Obchody 72. rocznicy mordu w Czarnym Lesie

Obchody 72. rocznicy mordu w Czarnym Lesie

Jak co roku, w rocznicę mordu przedstawicieli polskiej inteligencji Stanisławowa, kilkadziesiąt osób, Polaków urodzonych w dawnym Stanisławowie, a przez polityczne zawirowania powojenne zmuszonych do wyjazdu do innych części Polski, spotkało się pod pomnikiem upamiętniającym ofiary niemieckiej zbrodni z 1941 roku.


Towarzyszyli im miejscowi Polacy, głównie z Towarzystwa Kultury Polskiej „Przyjaźń”, które od lat opiekuje się tym miejscem. To właśnie oni, we współdziałaniu z polską Radą Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa. oraz miejscowymi władzami ukraińskimi doprowadzili do postawienia w 2011 roku nowego pomnika na miejscu kaźni. Delegacji z Polski przewodniczyła prezes Koła Stanisławowian w Krakowie Krystyna Stafińska, która opuściła miasto mając zaledwie rok. Przybyłych jednoczyła wspólna pamięć, wspomnienia i… groby. Wszyscy oni pozostawili w Stanisławowie groby rodziców, krewnych, znajomych. Wśród bliskich zmarłych są też osoby, rozstrzelane przez Niemców w Czarnym Lesie.

Przemawia Krystyna Stafińska, prezes Koła Stanisławowian w Krakowie (Fot. Sabina Różycka)Modlitwie pod pomnikiem przewodniczył proboszcz parafii Chrystusa Króla ze Stanisławowa ks. Bazyli Pawełko, który w homilii na miejscu tragedii podkreślił: „Dla każdego z was słowa „urodzony w Stanisławowie” nie powinny zniknąć z pamięci, bo człowiek silny jest dzięki swym korzeniom. A wasze korzenie są tu. To wasz powrót do dzieciństwa, do maleńkich uliczek, starych budynków i po prostu do miejsc, gdzie stały domy waszych rodziców. Nie możecie ominąć mogił, szczególnie tu w Czarnym Lesie. Spoczywa tu kwiat inteligencji polskiej Stanisławowa, obok leżą również zamordowani Żydzi i Ukraińcy. Polaków mordowano jedynie za to, że byli mądrzy. Spoczywają tu dyrektorzy gimnazjów, profesorowie, nauczyciele, inżynierowie. Przekazywali swe wiadomości innym, przekazywali kulturę, ale czy to było wygodne niemieckim nazistom? Dlatego wyniszczyli inteligencję. Najlepszym darem dla tych, kto tu spoczywa, nie są wspaniałe kwiaty i znicze, które przywieźliście, ale wasza pamięć i modlitwa” – zakończył ks. Pawełko.

Profesor Politechniki Opolskiej Jerzy Hickiewicz i redaktor naczelny „Kuriera” Mirosław Rowicki (Fot. Sabina Różycka)Jerzy Hickiewicz, profesor Politechniki Opolskiej, którego ojca rozstrzelano w Czarnym Lesie, wspomniał, że jednymi z pierwszych, kto dotarł na to miejsce byli Adam Rubaszewski z synem Pawłem. „Dwa lata temu odbyły się tu uroczystości poświęcenia nowego pomnika, które bez wsparcia miejscowych władz i was, Polaków ze Stanisławowa, nie byłyby możliwe – podkreślił profesor Hickiewicz. – Takich pochówków na świecie jest wiele, a szczególnie na Ukrainie. Masowe egzekucje odbywały się we Lwowie, w Krzemieńcu i w innych miejscach. Te zawiłości historii odbiły się na naszych losach, na losach naszych dzieci, bo nasze rodziny zaznały wielkich strat w latach 40. Ale każdy z nas ma swoje życie. Inaczej wygląda ono na Ukrainie, nieco inaczej w Polsce. Cieszę się bardzo, że współpraca Iwano-Frankiwska z Polską układa się pomyślnie – współpracują władze, uczelnie, młodzież i artyści”.

Przemawiali też przedstawiciele TKP „Przyjaźń” – Lucyna Kubicka i Witalij Czaszczin, w krótkich słowach opowiadając zebranym o historii upamiętnienia tego miejsca. Na koniec ks. Bazyli Pawełko przedstawił zebranym propozycję wydania książki o tragedii w Czarnym Lesie w wersji dwujęzycznej – po polsku i po ukraińsku.

Sabina Różycka

Fot. Sabina RóżyckaInfo.
Mordu w Czarnym Lesie dokonano w 1941 roku, wkrótce po zajęciu Stanisławowa przez Niemców. Na polecenie Hansa Krügera, szefa Gestapo w Stanisławowie, 8 i 9 sierpnia 1941 roku policja ukraińska dokonała aresztowań polskiej inteligencji, głównie nauczycieli. Nauczycieli aresztowano podstępem, po zwołaniu ich na naradę w związku ze zbliżaniem się roku szkolnego. Pozostałe osoby były zabierane z domów przez policję ukraińską. Polakom tłumaczono, że są wzywani na krótkie przesłuchanie. Spokojne i uprzejme zachowanie policjantów sprawiło, że aresztowani nie nabierali podejrzeń wobec zamiarów Niemców i poddawali się biegowi wypadków. Ogółem w dniach 8-9 sierpnia 1941 roku aresztowano blisko 300 Polaków.

Aresztowanych przetrzymywano w więzieniu Gestapo i wykorzystywano przy pracach budowlanych w okolicach ogrodów Bracha. Początkowo można było z nimi nawiązać kontakt. Po kilku dniach strażnicy ukraińscy zaczęli strzelać do osób próbujących zbliżać się do pracujących więźniów.

W nocy z 14 na 15 sierpnia 1941 roku większość aresztowanych Polaków, około 250 osób, przewieziono ciężarówkami do Czarnego Lasu w okolicy wsi Pawełcze, rozstrzelano, ich zwłoki zakopano na miejscu. Z kaźni ocalał Polak, leśniczy z Sołotwiny, który korzystając z deszczu i nieuwagi konwojentów, zsunął się z ciężarówki i uciekł. Tuż przed egzekucją Niemcy zebrali grupę chłopów z Pawełcza i nakazali wykopanie dołów w Czarnym Lesie.

Los ofiar ukrywano przed ich rodzinami, które w dalszym ciągu czyniły starania o zwolnienie uwięzionych. We wrześniu 1941 roku rodziny, zaniepokojone brakiem informacji, wysłały delegację do siedziby Gestapo. Hans Krüger zapewnił ich jednak, że nauczyciele żyją i są w trakcie śledztwa. Pozwolił na przysyłanie paczek żywnościowych i odzieży na zbliżającą się zimę. Żywność ta była dawana psom, a odzież rozdzielali między siebie dozorcy więzienni.

 

Obejrzyj galerię:

72. rocznica mordu w Czarnym Lesie

X