Z dr Urszulą Olbromską, historykiem sztuki, rozmawiała Anna Gordijewska
W listopadzie ukazała się książka dr Urszuli Olbromskiej O pamięci w kamieniu wyrytej. Polskie mogiły na cmentarzach pogranicza polsko-ukraińskiego, wydana przez Narodowy Instytut Polskiego Dziedzictwa Kulturowego za Granicą Polonika. Publikacja jest efektem blisko dwudziestu lat badań terenowych prowadzonych w latach 2006–2019 i dokumentuje materialne ślady po polskiej społeczności, która przez wieki współtworzyła krajobraz kulturowy dawnego województwa lwowskiego.
W pierwszej części rozmowy autorka opowiedziała o zakresie i charakterze swoich badań, obejmujących ponad sześćdziesiąt cmentarzy w rejonach mościskim, jaworowskim i starosamborskim, a także w Sokalu i Komarnie. Najstarsze zinwentaryzowane mogiły pochodzą z początku XIX wieku, a zgromadzona dokumentacja, licząca kilka tysięcy kart i fotografii, zamyka się rokiem 1945.
Druga część wywiadu poświęcona jest rekonstrukcji obrazu społeczności zamieszkującej dawny region przygraniczny. Cmentarze jawią się tu jako wyjątkowe archiwa pamięci, które pozwalają odczytać historię regionu i uświadamiają, dlaczego pielęgnowanie starych grobów jest tak istotne dla zachowania dziedzictwa kulturowego.

W nawiązaniu do poprzedniej rozmowy proszę przybliżyć Czytelnikom jedno z zagadnień, które Pani porusza w swej książce. Myślę, że interesująca będzie odpowiedź na pytanie, jaka społeczność zamieszkiwała obecny rejon przygraniczny?
Zagadnieniu temu poświęciłam dwa rozdziały mojej książki, chociaż w pozostałych temat ten również przewija się niejako na marginesie innych aspektów badawczych.
Przede wszystkim należy podkreślić wielonarodowość – i co za tym idzie – wielokulturowość regionu. Świadczą o tym groby Polaków i Rusinów (Ukraińców), ale też Niemców. Na niewielu inskrypcjach odczytać można też nazwiska przybyszy z innych krajów. Żydzi, których było na terenie badań porównywalnie, a nawet więcej niż obu podstawowych nacji, mieli osobne miejsca grzebalne – kirkuty i ich mogił nie ma na żadnym z omawianych cmentarzy. Jeśli chodzi o przekrój społeczny, to najwięcej mieszkało tutaj chłopów i mieszczan. Ich groby znakują w większości krzyże, w największej liczbie rurowe (drewniane uległy w dużej części zniszczeniu), ale też nagrobki z Bruśna oraz warsztatów lokalnych. Natomiast duża grupa nagrobków ma inskrypcje z wymienioną nazwą zawodu. Na tej podstawie udało mi się dokonać charakterystyki zatrudnienia na badanym terenie. Także sporządzić kilka skrótowych not biograficznych, szczególnie zasłużonych osób.

Prawdopodobnie najlepiej oznakowane zostały groby kapłanów? I pewnie one są najlepiej utrzymane?
Odnalazłam ponad dwadzieścia pochówków księży, a także zbiorowe kwatery i groby zakonników. Zmarli kapłani odgrywali wieloraką rolę w życiu parafian i lokalnym społeczeństwie. Byli budowniczymi kościołów, szpitali, duszpasterzami i katechetami, zarządcami szkół parafialnych i publicznych, ale także działaczami społecznymi, również patriotami, którzy posługiwali – jako kapelani – żołnierzom w szpitalach i na froncie i angażowali się w zrywy niepodległościowe. Byli też tacy, którzy realizowali swe nietypowe zainteresowania. Na ogół nagrobki księży były wykonywane w trwałym materiale i były to krzyże, obeliski, tablice na kaplicach oraz inne formy, które często były ozdabiane symbolami religijnymi. Jeśli chodzi o wartość artystyczną to najciekawsze pod tym względem znajdują się na wspomnianym przeze mnie cmentarzu przyklasztornym w Sądowej Wiszni. Był to pierwszy cmentarz, który z racji wybitnych rzeźb sepulkralnych, głównie z pracowni lwowskich, zachęcił mnie do dalszych badań. Określam go mianem „małego Łyczakowa”. W centrum tej nekropolii znajdują się dwa groby księży we wspólnej obwódce: księdza Zinkowskiego zmarłego w 1831 r. na cholerę, ozdobiony figurą płaczki/ żałobnicy oraz Andrzeja Sołtysika z figurą Madonny z Dzieciątkiem. Oba nagrobki są dziełem warsztatów lwowskich: A. Schimsera i J. Markowskiego. W Chyrowie został pochowany ksiądz Józef Twaróg, a jego grób – podobnie jak kilka innych pomników kapłanów – zdobią symbole religijne. Wybudowane kościoły i kronikę Pnikuta pozostawił po sobie ksiądz Leon Świtalski, pochowany w tej miejscowości na starym cmentarzu. Pracowite życia miał ksiądz kapelan Jan Wawszczak w Jaworowie, a najskromniejszy nagrobek – drewniany krzyż – stoi na mogile księdza Jana Biegi w Stojańcach. Nie sposób wymienić w tym artykule grobów wszystkich kapłanów, które odnalazłam; możliwe jednak, że część pomników nie przetrwała do naszych czasów.

