Zarządzanie strachem pl.freepik.com

Zarządzanie strachem

Nawet, jeśli strach przed rozszerzeniem wojny, jaką Rosja prowadzi przeciwko Ukrainie, nie jest pierwszoplanowym tematem rozmów w Polsce, to z badań opinii publicznej wyraźnie wynika, że boimy się coraz bardziej, co niezwykle łatwo wykorzystywać. Nastrojami społecznymi manipulują nie tylko politycy, ale przede wszystkim sama Rosja, chcąc zwiększyć możliwości kształtowania poglądów i postaw Polaków. Zarządzanie strachem to skuteczna metoda pozwalająca kontrolować grupy ludzi za pomocą stosunkowo prostych, a jednocześnie skutecznych narzędzi. Wywoływanie, a następnie podtrzymywanie poczucia zagrożenia, jeszcze nigdy nie było tak łatwe, jak dziś, w dobie internetu. Nie boimy się już pandemii i nauczyliśmy się żyć z COVID-19, ale nagromadzone wówczas emocje znajdują ujście chociażby w lęku przed migrantami. To ich, według CBOS, najbardziej boją się dziś młodzi Polacy, nie zważając na fakt, że przybysze z Afryki w 2024 roku stanowili 0,09% osób podejrzanych o popełnienie w ich kraju przestępstwa. W sumie było to 268 osób, z których część mogła zostać oczyszczona z zarzutów. Jednocześnie w sierpniu 2025 roku aż 68% obywateli Polski pomiędzy 18 a 44 rokiem życia bało się globalnej wojny.

Ten lęk dominował w kraju już z nadejściem nowego roku. Gdy pracownia United Surveys by IBRiS zapytała Polaków, czego najbardziej obawiają się w ciągu najbliższych miesięcy, 51,6% ankietowanych wskazało na ryzyko bezpośredniego włączenia Polski w działania zbrojne. Tyle samo osób mówiło o eskalacji konfliktu na wschodzie Europy, a dopiero na trzecim miejscu zagrożeń znalazło się pogorszenie sytuacji finansowej, które przerażało 29% respondentów.

Nastroje ulegały pogorszeniu z biegiem miesięcy i we wrześniu ponad połowa obywateli (55% jak podawał Instytutu Badań Pollster) była przekonanych, że grozi nam wojna, co było w dużej mierze bezpośrednim skutkiem naruszeń polskiej przestrzeni powietrznej przez rosyjskie drony. Jest to tym bardziej zrozumiałe, że Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych informowało wówczas, że incydent ten był aktem agresji stanowiącym realne zagrożenie dla obywateli. Badania CBOS również potwierdzały brak poczucia bezpieczeństwa, gdyż 63% respondentów uznało, że Polska nie jest w pełni bezpiecznym krajem. Co znamienne mniej, bo 47% udzieliło takiej odpowiedzi w 2014 roku, po rozpoczęciu przez Rosję okupacji Krymu. Najwyraźniej wówczas pewną rolę w postrzeganiu potencjalnego zagrożenia mogły odegrać tak odległość od granic Polski, jak i wiara w zapewnienia Moskwy, że to mieszkańcy półwyspu zadecydowali o zmianie granic.

Dziś bojąc się bezpośredniego zagrożenia chcemy wierzyć, że dysponujemy silną armią, która będzie mogła nas obronić – według danych IBRiS aż 93% Polaków ma zaufanie do Wojska Polskiego, o którego finansowaniu, modernizacji technicznej i rozbudowie regularnie informują rządzący, a w ślad za nimi media. Stąd też zapewne wynika ponad pięćdziesięcioprocentowe poparcie społeczne dla powrotu obowiązkowej służby wojskowej, które być może jest też związane z chęcią przerzucenia odpowiedzialności za obronę ojczyzny na inne osoby. Niemal jedna trzecia Polaków uciekłaby bowiem ze swojego miejsca zamieszkania, co kłóci się z gotowością walki o kraj.

