Druga już w tym roku grupa dzieci z Charkowa i obwodu charkowskiego 25 lutego wróciła do domu po wypoczynku w Polsce. Program realizowany jest dzięki ścisłej współpracy Fundacji Siepomaga, władz miasta Płońsk oraz Stowarzyszenia „Idziemy Na Spacer”. Są to dzieci, które ucierpiały w wyniku rosyjskiej agresji, a także dzieci żołnierzy Sił Zbrojnych Ukrainy, którzy obecnie służą lub oddali życie w obronie ojczyzny oraz weteranów.
Organizatorzy zapewnili ukraińskim dzieciom bezpieczną przestrzeń, wsparcie psychologiczne oraz możliwość zwyczajnego dziecięcego szczęścia i beztroski. W ramach programu było zwiedzanie najważniejszych miejsc kultury Warszawy, zapoznanie się z historią i tradycjami Mazowsza, udział w lokalnych wydarzeniach oraz mnóstwo chwil radości i zabawy.
„Ambasada Ukrainy w Rzeczypospolitej Polskiej składa serdeczne podziękowania polskim partnerom za zorganizowanie wypoczynku, za nieustającą empatię i troskę o ukraińskie dzieci. Dziękujemy za Wasze serce i konkretną pomoc – jesteście prawdziwymi przyjaciółmi w najtrudniejszych chwilach” – czytamy na stronie ambasady na Facebooku.

W drodze z Polski do Charkowa dzieci miały krótki przystanek we Lwowie. Było to 24 lutego, w czwartą rocznicę pełnoskalowej rosyjskiej inwazji na Ukrainę.
– Bardzo dobrze pamiętam ten dzień, kiedy obudziłem się o piątej rano od krzyków mamy – wspomina Tychon. – Leciały już KAB-y (sterowane bomby lotnicze) i rakiety. Tego samego dnia lub następnego Rosjanie wkroczyli do Charkowa i wtedy nie wychodziliśmy z domu, bo było bardzo strasznie. Byłem bardzo osamotniony, ponieważ nie czułem żadnego wsparcia ze strony świata. Myślałem, że o nas już nikt nie chce pamiętać, ale potem zrozumiałem i uwierzyłem, że nie jesteśmy sami. Mamy pomoc.
Tychon biegle mówi po polsku. Wyjaśnił, że na początku wojny mieszkał kilka miesięcy w Polsce, w województwie kujawsko-pomorskim. Przyjechał tam z mamą i matką chrzestną. Było im dobrze, jednak potem wrócili do Charkowa.
– Teraz znowu jadę do domu – powiedział. – Moim domem jest Charków i żadne miasto na świecie nie zastąpi mi go. Tam się urodziłem, uczę się, żyję. Mam tam wielu przyjaciół, wielu znajomych. Ja też pomagam na froncie, należę do młodzieżowej organizacji ukraińskiej. Uważam, że robię bardzo dobrą rzecz. Nie chcę opuszczać swojego rodzinnego domu.
fot. archiwum Fundacji Siepomaga
Po polsku mówi też Maryja z Charkowa:
– Kiedy zaczęła się wojna w 2022 roku, byłam przez trzy miesiące w Polsce z mamą. Uczyłam się języka polskiego. Ojciec nie mógł wyjechać za granicę, bo była mobilizacja. Teraz ojciec jest na wojnie, na wschodzie. Wracam do Charkowa, bo myślę, że Ukraina potrzebuje ludzi. Ukraina potrzebuje mojego wsparcia.
