Rzeź Pragi

Rzeź Pragi

Szkolnictwo PRL-u, mające wychowywać nowych obywateli, spontanicznie wielbiących Związek Radziecki i wszystko co z nim związane, jeśli chodzi o lekcje historii, miało dylemat. Bardziej bolesny dla nowej kadry wychowawców niż wszystkie inne. Problemu bowiem nie dało się ani całkowicie załgać, ni kompletnie pominąć.

Tabu

Chodziło o Powstanie Kościuszkowskie, o którym nie można było nie mówić, skoro się musiało mówić o Pierwszej Polskiej Dywizji Piechoty im. Tadeusza Kościuszki. To była pierwsza socjalistyczna dywizja, która powstała w Sielcach nad Oką, brała chrzest bojowy pod Lenino, forsowała Odrę i wzięła udział w szturmie Berlina, a żołnierzy w niej służących potocznie nazywało się „kościuszkowcami”.

Władze PRL-u były bardzo z niej dumne i za udział w wojnie odznaczyły ją złotym krzyżem orderu Virtuti Militari. Tak więc, wszystkie dzieci musiały znać historię tej dywizji jak i to, że była imienia Tadeusza Kościuszki. Skoro więc była dywizja i byli kościuszkowcy, to nie sposób było nie mówić o Kościuszce, a jak o Kościuszce, to i o powstaniu. Ale przecież powstanie kościuszkowskie zakończyło się czymś absolutnie niepedagogicznym! Nie dającym się znieść! Niemożliwym do przedstawienia w socjalistycznej szkole!

Chwała Bogu, że zanim jeszcze nastąpiło to wydarzenie, absolutnie niepoprawne politycznie, 10 października 1794 roku miała miejsce bitwa pod Maciejowicami, którą Polacy przegrali, tracąc w zabitych rannych i jeńcach ponad 4000 żołnierzy. Jednym z rannych jeńców, ciężko rannych, był ujęty przez Rosjan Tadeusz Kościuszko. Socjalistyczni pedagodzy poczuli grunt pod nogami. Ciężko ranny Kościuszko, Kościuszko w niewoli, toż to przecież koniec powstania. Prawda? – No i tak się u nich kończyło powstanie kościuszkowskie. Toć podobno sam Naczelnik krzyknął wtedy: „Finis Poloniae!”.

Powstanie się wtedy nie skończyło. Trwało. Po uwięzieniu Kościuszki, Rada Najwyższa Narodowa wybrała naczelnikiem powstania gen. Tomasza Wawrzeckiego, który musiał kapitulować dopiero 16 listopada pod Radoszycami. Ale o tym wszystkim już się w szkołach nie mówiło i zakładam się o nie wiem co, że nikt nie potrafi powiedzieć, kim był generał Wawrzecki. Wszystkie te krętactwa były robione tylko po to, aby ukryć obrzydlistwo, jakiego się dopuściła armia rosyjska, czyli ohydną zbrodnię dokonaną przez pijanych drani w rosyjskich mundurach, dowodzonych przez oszalałego psychopatę w stopniu generała. Bracia Słowianie urządzili nam wtedy – Rzeź Pragi!

Nadzwyczajna brzydota Aleksandra Suworowa

We wszystkich armiach świata żołnierze są tacy, jakimi są ich dowódcy. W przypadku Pragi mieliśmy pechowo do czynienia z dowódcą, o którym opowiadano sobie, że: „Najżyczliwsi mu Anglicy przyznawali pochlebnie, że jest tylko w czterech piątych obłąkany, a wielki poeta i dramaturg sir George Byron scharakteryzował i opisał go jako: „klowna i Spartanina, bohatera, bufona, półdemona i półplugawca w jednym ciele, okrutnego potwora mieszczącego w skórze rzeźnickiego psa, duszę małpy”.

Hrabia Aleksandr Wasiljewicz Suworow, bo tak nazywał się ten wódz wspaniały, urodził się w Moskwie w roku 1729. Jego ojciec, rosyjski generał, skierował go na szkolenie wojskowe już w wieku lat trzynastu. Miało to, według oceny ojca, pokrzepić wątłego i cherlawego synka, jakim był Aleksander. W dawnym pułku swojego ojca pobierał więc nauki dyscypliny wojskowej, historii wojen oraz innych umiejętności, potrzebnych do przyszłej służby wojskowej, która go czekała. Po ukończeniu 19 lat rozpoczął normalną służbę wojskową. Bez żadnych ulg! Od szeregowca!

