Zagłada Kościoła rzymskokatolickiego na Sowieckiej Ukrainie

Zagłada Kościoła rzymskokatolickiego na Sowieckiej Ukrainie Ruiny kościoła w Hodowicy, obw. Lwowski (fot. Alina Wozijan)

Nowa, przyjęta w latach 30. koncepcja, głosiła, że należy zniszczyć Polaków, a Kościół katolicki sam upadnie. Do 1937 roku ten plan był skutecznie realizowany.

Komunistyczna gazeta Bolszewik (Більшовик, 1924, 14 września) w dwóch zdaniach podała sentencję strategii stosowanej dla zniszczenia Kościoła rzymskokatolickiego na Ukrainie radzieckiej: „Należy zniszczyć wpływ księży i kułaków, jednak w taki sposób, żeby to nie było zauważalne, bo kiedy będziemy używać widocznych represji czy podobnych do tego środków, to polska ludność stanie po przeciwnej do nas stronie”.

W tym czasie komuniści mieli już kilkuletnie doświadczenia walki z religią. Wydawało się, że po obaleniu cara, Kościół rzymskokatolicki powinien był zająć lepszą pozycję, jak do tej pory. W związku z powstaniami Polaków w imperium rosyjskim, Kościół nie był lubiany przez Petersburg. Wtedy nikt nie mógł jeszcze zrozumieć, że komunistyczny system będzie stawiał na całkowite zniszczenie jakiegokolwiek kościoła. Pierwsza niechęć proletariatu do religii była tłumaczona jako błąd cerkwi prawosławnej w stosunku do carskiej władzy. Ponieważ dynastia Romanowych zbyt mocno opierała się na tradycji prawosławnej, nic dziwnego, że rewolucjoniści zaliczali cerkiew do swoich wrogów. Tych argumentów nie można było zastosować do Kościoła rzymskokatolickiego, uciskanego przez carat. Jednak po 1917 roku coraz bardziej stawało się zrozumiałym, że bolszewicy kierowali się innymi intencjami.

W 1922 roku wszedł w życie pierwszy kryminalny Kodeks Ustaw USRR. Cały jego rozdział pt. „Łamanie prawa o oddzieleniu państwa od Kościoła” opisywał różnorodne sankcje i kary, które miały być stosowane wobec kleru w wypadku wtrącania się w „sprawy państwowe”. Ta definicja określała różnorodne działania ze strony księży, które mogły być traktowane jako „wtrącanie się w sprawy państwowe”. Kary były rozmaite – od grzywny pieniężnej do jednego roku więzienia.

W 1926 roku wymiar sowieckiej sprawiedliwości wzbogacił się o nowy termin „łyszenci”. Do tej grupy społecznej zostało zaliczone, wraz z kryminalistami i kułakami, także duchowieństwo. Jeżeli, według tych norm, ksiądz zrezygnował ze swoich obowiązków i wystąpił z Kościoła, dopiero po pięciu latach mógł nabyć pełne prawa obywatelskie i, na przykład, wziąć udział w wyborach. Jednak pod warunkiem, że przez te lata sumiennie pracował na rzecz społeczeństwa komunistycznego.

W tym okresie władze stworzyły organizację pod nazwą Związek Wojujących Bezbożników. Pojawiło się pojęcie „front religijny”, które przewidywało zwalczanie wszystkiego, co kojarzyło się z religią i Kościołem. Członkowie tej organizacji przeszkadzali w świętowaniu świąt religijnych, niszczyli kościoły, atakowali księży i donosili na nich władzom. Szczególnie cierpieli na tym wierni Kościoła rzymskokatolickiego. Działalność poszczególnych księży często była klasyfikowana jako antyrządowa i sąd wyznaczał karę. Oprócz grzywny pieniężnej, księży zamykano na kilka miesięcy do byłego klasztoru oo. Misjonarzy na Wołyniu, (tzw. Iziasławski klasztor). Tu bolszewicy urządzili więzienie dla duchowieństwa. Zamykano tam księży na termin od kilku miesięcy do roku.

Mimo tego, ilość parafii rzymskokatolickich na Ukrainie rosła. W 1925 roku na Ukrainie funkcjonowały 332 parafie, co stanowiło na około 10 parafii więcej jak przed I wojną światową. Najwięcej kościołów znajdowało się w guberni podolskiej, gdzie czynnych było około 80 świątyń. W guberni wołyńskiej działało też ponad 60 kościołów i przebywało ponad 30 księży. Nieco mniej księży było w okolicach Kijowa – ponad 20, obsługujących ponad 50 kościołów. Wiernych w parafiach całej Ukrainy było około miliona. Z nich ponad 700 tys. stanowili wierni narodowości polskiej. Pozostali katolicy byli na ogół Niemcami. Niemcy mieszkali głównie w Donbasie. Polacy mieszkali głównie na prawobrzeżnej Ukrainie oraz w rejonach przygranicznych z II Rzeczpospolitą.

W celu walki z Kościołem tuż po rewolucji stworzono tzw. Antyreligijną Komisję, która działała przy Centralnym Komitecie Komunistycznej Partii Ukrainy. Protokoły jej posiedzeń do dzisiaj są utajnione. Według instrukcji, nawet listy wysyłane z tej tajemniczej instytucji powinny były być zwracane z powrotem. Nikt do dzisiaj nie zna nazwisk członków tej komisji. Wiadomo, że do jej składu wchodzili funkcjonariusze najwyższego szczebla. Sekretarzem na jej posiedzeniach był zawsze przedstawiciel NKWD, a prowadził posiedzenia zastępca szefa Państwowego Zarządu Politycznego. Właśnie ta struktura była szczególnie „zasłużona” w niszczeniu kościołów.

