Zachował ślad piękna budowli klasztornej Marian Hunkiewicz, fot. Konstanty Czawaga / Nowy Kurier Galicyjski

Zachował ślad piękna budowli klasztornej

Ta dawna sakralna budowla przy ulicy Łysenki 45 (dawnej Kurkowej) widnieje na turystycznych mapach Lwowa, jednak dostępna dla zwiedzających jest tam jedynie kaplica, bowiem w murach dawnego klasztoru sióstr franciszkanek Rodziny Maryi mieści się szpital zakaźny. Niedawno, za sprawą podstępnego wirusa, los rzucił mnie w to miejsce w roli pacjenta. Gdy tylko lekarze pomogli mi pewniej stanąć na nogi, zacząłem z zaciekawieniem szukać odpowiedzi na pytanie: czy w tych szpitalnych murach przetrwały jeszcze jakiekolwiek ślady dawnego klasztornego piękna?

Ze źródeł krajoznawczych wiadomo, że pod koniec XIX wieku część ulicy Kurkowej powyżej kościoła św. Antoniego została zabudowana przez różne zgromadzenia zakonne. Znalazły się tam też przybyłe do Lwowa siostry karmelitanki bose. Hrabina Karolina Raczyńska ufundowała dla nich klasztor i kaplicę, która została wybudowana w stylu neoromańskim z czerwonej cegły według projektu architekta Józefa Kajetana Janowskiego. Elewacje kaplicy są zwieńczone trójkątnymi szczytami i dekorowane lizenami i fryzem arkadowym, a na dachu znajduje się sygnaturka pokryta miedzianą blachą.

Przez jakiś czas liczba powołań w klasztorze karmelitanek bosych sprawiła, że dotychczasowe mury klasztoru stały się dla sióstr zbyt ciasne. Dzięki staraniom hrabiny Raczyńskiej, która zakupiła rozległy teren przy ówczesnej ulicy Krzyżowej (obecnie Czuprynki), karmelitanki bose zyskały nową przestrzeń. W 1895 roku zakonnice ostatecznie opuściły dawną siedzibę, przenosząc swoje życie duchowe do nowo wybudowanego, znacznie większego klasztoru. Wówczas opuszczone pomieszczenia przy ul. Kurkowej w 1897 roku przejęły siostry franciszkanki Rodziny Maryi.

fot. Konstanty Czawaga / Nowy Kurier Galicyjski

W 1903 roku firma Iwana Lewińskiego dokonała kolejnej rozbudowy klasztoru. Po lewej stronie kaplicy Świętej Rodziny dobudowano piętrowy budynek furty, a po prawej – piętrowy korpus cel klasztornych. Franciszkanki opuściły klasztor w 1946 roku. Zabrały ze sobą do powojennej Polski wiele przedmiotów kultu oraz elementów wystroju wnętrza.

Sowieci umieścili w klasztorze szpital chorób zakaźnych, a w kaplicy „czerwony kącik” propagandy marksizmu-leninizmu. Władze ukraińskie przekazały kaplicę grekokatolikom na cerkiewkę św. Kosmy i Damiana. Na fasadzie umieszczono dwie figury tych świętych. W pomieszczeniach klasztornych nadal mieści się klinika.

Ze starego wyposażenia nie zachowało się nic, ani w kaplicy, ani w obecnym szpitalu. Zauważyłem jedynie fragmenty fresków na klatce schodowej.

fot. Konstanty Czawaga / Nowy Kurier Galicyjski

Stałem w korytarzu w kolejce po porcję obiadu, gdy niespodziewanie usłyszałem:

– Dzień dobry!

To był Marian Hunkiewicz, Polak. Długoletni pracownik szpitala. Okazało się, że to dzięki niemu można dziś oglądać fragmenty dawnych fresków. Marian Hunkiewicz odkrył je podczas kolejnego remontu pomieszczeń. Jakiś sumienny, lecz obojętny robotnik mógłby to wszystko zeskrobać i starannie pobielić. Marian Hunkiewicz nieraz widział, jak w kościołach pracują konserwatorzy, pomyślał więc: dlaczego nie spróbować samemu? Teraz tych kilka fragmentów fresków cieszy oko medyków i chorych oraz przypomina, że był tu niegdyś klasztor, że mury te są omodlone.

Konstanty Czawaga

Przez całe życie pracuje jako reporter, jest podróżnikiem i poszukiwaczem ciekawych osobowości do reportaży i wywiadów. Skupiony głównie na tematach związanych z relacjami polsko-ukraińskimi i życiem religijnym. Zamiłowany w Huculszczyźnie i Bukowinie, gdzie ładuje swoje akumulatory.

X