Chłopak charakteryzował się, od razu rzucającą się wszystkim w oczy, nadzwyczajną brzydotą. Nie to, że był brzydki. On był strasznie brzydki! Od momentu otrzymania pierwszego stopnia oficerskiego awansował bardzo szybko, bo jego zwierzchnicy chcieli w ten sposób pozbyć się koszmaru, jakim było patrzenie na mordę tego oficera. Car Piotr III wydał rozkaz, aby zasłaniać lustra wszędzie tam, gdzie pojawiłby się Suworow.

To jak wyglądał i jak wszyscy reagowali na jego potworną brzydotę, nie mogło nie zostawić następstw w psychice Aleksandra. Wiele późniejszych jego zachowań wyraźnie na to właśnie wskazuje. Zmieszanie i speszenie, które mu zapewne ciągle towarzyszyły, pokrywał wygłupami, błazenadą, pajacowaniem, piciem wódki. Gdy był już generałem i mógł sobie na to pozwolić, chodził rozmamłany, często zwyczajnie brudny i pijany, podobny bardziej do jakiegoś żula, niż generała.

Aleksander Suworow. Portret baaardzo poprawiony (Fot. pl.wikipedia.org)

Prorok rosyjskiej wojskowości

Rosjanie do dzisiaj uważają go za wojskowe objawienie. Za proroka wojskowości, namaszczonego przez samego Pana Boga i wszystkich świętych. Powód takiej adoracji jest tylko jeden. Suworow w czasie swej służby wygrał podobno ponad 60 bitew i nie przegrał ani jednej.

Jak się temu dokładniej przyjrzeć, wyjdzie nam obraz jednak nieco inny. Zaryzykowałbym twierdzenie, że to nie Suworow wygrywał owe bitwy. Prawdziwym wygrywającym, była po prostu caryca Katarzyna II, od której Suworow otrzymywał zawsze najlepszą i najliczniejszą armię. I właśnie dlatego, zawsze mógł napadać na słabszego przeciwnika.

Najlepiej czuł się wtedy, gdy przeciwnik był słabiej uzbrojony, słabiej wyszkolony i dwukrotnie mniej liczebny. Przeciwnika o sile podobnej do jego korpusów starał się unikać, a przed francuskim generałem Masseną, po prostu uciekł, pozostawiając rannych, chorych, masę sprzętu i amunicji. Można powiedzieć, że poniósł ciężkie straty na sam widok armii francuskiej. I to jest, proszę Państwa, fakt!

Nie był to więc „bóg wojny” i zapaleńcom żałującym, że nigdy nie doszło do spotkania Suworow – Napoleon, powiem tak: Gdyby każdy z nich dysponował podobnymi do siebie wojskami, stawiałbym na Napoleona.

Doktryna kowalskiego młota

Suworow miał jednak swoją doktrynę wojenną, którą forsował w podległych mu wojskach, ale nie była to doktryna subtelnych posunięć taktycznych, a prymitywna, w wojnach, które prowadził, zresztą bardzo skuteczna, doktryna kowalskiego młota. Czyli – nie myśleć za długo, nie kombinować, od razu atakować, gdzieś na wąskim odcinku, z całą siłą i impetem.

Jedyne może odkrywcze w jego dowodzeniu było słuszne docenienie szybkości ataku i dbałość o to, by żołnierze rozumieli cel oraz zapoznali się przed bitwą ze sposobami przeprowadzenia planowanego ataku. Nie szli więc jak bydło, niemające pojęcia, co może ich tam spotkać, a to przecież było codziennością w innych armiach. Byli więc nie tylko narzędziem w ręku dowódców, ale współudziałowcami w tym dziele zniszczenia. No i cała doktryna!

Suworow nie za bardzo polegał na broni palnej. Wtedy rzeczywiście działającej wadliwie, nabijanej powoli, zabierającej cenny czas. Według niego, żołnierz powinien tylko tyle strzelać, aby mieć ręce czymś zajęte przed pójściem do ataku na bagnety.

