Przewodniczący Rządu Tymczasowego Aleksander Kiereński, baron Wrangel i czerwony dowódca dywizji Wasyl Czapajew również bywali w Stanisławowie, ale nie będziemy o nich pisać, bo nie ma to dowodów fotograficznych. Mniej więcej regularne fotografowanie gości naszego miasta zaczęło się od roku 1920.

Ataman i jego pies
Jeżeli w czasie II wojny światowej Ukraińców walczących z komunistami określano jako „banderowców”, to w okresie wojny domowej 1920 r. byli petlurowcami. I nie jest to przypadek, bo Główny Ataman był nieprzejednanym wrogiem czerwonego reżymu i tym wyróżniał się wśród licznych kierowników URL.

Po raz pierwszy Petlura odwiedził Stanisławów w lutym 1919 r., gdy nasze miasto było stolicą ZURL. Ataman gościł przez kilka dni i spotykał się z lokalnymi politykami i dziennikarzami. „Osmolona przez wiatry podłużna twarz z bystrymi oczyma od razu zwraca uwagę” – pisały dzienniki. Niestety, ta wizyta Atamana nie została udokumentowana fotograficznie.
Minęło półtora roku. Sytuacja polityczna zmieniła się. Galicja została zajęta przez Polaków, a na terenach URL panowali czerwoni. Petlura zmuszony był do podpisania politycznego sojuszu z Piłsudskim. Latem 1920 r. Polacy i Ukraińcy walczyli wspólnie z bolszewicką nawałą Tuchaczewskiego i Budionnego, idących na Lwów i Warszawę. Wojska Petlury trzymały obronę wzdłuż Dniestru, a sztab wojsk mieścił się w miejscowości Chryplin.
Gdy czerwonych rozbito, Piłsudski zawitał do swego sojusznika do Stanisławowa. Była ku temu dobra okazja – poświęcenie pociągu pancernego armii ukraińskiej „Karmeluk”, uszkodzonego na minie i wyremontowanego w stanisławowskich zakładach kolejowych.
5 września marszałek przybył samochodem na dworzec, gdzie czekał na niego Ataman. Wodzowie armii sojuszniczych wzięli udział w uroczystości poświęcenia pociągu według obrządku wschodniego i przyjęli defiladę ukraińskiej szkoły męskiej. Z tego wydarzenia zachowała się Kronika PAT. Dla lepszej wizji, dowódcy wspięli się do wagonu. Nad wagonem widać fragment kładki nad torami kolejowymi – zachowała się do dziś. Do kadru trafił również ulubieniec atamana, pies Jurko.

Po uroczystościach wydany został bankiet. Historycy Roman Czorneńki i Petro Hawryłyszyn wynaleźli interesujący fakt: przedstawiać oficjalnie przebieg bankietu miała gazeta armii URL „Kozacka Dumka”. Niestety, jej dziennikarz nie ustał przed darmowym poczęstunkiem i tak się „ugościł”, …że następnego dnia został zdegradowany z oficera do szeregowca.

Marszałek ograniczył się dworcem
W międzywojennej Polsce nie było bardziej popularnej osoby niż Józef Piłsudski. Rewolucjonista, dowódca Polskich Legionów, pierwszy premier Rzeczypospolitej, zwycięzca bolszewików pod Warszawą. Jego imieniem nazywano ulice i place, szkoły i drużyny harcerskie. Przypomnę, że dzisiejszy plac Wieców przed wojną nosił nazwę placu Piłsudzkiego.
W Stanisławowie przyszły dyktator gościł wielokrotnie. Polscy historycy piszą, że od 1911 po 1913 r. było to chyba z dziesięć razy. Pan Józef zawitał do lokalnej filii Towarzystwa Strzeleckiego, zinspektował strzelców na polach „Dąbrowy”. Wygłosił patriotyczny wykład w sali Kasyna Miejskiego (dziś biblioteka dla młodzieży na deptaku).
Po raz ostatni w Stanisławowie marszałek gościł 5 września 1920 r. Jasne, że poświęcenie pociągu pancernego było tylko pretekstem. Prawdziwym powodem tej wizyty była dość skomplikowana dyskusja z Petlurą o dalszych stosunkach obu państw. Zacytuję historyka Wiktora Sawczenkę: „Petlura miał nadzieję usłyszeć słowa wdzięczności ze strony Piłsudskiego za pomoc w krytycznej sytuacji. Jednak to spotkanie rozczarowało Petlurę. Piłsudski powiadomił, że polski Sejm, siły polityczne i społeczeństwo występują przeciwko kontynuacji walk. Petlura będzie musiał samodzielnie przedzierać się na Wielką Ukrainę”.
Jednak Piłsudski zaznaczył, że jeżeli Ukraińcy samodzielnie odbiją u ruskich Winnicę, Żmerynkę i Wapniarkę, to Wojsko Polskie ich poprze. Taka była „wdzięczność” sojusznika i faktycznie Petlura pozostał pozostawiony sam sobie.
Jak wspominałem, spotkanie marszałka z Atamanem było szeroko nagłaśniane w prasie i zachowało się wiele zdjęć. We wspomnieniach Tadeusza Olszańskiego przytoczone jest jedno zdjęcie z Piłsudskim na dworcu stanisławowskim. Marszałek wygląda na nim nieco inaczej – pierś dekorują ordery i sznur mundurowy przerzucony przez ramię – na spotkaniu z Petlurą tego wszystkiego nie było.
Rzecz w tym, że Piłsudski jeszcze kilka razy przyjeżdżał do Stanisławowa, gdzie władze wojewódzkie urządzały uroczyste rauty na dworcu. Kilkakrotnie marszałek przejeżdżał przez miasto do Rumunii, ale głównie – na odpoczynek do Zaleszczyk.

