bogate zbiory sztuki, na które składała się kolekcja obrazów, numizmatów, a przede wszystkim licząca 20 000 woluminów biblioteka.
W 1804 r. Józef Rzewuski sprzedał kamienicę wraz z całym wyposażeniem i zbiorami siostrzeńcowi, Aleksandrowi Chodkiewiczowi, późniejszemu pułkownikowi armii Księstwa Warszawskiego, generałowi i senatorowi Królestwa Polskiego.
W okresie rozbiorów dom pozostał ośrodkiem kultu Sobieskiego, a pamięć o władcy była motywem przekształcenia budynku na początku XX w. w Muzeum Narodowe im. króla Jana III, do którego tradycji odwołuje się współczesne Lwowskie Muzeum Historyczne.
















