Anatol i Daniel Halicki
Gdybyście weszli Państwo przez prawe wejście do „białego domu” i udali się na czwarte piętro, trafilibyście do biur Iwano-Frankiwskiej Rady obwodowej. Korytarz tej znaczącej organizacji przypomina galerię obrazów – udekorowany jest licznymi dziełami lokalnych artystów.

Koło sekretariatu przewodniczącego wisi obraz Nazara Kardasza „Daniel Halicki”, powstały w 2019 r. Przedstawia on władcę Ziemi Halickiej w królewskiej koronie. W tle są komnaty książęce pełne broni, a za oknem widać cerkiew Zaśnięcia NPM w Haliczu – trzeciej co do wielkości świątyni na Rusi Kijowskiej.
Koło księcia stoi mnich, trzymający w rękach zwój pergaminu. W średniowieczu przedstawiciele duchowieństwa byli bardziej wykształceni od władców. To oni przeważnie tworzyli kroniki, pisali korespondencję i kierowali kancelariami książąt.
Interesujące, że mnich jest postacią malowaną z jednego modela. Artysta miał kolegę Anatola Bojczuka, który naprawiał sprzęt biurowy. Miał charakterystyczną bródkę i, według autora, idealnie pasował na postać z XIII w. i to właśnie Anatol został pierwowzorem szefa kancelarii książęcej. Tak się trafia do historii!
Wirusowe dmuchawce
W maju we Frankiwsku tradycyjnie uruchamiają fontanny. W centrum miasta jest ich kilka. Jedna z nich mieści się na pl. Iwana Franki, koło teatru dramatycznego. Jest niewielka, ale bardzo miła i ma własną historię. Znam cały komplet interesujących faktów o niej:
1 – kiedyś w tym miejscu był znacznie większy wodotrysk, do którego goście miasta wrzucali monety. Było ich tak wiele, że mogłyby zakryć dno. Niestety, dzieciarnia z sąsiednich bloków nie mogła wskakiwać do czaszy fontanny by wygrzebać monety – teren placu patrolowała milicja. Okresowo fontannę sprzątały służby komunalne, mając przy tym niezły dodatkowy zarobek. Na początku lat 2000. fontannę zrekonstruowano i całkowicie zmieniła swój wygląd.


2 – okazuje się, że fontanna ta ma własne imię. Jeżeli poprzednia była bezimienna, to nową nazwano „Dmuchawcem” – przez jej podobieństwo do tego kwiatka. Ta nazwa jest nawet zapisana w oficjalnych dokumentach miejskich.
3 – niestety nasz Dmuchawiec nie jest oryginalny. Jego kształt zapożyczono z kijowskiej fontanny, tryskającej na Majdanie.
4 – niedawno liczba klonów dmuchawcowych fontann zwiększyła się. W 2019 r. po rekonstrukcji uruchomiono własnego Dmuchawca w Tarnopolu.
5 – epidemia covid19, która wybuchła w 2020 r. wniosła swoją korektę do nazwy fontanny. Jej kształt nieco przypomina powiększoną strukturę wirusa. Od tego czasu Dmuchawca przemianowano na Coronovirusa.
Maserati
Większość obrazów naszego miasta przestawia jego widoki, szkice malowniczych uliczek i alejek parkowych. O wiele rzadziej spotykamy obrazy, przedstawiające jakąś akcję. Takie można przeliczyć na palcach jednej ręki – maksimum na dwóch.
Niedawno tę listę dopełniło kolejne dzieło. Jego autor, artysta Andrij Jefimienko, zdążył już zasłynąć dziełami z historii Stanisławowa. Tym razem powstał cykl „Rekonstrukcje i Rekonstruktorzy”, z postaciami umiejscowionymi w absolutnie nieodpowiadających i obcych im epokach.
Pierwszym obrazem z tego cyklu był Maserati, który eksponowano na wystawie Błoto w maju 2021 r. Dzieło wzbudziło nie byle jakie zainteresowanie publiczności: „Pewnego razu pomyślałem, jak spotkano by w naszym mieście przybysza z przyszłości – opowiada Andrij. – Wyobraźmy sobie, że w orwellowskim mniej więcej 1983 roku trafia do nas wspaniały Maserati z kierowcą…”.

Na obrazie widzimy plac przed Teatrem dramatycznym i hotelem Ukraina. W tle widoczne są jeszcze krzyże starego cmentarza i pomnik Lenina – który wygląda na zdziwionego. W centrum elegancki samochód sportowy w otoczeniu milicji. Wokół tłumy ludzi, ale bliżej do auta nie są dopuszczani.
Na pierwszym planie widać dwóch milicjantów, którzy składają protokół za nieprawidłowe parkowanie – tak na wszelki wypadek. Nie mogą jednak ustalić marki auta i odczytać numeru rejestracyjnego.
Sam kierowca jest zupełnie spokojny i chyba do końca nie pojmuje, dokąd trafił. Zrobił sobie selfie z dwójką milicjantów i pokazuje im zdjęcie na telefonie. Milicjanci są w szoku. Obserwując obraz, zaczynamy przejmować się losem tego chłopca. Jeżeli nagle wróci do swego czasu, nic dobrego go tu nie czeka.
Ponadto logo auta – trójząb – podejrzanie przypomina symbol ukraińskich nacjonalistów.

