Goście udokumentowani. Część 1 Hotel „Centralny”. Pocztówka z kolekcji Zenowija Żerebeckiego

Goście udokumentowani. Część 1

Nasze miasto odwiedzało wielu interesujących i znacznych gości. Wspominać ich – to sprawa długa, stąd wprowadzę pewne ograniczenia. Opowiem jedynie o tych gościach, których wizyta została udokumentowana fotograficznie. Zaczniemy od czasów „babci Austrii”.

Arcyksiążę Leopold Salvator. Zdjęcie ze źródeł internetowych

Inspektor artylerii

Na początku XX wieku Galicja była częścią Austro-Węgier, rządzonych przez dynastię Habsburgów. Ta rodzina była nadzwyczaj rozgałęziona, lecz każdemu cesarz wynajdywał jakąś ciepłą posadkę. Mieszkańcy stolicy do „błękitnej krwi” byli przyzwyczajeni, ale wizyta jakiegoś książątka na prowincji wywoływała prawdziwy zachwyt w prasie i przerażenie u lokalnych urzędników.

9 czerwca 1910 r. do Stanisławowa przybył arcyksiążę Leopold Salvator Maria Józef Ferdynand Franciszek Karol Antoni Jan Baptysta January Alojzy Rainer Wencel Gallus von Habsburg-Lotaryński. By oszczędzić miejsca na szpaltach gazet i cierpliwości czytelników dziennikarze nazywali go po prostu Leopold Salvator. Miał on stopień polnego marszałka-porucznika i był generalnym inspektorem austriackiej artylerii.

Na peronie dworca spotykali go starosta, burmistrz, kilku generałów i zastępca szefa stanisławowskiej kolei. Przede wszystkim zaproszono wysokiego gościa do restauracji dworcowej. Nieco dziwny wybór. Po śniadaniu arcyksiążę przejechał konno przez miasto na strzelnicę Dąbrowa (obecnie zabudowana część miasta pomiędzy ulicami Czornowoła i Sorochteja). Tu przeprowadził inspekcję 31 pułku artylerii.

Członka rodziny cesarskiej ulokowano w najlepszym w miecie hotelu – „Centralnym” (przy ul Strzelców Siczowych 4). Wraz z adiutantem gość zajął trzy pokoje od frontu na pierwszym piętrze. Na zdjęciu ujęty został przed hotelem z podniesioną prawą ręką w białej rękawiczce.

Leopold Salvator koło hotelu. Zdjęcie z pisma „Nowiny Ilustrowane”

Wojaż arcyksięcia po Przykarpaciu trwał trzy dni. Pogram był dość nasycony: inspekcja 31 i 33 Pułków artylerii i otwarcie nowej solanki w Kałuszu. Do tego prywatne audiencje i wspaniała proszona kolacja. Przez cały czas wizyty przed hotelem stała warta 58 pułku piechoty, a orkiestra wojskowa przygrywała arcyksięciu przy posiłkach.

Po dwóch dniach – 11 czerwca – Leopold Salvator wsiadł do pociągu i udał się do Czerniowiec, gdzie na niego czekały potrawy bukowińskiej kuchni i rumuńska muzyka.

Baron Hötzendorf przy wyjściu z hotelu „Centralny”. Zdjęcie z pisma „Nowiny Ilustrowane”

Baron na schodach

Mózgiem dowolnej armii jest Sztab Generalny, a jego szef – posiadaczem najbardziej tajnych informacji państwowych. Strategiczne plany mobilizacji i operacji wojskowych, ocena zagrożeń, obronne i ofensywne operacje, uzbrojenie, gromadzenie rezerwy – to daleko niepełna lista zadań, nad którymi pracują oficerowie Sztabu Generalnego.

W 1913 r. na czele Sztabu Generalnego stał generał piechoty baron Franz Xaver Joseph Conrad von Hötzendorf. W powietrzu już czuło się proch i sprawy zmierzały do wojny z Rosją, więc cesarstwo umacniało wschodnie rubieże. W czerwcu w Stanisławowie było coraz więcej osobistości z wielkimi naramiennikami. Przybyli dwaj generałowie, 65 oficerów sztabowych, oficerowie instytutu geograficznego, korpusów inżynieryjnego i samochodowego. Co dnia na 8 samochodach wyjeżdżali oni w okolice Halicza. Mówiono, że planowana jest fortyfikacja lewego brzegu rzeki. Równolegle pod miastem odbywały się letnie ćwiczenia lwowskiego korpusu piechoty.

Baron Franz Xaver Joseph Conrad von Hötzendorf. Zdjęcie ze źródeł internetowych

 

 

 

 

9 czerwca w Stanisławowie zjawił się sam szef Sztabu Generalnego. Fotograf pisma „Nowiny Ilustrowane” złapał znienacka gen. Hötzendorf przy wyjściu z hotelu „Centralny”. Widać, że generał nie był zadowolony z intruza. W drzwiach widać wąsatego odźwiernego, stojącego obok. Gen. Hötzendorf nie zatrzymał się w Stanisławowie długo – w tymże dniu wyjechał do Halicza i dalej do Buczacza.