Wszystko to było rewelacją w dobie urządzania sobie podczas bitew pokazu rewii wojskowych, kiedy to armie uformowane w kolumny i czworoboki, to się rozchodziły drobnymi kroczkami, to znowu schodziły, wyprawiały jakieś niesłychane manewry, urządzały po prostu cyrk, a wszystko pod kulami przeciwnika. A prostacka metoda Suworowa trafiała w samo sedno problemu. On sam zresztą to wciąż powtarzał. Atakować szybko, biegiem. Dopaść i wsadzić bagnet w brzuch przeciwnika. No i tak wygrywał bitwy! Jedną po drugiej!

Czy Suworow był wariatem, jak przedstawiali to niektórzy? Raczej na pewno wariatem nie był, chociaż chyba marnie było z jego zdrowiem psychicznym. Robi wrażenie nie do końca dorosłego chłopczyka z objawami zespołu nadpobudliwości psychoruchowej z deficytem uwagi. Przy tym wszystkim, był to okrutnik jak gdyby zdziwiony efektami swojego okrucieństwa. Nie bawiąc się w medyczne subtelności, był to więc psychol, co się zowie. Caryca Katarzyna II uwielbiała go. Był jej ulubionym generałem!

Gen. Jakub Jasiński (Fot. pl.wikipedia.org)

Tragiczna bitwa pod Maciejowicami

Wiemy już jak się zakończyło Powstanie Kościuszkowskie, a zupełnie nie wiemy, jak się rozpoczęło. Oficjalnie rozpoczęło się 24 marca 1794 roku w Krakowie. A już 4 kwietnia miała miejsce słynna bitwa pod Racławicami, gdzie Kościuszko pobił rosyjskiego generała Tomasowa. 17 kwietnia Powstanie wybucha w Warszawie, a 23 kwietnia w Wilnie. 3 maja komendę nad wojskami litewskimi obejmuje generał Jakub Jasiński. 16 maja do walki przeciwko Powstaniu występują wojska Prus. 27 czerwca do koalicji przeciwko Powstaniu dołącza Austria.

Od 13 lipca do 6 września połączone wojska Prus i Rosji pod dowództwem króla Prus Fryderyka Wilhelma II i generała Iwana Fersena, bezskutecznie oblegają Warszawę. Warszawa zaś broni się wyśmienicie dzięki dowództwu Tadeusza Kościuszki oraz wzorowej postawie polskiego wojska i warszawskich mieszczan, którzy utworzyli oddziały milicji pomagającej Powstaniu i grupy robocze zaopatrujące Powstanie w materiały wojenne, żywność i amunicję.

15 lipca gen. Jakub Jasiński zostaje dowódcą Dywizji Nadnarwiańskiej. 12 sierpnia Rosjanie zdobywają Wilno. Dowództwo rosyjskie postanawia wzmocnić swoje wojska w Polsce.

W połowie sierpnia, z pogranicza Ukrainy rusza do Warszawy 13 tysięczny korpus pod dowództwem gen. Suworowa. Widząc zagrożenie, Kościuszko rozkazuje armii litewskiej wycofanie się w kierunku na Warszawę. Ściąga też do stolicy Dywizję Nadnarwiańską. 19 września Suworow jest już pod Terespolem! Dzięki zdradzie członka miejscowego kahału żydowskiego, Rosjanie poznają brody na Bugu i nocą niepostrzeżenie przechodzą na jego lewy brzeg, gdzie właśnie rozłożyła się do odpoczynku polska dywizja Karola Sierakowskiego. O godz. 06:00 na niczego niespodziewających się Polaków spada potężny atak rosyjski. Dywizja Sierakowskiego, ponosząc ogromne straty, wycofała się w rozsypce.

Kościuszko, chcąc nie dopuścić do połączenia Suworowa z Fersenem, opuścił Warszawę i postanowił zaatakować stojący opodal Warszawy korpus Fersena. 10 października dochodzi do tragicznej bitwy pod Maciejowicami, gdzie Naczelnik kilkakrotnie ranny rosyjskimi pikami, leżący już na ziemi, otrzymuje straszliwy cios w głowę, zadany mu pałaszem przez korneta Łysenkę.

Wojska rosyjskie przygotowują się do ataku na Pragę

Po pobiciu Kościuszki, korpusy Fersena i Suworowa maszerują w kierunku Warszawy. Dowództwo obejmuje Suworow. Kierownictwo Powstania naradza się. Nowy Naczelnik Tomasz Wawrzecki proponuje oddać nieprzyjacielowi Pragę i bronić się na linii Wisły.