– Są to dzieci uczestników działań wojennych, którzy obecnie przebywają na froncie, oraz dzieci weteranów, którzy odnieśli kalectwo, niektóre z tych dzieci straciły rodziców – wyjaśnia Alona Tłusta, jedna z opiekunek 45-osobowej grupy dzieci z Charkowa. – My, opiekunowie, dbaliśmy o ich komfort psychiczny, aby czuli się jak w domu. Wszystkie razem tworzyły zgraną grupę. Udało im się znaleźć nowych przyjaciół, nowe wrażenia. Tak się złożyło, że nasze dzieci są stale online, nie mają żywego kontaktu z innymi dziećmi. Dlatego staraliśmy się na jakiś czas pozbawić je gadżetów, aby mogły poczuć zalety bezpośredniej komunikacji międzyludzkiej. Ja od początku wojny nie wyjeżdżałam za granicę. Były też dzieci, które po raz pierwszy wyjechały za granicę i trudno im było być bez rodziny, ale stopniowo dostosowywały się do nowych warunków. Dzieci miały różne rozrywki, wycieczki, w tym lodowisko, basen. Polacy przyjęli nas serdecznie, bardzo dbali zarówno o dorosłych, jak i dzieci. Każde dziecko było tam otoczone troską i opieką. Mieliśmy spotkanie z burmistrzem.

Kilka dni wcześniej podczas krótkiego pobytu we Lwowie gościliśmy w redakcji Kuriera Galicyjskiego Piotra Parzuchę, dyrektora finansowego Fundacji Siepomaga. Opowiedział o działalności Fundacji.
– 24 lutego 2022 roku, kiedy wcześnie rano dowiedzieliśmy się, że zaczęła się pełnoskalowa agresja Rosji na Ukrainę, jako Fundacja Siepomaga uruchomiliśmy zbiórkę na ten konkretny cel. Zebraliśmy jakąś tam pulę środków i po kilku miesiącach, latem 2022 roku zaczęliśmy konkretną pomoc realizować już na Ukrainie, czyli kupowaliśmy rzeczy, po które zwracały się do nas organizacje ukraińskie, że są potrzebne. Zaczęliśmy organizować transporty tych rzeczy na Ukrainę. W krótkim czasie to się rozbudowało, bo nasz pracownik, Jerzy Jurczyński pojechał na Ukrainę zobaczyć, jakie te potrzeby naprawdę są i gdzie one są. Oczywiście zaczął od Lwowa, ale potem pojechał na wschód. Pozostał w Charkowie. Nasza praca zaczęła się od pomocy tamtejszym strażakom. Potem sieć naszych kontaktów na wschodzie Ukrainy bardzo się rozszerzyła i tych potrzeb już widzieliśmy wtedy coraz więcej. To już były nie tylko jednostki straży pożarnej, ale też na przykład szpitale, ukraińska policja, różne inne takie miejsca. Zaczęliśmy tę pomoc dostarczać na coraz większą skalę, czyli kupowaliśmy wozy strażackie, kupowaliśmy bardzo specjalistyczne mikroskopy do operacji uszu żołnierzom, którym rozerwało bębenki. Zaczęliśmy pomagać poprzez kompletację apteczek i dostarczanie ich poprzez pomoc naszym serdecznym przyjaciołom z organizacji Medical Training Center East, którzy prowadzą szkolenia dla sanitariuszy wojskowych. Dostarczaliśmy im specjalistyczny sprzęt do nauki opatrywania ran bojowych, takie manekiny specjalne. I dużo, dużo innych rzeczy. Wtedy to się zaczęło i teraz 4 lata już to trwa.
Pomagacie też dzieciom, których rodzice zginęli na wojnie. Jak doszło do takiej akcji?
Ta historia zaczęła się w 2023 roku, wiosną, kiedy Jerzy Jurczyński razem ze swoimi przyjaciółmi z Charkowa trafił do miejscowości, która się nazywała Krasnohrad. Wtedy się nazywała Krasnohrad, w międzyczasie zmieniła nazwę na Berestyn w obwodzie charkowskim. Był tam na spotkaniu z miejscową administracją i zupełnie chyba przez przypadek panowie poszli coś zjeść do jednej z kawiarni tam na miejscu. A w tej kawiarni, jak się okazało, jej właścicielka i jej załoga prowadzą na własną rękę, na taką skalę, na jaką jej stać, zajęcia dla miejscowych dzieci. Dosyć szybko zrozumieliśmy, że to jest bardzo ważne, bo najpierw był covid, potem zaczęła się ta wojna. Dzieci któryś rok z rzędu już nie uczyły się w szkołach w normalnych warunkach, tylko cała nauka odbywała się zdalnie. Tam w tym Krasnohradzie nie ma też żadnych innych prowadzonych zajęć, gdzie te dzieci mogłyby ze sobą spotykać i gdzie mogłyby socjalizować. A ponieważ pani właścicielka tej kawiarni to przy okazji wykształcony, wykwalifikowany pedagog i psycholog dziecięcy, to mogła nam bardzo dobrze wyjaśnić, jakie z tego tytułu potem są problemy u tych dzieci, u ich rodziców, jakie problemy będą w życiu dorosłym, jeżeli te dzieci nie będą miały szansy na normalną socjalizację.