Interesujące, że ufając polskim żołnierzom mamy jednocześnie stosunkowo niewielkie przekonanie, że NATO udzieliłoby Polsce pomocy w obronie granic. Według CBOS sądzi tak jedynie 68% pytanych, z czego zaledwie 14% jest o takim wsparciu zdecydowanie przekonanych. Aż 24% obywateli nie wierzy sojusznikom, podczas gdy w marcu 2022 roku, kiedy pełnoskalowa wojna Rosji przeciw Ukrainie była sytuacją stosunkowo nową i dla wielu jeszcze zaskakującą, w moc sojuszu wierzyło 81% Polaków. Należałoby więc zadać sobie pytanie, co wydarzyło się na przestrzeni tych lat, że tak znacząco zmienił się stosunek Polaków do Paktu Północnoatlantyckiego. Czy odpowiada za to tylko niekonsekwentna polityka Donalda Trumpa, który sam nie może się zdecydować co myśli o NATO i roli, jaką USA miałoby w nim pełnić? Gdy obywateli Polski zapytano, czy armia amerykańska udzieliłaby nam pomocy, otrzymano 63,8% odpowiedzi twierdzących, a 25,8% ankietowanych wyrażało przeciwną opinię. Jesteśmy więc sceptyczni wobec największego i najsilniejszego sojusznika, a to dobra wiadomość dla Kremla, który cieszy się z każdego pęknięcia pomiędzy swoimi wrogami. Trzeba wszakże podkreślić, że powyższe deklaracje stoją w pewnej sprzeczności z wynikami badań United Surveys dla Wirtualnej Polski z września 2025 roku. Aż 92,2% respondentów stwierdziło wtedy, że „NATO powinno zwiększyć obecność militarną na granicach z Rosją w odpowiedzi na naruszanie przestrzeni powietrznej”. Mamy więc konkretne oczekiwania i równocześnie sądzimy, że nie zostaną one spełnione. Takie rozbieżności w deklaracjach dowodzą, jak łatwo manipulować nastrojami i zarządzać strachem, aby osiągnąć oczekiwane rezultaty – brak wiary w moc sojuszy, ale także w zakresie społecznego poparcia dla relacji Polski z państwami członkowskimi NATO czy Unii Europejskiej. Według raportu przygotowanego przez European Movement International we współpracy z firmą badawczą Savanta tylko 34% Polaków sądzi, że członkostwo w UE ma pozytywny wpływ na ich kraj. Jest to najniższy wynik wśród siedmiu analizowanych państw członkowskich Unii Europejskiej.

Przykładem umiejętnego kształtowania społecznych emocji jest stosunek Polaków do sąsiadów. Sondaż SW Research, którego wyniki opublikowano we wrześniu bieżącego roku wskazuje, że 59,1% pytanych jest przekonanych, że Niemcy powinny zapłacić Polsce reparacje za szkody wyrządzone podczas II wojny światowej. Spróbujmy jednak cofnąć się nieco w czasie, do roku 2011 i przypomnijmy, że wówczas ośrodek Mareco Polska przeprowadził ankiety z których wynikało, że 31,1% Polaków było przeciwnych rozliczaniu Rosjan ze zbrodni katyńskiej w imię zachowania dobrych relacji z Federacją Rosyjską. To niemało, choć 43% uważało, że Polska powinna dochodzić swoich praw. Jednocześnie CBOS podawał, że 57% Polaków chciało usłyszeć przeprosiny za Katyń, ale tylko 26% ankietowanych oczekiwało reparacji. Powtórzmy – reparacji od Niemiec chce ponad połowa obywateli Polski.

Ktoś powie, że przed czternastu laty nie wiedzieliśmy jeszcze jakie jest prawdziwe oblicze Rosji, co mogło mieć wpływ na pewną pobłażliwość wobec Moskwy. Zwróćmy jednak uwagę, że dziś Berlin nikomu nie zagraża, a jednak poczucie krzywdy i niesprawiedliwości, jakie żywimy wobec Niemców, nie maleje.

Czy odpowiada za to polityka, czy może edukacja? O tym, że II wojna światowa rozpoczęła się niemiecką agresją wie chyba każdy. Tymczasem w 2008 roku, jak wynikało z sondażu GFK Polonia na zlecenie „Rzeczpospolitej”, zaledwie co drugi Polak wiedział, że 17 września 1939 roku Polskę zaatakowała Armia Czerwona. W grupie wiekowej 18–29 lat wiedzę taką miało tylko 38% badanych. 19% było pewnych, że ponownie winni byli Niemcy.

Dwa lata później, w marcu 2010 roku, tygodnik „Newsweek”, opierając się na przeprowadzonych na jego zlecenie badaniach opinii publicznej informował, że 21% Polaków nie wie, kto strzelał do ich rodaków w Katyniu, a 8% było przekonanych, że zrobili to Niemcy. Istotne, że w grupie poniżej 20 roku życia niemal połowa pytanych nie wiedziała, kto był odpowiedzialny za tę zbrodnię.