Nauczyciele to druga pod względem liczby nagrobków grupa zawodowa w tym rejonie. Zachowane napisy identyfikują zarówno profesorów, kierowników i dyrektorów szkół różnego szczebla, jak i zwykłych nauczycieli. Najstarszy opisany grób nauczycielski, wykonany w Bruśnie, pochodzi z 1854 roku i znajduje się w Rawie Ruskiej. Zmarły to dwudziestoośmioletni Adam (nazwisko nieczytelne), PROFESSOR. Na cmentarzu w Sokalu spisałam kilka grobów nauczycieli, głównie profesorów Seminarium Nauczycielskiego. Najładniejszy nagrobek posiada nadinspektor szkół Antoni Kościński na cmentarzu w Dobromilu, jest to figura Matki Boskiej Różańcowej (zmarły należał do Sodalicji Mariańskiej). Zawód ten wykonywali w większości mężczyźni, ale z upływem czasu coraz częściej edukacją zaczęły zajmować się kobiety. Profesja ta była dla kobiet dość prestiżowa; z czasem one też zaczęły pełnić również funkcje kierownicze. Zachowało się kilka grobów nauczycielek.

Czy ważne funkcje w administracji pełnili Polacy, czy może obywatele innych narodowości?
Praca w administracji zarówno rządowej, jak i terenowej należała do najbardziej nobilitujących. Struktura narodowościowa warstwy urzędniczej w Galicji była inna niż w pozostałych zaborach. Tworzyli ją przedstawiciele wszystkich narodowości, jednak z większym procentowo udziałem rdzennych mieszkańców. Początkowa dominacja urzędników „importowanych” zmieniała się z upływem czasu na korzyść dobrze wykształconych Polaków. W administracji państwowej zatrudnionych było 0,5-0,6 procent ludności. Ze względu na prestiż zawodowy oraz liczebność urzędników, ta grupa zawodowa została upamiętniona na wielu nagrobkach. Najstarszy grób przedstawiciela administracji rządowej znajduje się w Wereszycy. Na wapiennej płycie widnieje nazwisko Karola Riettera – prefekta Trembowli – zmarłego w 1810 r. Najwyższy rangą w badanym rejonie był Leopold Szabel, radca namiestnictwa, który spoczął w Jaworowie w 1897 r. na polskim cmentarzu. Neogotycki nagrobek w kształcie kapliczki upamiętnia Wilhelma Salomona von Friedberga, starostę powiatowego w Mościskach. W Niżankowicach upamiętniony został Adolf de Medvecze Medveczky – burmistrz Niżankowic, spoczywający w kwaterze rodzinnej a w Starym Samborze burmistrz Antoni Burghard. To tylko kilka nazwisk, które wskazują na obce pochodzenie tak ważnych urzędników. W administracji terenowej zatrudniano jednak głównie Polaków, zaś w magistratach przewagę stanowiła polska szlachta. Jako przykład niech posłużą nazwiska: Eugeniusz Minkowicz Wysoczański – burmistrz Sokala, Stanisław Lachowicz – burmistrz Jaworowa. W tym samym mieście burmistrzem był prawosławny Ferdynad Paar, pochodzący z rodziny mieszanej, a groby tej rodziny znajdują się na obu cmentarzach.

