Pod takim tytułem 17 kwietnia w Narodowym Muzeum Iwana Franki – „Domu Franki” – we Lwowie została otwarta wystawa malarstwa Jacka Zachodnego, artysty z Wrocławia. To już kolejna polska wystawa organizowana w tym muzeum w okresie wojennym.
Iwan Franko (1856–1916) był jednym z najwybitniejszych ukraińskich pisarzy, poetów, tłumaczy i działaczy społecznych. Pisał też po polsku.
– Iwan Franko to jeden z budowniczych – według jego własnej formuły – „złotych mostów” porozumienia i współodczuwania między Ukraińcami a Polakami – zaznaczył w wywiadzie dla Kuriera Galicyjskiego Bohdan Tychołoz, dyrektor „Domu Franki” we Lwowie. – Należał do tej elity intelektualnej Lwowa, która budowała te mosty przez całe życie: zarówno w nauce, literaturze i publicystyce, jak i w sztuce. Dzielnica Zofiówka, w której się znajdujemy była sercem, w którym osiedlała się ówczesna ukraińska i polska elita intelektualna. Dlatego cieszymy się, że te tradycje są dziś kontynuowane. Dla nas, jako instytucji kultury, niezwykle ważne jest bycie otwartym na takie inicjatywy. Nie tylko dlatego, że sąsiadujemy z Konsulatem Generalnym RP we Lwowie, ale przede wszystkim dlatego, że łączą nas tak trwałe, ciągłe i owocne relacje z polskimi badaczami, artystami, krytykami literatury i pisarzami.
A dzisiaj wydarzenie szczególne, ponieważ mamy zaszczyt gościć Jacka Zachodnego, który jest bezpośrednim potomkiem Marcina Zachodnego. A był to lwowski budowniczy, który wznosił willę dla Iwana Franki i jego rodziny. Tak więc, w wielokulturowym Lwowie te relacje były naprawdę niezwykle bliskie. Relacje sąsiedzkie zawsze bywają i bliskie, i niełatwe. Dlatego między Ukraińcami a Polakami bywało różnie. Jednak dla nas niezwykle ważne jest podkreślanie właśnie tej wspólnoty wartości, która tak wyraźnie ujawnia się w odpowiednich chwilach. Jacek Zachodni to artysta, który bardzo żywo i szczerze reaguje na wydarzenia współczesności. Od początku pełnoskalowej inwazji na Ukrainę stworzył on cały cykl prac malarskich, które ukazują jego żywą, emocjonalną reakcję, a jednocześnie są metaforą tego szalonego świata, w którym dziś wszyscy żyjemy i w którym tak trudno znaleźć punkty oparcia.
Dlatego jest to dla nas podwójnie symboliczne: po pierwsze, że potomek człowieka, który budował dom Franki, przychodzi dziś do nas, do Domu Iwana Franki, wraz ze swoją twórczością. A po drugie – że jest to głos współczesnej, odpowiedzialnej sąsiadki, Polski. Moment solidarności między naszymi narodami jest dla nas wszystkich ogromną inspiracją. Dziś, w tym artystycznym wymiarze, otrzymujemy przekonujące świadectwo tego, że nasz dialog międzykulturowy stanowi fundament naszej wspólnej przyszłości – podsumował Bohdan Tychołoz.
fot. Konstanty Czawaga / Nowy Kurier Galicyjski
Jacek Zachodny urodził się we Wrocławiu w 1969 roku. Jest absolwentem wrocławskiej Akademii Sztuk Pięknych, studiował również archeologię na Uniwersytecie Wrocławskim. Zajmuje się instalacjami, obiektami, malarstwem, wideo, performansami, akcjami w przestrzeni publicznej i projektami społeczno-artystycznymi. Jego prace znajdują się w kolekcjach publicznych, m.in. Dolnośląskiego Towarzystwa Zachęty Sztuk Pięknych we Wrocławiu i Muzeum Sztuki Współczesnej w Krakowie. Brał udział w wystawach w Polsce i za granicą.
