Obchody 30-lecia Lwowskiej Rodziny Rodzin fot. facebook.com/PLinLviv

Obchody 30-lecia Lwowskiej Rodziny Rodzin

W dniu 19 lipca na terenie Wyższego Seminarium Duchownego w Brzuchowicach uroczyście obchodzono Jubileusz 30-lecia Lwowskiej Rodziny Rodzin. Na obchodach gromadziło się wielu honorowych gości z Ukrainy i Polski oraz przyjaciół i sympatyków stowarzyszenia. Wydarzenie rozpoczęła wspólna Msza święta pod przewodnictwem arcybiskupa Mieczysława Mokrzyckiego, który wygłosił homilię. W koncelebrze byli także dawni i obecni ojcowie duchowni Rodziny Rodzin, m.in. o. Władysław Lizun OFM Conv i ks. Jerzy Limanówka SAC.

fot. facebook.com/PLinLviv

Drugą część uroczystości w Domu Pielgrzyma rozpoczęto od wzruszającego poloneza z udziałem dzieci, młodzieży i rodziców. Jubileusz był okazją do podsumowania dotychczasowych działań, zaprezentowania swego dorobku oraz złożenia podziękowań wszystkim darczyńcom i opiekunom. Młodzież i dzieci, a także najmłodsi członkowie stowarzyszenia wraz z rodzicami zaprezentowali program artystyczny. List gratulacyjny konsula generalnego RP we Lwowie Marka Radziwona, skierowany z okazji Jubileuszu do członków stowarzyszenia, odczytała kierownik Wydziału Polonii Dorota Dmuchowska.

– Podziękowanie, które przyjęłam na swoje ręce, należą się całej rzeszy konsulów, którzy byli przede mną, którzy współpracują teraz ze mną i którzy na pewno będą kontynuować naszą pracę. To nie tylko praca, ale też wielka misja i wielki honor, i radość bycia z państwem tutaj i świętować ten piękny jubileusz – zaznaczyła Dorota Dmuchowska.

fot. Igor Rewaga / Nowy Kurier Galicyjski

Do zebranych zwrócili się również arcybiskup Mieczysław Mokrzycki, prezes TKPZL Emil Legowicz, przewodnicząca miasta Mościska Mirosława Pelc, prezes Uniwersytetu Trzeciego Wieku Ilona Ołeksiw i inni.

Zaprezentowano też wystawę artystyczną Oksany Mercało z Rodziny Rodzin na Zboiskach we Lwowie.

Ks. Jerzy Limanówka, palotyn, ojciec duchowy Rodziny Rodzin w wywiadzie dla Kuriera powiedział:

– Rodzina Rodzin powstała w latach 50., założona przez kardynała Stefana Wyszyńskiego, powstała z potrzeby serca. To było wyzwaniem w latach 50. w Warszawie i w Polsce. Był bardzo duży przyrost demograficzny, tak zwany boom. Najwięcej wówczas dzieci się rodziło. Było dużo biednych rodzin wielodzietnych w Warszawie i kardynał Wyszyński to dostrzegł. I tak się zrodziła Rodzina Rodzin. To nie był ruch religijny i  już później przyjęto, że jeżeli funkcjonuje w Kościele, to powinien mieć swoją duchowość. I to Rodzina Rodzin bardzo mocno wzięła sobie do serca, żeby odpowiadać na potrzeby czasu. Wyzwaniem dla warszawskich rodzin w tym momencie było przede wszystkim przekazywanie wiary kolejnemu pokoleniu młodych ludzi. Kładli na to bardzo duży nacisk, aby młodzi zostali w Kościele i w Rodzinie Rodzin… Natomiast tutaj, w 1995 roku, była duża potrzeba pomocy Polakom, kiedy Ukraina się usamodzielniła. Trzeba było na te potrzeby odpowiedzieć, dlatego nawiązanie kontaktu z rodzinami polonijnymi miało bardzo duże znaczenie. Pamiętam jak rozmawiałem z państwem Wencakami, jak byli wdzięczni za pomoc. Każda pomoc była potrzebna. Potem przyszła wojna i znów była pomoc, kiedy to w początkowym okresie przechodziły duże transporty i kiedy organizowaliśmy tę pomoc. Natomiast teraz wydaje mi się, że najważniejsza jest nadzieja. O tym też wspomniał arcybiskup Mokrzycki w homilii.

Adela Rybak wspomniała jak powstała Rodzina Rodzin w Połupanówce na Podolu:

– Pracuję w seminarium 26 lat i tutaj spotkaliśmy Rodzinę Rodzin, która miała tu swoje „Wakacje z Bogiem”. Spodobało nam się bardzo. Rodzina Wencaków, Halinka i Włodzio dawali nam dobry przykład. Byli nam wzorem rodziny. Rodzina Bogiem silna. Z nimi modliliśmy się, uczyliśmy się rozważania Pisma Świętego. Potem oni zaprosili nas na wspólny Opłatek Rodziny Rodzin, przyjechaliśmy. Było nas dwie rodziny. Jeszcze moja koleżanka Halina, która ze mną pracowała, ze swoją rodziną. I był ksiądz z Warszawy. Podzieliliśmy się z nim opłatkiem i mówię do niego: „Proszę księdza, u nas nie ma Rodziny Rodzin”, a on na to, że będzie, że to ja właśnie założę Rodzinę Rodzin. I tak się stało – wróciłam do domu i założyliśmy u siebie Rodzinę Rodzin. I razem się modlimy. We Lwowie śpiewają „Śliczna Gwiazdo miasta Lwowa”, a my u siebie śpiewamy: „Święta Gwiazda Świętej Góry”. Modlimy się co niedzieli za Rodzinę Rodzin ze Lwowa, Zboisk, Mościsk, Warszawy, Kijowa, za wszystkich.