Owacje i śmierdzące jajka
W swoich raportach stanisławowska policja donosiła, że coraz więcej miejscowych Żydów staje się zwolennikami ruchu syjonistyczno-rewizjonistycznego. Celem ruchu było odtworzenie państwa żydowskiego na obu brzegach rzeki Jordan. Idei rewizjonistycznej sympatyzowali liczni stanisławowscy handlarze i przedsiębiorcy, związek studencki „Bar Kohba” oraz towarzystwa sportowe „Hasmonea”, „Makabi”, „Hakoh” i analog harcerzy „Bejtar”.
Głównym ideologiem syjonistów-rewizjonistów był Władimir (Zeew) Żabotyński (1880-1940). Urodził się w Odessie, potem przebywał w Petersburgu, gdzie parał się dziennikarstwem. Podczas wojny światowej założył żydowski legion, który walczył w składzie armii Wielkiej Brytanii. Po wojnie zamieszkał w Palestynie i aktywnie podróżował po Europie, agitując do przesiedlenia się Żydów do Palestyny. Zwalczał socjalistów, uważał, że dyplomatyczna droga do uzyskania państwa żydowskiego jest bezskuteczna i optował za wariantem siłowym.
W Stanisławowie był trzykrotnie. W archiwum rabina Mojsze Lejb Kolesnika jest kserokopia unikalnego zdjęcia z wizyty Władimira Żabotyńskiego. Natomiast historyk Lubow Sołowka odszukała interesujące detale pobytu tego ideologa na Przykarpaciu.

Po raz pierwszy przybył do Stanisławowa 8 grudnia 1930 r. Na zdjęciu widać jak spotykają go zachwyceni zwolennicy, których wstrzymuje kordon policji i żydowscy harcerze. Winowajca tego zamieszania widoczny jest w lewym górnym rogu fotografii – łysiejący mężczyzna w okularach. W kinie „Ton” (dzisiejszy „Lumiere”) Żabotyński miał odczyt o życiu w Palestynie i nawoływał mieszkańców żydowskiego pochodzenia do powrotu do historycznej ojczyzny. Policja podała, że w spotkaniu wzięło udział około dwóch tysięcy osób.
Nie obyło się bez kuriozów. Gdy auto z gościem jechało przez pl. Mickiewicza, stanisławowscy socjaliści obrzucili auto śmierdzącymi jajkami.
Następnym razem Żabotyński przyjechał tu w kwietniu 1933 r. Jego zwolennicy wyciągnęli wnioski z poprzedniej wizyty. Obawiając się znów prowokacji socjalistów, spotkali pociąg z gościem w Haliczu i autem dowieziono go na spotkanie do Stanisławowa.
Rumuński tranzyt
Międzywojenna Rzeczpospolita miała trzech prezydentów. Pierwszym był Gabriel Narutowicz, zastrzelony w piątym dniu urzędowania. Drugiego, Stanisława Wojciechowskiego, usuniętego w wyniku przewrotu państwowego w 1926 r. Marszałek Piłsudski ulokował na tej posadzie Ignacego Mościckiego i po cichu sam rządził Polską. Po śmierci marszałka Mościcki we współpracy z ministrem obrony Edwardem Rydzem-Śmigłym utrzymał się w krześle prezydenta do niemieckiej okupacji.

Historycy zaznaczają sukcesy prezydenta w dziedzinie gospodarki, gdy do Polski napłynęły inwestycje, modernizujące przemysł i poprawiające poziom życia mieszkańców.

W polityce zagranicznej Mościcki nawiązał dobre stosunki z sąsiednią Rumunią. Połączenie kolejowe na linii Warszawa-Bukareszt prowadziło przez Stanisławów i Czerniowce. Kronikarz Tadeusz Olszański tak opisuje wizytę Mościckiego: „Pociąg, który wiózł marszałka Mościckiego co najmniej na pół godziny zatrzymywał się w Stanisławowie. Wszyscy oficerowie i byli legioniści tłoczyli się na peronie, a dowódca garnizonu składał marszałkowi raport”.
Jeden z takich tranzytów uwiecznił dziennikarz „Ilustrowanego Kuriera Codziennego”. W czerwcu 1937 r. Mościcki wracał do Warszawy po kolejnej wizycie do Rumunii. Na peronie urządzono mu wspaniałe przyjęcie, w którym wzięli udział stanisławowscy harcerze. W opisie do zdjęcia zaznaczono, że po lewej za prezydentem stoi minister spraw zagranicznych Józef Bek. Wojskowy z wielką ilością medali – to adiutant Mościckiego Józef Hartman, a oficer w białej czapce – to drugi adiutant kpt. Stefan Kryński.
Ostatni raz prezydent Mościcki odwiedził nasze tereny we wrześniu 1939 r. w drodze do Rumunii, uchodząc wraz z rządem przez Niemcami i sowietami.
Iwan Bondarew
Tekst ukazał się w nr 1 (485), 16 – 29 stycznia 2026
