Jeszcze na początku 2018 roku Fundacja Joachima Lelewela i redakcja „Kuriera Galicyjskiego” rozpoczęły prace nad fabularyzowanym filmem dokumentalnym o obronie Lwowa we wrześniu 1939 r.
– Po filmie „Fatalny rozkaz. Grodno 1939” Fundacja Joachima Lelewela planowała stworzenie dwóch kolejnych części „trylogii” – „Lwów 1939” i „Wilno 1939” – powiedział dla Kuriera dr Piotr Kościński, prezes Fundacji Joachima Lelewela i pomysłodawca filmu. – Pandemia i wojna na Ukrainie zmieniły kolejność. „Fatalny rozkaz. Wilno 1939” już jest, a opowieść o obronie Lwowa zamierzamy stworzyć wkrótce. Jak to zrobić, dyskutowaliśmy z Januszem Petelskim, który miał film reżyserować, a także z nieodżałowanym Mirkiem Rowickim, redaktorem naczelnym „Kuriera Galicyjskiego”. Najpierw potrzebne były choćby wstępne prace nad dokumentacją, stąd dokonaliśmy wizyty do Lwowa razem z Januszem Petelskim. Obejrzeliśmy wtedy kluczowe miejsca: dawną siedzibę Dowództwa Okręgu Korpusu VI na pl. Bernardyńskim (dziś Soborna Płoszcza), gdzie urzędował generał Władysław Langner; sobór św. Jura, gdzie odbyło się ważne spotkanie generała z greckokatolickim metropolitą Andrijem Szeptyckim, ulicę Gródecką (dziś Horodecka) gdzie stały polskie działa broniące Lwowa przed Niemcami, a także Winniki, a więc miejsce rozmów delegacji polskiej i sowieckiej.
Piotr Kościński zaznaczył, że pomysłodawcom filmu „Lwów 1939” udało się zdobyć patronaty – Urzędu ds. Kombatantów i Osób Represjonowanych, a także „Rzeczpospolitej” i „Historii do Rzeczy” oraz rzeszowskich „Nowin”. Powstał trailer (zwiastun), w którym Robert Moskwa świetnie grał generała Langnera. Jako ciekawostki warto powiedzieć, że gabinetem generała stał się pokój w prywatnym mieszkaniu; oficerów zagrali m.in. członkowie jednej z grup rekonstrukcyjnych. Intensywnie szukaliśmy pieniędzy… aż przyszedł koronawirus… Pandemia przeszła, ale wojna wydała się czymś nie do pokonania – jak realizować film, gdy nie można zapewnić bezpieczeństwa aktorom i ekipie? Stąd też zwróciliśmy się w kierunku Wilna. A że „Wilno 1939” udało się stworzyć, uznaliśmy, że czas na Lwów! Co prawda wojna trwa, ale miasto zagrożone jest głównie nocą, gdy zdjęcia na ulicach mogą (a nawet muszą) być kręcone w ciągu dnia – a więc wówczas, gdy jest (miejmy nadzieję) bezpiecznie. Wnętrza zaś można znaleźć w Polsce, choćby w Warszawie. Ostatecznie, w naszym filmie Wilno było „grane” przez Latowicz (gdzie powstawało słynne „Ranczo”), Mińsk Mazowiecki oraz Wołomin…
– Głównym bohaterem ma być oczywiście generał Langner – mówił dalej Piotr Kościński. – Choć nie pominiemy takich postaci jak generał Franciszek Sikorski, formalny dowódca obrony miasta (zamordowany przez NKWD w podcharkowskich Piatichatkach) czy Stanisław Ostrowski, prezydent Lwowa (więziony przez Sowietów, wypuszczony po układzie Sikorski – Majski, później – prezydent RP na uchodźctwie). A także np. Wasyl Mudry, wicemarszałek Sejmu i lider największej ukraińskiej partii w II RP, UNDO.
Piotr Kościński zauważył, że do tej pory nie powstał żaden, znaczący materiał o dziesięciodniowej, skutecznej obronie Lwowa przed Niemcami, a potem i Sowietami – oraz o dramatycznym błędzie, jakim było poddanie miasta Sowietom – i związanym z tym tragicznym losie polskich oficerów. O tym, jaki dramat przyniosła sowiecka okupacja lwowskim Polakom, o czym wiemy dobrze, ale i Ukraińcom – wielu działaczy wspomnianego UNDO trafiło do sowieckich więzień. Lwów bronił się wtedy dziesięć dni, od 10 do 22 września. Od zachodu nadeszli Niemcy, a potem od wschodu – Sowieci. Można było walczyć dalej, choć sytuacja stała się beznadziejna i porażka obrońców stała się nieuchronna. Dowodzący obroną generał Władysław Langner zadecydował o poddaniu miasta. Pytanie brzmiało: komu się poddać? Generał Langner poddał miasto Sowietom. Skutki tego były tragiczne: spośród tych oficerów, którzy poszli do niewoli, ocalał jedynie on sam. Chcemy to opowiedzieć, przedstawić dziesięć dni bardzo skutecznej obrony, pokazać los mieszkańców, również po zajęciu miasta przez Sowietów. Zainteresowanych współpracą prosimy o kontakt: [email protected]. Zapraszamy też na https://www.facebook.com/LWOW1939/
Konstanty Czawaga
Tekst ukazał się w nr 3 (487), 13 – 26 lutego 2026