Zaczęliśmy wtedy od tego, że jako Fundacja Siepomaga w 2023 roku sfinansowaliśmy zajęcia dla dzieci tam na miejscu w takim formacie małym, w formacie warsztatów trwających 2-3 godziny czy to terapii manualnej, czy to terapii psychologicznej. I widząc, że to idzie dobrze, że to naprawdę tym dzieciom pomaga, stwierdziliśmy, że należy rozwinąć skalę tego, że to się nadaje do zrobienia na dużo większą skalę i przede wszystkim w innych formatach niż tylko taki format krótki 2-3 godziny. Ta pani jest obecnie pracowniczką organizacji polskiej, przez którą my finansujemy i realizujemy wszystkie nasze projekty dla dzieci obecnie. Najpierw rozwinęliśmy się w stronę formatu szerszego, czyli półkolonie, czyli dalej te dzieci były tam na miejscu i nocowały u siebie w domu, ale program zajęć już trwał 2 tygodnie i wypełniał im 6 godzin dziennie jakichś warsztatów, czy to kulinarnych, czy to artystycznych, czy to wycieczek gdzieś w teren, czy to wycieczek do miejscowego muzeum, czy to do klubu sportowego.
Od kiedy organizujecie turnusy wypoczynkowe dla ukraińskich dzieci w Polsce?
W 2024 roku z kolei po raz pierwszy przetestowaliśmy jeszcze ważniejszą rzecz, jeszcze większą rzecz, czyli zabraliśmy pełen autobus dzieci ukraińskich właśnie z Krasnohradu po raz pierwszy na obóz dwutygodniowy do Polski. Tutaj w Polsce współpracujemy, po pierwsze, z panem burmistrzem miasta Płońska, bardzo serdecznie go pozdrawiam. I po drugie, z miejscową polską organizacją charytatywną w Płońsku Stowarzyszeniem „Idziemy na Spacer”. Działamy w ten sposób, w takiej formule, że my jako „Siepomaga” zabezpieczamy finansowanie całego projektu, Stowarzyszenie „Idziemy na Spacer” zabezpiecza cały program i cały personel, natomiast miasto Płońsk zapewnia nam bezpłatnie bazę, w której to wszystko się odbywa.
W 2024 roku zrobiliśmy jeden turnus pilotażowy dla tej grupy z Krasnohradu, potem próbowaliśmy inne formaty, czyli braliśmy grupy dzieci ze wschodu Ukrainy na obozy, ale tutaj na zachodniej Ukrainie, na przykład we Lwowie, koło Stryja, w Żółkwi. W ten sposób rozpoznawaliśmy, co najbardziej pomaga i co jest najbardziej efektywne. I ostatecznie zdecydowaliśmy się, że najbardziej efektywny jest ten format, że dzieci jadą na obóz do Polski. Mimo, że jest to najbardziej skomplikowane logistycznie i prawnie, jeśli chodzi o dokumenty, formalności różne, to jednak widać, że to najbardziej psychologicznie tym dzieciom pomaga. Następuje pełne rozładowanie tych wszystkich stresów wojennych. I efekt tego jest taki, że w tym roku szkolnym mamy przygotowany program na 7 takich grup dzieci, 7 turnusów. W tej chwili trwa piąty z tych siedmiu, a oprócz tego, żeby nie zapomnieć o zachodniej Ukrainie, jeszcze zabezpieczyliśmy dwa turnusy, które będą tutaj na zachodniej Ukrainie gdzieś wiosną tego roku, tak czy owak jeszcze w tym roku szkolnym. Czyli mówimy o 9 grupach w sumie ze wschodu Ukrainy.
