Zawaliła się część budynku w Drohobyczu. Są ofiary

Mija już siódmy dzień jak Drohobycz pogrążony jest w żałobie – odwołano wszystkie zabawy i imprezy, zrezygnowano nawet ze świętowania Dnia Miasta.

Stała się tragedia – w sobotę, 28 sierpnia o godz. 2:46 zawaliła się część budynku mieszkalnego przy ulicy Gruszewskiego 101. Pod jego ruinami zginęło 8 mieszkańców Drohobycza, w tym pięcioletni chłopczyk, a rannych zostało 7 osób. Ranni, z różnymi urazami, zostali hospitalizowani w Drohobyczu i we Lwowie, i z docierających do nas informacji wynika, że stan ich jest stabilny, a życiu nie zagraża niebezpieczeństwo.

Na miejscu katastrofy, po zakończeniu trwającej niemal dwa dni akcji ratowniczej (28 sierpnia, godz. 03:00–29 sierpnia, do godz. 18:00), prowadzone są prace rozbiórkowe i są wzmacniane ściany ocalałych części budynku. Właśnie ze względu na niebezpieczeństwo zawalenia się tych ścian, z ocalałych mieszkań ewakuowano wszystkich ich mieszkańców – do katastrofy były tam zameldowane 73 osoby (8 zginęło). Ewakuowanych zakwaterowano tymczasowo w drohobyckim hotelu „Tustań”, szkolnych internatach i akademiku Drohobyckiego Uniwersytetu Pedagogicznego. Eksperci wyjaśniają czy i kiedy ewakuowani będą mogli wrócić do swoich mieszkań. Tymczasem, dopóki nie zostanie wyjaśnione na ile stabilna jest konstrukcja pozostałej części budynku, jego mieszkańcom pozwolono jedynie zabrać z mieszkań najpotrzebniejsze rzeczy.

Ocaleni spod gruzów mieszkańcy zrujnowanej części budynku, stracili nie tylko bliskich, ale i wszystko co mieli – dorobek całego życia, dokumenty, pamiątki, pieniądze, ubrania. Potrzebują pomocy. Od pierwszych godzin po katastrofie społeczeństwo Drohobycza wykazuje wielką ofiarność przynosząc, do utworzonego w pobliskiej szkole nr 16 Centrum Kryzysowego, żywność, lekarstwa i ubrania. Trwają zbiórki pieniężne zorganizowane przez władze miasta oraz przez organizacje samorządowe. Poszkodowani są pod opieką psychologów.

Wyrazy współczucia rodzinom ofiar oraz mieszkańcom i władzom Drohobycza, a także deklaracje pomocy złożyli Bartosz Cichocki – ambasador RP na Ukrainie i Katarzyna Sołek – konsul KG RP we Lwowie. Do Drohobycza napływają listy z kondolencjami i ofertami pomocy z wielu zakątków Ukrainy i Europy, w tym listy od polskich miast partnerskich. Swoją pomoc i gotowość wystąpienia w Drohobyczu z charytatywnym koncertem zadeklarował kompozytor i lider dobrze znanej na Ukrainie polskiej grupy „Taraka” – Karol Kus.

Fot. Ołeh Diorka
{gallery}gallery/2019/drohobycz_tragedia_deska{/gallery}

Pierwsze podejrzenia co do przyczyn zawalenia się części trzypiętrowego mieszkalnego budynku się nie potwierdziły – służby biorące udział w akcji ratowniczej wykluczyły, iż mógł mieć tam miejsce wybuch gazu. Obecnie na miejscu pracują eksperci, którzy starają się znaleźć odpowiedź na pytanie co stało się przyczyną tragedii. Wielce prawdopodobnym jest to, że na to co się stało, złożyło się wiele przyczyn.

Zgodnie z tym co udało się ustalić, budynek został oddany do eksploatacji w 1961 roku i należał do kategorii tzw. „chruszczowek”. Tego typu budynki były projektowane i budowane jako budynki i lokale „tymczasowe”, aby zapewnić lokum dla pracowników masowo napływających ze wsi do miast oraz dla ludzi tłoczących się w miastach w tzw. mieszkaniach „komunalnych”. Już przy projektowaniu przewidywano, że czas użytkowania tych budynków nie przekroczy 30 lat. W ówczesnych planach zakładano bowiem, że owe 30 lat będzie okresem wystarczającym, aby zbudować „świetlaną przyszłość –w tym także, by wybudować nowe, piękne domy, po czym te „tymczasowe” i niepotrzebne wyburzyć. Stało się jednak tak, że „świetlana przyszłość” nie nastąpiła i „tymczasowe” domy są użytkowane do dzisiaj – niemal od 60 lat. Trudno wyrokować na ile niemal dwukrotne przekroczenie czasu eksploatacji tego budynku miało wpływ na katastrofę, ale w rozważaniach o jej przyczynach nie sposób tego pominąć.

Warto też wziąć pod uwagę, w jakiej rzeczywistości i jak te budynki były budowane. Lata 60. XX stulecia na Ukrainie, to czas gospodarki „planowej”. Budowano szybko, często niedbale. Nie były ważne jakość i bezpieczeństwo, lecz wykonanie planu, liczba oddanych do użytku mieszkań, zdążenie z ich oddaniem do którejś z rocznic. Zapewne też nie bez znaczenia jest to, że wówczas większości materiałów budowlanych nie sposób było kupić na „wolnym rynku” i dlatego powszechnym zjawiskiem była ich kradzież. Można więc uznać za więcej niż usprawiedliwione podejrzenie, że nie 100% cementu przeznaczonego na budowę tych mieszkań znalazło się w ich ścianach.

Istotnym dla ustalenia przyczyn katastrofy może być i to, że zrujnowany dom, na przestrzeni swojego „długiego życia” nigdy nie przeszedł generalnego remontu. Rury dawno już przerdzewiały i „ciekły”, instalacja elektryczna była w awaryjnym stanie, w ścianach pojawiały się szczeliny. O wszystkim tym opowiadają mieszkańcy budynku. Przyznają oni, że co prawda kolejne awarie „łatano”, ale jednocześnie twierdzą, że budynku nigdy nie poddano kapitalnemu remontowi.

Nie wiadomo też jaki wpływ na zawalenie domu miało to, że teren, na którym zbudowano budynek jest podmokły, piwnice często zalewała woda, a dodatkowo, w dniach poprzedzających katastrofę, Drohobycz nawiedziły nadzwyczaj intensywne deszcze.
Ostatnim z podejrzeń wymagającym weryfikacji jest to, na ile zamiana i przebudowy mieszkań na lokale usługowe (parter i I piętro) naruszyły stabilność konstrukcji budynku.

Eksperci i specjaliści pracują. Zatrważającą jest świadomość tego, że podobnych budynków – zbudowanych wg podobnych projektów, podobnymi technologiami, w tym samym czasie co zawalony budynek, nieremontowanych, w złym stanie i z przebudowanymi ścianami – są na Ukrainie tysiące. To „tykająca bomba zegarowa”…

Artur Deska

X