Zwróćmy uwagę na jeszcze jeden fakt. W grudniu 2024 roku badania United Surveys, wykonane na zlecenie Wirtualnej Polski dowiodły, że 67,4% ankietowanych nie wierzy w szczerość ukraińskich intencji w sprawie upamiętnienia ofiar rzezi wołyńskiej, ekshumacji i rozliczenia historycznego. Czternaście lat temu mniej, bo 51% Polaków nie wierzyło w szczerość intencji Putina, który zadeklarował udział w uroczystościach upamiętniających zamordowanych w Katyniu oficerów. Można więc wyrazić zdumienie, że w obliczu wojny, której tak się boimy, wciąż przedkładamy kwestie historyczne nad bezpieczeństwo, ponieważ nadal ponad połowa Polaków (według IBRiS jest to 50,2%) nie rozumie, że może ono wzrosnąć po przystąpieniu Ukrainy do NATO lub Unii Europejskiej i uzależnia zgodę na taką decyzję od zamknięcia spraw ekshumacji.

Trzeba zadać sobie pytanie, czy na pewno powinniśmy w tym przypadku mówić o braku wiedzy o już prowadzonych pracach, niewielkiej świadomości wagi posiadania u wschodnich granic silnego, demokratycznego i prozachodniego sąsiada, który już broni nas przed Rosją, a w przyszłości mógłby być bezcennym sojusznikiem odsuwającym od Polski widomo zbrojnej napaści, czy może raczej należałoby położyć akcent na niewystarczającą informację i  niedostatki w edukacji, które otwierają drogę kremlowskiej propagandzie? Niestety, sami Polacy wzmacniają jej skuteczność, chociażby spychając na daleki plan pamięć o rosyjskich zbrodniach dokonanych na ich narodzie. O tym jak rozkładają akcenty świadczy fakt, że bez trudu można znaleźć najnowsze wyniki badań opinii publicznej dotyczące szeroko rozumianej kwestii wołyńskiej, a te poświęcone świadomości tego, co wydarzyło się w Katyniu, pochodzą sprzed kilku lat. Dzięki nim w 2018 roku dowiadywaliśmy się, że na przestrzeni lat 2010–2017 z dwóch do dziesięciu procent wzrósł odsetek osób, które niczego o tej karcie historii nie wiedzą. Sama wiedza to jednak nie wszystko – aż 94% pytanych o to, czy w ciągu ostatnich 12 miesięcy upamiętnili w jakikolwiek sposób ofiary Zbrodni Katyńskiej odpowiedziało, że nie. 74% nie potrafiło wskazać jakichkolwiek inicjatyw upamiętniających tę zbrodnię.

Przypuszczalnie jeszcze gorzej wyglądałaby sytuacja, gdyby zadać pytanie o Operację Polską NKWD w latach 1937–1938, której ofiarami padło 111 000 osób, a według danych szacunkowych mogło ich być nawet 200 000. O tych, którzy ponieśli śmierć w wyniku Wielkiego Głodu, o ofiarach Wielkiego Terroru, o zrabowanych Polakom dobrach, także kultury, a nawet o stratach, jakie ponieśliśmy w wyniku uzależnienia gospodarczego od ZSRR nikt głośno nie mówi. Czyżby Moskwa przekonała nas, że nie ma co grzebać w historii, pod warunkiem, że jest to historia rosyjska?

***

W 2023 roku 82% Polaków, jak podaje CBOS, nie darzyło Rosjan sympatią. Rok później grupa ta zmalała do 76%. W roku 2025 już tylko 72% „nie lubi” Rosjan. W tym samym czasie o 2%, z sześciu do ośmiu, wzrósł odsetek tych, którzy odnoszą się życzliwie do mieszkańców kraju, który nam zagraża.

Sympatia do Ukraińców między rokiem 2023 a 2025 stopniała z 51% do 30%. Poziom niechęci wzrósł z 17% do 38%. Są to dane, które każdy może zinterpretować we własnym zakresie, ale dobrze byłoby przy tym pamiętać, że za te nastroje niekoniecznie odpowiadają sami Ukraińcy, tak jak Rosjanie nie zapracowali, by nagle zacząć ich lubić. Ktoś jednak umiejętnie podsyca animozje wobec sojuszników i kreuje pozytywny wizerunek tych, których powinniśmy nazywać zagrożeniem. I dobrze byłoby zastanowić się, czy i ja ulegam takim podszeptom, które nie muszą być i zapewne nie są racjonalne, ale bazują na emocjach i strachu, nie zawsze mającym uzasadnione podstawy.

Agnieszka Sawicz

Tekst ukazał się w nr 20 (480), 31 października – 13 listopada 2025

Prof. dr hab. Agnieszka Sawicz pracuje na Wydziale Historycznym Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, a z Kurierem Galicyjskim współpracuje od 2009 r. Zajmuje się historią współczesnej Ukrainy, polityką rosyjską i z pasją śledzi wszelkie fałszywe informacje. Lubi irlandzką muzykę, gorzką czekoladę i górskie wyprawy. Od 2013 r. jest też etatową wiedźmą, autorką ukazujących się w wirtualnej przestrzeni „Zapisków Wiedźmy”.

X