Generał Henryk Dąbrowski uważał, że najlepiej będzie w ogóle nie bronić Warszawy, tylko przenieść się z wojskiem na teren zaboru pruskiego i tam przeczekać nadciągającą zimę. Ostatecznie przyjęto propozycję Ignacego Potockiego, by bronić się na przedpolu Pragi. Dowódcą obrony Pragi mianowano generała Zajączka.

Prawdę mówiąc, od razu było widać, że nie będzie to silna obrona. Grunt był piaszczysty, a przez to niestabilny. Ściany okopów wciąż się osuwały. Umocnienia wykonywano, jakby dla większej ilości żołnierzy, niż ich w rzeczywistości było – zbyt rozciągnięte i zbyt obszerne.

Do obrony Pragi wyznaczono wojska litewskie i Dywizję Nadnarwiańską. Wojsko ideowe, ale złożone ze słabo lub w ogóle niewyszkolonych ochotników. Do tego dodano żołnierzy ocalałych spod Maciejowic i obie milicje miejskie – warszawską i praską. W sumie do obrony Pragi stanęło 13 600 żołnierzy, posiadających 104 działa.

Aleksander Orłowski, Obrona Pragi (Fot. pl.wikipedia.org)

Suworow miał w tym czasie do dyspozycji 23 000 żołnierzy i podobną ilość dział. Proporcja pomiędzy stronami konfliktu zadowalała Suworowa. Miał przewagę! Podchodził coraz bliżej do Warszawy. 26 października rozbił pod Kobyłką (14 kilometrów w linii prostej od centrum Pragi) oddział straży tylnej, zdążającego z Litwy do Warszawy gen. Stanisława Mokronowskiego. Ale Rosjanie pojawili się pod Pragą dopiero 2 listopada.

Ówczesna Praga była dzielnicą Warszawy od 1791 roku. Do tej pory było to osobne miasto, położone na prawym brzegu Wisły, naprzeciw warszawskiego Starego Miasta i Mariensztatu. Praga, czyli miejsce po wypalonym (wyprażonym) lesie, otrzymała prawa miejskie w 1648 r. od króla Władysława IV.

Po starej Pradze pozostała nam tylko kaplica Matki Boskiej Loretańskiej u zbiegu ulic Jagiellońskiej i Ratuszowej. Nic dzisiaj na to nie wskazuje, ale przy ulicy Ratuszowej stał kiedyś ratusz praski i stąd taka nazwa dla ulicy. Stara Praga, jej centrum, leżało w miejscu obecnego Parku Praskiego i Ogrodu Zoologicznego. W czasie Powstania Kościuszkowskiego Warszawę i Pragę łączył most na Wiśle.

Obrona Pragi

Pragę podzielono na trzy odcinki obronne. W centrum dowodził gen. Zajączek. Lewym skrzydłem dowodził gen. Jasiński. Dowódcą prawego skrzydła został gen. Jabłonowski. 3 listopada rosyjskie działa rozpoczęły ostrzał polskich umocnień i strzelały tak przez cały dzień. Nie wiadomo czemu, ostrzał przekonywał Polaków, że Rosjanie szykują się do długiego oblężenia. Nikomu jakoś nie przyszło do głowy, że jest to przygotowanie artyleryjskie do ataku.

Wojskom rosyjskim, według nowej doktryny Suworowa, odczytano 3 listopada rano instrukcję, jak mają się zachowywać podczas ataku:

„[…] 2. Pułki uszykować kolumnami kompanijnymi. Ochotnicy wraz ze swoimi dowódcami staną na czele kolumn, za nimi robotnicy. Nieść będą plecionki do zakrycia wilczych dołów przed nieprzyjacielskimi umocnieniami, faszyny do zarzucenia rowów oraz drabiny, aby wejść na wał. Ludzie ze sprzętem saperskim będą pod rozkazami specjalnego oficera i staną po prawej stronie kolumny. U robotników karabin zawieszony na rzemieniu na plecach. Z nimi jegrzy białoruscy i inflandzcy.

