Lwów. Sierpień 1918 roku. Samobójstwo czy wyrafinowane morderstwo? Część 3 Jedna z kamienic na Zofijówce, fot. Jurij Smirnow / Nowy Kurier Galicyjski

Lwów. Sierpień 1918 roku. Samobójstwo czy wyrafinowane morderstwo? Część 3

7 sierpnia 1918 roku w budynku przy ulicy Św. Zofii 42 ( obecnie ul. Iwana Franki 126) znaleziono we własnym mieszkaniu powieszoną na haku od lampy elektrycznej Olgę Riedlową, żonę Romana Riedla, urzędnika bankowego, matkę dwojga małych dzieci. Co to było? Samobójstwo czy wyrafinowane zabójstwo? Tajemniczy dramat rodzinny czy włamanie bezczelnych złodziejów?

Policja od pierwszej chwili prowadziła śledztwo w tych właśnie dwu kierunkach. W tej sprawie bardzo dużo zależało od opinii ekspertów-lekarzy sądowych. Jednak lekarze, którzy byli na miejscu zbrodni, nie potrafili określić się jednoznacznie. Konsylium lekarzy orzekło, że na zwłokach śp. Olgi Riedlowej nie widać żadnych śladów walki przedśmiertnej, jakie zwyczajnie zauważyć można w wypadkach morderstwa. Z drugiej zaś strony znów przypuszczając samobójstwo, nie widać zupełnie oznak zewnętrznych, które towarzyszą takiej śmierci. Z powodu dwuznacznego orzeczenia lekarskiego, władze bezpieczeństwa nie mogły wybrać głównego kierunku śledztwa.

Prasa lwowska, odwrotnie, miała szerokie pole do różnych przypuszczeń. Dziennikarz „Wieku Nowego” snuł na łamach czasopisma własną wersję tragicznego wydarzenia (a być może ktoś w policji anonimowo wyraził swoje zdanie). Według dziennikarza było to jednak morderstwo. Inny dziennik lwowski przypuszczał, że wszystko wyglądało inaczej, mianowicie denatka Olga Riedlowa popełniła samobójstwo z przyczyn bliżej nieznanych, poczem mąż, który przyszedł z pracy, by uniknąć skandalu upozorował zamach morderczy i zainscenizował pozory rabunku w mieszkaniu przez przygotowanie dwóch walizek rzeczy spakowanych rzekomo przez zbrodniarza. Ostrze podejrzeń zwracało się przeciw mężowi zmarłej (lub zamordowanej), o ile tenże nie wykaże swego alibi w chwili krytycznej.

Oczywiście, dziennikarze szukali wszystkich możliwych informacji dotyczących rodziny Riedlów, wzajemnych stosunków małżonków, opinii i plotek sąsiadów. Wszystko to podawano w sposób sensacyjny na łamach lwowskich gazet. Dzięki bardzo dokładnym opisom „Gazety Lwowskiej” i „Wieku Nowego” możemy nawet sto lat później przytoczyć wyczerpujące wiadomości o rodzinie Riedlów i dalszym toku śledztwa.

Otóż rodzina należała do znanych we Lwowie mieszczan pochodzenia kupieckiego. Riedlowie mieli zabezpieczoną sytuację finansową, należeli do lwowskiego mieszczaństwa o wysokim standardzie życia, na pierwszy rzut oka nie mieli żadnych problemów pieniężnych. Roman Riedl pracował jako urzędnik, kasjer w prosperującym Banku Krajowym, dobrze zarabiał, nie miał długów. Państwo Riedlowie mieli dwa mieszkania w prestiżowej dzielnicy miasta Zofiówce. Jedno mieszkanie zajmowali w nowej luksusowej kamienicy przy ulicy Św. Zofii 42 na drugim piętrze, gdzie właśnie wydarzyło się straszne morderstwo (czy samobójstwo?). Drugie, tak zwane letnie, w willi z ogrodem przy tejże ulicy Św. Zofii 59. Mało kto wśród mieszczaństwa lwowskiego mógł pozwolić sobie na takie luksusy. Przy tejże ulicy, w sąsiednich kamienicach lub we własnych willach, zbudowanych tuż przed I wojną światową, mieszkali znani we Lwowie ludzie, profesorowie, pisarze, arystokraci, jak poeta profesor Jan Kasprowicz, historyk sztuki profesor Władysław Kozicki, filozof profesor Kazimierz Twardowski, ukraiński pisarz Iwan Franko, profesor Mychajło Hruszewski, profesor Witold Doliński, czy też hrabia Stanisław Skarbek.

Roman Riedl należał do znanej we Lwowie i szeroko rozgałęzionej rodziny Riedlów – kupców i przedsiębiorców. Urodził się w 1883 roku, otóż w 1918 liczył 35 lat. Wysoki, szczupły, zawsze pochmurny, czy też z czegoś niezadowolony. Według dziennikarzy „Roman Riedl w ogóle nie cieszył się sympatią ludzką. Wśród kolegów biurowych był nielubiany, opryskliwy, nieuczynny, często złośliwy. Niezwykłe też było jego postępowanie wobec żony i dzieci”.