A inne zawody? Czy ukazują charakter, a nawet odrębność regionu pod tym względem?
Teren przygraniczny charakteryzował się specyfiką zatrudnienia ze względu na zasoby naturalne oraz gospodarkę. Znajduje ona pełne odzwierciedlenie w zachowanych grobach leśników, górników solnych i kolejarzy. A oto kilka przykładów.
Najstarszy nagrobek leśnika znajduje się w Wereszycy. Zmarły w 1833 r. Jan Olszański był leśniczym kameralnym. Kilku leśników spoczywa na cmentarzu w Janowie: Lubin Lipiński, Jakub i Ferdynand Midloch oraz Ferdynand Wanke. Kolejną grupę zawodową stanowili kolejarze. Rząd austriacki ze względu na konieczność transportu zasobów naturalnych z zaanektowanych terenów Galicji, powziął decyzję o budowie połączenia kolejowego między Wiedniem a Krakowem. Groby kolejarzy pozostały na cmentarzach w miejscowościach, gdzie zbudowano stacje kolejowe, tzn. Niżankowicach, Rawie Ruskiej i Dobromilu. Teren badań leży na obszarze tzw. Żup Wschodniogalicyjskich, skąd pozyskiwano sól warzoną. Na cmentarzu w Dobromilu świadczy o istnieniu grupy zawodowej górników solnych grób górmistrza Adolfa Schwartza oraz kierownika żupy solnej – Salina, zmarłego tragicznie Władysława Madeja.

Tak, rzeczywiście groby te świadczą o specyfice regionu. Ale przecież musieli tutaj żyć i działać zawodowo przedstawiciele zawodów, które wykonywano w całej Galicji…
Tak, ma Pani w zupełności rację. Nie sposób wymienić ich wszystkich w tak krótkim wywiadzie – w książce piszę jednak na ten temat obszerniej. Kolejną grupą zawodową cieszącą się społecznym uznaniem byli pracownicy sądownictwa. Kadra sądownicza była dobrze wykształcona i posiadała stopnie akademickie. Groby przedstawicieli tego zawodu znajdują się głównie w miastach, które były siedzibami sądów. Zachowało się ich stosunkowo dużo, głównie dlatego, że prawnikom stawiano pomniki z trwałego materiału; były to przede wszystkim obeliski, jak np. na grobach dwóch radców Krajowego Sądu Najwyższego: Edwarda Linka w Sokalu i Konstantego Praweckiego w Dobromilu. Do kategorii zawodów renomowanych należy profesja notariusza. Sprawujący ją urzędnicy musieli posiadać wykształcenie prawnicze.
Na cmentarzach spoczywają również urzędnicy sektora skarbowego oraz instytucji z nim związanych. Ich groby spisano na cmentarzach w miastach, gdzie funkcjonowały adekwatne urzędy, np. w Sądowej Wiszni (Wacław Szomek, emerytowany Sekretarz Dyrekcji Skarbowej), także poborcy i oficjałowie podatkowi w innych miejscowościach. W Niemirowie zaś kierownik Straży Skarbowej Konstanty Kühn.
Zanotowano niewiele grobów pracowników służby zdrowia: lekarzy, weterynarzy oraz aptekarzy. Były to profesje cieszące się autorytetem społecznym, zwłaszcza że ochrona zdrowia w Galicji była na bardzo niskim poziomie i właściwie niedostępna dla warstw najuboższych. Wspomnieć należy o upamiętnieniu Gwidona Lambert Wyspiańskiego, prymariusza (odpowiednik ordynatora) szpitala w Sokalu. W Chyrowie spoczywa zasłużony dla miasta doktor Jan Mężyk, który pracował w zakładzie oo. jezuitów. Natomiast w Jaworowie uznaniem społecznym cieszyła się działalność Jana Orskiego (cmentarz katolicki). W Mościskach zwraca uwagę neoklasyczny grobowiec aptekarzy Szalbotów.

A pisarze, artyści, czy na tym terenie ich nie było?
Rzeczywiście, zachowało się niewiele ich grobów. W Chyrowie, przy wejściu na cmentarz, wznosi się obelisk muzyka Józefa Nikorowicza ozdobiony lirą, z którego chyrowianie są dumni, gdyż uznają go za autora muzyki do polskiego hymnu narodowego „Z dymem pożarów”. W Krakowcu malarza Tomasza Antoniego Lisiewicza, a w Janowie Rudolfa Rothkähla. Natomiast na cmentarzu w Jaworowie spoczywa Jerzy Niementowski, „legionista”, który został zamordowany jako młody człowiek, a był obiecującym malarzem, dramatopisarzem i poetą.
Brakuje mi w powyższej charakterystyce społeczności obecnego pogranicza obecności warstw wyższych: szlachty i ziemiaństwa. Czyżby nie zachowały się ich groby?
Zachowały się i to w dużej ilości. Jest to jednak kolejne, obszerne zagadnienie. Chciałabym porozmawiać na ten temat oraz o obrońcach ojczyzny, a także ofiarach konfliktów zbrojnych w następnym wywiadzie, o ile znajdzie się dla niego miejsce w „Nowym Kurierze Galicyjskim”.
Dziękuję za rozmowę
Rozmawiała Anna Gordijewska