3. Podchodząc iść cicho, nie wypowiadać ani słowa, nie strzelać. 4. Po podejściu do umocnienia szybko rzucić się do przodu i na rozkaz krzyczeć ura! 5. Kolumny ku rowowi; nie wahając się ani sekundy, rzucaj do niego faszyny, schodź do niego, dostawiaj do wału drabiny, ochotnicy strzelają do głów wroga. Szybko, migiem, jeden za drugim właź. Drabina za krótka? Bagnet w wał, właź na nim, drugi, trzeci. Kolega, kolegę broń! Stań na wale, obalaj przeciwnika bagnetem i niezwłocznie szykuj się za wałem.

6. Nie zajmować się strzelaniną, bez potrzeby nie strzelaj, bić i pędzić przeciwnika bagnetem, działaj migiem, szybko, mężnie, po rosyjsku! Trzymaj się swoich, w środku, nie oddalaj się od dowódców. 7. Nie wbiegaj do domów, nieprzyjaciela proszącego o łaskę oszczędzaj, nie zabijaj bezbronnych, nie walcz z babami, nie ruszaj małolatów. 8. Kogo z was zabiją – królestwo Niebieskie, tym którzy przeżyją sława! sława! sława!”.

Wieczorem tego samego dnia czytano drugą, skróconą instrukcję:

„Wal przez zasieki, rzucaj plecionki na wilcze doły, szybko biegnij, skacz przez palisady, rzucaj faszyny, wchodź do rowu, stawiaj drabiny, strzelcy oczyszczają teren kolumnom, strzelaj w głowy, kolumną przez przeszkodę na wał, wspinaj się, na wale wyciągaj się w linie, warta przy wejściach do składu prochu, otwórz przejścia dla jazdy, nieprzyjaciel ucieka do miasta, jego działa zwróć na niego, strzelaj silnie w przestrzeń ulic […], rozkaz wchodzić do miasta – rżnij nieprzyjaciela na ulicach! Jazda rąbie, do domów nie wchodzi, bij na miejscu otwartym, szturmuj, gdzie nieprzyjaciel się zamknął, zajmuj otwartą przestrzeń, stawiaj warty, niezwłocznie rozstawiaj posterunki przy bramach, piwnicach i magazynach, nieprzyjaciel się poddał – oszczędź, mur wzięty – po łup”.

Niech Państwa nie zmyli zakaz zabijania cywilów i poddających się żołnierzy. To są instrukcje tylko na czas ataku, do czasu pobicia polskiego wojska, czyli instrukcje, jak wykonać nałożone na wojsko zadanie. Dopiero potem rozpocznie się zarzynanie cywilów, ale to już nie będzie zadaniem, a nagrodą dla wojska i tutaj nie potrzeba było żadnej instrukcji. To wojsko miało za sobą dobrą szkołę. Chociażby wymordowanie mieszkańców tureckiego Izmaiłu 21 grudnia 1790 roku. Proszę przez chwilę pomyśleć o żołnierzach, którzy z wdzięcznością przyjmowali taką nagrodę.

Bardzo skromna pamiątka rzezi Pragi. Nigdy nie wolno było postawić bardziej okazałej. Jak na ironię w tle widać rosyjską cerkiew zbudowaną tu w roku 1869. W czasach PRL-u krzyż pozbawiono tabliczki informującej o rzezi Pragi (Fot. pl.wikipedia.org)

Szturm Pragi i morderstwa ludności cywilnej

4 listopada, o godzinie 5 rano, a więc w kompletnych ciemnościach, Rosjanie uformowani w 7 kolumn uderzyli na polskie umocnienia. Głównym kierunkiem ich ataku było lewe skrzydło polskiej obrony, po przełamaniu którego zamierzano odciąć Polaków od mostu prowadzącego do Warszawy. Rozpoczęła się walka bardziej przypominająca rzeźnię, niż bitwę. Wreszcie po 4 godzinach nieustającego rosyjskiego ataku, po trupach 9000 polskich żołnierzy, Rosjanie wtargnęli do Pragi.