Właściwie strategiem okazał się miernym. W pierwszych miesiącach wojny armia austriacka straciła w Galicji 400 tys. żołnierzy. Od całkowitego pogromu uratowali Austriaków jedynie ich sojusznicy Niemcy. Po kolejnej porażce w czasie ofensywy brusiłowskiej, gen. został zdegradowany do dowódcy armii, a gdy i z tym sobie nie poradził – otrzymał dekoracyjną posadę dowódcy cesarskiego konwoju. Nie pełnił jej długo, bo wybuchła rewolucja.

Kilim dla cesarza

Im mniej czasu pozostawało do rozpadu imperium Austro-Węgierskiego, tym wyższe szarże gościły w Stanisławowie. Jeżeli w 1910 r. do miasta zawitał jedynie generalny inspektor artylerii, w 1914 – szef Sztabu Generalnego, to w 1917 r. – sam dowódca wojsk austriackich. Zgodnie z tradycją tę posadę obejmowali jedynie monarchowie.

Cesarz Karol I na stanisławowskim Rynku. Zdjęcie z Austriackiego wojskowego archiwum

Nie możemy stwierdzić, że głowy koronowane całkowicie omijały Stanisławów. Kilkakrotnie bywali tu cesarze Franciszek I i Franciszek Józef I, z tym, że ostatnia cesarska wizyta miała miejsce w 1880 r., czyli pod koniec XIX w. Ostatnim monarchą, który odwiedził nasze miasto, był młody cesarz Karol I. Wprawdzie bywał on w Stanisławowie i wcześniej, ale nie jako głowa państwa.

Cesarz Karol I. Zdjęcie ze źródeł internetowych

Karol był synem siostrzeńca Franciszka Józefa I i w kolejce do tronu zajmował honorowe piąte miejsce. Więc wcale nie spodziewał się, że kiedyś przyjdzie mu zostać cesarzem. Jak i większość męskich potomków rodu, arcyksiążę robił karierę wojskową. W 1912 r. do Kołomyi przeniesiono 7 pułk dragonów. Jednym z dywizjonów (analog batalionu piechoty) dowodził tu młody kapitan Karol Habsburg. Po drodze na nową służbę książę na czele eskorty kawaleryjskiej zawitał do Stanisławowa. Urządzono mu tu wspaniałe przyjęcie. Po tradycyjnym noclegu w hotelu „Centralnym” (bo gdzież by indziej?), Karol przesiadł się do automobilu i udał się do stolicy pisankowego kraju.

W tym czasie lista pretendentów do tronu gwałtownie się skróciła. Ktoś się zastrzelił, kogoś zastrzelono, a ktoś zmarł po nadużyciu alkoholu. W 1914 r. cesarz oficjalnie ogłosił Karola swoim spadkobiercą. W listopadzie zmarł Franciszek Józef I i 29-letni arcyksiążę został cesarzem. Odziedziczył trudny spadek: długotrwała wojna, w której Austria ponosiła porażkę za porażką, do tego wewnętrzna niestabilność. Karol zdymisjonował szefa Sztabu Generalnego gen. Hötzendorfa za brak pozytywnych wyników, powołał nowego szefa i wziął na siebie dowództwo cała armią. I udało mu się! Wprawdzie nie od razu.

W czerwcu 1917 r. rosyjska armia, utrzymująca Stanisławów przeszła do ofensywy. Car został obalony i władzę objął Rząd Tymczasowy. Historycy nazwali tę akcję „ofensywą Kiereńskiego”. Po pierwszych sukcesach ofensywa stanęła w miejscu, a wkrótce wojska austro-niemieckie kontratakowały. Po zaciętych walkach odrzucono Rosjan za Zbrucz. 24 lipca sojusznicy weszli do Stanisławowa, który przebywał pod okupacją rosyjską prawie przez rok.

Po pięciu dniach do miasta zawitał cesarz Karol. Z tej wizyty zachowały się trzy zdjęcia, które znajdują się w archiwum Austriackiej Biblioteki Narodowej. Na rynku miało miejsce wręczenie nagród oficerom, którzy wykazali odwagę w walkach. Wśród wojskowych austriackich widzimy kilku Niemców w charakterystycznych hełmach – pikielhaubach. Widzimy tu swego rodzaju klimatycznie-klasową nierówność. Frontowi oficerowie stoją w mundurach, a cesarz i jego adiutanci – w płaszczach. Przy tym dla szefostwa rozścielono kilim, a dla cesarza – oddzielny kilim.

Stanisławowski Rynek. Pocztówka z kolekcji Zenowija Żerebeckiego

W następnym roku Austro-Węgry rozpadły się. Karol stracił tron i zmarł na zesłaniu na wyspie Madera na Oceanie Atlantyckim.

Iwan Bondarew

Tekst ukazał się w nr 23-24 (483-484), 19 grudnia 2025 – 15 stycznia 2026

Goście udokumentowani. Część 2

X