Żona jego Olga Riedlowa, młoda, przystojna, dwudziestokilkuletnia kobieta. W rodzinie było dwoje małych dzieci, trzecie – Jurek Riedł zmarł w wieku niemowlęcym i był pochowany na Cmentarzu Łyczakowskim (według ksiąg cmentarnych). Jaką była z usposobienia śp. Olga Riedlowa? Sąsiedzi, służba, znajomi mówili, że była radosna, bardzo kochała swoje dzieci, bawiła się z nimi, opowiadała bajki. Lubiła żartować ze służącą, która swą panią traktowała więcej niż serdecznie za jej dobroć i za to, że jak się wyrażała, „pani była bardzo przyjemna”. Stan zdrowia Olgi był całkiem pomyślny, dwa dni przed zgonem była u lekarza i ten stwierdził, że wszystko z nią dobrze, polecał tylko środki na wzmocnienie. Lekarz też potwierdził, że nieprawdą jest, jakoby zmarła miała początki gruźlicy. Jedno z lwowskich pism opublikowało tę wersję i twierdziło, że sekcja zwłok ten fakt potwierdziła. Nic podobnego nie stwierdzono.

„Była zupełnie zdrową osobą, kochającą matką, niezdradzającą wcale trosk, czy przygnębienia (…) Ludzie znający charakter zmarłej wykluczali możliwość takiego obszernego samobójczego procederu, zmarła była subtelną, jasną, pogodną postacią. A przy tym, śledczy stwierdzają: badania szczególne, dotyczące aktu powieszenia się denatki, pomiary sznura, pomiary odległości sufitu od podłogi, przemawiają przeciw samobójstwu”.

Według służącej i sąsiadów, w ostatnich miesiącach przed tragiczną śmiercią Olgi coś zasadniczo zmieniło się w stosunkach między małżonkami. Nikt nie mógł wytłumaczyć powodów tej zmiany. Czy Roman Riedl miał kochankę? O tym nikt nic nie wiedział, lecz małżonkowie od kilku miesięcy mieszkali osobno – Roman Riedl w mieszkaniu przy Św. Zofii 42, zaś Olga z dziećmi w willi przy Św. Zofii 59. Dziennikarz „Wieku Nowego” tak opisuje zaistniałą dość dziwną sytuację: „Jasna zaciszna willa na Zofijówce, tuż nieopodal parku na Żelaznej Wodzie. Dookoła otoczona klombami kwiatów, okna wychodzą na błonie zielone. Prawdziwa idylla. Tu mieszkała ta piękna kobieta, pani Olga Riedlowa wraz z dwojgiem swych dzieci i służącą. Wchodzę do willi, w której komisja policyjna bada skrzętnie każdy szczegół mieszkania, by zebrać materiał śledczy. Niby letnie mieszkanie w uzdrowisku. Dwa pokoje z kuchenką, sypialnia. Jedno łóżko większe i dwa małe łóżeczka dzieci. Tylko jedno łóżko? Czemu niema tu schronienia mąż tej kobiety? Dlaczego młodzi ludzie mieszkali osobno? Oto pytania, które się nasuwają mimowoli. Coś się popsuło w ostatnich miesiącach w stosunkach między małżonkami. Młodą żonę wysłał Roman Riedl na wilegiaturę do willi przy ulicy Św. Zofii 59. Sam zaś przychodził do willi tylko na śniadanie, obiad i kolację, poczem wracał do mieszkania przy ulicy Św. Zofii 42 i tam nocował.

Jakie było pożycie małżonków w ostatnich czasach? Zapytano świadków. W każdym razie dziwne. Roman Riedl przychodził rano na śniadanie do willi, mówił żonie, a raczej mruczał pod nosem „dzień dobry”, a zresztą z nikim w domu się nie witał, zaś po śniadaniu odchodził nikogo niemal nie żegnając. Żadnej serdeczności dla rodziny, żadnych odruchów czułości. Tak samo było z obiadem, na który przychodził późno koło 3-ciej popołudniu. Podobnie z kolacją, po której odchodził z mruknięciem „dobranoc” do siebie, do mieszkania przy Św. Zofii 42. A młoda piękna żona zostawała w mieszkaniu sama, z dziećmi. Często chodziła denatka do mieszkania przy ulicy Św. Zofii 42 zabierać stąd niezbędne przedmioty, podobnie też uczyniła w dniu ostatnim swego życia, gdy weszła przed południem do mieszkania, aby zabrać rzeczy spisane na karteczce.