Rozpoczęło się odbieranie nagrody. Orgia w wykonaniu pijanego żołdactwa trwała aż do wieczora! Niech jednak przemówią ci, którzy lepiej ode mnie opowiedzą Państwu o tamtych wydarzeniach:

„Po czterogodzinnej walce było po wszystkim. Suworow pozwolił swoim żołnierzom pastwić się nad ludnością cywilną. Rozpoczęła się rzeź. Pijani i zamroczeni walką Rosjanie zaczęli rąbać wszystko co żywe. Kolbami karabinów rozbijali główki dzieci, na ostrzach bagnetów roznosili ludzkie szczątki. Przeszukiwali zwłoki w poszukiwaniu kosztowności, bez pardonu dobijali rannych i wzywających pomocy, noworodki na oczach rodziców wrzucano do płonących domów, by później, po zgwałceniu matek i poderżnięciu gardeł ojcom i z nimi zrobić to samo.

Po ulicach wśród dymu, kałuż krwi i krzyków mordowanych biegali sołdaci obnosząc na pikach głowy księży. Na uliczkach rosły sterty trupów”.

Kilka relacji samych Rosjan. Gen. Lew Nikołajewicz Engelhard – na Pradze pułkownik, dowódca pułku grenadierów syberyjskich i bezpośredni świadek wypadków – tak opisał to zdarzenie: „Ażeby wytworzyć sobie prawdziwy, a straszny obraz szturmu tego po jego ustaniu, trzeba było być jego naocznym świadkiem. Do samej Wisły na każdym kroku spotkać się dawali zabici i umierający różnego stanu ludzi; na brzegu rzeki piętrzyły się stosy żołnierzy, cywilnych, Żydów, księży, zakonników, kobiet i dzieci. Na widok tego wszystkiego serce zamierało w człowieku, a obmierzłość obrazu duszę jego oburzała. W czasie bitwy człowiek nie tylko nie czuje w sobie żadnej litości, ale rozzwierzęca się jeszcze, lecz morderstwa po bitwie, to hańba”.

Przekaz płk. Christofora Andrejewicza Lievena, dowódcy pułku muszkieterów tulskich. „Pułkownik Lieven, który podczas szturmu dowodził pułkiem, a później przez jakiś czas był komendantem placu na Pradze, opowiadał mi, że sam pod koniec starcia napotkał na grenadiera, który w lewej ręce miał karabin i każdego Polaka bez wyjątku nadziewał na bagnet, nie przepuszczał nawet ciężko rannym i siekierą, którą miał w prawej ręce, głowy rozbijał ciosem łaski. Pułkownik [Lieven] potępił jego nieludzkość i powiedział mu, iż może zabijać uzbrojonych, ale nie rannych i biednych bezbronnych. E panie – odpowiedział rozwścieczony – oni wszyscy są psami, walczyli przeciwko nam i muszą zginąć”.

Nieopodal wojsk rosyjskich były też oddziały Prusaków. Pruski komisarz prowiantowy pisał: „Widok Pragi był okropny, ludzie obojga płci, starcy i niemowlęta u piersi matek pomordowane leżały na kupie; krwią zbroczone i obnażone ciała żołnierzy, połamane wozy, pozabijane konie, psy, koty nawet świnie. Tu i ówdzie drgały jeszcze członki umierających. Całe miasto Praga stało w płomieniach i dymie, a dachy zawalały się z trzaskiem, któremu odpowiadało przeraźliwe wycie kozaków, klątwa rozjuszonego żołdactwa. Kupami leżały krwią zbroczone trupy zwycięzców […].

Nikt dotąd nie odważył się pokazać na Pradze; przybyło wprawdzie kilku chciwych zysku Żydów, ale tych kozacy zaraz pochwyciwszy za nogi, tłukli łbami o mur, aż mózg wytrysnął, po czym znalezione pieniądze dzielili między siebie. Za 35 złotych i srebrnych zegarków zapłaciłem 35 rubli. Pełen kapelusz połamanego srebra dostałem za 2 ruble”. Proszę, jaki zapobiegliwy gnojek! Za byle co nakupił pokrwawionego „trofieju” od morderców.

Podczas trwających wiele godzin morderstw, gwałtów i podpaleń, zginęło około 20 000 ludzi! Ale tego dnia zabijano nie tylko ludzi. Mordowano też zwierzęta, aby na Pradze nie pozostało nic żywego. Podczas tego piekła, krwawy pajac Suworow, ubrany jak błazen, biegał po ulicach Pragi, trzymając pod pachami dwa indyki. Wrzeszczał przy tym, że musi je pilnować, aby chociaż one przeżyły tę rzeź.