We wszystkich formatach – i w tym małym, czyli warsztaty, jak i te półkolonie – mniej więcej 6500 dzieci już przewinęło się przez te projekty. Z czego do Polski w tej chwili pojechała szósta grupa. Każda grupa to jest 45 dzieci i 5 ukraińskich opiekunów. No to mamy 300 osób na razie i jeszcze 100 pojedzie, razem będzie 400 w tym roku.

Hałyna Tretiakowa, koordynator projektu dla dzieci ukraińskich, pochodzi z obwodu charkowskiego. Teraz mieszka we Lwowie.
– Kontaktuję się z naszymi partnerami na wschodniej Ukrainie, w tych regionach, skąd przyjmujemy te grupy dzieci – powiedziała. – To nie tylko Charków, ale również Połtawszczyzna, Sumszczyzna, Mikołajów, tereny przyfrontowe. Moim zadaniem jest skoordynować, zebrać grupę, przygotować dzieci, dokumenty, zorganizować transfer pociągami do Lwowa, spotkać ich tutaj, nakarmić, przesadzić do autobusu. W trakcie projektu towarzyszyłam kilku grupom w Polsce. Teraz pozostaję we Lwowie, spotykam, kieruję do Polski i potem organizuję drogę powrotną do domu. Co to daje dzieciom? To są dzieci z regionów, gdzie życie nie toczy się normalnie. Alarmy, długie przebywanie w piwnicach. Często nie ma żadnej socjalizacji. Przebywanie poza szkołą, zdalne nauczanie to kolosalna strata w tym wieku. Dzieci tam są w ciągłym niebezpieczeństwie i ten stan deformuje ich psychikę w okresie dorastania. Nie potrafimy jeszcze to ocenić w kontekście ich zachowań w przyszłości.
A czy po pobytach w Polsce te dzieci się zmieniają? – zapytałem.
Wydaje mi się, że tak, ponieważ mają możliwość przebywać w środowisku, gdzie przede wszystkim jest bezpiecznie – stwierdziła Hałyna Tretiakowa. – Nawet tutaj, w zachodniej Ukrainie, we Lwowie sytuacja oczywiście jest lepsza, chociaż nie jest w 100% gwarantowana. W Polsce przez te dwa tygodnie toczy się dla nich normalne życie, są jak jedna, można powiedzieć, rodzina.
Czy rodzice godzą się na wyjazd dzieci za granicę?
To zawsze jest taki trudny moment. Ale po pierwszym, drugim, a nawet trzecim wyjeździe możemy powiedzieć, że zdobyliśmy reputację, rodzice zaczęli nam ufać i z nami współpracować.
W jakim wieku są te dzieci?
Od 12 do 17-18 lat. Okres nastoletni nie jest łatwy do współpracy, ale jest najważniejszy w dorastaniu. W ubiegłym roku zaprosiliśmy do Lwowa grupę z Chersonia. Były w niej nie tylko dzieci, ale też matki, które nie zgodziły się by je z dziećmi rozłączono. Tam w Chersoniu sytuacja jest najbardziej niebezpieczna, dlatego nie mamy teraz możliwości zabierać stamtąd dzieci. Dzieci po wyjeździe wracają trochę odmienione, one rzeczywiście odpoczywają. Rzeczywistość, do której muszą wrócić, jest jaka jest, ale to już wybór ich rodzin. Ale pozostają wspomnienia, zawiązują się przyjaźnie, które trwają po powrocie i się rozwijają. Dzieci znajdują wspólny punkt oporu i działań. Bardzo dziękuję Polsce i organizatorom za to dobro i ciepło, które dzieci otrzymują. Dzięki temu u nich formuje się zupełnie inne postrzeganie Polski, narodu polskiego. Właśnie Polska pomaga nam najbardziej, we wszystkich sprawach. Wielkie dzięki za to, że od początku okazali tyle wsparcia, włożyli tyle energii i z rzeczy najprostszych, najmniejszych wyrosły takie wielkie sprawy. To jest bardzo ważne, dziękuję.
Konstanty Czawaga
Cztery lata wojny. Między ciemnością, mrozem a niezłomnością