Tak dziwnie ułożyły się stosunki między małżonkami. Oczywiście, że w oczach śledztwa pierwszym podejrzanym o morderstwo śp. Olgi Riedlowej był właśnie jej mąż Roman Riedl. Według dziennikarzy „Gazety lwowskiej” było to morderstwo nieudanie upozorowane rabunkiem. Policja też oczekiwała na wyniki sekcji zwłok i ekspertyzy lekarskiej. Właśnie sekcja zwłok mogła dać odpowiedź na sakramentalne pytanie: morderstwo czy samobójstwo? Oczywiście przesłuchano wszystkich znajomych, sąsiadów i młodą służącą Hanię. Udało się ustalić dokładny przebieg ostatnich godzin życia Olgi Riedlowej, od rana 7 sierpnia i do wpół do 12 przed południem, kiedy została sama w mieszkaniu przy ulicy Św. Zofii 42.

Otóż, według zeznań służącej Hanny, około godziny dziewiątej rano wyszła ona z willi przy ulicy Św. Zofii 59 razem z Olgą Riedlową i jak zwykle we wtorek obydwie udały się do mieszkania przy ulicy Św. Zofii 42, by posprzątać i zabrać niektóre potrzebne rzeczy, które spisała sobie na karteczce. Olga Riedlowa wydała też służącej dyspozycję na obiad, mówiąc, że przyniesie mąkę z tamtego mieszkania. W mieszkaniu przy ulicy Św. Zofii 42 była wraz z Olgą jej dochodząca służąca, zaś Hania udała się na bazar po zakupy.

Po godzinie dwunastej dochodząca służąca odeszła do swego domu i śp. Olga Riedlowa została sama. Według zeznań dochodzącej służącej Olga zachowywała się zupełnie normalnie, rozmawiała o rzeczach potocznych, wychodziła na balkon i znów wyszukiwała rzeczy codziennego użytku, które miała zabrać ze sobą do willi. Czy po odejściu służącej możliwym było samobójstwo młodej osoby? Zachowywała się spokojnie, jak zwykle, nie zdradziła wobec służby żadnego zdenerwowania.

Przeciw samobójstwu przemawiał też ten fakt, że zmarła miała wciśnięty z niezwykłą siłą w usta knebel z wydartej materii z jej szlafroka. Przecież nie mogła zrobić to sama sobie, zaś później powiesić się. Śledztwo policyjno-sądowe skupiło się na pytaniu, czy w tym wypadku może być mowa o morderstwie na tle rabunkowym, kiedy to obcy rabuś został przez Olgę wpuszczony do mieszkania, zamordował ją i spakował przypadkowe rzeczy, zaś później wszystko porzucił i uciekł?

Sama logika przeczyła takiemu tokowi wydarzeń. Została wersja, że było to morderstwo, jednak upozorowane na rabunek, i to bardzo nieumiejętnie. Wtedy pytanie drugie – kto był zainteresowany w śmierci Olgi Riedlowej? Pierwszym podejrzanym był mąż Roman Riedl, ale śledztwo miało zebrać odpowiednie obciążające go dowody. Policja też otrzymała od pewnego współpracownika Romana Riedla w banku anonimową wiadomość, w której informowano śledztwo o tym, że Roman Riedl od pewnego czasu miał kochankę i właśnie dlatego w rodzinie powstały fatalne nieporozumienia.

Policja dostała też wiadomość o bliżej nieznanej osobie, która mieszkała w Przemyślu i mogła coś wiedzieć o morderstwie we Lwowie. Niezwłocznie do Przemyśla wyjechał jeden z agentów policyjnych, ale nic konkretnego nie wyjaśnił. Bardzo ważne, może nawet decydujące, miały być wyniki sekcji zwłok denatki. Policja z niecierpliwością oczekiwała na orzeczenie lekarzy w tej sprawie.

Śledztwo bardzo intensywnie prowadziła ekipa policyjno-sądowa. Sprawę osobiście kontrolował i przybył na miejsce morderstwa dyrektor policji lwowskiej radca Dworu dr Reinlender, także prezydent sądu karnego radca Dworu Hawel i radca Dworu prokurator Rusin. Prowadzący śledztwo komisarz policji Kwiatkowski i sędzia śledczy Żarski mieli pod swoją komendą ponad piętnastu inspektorów i agentów. Publiczność i dziennikarze z niecierpliwością oczekiwali na wyniki przesłuchania Romana Riedla, które według informacji sędzi śledczego zostało zaplanowane na 10 sierpnia. „Wiek Nowy” pisał jednak o „wystąpieniu pewnego dziennika w obronie rodziny, jakoby pokrzywdzonej domysłami o możliwym udziale Romana Riedla w tym morderstwie (…) i o zakulisowych usługach obrony, również tuszowaniu pewnych kwestii”.

Jurij Smirnow

Lwów. Sierpień 1918 roku. Samobójstwo czy wyrafinowane morderstwo? Część 1

Lwów. Sierpień 1918 roku. Samobójstwo czy wyrafinowane morderstwo? Część 2

Lwów. Sierpień 1918 roku. Samobójstwo czy wyrafinowane morderstwo? Część 4

X