Do carycy natomiast wysłał raport: „Po przezwyciężeniu wszystkich trudności i przełamaniu zaciekłej obrony nieprzyjaciela, nasze wojska, przełamawszy trzy linie umocnień, wdarły się na Pragę. Straszny był przelew krwi, place zasłane były trupami, ostatnia i najstraszniejsza rzeź dokonała się na brzegu Wisły w oczach ludu warszawskiego. Na ten straszny widok zadrżeli Polacy. Nasza artyleria polowa przybyła na brzeg i działała tak skutecznie, że zburzyła wiele domów.

[…] Po świście pocisków i łoskocie bomb, rozległ się jęk i lament z wszystkich stron miasta. Uderzono w dzwon na trwogę. Ten dźwięk ponury, zlewając się z lamentem płaczących, napełniał powietrze przenikliwym jękiem. Na Pradze ulice i place zasłane były ciałami zabitych, krew lała się strumieniem, zaczerwienione wody Wisły niosły ciała tych, którzy szukając ratunku utonęli w jej nurtach. Widząc swą straszną hańbę, zadrżała wiarołomna stolica”. Dobra caryca za tyle poświęcenia i wysiłku, awansowała genialnego dowódcę do rangi feldmarszałka!

Masowe groby pomordowanych prażan 

Jeszcze przed rzezią, Suworow rozkazał rozebrać fragment mostu, żeby jakoby ochronić Warszawę przed atakami pijanych sołdatów. Oficerowie rosyjscy twierdzili coś innego.

Rozebrany most miał chronić pijanych sołdatów, zajętych gwałtami i rabunkiem, przed atakami polskiego wojska z Warszawy! A Warszawa po tym, jak zobaczyła rzeź Pragi, postanowiła kapitulować. Warszawskich parlamentarzystów, wysłanych na rozmowy o kapitulacji, witał nasz przygłupi pajac przebrany tym razem za szeregowca, całując każdego w usta i częstując wódką.

Co zrobiono z ciałami poległych? – Generała Jakuba Jasińskiego, poległego na swoim szańcu „Zwierzyniec”, pochowano na cmentarzu kamionkowskim i jego grób znajduje się tam do dzisiaj. Ciała ofiar masakry, Rosjanie pochowali nocą skrycie, żeby nikt nie wiedział gdzie.

Polska zniknęła z map Europy, bo trzeci rozbiór, jaki nastąpił po Powstaniu, zlikwidował pojęcie państwa polskiego. Warszawa znalazła się pod okupacją pruską. Na gruzach Pragi postawiono drewniany krzyż. W roku 1800 w Petersburgu zmarł na syfilis Aleksander Suworow. Można powiedzieć, że jak żył, tak i umarł. Nadal nie było wiadomo gdzie pogrzebano ofiary rzezi. Mijały lata, aż w końcu to się stało!

W nocy z trzeciego na czwarty listopada 1830 roku, a więc równo w rocznicę rzezi Pragi (!), nad Warszawą rozpętała się straszna burza. Wiatr łamał drzewa. Siekły strugi ulewnego deszczu. Na piaszczystych wydmach pomiędzy Białołęką i Targówkiem wicher i potoki wody odsłoniły masowe groby pomordowanych prażan. Widać było ogromne ilości ludzkich kości, miedzy którymi leżały całe szkielety, zwalone przez morderców na kupę do wspólnych grobów. Teraz dawały świadectwo swojego męczeństwa. Wiadomość o tym fakcie błyskawicznie rozeszła się po Warszawie.

Na miejsce zbrodni ruszyły procesje ze wszystkich kościołów. Tłumy gęstniały. Studenci zbierali rozsypane kości i ułożyli z nich piramidę, na szczycie której umieszczono krzyż i podobiznę Orła Białego. Nabożeństwa pod piramidą kości nieszczęsnych prażan zjednoczyły ludność Warszawy. Wszyscy zdawali sobie sprawę z tego, że odsłonięcie kości pomordowanych nie mogło nastąpić przypadkowo. Warszawiacy przestali się bać okupanta. Te kości wołały o pomstę! 29 listopada wybuchło Powstanie Listopadowe!

Szymon Kazimierski

Tekst ukazał się w nr 4 (152), 28 lutego – 15 marca 2012

X