Po zakończeniu uroczystości rozmawiamy z Haliną Wencak, liderem Lwowskiej Rodziny Rodzin.

– Po upływie trzydziestu lat, szczególnie w dniu dzisiejszym, mogę powiedzieć, że mam ogromną satysfakcję – zaznaczyła Halina Wencak. – To nie jest tylko praca moja i mojego męża. To byłe zarządy i członkowie, którzy już dawno powyjeżdżali. Są z nami ci, co tu zostali i są byli członkowie, którzy przyprowadzili swoje dzieci i już nawet wnuków. I ludzie, którzy później przyszli. Już bez dzieci i bez wnuków, ale też pracują jako zgrany zespół. Czują się jak w domu, jak w rodzinie. Tak wszyscy się przygotowywali na przybycie gości, że wyglądało to tak, jakby do rodziny miał przyjechać jakiś bardzo dostojny gość. Pracują wszyscy, każdy jak może. Dzieci odpracowywały swoje tańce, śpiewy, recytacje, taniec. Prowadzący poloneza też nie spał, lecz działał, żeby wszystko wypadło dobrze. Również ci, którzy robili dla dzieci prezenty, a było z tym dużo pracy. To tyle pracy, żeby przygotować ten ostateczny rezultat, by było jak w rodzinie… Gdy przychodzą goście, chce się ich i przyjąć, i poczęstować, i zainteresować czymś, i podzielić się swoją radością. Dzisiaj mogę powiedzieć, że wraz z moim mężem nie odczuwamy, że to już trzydzieści lat. Wiemy, że to jest trzydzieści lat uczenia się bycia w szerszym gronie rodzin i największą satysfakcję mamy, kiedy widzimy, że w naszej Rodzinie Rodzin jest grono rodzin, które się czują wielką rodziną. Wiadomo, że w każdej wspólnocie, stowarzyszeniu bywają różne trudniejsze sytuację, nieporozumienia, tak samo jak w rodzinie. Ale na ogół widzę silną więź między nami. 25 lat naszym duszpasterzem był ojciec Władysław Lizun. I droga mu była ta Rodzina Rodzin, chociaż już wielu teraz nie ma spośród tych, co byli przy nim. Jesteśmy mu wdzięczni, że chciał przyjechać, kilka dni być z nami. I modlitwy prowadzi, i spowiada, i rozmawia, i wysłuchuje, zdjęcia robi.  Ogromnie cieszymy się z tego, że na początku  były to polskie rodziny. Potem już rodziny mieszane. I trzeba było bardzo ostrożnie rozmawiać z ludźmi, żeby jeden drugiemu nie zarzucił czegoś, czego nie należy. Są nowe wyzwania dla Rodziny Rodzin z powodu wojny. Po pierwsze, wojna nauczyła nas dzielenia się z innymi. Rozszerzone jest koło, bo są uchodźcy. Na początku to była pomoc – wszyscy szli na dworzec, wszyscy nieśli kanapki. Teraz uderzyła czyjś dom rakieta niedaleko, to pakujemy torby z kanapkami, z serwetkami, z wodą, nawet z kocamii  idziemy, bo tam chyba ludzie zostali. Może to zależy od każdego człowieka indywidualnie, ale mamy poczucie wspólnoty, że mamy się trzymać razem. Jeżeli nie odczuwamy tutaj wojny bezpośrednio, to przynajmniej powinniśmy okazywać jeden drugiemu pomoc. Bo jak powiedział nasz kolega: cieszmy się, że myśmy się rano obudzili, byśmy Ciebie, Panie chwalili. Wczoraj na wieczornej modlitwie był młody ojciec z Mościsk, wielodzietna rodzina i goście z Warszawy. Modlitwa byłą spontaniczna. Prosiliśmy w niej, żeby dzisiaj nie było alarmów, żebyśmy wszyscy obudzili się żywi. I żebyśmy jeszcze bardziej cenili sobie jeden drugiego niezależnie od tego czy ktoś mówi polsku czy po ukraińsku. Wszyscy znamy język ukraiński, володіємо українською літературною мовою і вживаємо її. Ale mając możliwość uczyć się tutaj polskości, korzystamy z niej. Dzisiaj w kościele podczas Mszy świętej widziałam, jak wszyscy byli wzruszeni tym mocnym śpiewem polskim, staropolskim. Że ludzie jednak lubią to, pamiętają, że to jest nasza religia, nasza wiara, i mocna tradycja. Że ta tradycja trwa, żyje. Strzeżmy naszych tradycji i zachowajmy dobroć serca jeden do drugiego.  – podkreśliła Halina Wencak.

Konstanty Czawaga

Tekst ukazał się w nr 14 (474), 39 lipca – 28 sierpnia 2025

Przez całe życie pracuje jako reporter, jest podróżnikiem i poszukiwaczem ciekawych osobowości do reportaży i wywiadów. Skupiony głównie na tematach związanych z relacjami polsko-ukraińskimi i życiem religijnym. Zamiłowany w Huculszczyźnie i Bukowinie, gdzie ładuje swoje akumulatory.

X