Represje wobec duchowieństwa rzymskokatolickiego doprowadziły jednak do tego, że w połowie lat 20. na Ukrainie przebywało już tylko około 130 księży. Dla porównania, do 1914 roku było ich ponad 300.

W 1926 roku Państwowy Zarząd Polityczny przygotował dla Centralnego Komitetu Partii Komunistycznej memorandum „O działalności wśród duchowieństwa rzymskokatolickiego i polskich osad”. Jego lektura rzuca światło na wiele procesów zachodzących w polskich środowiskach na Ukrainie Sowieckiej i walkę, która toczyła się wokół Kościoła. Bolszewicy byli świadomi, że jednolitość poglądów Polaków w kwestiach kościelnych jest potężną bronią, która chroni duchowieństwo. Autorytet księży, którzy pozostali na Ukrainie i nie zrezygnowali ze swego powołania, był wśród ludzi ogromny. Czekiści we wspomnianym dokumencie pisali, że praca księży jednoznacznie wskazuje na kierunek ich działania – odtworzenie Rzeczpospolitej. Według autorów, stanowiło to poważne zagrożenie, ponieważ cała odpowiedzialność za działalność antyrewolucyjną i szpiegowską leży na duchowieństwie polskim i „elemencie, który jego otacza”. Memorandum sugerowało, że: „szczelność polskiego społeczeństwa i lojalność jego do księży, jest nośnikiem i narzędziem propagandy idei wolnej Polski, a zdyscyplinowanie wiernych, umiejętnie sterowanych z kościelnej ambony, skazuje na nieuniknione niepowodzenie wszystkich prób podejmowanych przez służby bezpieczeństwa przeniknięcia na obszar, który nas interesuje. Próby te pobudzają tylko parafian do wzmacniania skrytości i ostrożności. Na ile bezsilna w takich sprawach była bezpieka, można sądzić po bezskuteczności prób rozpracowania działalności […] księży chociażby agenturalną drogą”.

Walka z Kościołem na Ukrainie przynosiła jednak pomału sukcesy bolszewikom. W tekście Memorandum wspomina się o 21 zwerbowanych księżach, wśród których były nawet „wybitne postacie”. Dla skutecznej walki z Kościołem służby stosowały różne środki. Potajemnie „rozpracowywano” księży i zbierano informacje w celu ich dyskredytacji. Organizowano „protesty” z udziałem „robotników” przed polskimi placówkami dyplomatycznymi z postulatami „wstrzymania działalności szpiegowskiej na Ukrainie z wykorzystaniem w tych celach duchowieństwa rzymskokatolickiego”. Starano się „wsączyć” w środowiska katolickie myśl o odcięciu się od Watykanu i polskich biskupów oraz stworzenie w ZSRR samodzielnego Kościoła katolickiego.

W 1926 roku stan spraw w polskich środowiskach na Wołyniu, Ziemi Kijowskiej i Podolu badał tzw. Polski Zarząd przy Centralnym Komitecie Komunistycznej Partii Ukrainy. Komisja stwierdzała, że są widoczne postępy wśród Polaków w kierunku budowania społeczeństwa komunistycznego. Jednak komisja zauważała też, że „postępy” nie poszerzają się na wiarę Polaków i ich stosunek do Kościoła. „Ksiądz nadal jest największym autorytetem dla Polaka, nawet kiedy jest on członkiem partii komunistycznej”.

Od połowy lat 20. służby przeprowadzały różnorodne operacje w celu dyskredytacji duchowieństwa. Najprostszy sposób polegał na zamykaniu księży na kilka miesięcy do więzienia i zmuszania ich do podpisywania różnych kompromitujących dokumentów, listów itp. W taki sposób pojawiały się listy do Papieża z różnymi „proradzieckimi” apelami czy wezwaniami o uznanie władz bolszewickich. Działania te miały czasem wymiar tragiczny. Ksiądz Fedukowicz, który zmuszony został w więzieniu do napisania takiego listu do papieża, po uwolnieniu dokonał samospalenia. W 1927 roku czekiści zmusili innego księdza Eugeniusza Perkowicza z rejonu proskurowskiego do wystąpienia ze stanu duchownego. Z tej okazji, w prasie sowieckiej została przeprowadzona cała kampania agitacyjna. Kilka lat wożono go po wsiach i miasteczkach, w których mieszkali Polacy, gdzie musiał wygłaszać antypolskie i antykościelne „referaty”. W 1927 roku odbyło się 57 jego spotkań w 52 miejscowościach. W następnych latach działalność ta wyglądała podobnie. W 1933 roku Perkowicz został aresztowany jako „członek” Polskiej Organizacji Wojskowej, po czym oświadczył, że polscy komuniści najwyższego szczebla na Ukrainie to szpiedzy Józefa Piłsudskiego. Na koniec został rozstrzelany.

Polskie katolickie duchowieństwo broniło się na Ukrainie jak mogło. Jednak lata 30. wniosły korektę w plany dotyczące zniszczenia Kościoła przyjęte w latach 20. Nowa koncepcja głosiła, że należy zniszczyć Polaków, a Kościół katolicki sam przepadnie. Do 1937 roku ten plan był skutecznie realizowany.

Jan Matkowski
Tekst ukazał się w nr 16 (236) 28 sierpnia – 14 września 2015

X