Północ – Południe
We Frankiwsku są dwa bulwary – Północny i Południowy. Powstały w 1964 r. i był to swego rodzaju prezent dla miasta z okazji 25. rocznicy „zjednoczenia”. Oba bulwary zabudowane są typowymi blokami – „chruszczowkami” i są charakterystycznym przykładem architektury lat 1960.
Na mapie widać, że obie ulice położone są jedna naprzeciwko drugiej więc logiczne byłoby połączyć je w jedną magistralę. I takie plany były! W gazecie Przykarpacka Prawda ze stycznia 1964 r. ukazał się artykuł o budownictwie na bulwarach. Zwrócę uwagę na taki akapit:
„Minie czas i połączą się w jedną całość zielone bulwary dzielnic Nr 1 i Nr 3, znikną nazwy „północny” i „południowy” i można będzie przeczytać na tablicy budynku: „Bulwar im. …”, ciągnący się od kina Komsomolec (ob. Dom ludowy Kniahinin – aut.) do jeziora miejskiego”.
Praktycznie jednak nie było to łatwo zrobić. Bulwar południowy graniczył z płotem jednostki łączności. Z wojskowymi rozmowa bywa krótka. Dowództwo nawet nie chciało słyszeć o przeniesieniu jednostki w inne miejsce. Dlatego ideę połączenia trzeba było przenieść na lepsze czasy. Na początku lat 2000. jednostkę rozformowano i jej teren zaczęto zabudowywać. Południowy bulwar przedłużono do ul. Belwederskiej.
Teraz problemem był kierunek północny. Wcześniej pomiędzy ulicami Belwederską i Tyczyny mieściły się magazyny. W latach 90. działał tu „pijany bazar”, wokół którego wzniesiono kilka domków. Dyrekcja bazaru kategorycznie odmawiała zmniejszenia terenu bazaru. Właściciele owych domków wycenili je na astronomiczne sumy więc sprawę przedłużenia północnego bulwaru znów odłożono.

Sprawa ruszyła dopiero za rządów energicznego mera Rusłana Marcinkiwa. Bazar jednak zmniejszono, a domy zburzono. W czerwcu 2021 r. zapanował happy end, na który czekano 57 lat – po połączonych bulwarach ruszył transport. Obecnie za konsekwentne dążenie mera do celu i zdecydowanie w jego osiągnięciu, arterię można nazwać „bulwarem Marcinkiwa”.

Zagadkowe kwiaty
Jesienią 2021 r. skwer przed pasażem Gartenbergów udekorowano kutą figurą w postaci trzech słoneczników. Całe wydarzenie przeszło jakoś niezauważone, zaś obok brak jakiejkolwiek tablicy informacyjnej. Pozostaje jedynie domyślać się jaką nazwę nosi i co symbolizuje ta kompozycja. Aby dowiedzieć się bodaj czegoś zwróciłem się do „głównego kowala Frankiwska” Serhija Połubotka, który wszystko mi wyjaśnił.
W sierpniu w mieście przebiegał „LRZ-fest” (nazwa festiwalu kowalskiego – red.). Jedna z jego lokacji mieściła się w kuźni fabryki remontu taboru kolejowego. Artyści postanowili wykorzystać do swych dzieł używane elementy, które znaleźli na terenie fabryki. W tworzeniu kompozycji uczestniczyli kowale-artyści z Frankiwska, Lwowa, Winnicy, Wyżnicy i Czerniowiec.
Za podstawę wzięto koło wagonu. Za źdźbła kwiatów posłużyły szyny. Na jednej z nich widoczna jest data „1935”, czyli okres międzywojenny. Główkami słoneczników zostały stare koła zębate, a nad każdym płatkiem pracowano osobno. Prace trwały trzy dni i zakończyły się 24 sierpnia. Gdy mer zobaczył kompozycję, ochrzcił ją „Kwiaty Niezależności”, a ilość wykutych płatków wyniosła 30 – tyle lat, ile obchodziła Niezależna Ukraina!
Początkowo kompozycję planowano ustawić na rondzie u zbiegu ulic Depowskiej, Myru i Chodkiewicza. Stąd do fabryki remontu taboru kolejowego – rzut beretem i słoneczniki wyglądałyby tam na miejscu. Jednak z niepojętych przyczyn zjawiły się na skwerku koło pasażu.
Miejsce wybrano niejednoznaczne. Na ławeczkach tradycyjnie gromadzą się miłośnicy wysokoprocentowych napojów. Stąd nowe określenie kompozycji „Słoneczniki trzeźwości” lub „Dołącz na trzeciego”.
Iwan Bondarew
Tekst ukazał się w nr 6 (490), 31 marca – 16 kwietnia 2026