W naszej rozmowie Jacek Zachodny opowiedział, jak nawiązał kontakt ze Lwowem:
– Wiadomo, rodzina cała wyjechała ze Lwowa do Wrocławia. Nie tylko do Wrocławia, bo w Krakowie się zatrzymali, w Bytomiu. I było bardzo dużo w rodzinie rozmów o Lwowie. A pierwszy raz na Ukrainie byłem w pierwszym roku jej Niepodległości. Na stypendium pracowałem w hucie szkła tutaj we Lwowie. Działaliśmy. To był długi pobyt, półtora miesiąca. A później przyjeżdżałem bez takich specjalnych kontekstów rodzinnych. Później miałem co raz więcej znajomych. A w końcu, jak to w rodzinie zawsze bywa – że rodzina mówiła, że pradziadek a coś tam robił, coś tam budował. Odkryłem na Łyczakowie grób Marcina Zachodnego, czyli mojego pradziadka. Później odkryłem, że był projektantem i budowniczym willi dla Iwana Franki. Później z bratem odkryliśmy korespondencję mojego pradziadka z Iwanem Franką. A później jeszcze się dowiedziałem, że też był projektantem budowniczym willi Hruszewskiego. Czyli jak by ta historia zaczęła się rozbudowywać i tak trafiłem tutaj pierwszy raz. Mój przyjaciel artysta Wołodymyr Topij podczas zwiedzania Domu Franki powiedział przez przypadek, że jestem prawnukiem Marcina Zachodnego. I od tego się zaczęło. Pani, która nas oprowadzała skontaktowała mnie z panem Bohdanem Tychołozem. Dostarczyłem zdjęcia pradziadka, bo tu nie mieli tej ikonografii. Taka znajomość. Po raz trzeci w ciągu tej wojny jestem na Ukrainie.

Jacek Zachodny opowiedział, jak powstały eksponowane prace:
– To był ogólnie czarny czas, ponieważ był covid, czyli strata bardzo wielu przyjaciół – artystów i nie tylko. Też w rodzinie straty. Do tego wybuchła wojna. We Wrocławiu pojawili się pierwsi migranci. To był taki naprawdę czarny czas i właściwie ta seria obrazów, które tutaj pokazuję, to jest zapis pierwszych dwóch-trzech miesięcy, od początku inwazji do Wielkanocy. Ostatnim obrazem jest „Wełykdeń” (Wielkanoc) i on jakby zamknął serię. Ja to bardzo przeżywałem. To był dla mnie wstrząś. Poza tym miałem bezpośrednie relacje z Kijowa od przyjaciół artystów ukraińskich, ze Lwowa. To był szok. Byłem też jako wolontariusz na Dworcu Głównym we Wrocławiu. Trochę pracowałem i to też był kolejny szok, bo spotykałem się z wieloma osobami śmiertelnie zmęczonymi, przerażonymi. Często to były starsze osoby z wschodniej Ukrainy, z jedną plastikową torbą mieszczącą cały dobytek. To był jeden z najbardziej straszliwych okresów w moim życiu, bo i straty, i w żałobie, i wojna, i przyjaciele tutaj.
Te prace były publikowane w piśmie literacko-artystycznym „Rita Baum” jako ilustracja do artykułu „Kobita na krawędzie” Katarzyny Kaczorowskiej, dziennikarki „Polityki”. Musze powiedzieć, że w pierwszym okresie po wybuchu wojny reakcja świata artystycznego była taka dosyć spóźniona. Wystawy dotyczące wojny bezpośrednio czy relacje zaczęły się pojawiać tak od roku, od półtora. Świat artystyczny musiał chwilę jakby to wszystko przetrawić. Myślę, że publiczność z Ukrainy odbierze w tych pracach bardzo dużo takich detali, rozpozna różne rzeczy, sygnały, kody, których publiczność polska by nie rozpoznała. Mam taki obraz „Charków witaje was!” czyli „Charków wita was!”. To słońce jest takim trybem – to jest fragment dawnego godła Charkowa. Jest fragment dizajnu, który występował w reklamach Mariupola jako turystycznego miejsca, plażowania. Ta ciemna linia to jest Azow. Wykorzystałem też reklamowy slogan z Kijowa. Podobnie jest z obrazem „Eko Feldman Park”. Polski odbiorca nie wie co to było, a była to taka wizja, żeby być blisko ze zwierzętami. Tam nastąpiła m.in. masakra orangutanów i szympansów, straty wojenne. Ja to wszystko przeżywałem. Nie określam tego, dla kogo to miałoby być, ponieważ ludzie w innych częściach świata dotknięci inną katastrofą wojenną, odbiorą to być może również mocno bez tych wyraźnych kodów.
fot. Konstanty Czawaga / Nowy Kurier Galicyjski
W wernisażu uczestniczyli m.in. konsul RP we Lwowie Diana Graczyk, abp Mieczysław Mokrzycki, metropolita lwowski, przedstawiciele środowiska artystycznego, Ukraińcy i Polacy.
Mieczysław Maławski, prezes Lwowskiego Towarzystwa Przyjaciół Sztuk Pięknych, w wywiadzie dla Kuriera Galicyjskiego zaznaczył:
– Uważam, że nie tylko dla artystów polskich tu we Lwowie ta wystawa jest bardzo ważna, ale i dla mieszkańców. Mówi o tym, że w tych trudnych czasach artyści podejmują poważne tematy. Również artyści dołączają się do takich wydarzeń, też z Polski, która najwięcej podtrzymuje w te trudne czasy Ukrainę, swoją sztuką pokazują te tragiczne czasy, które przeżywa Ukraina. Uważam, że to jest bardzo ważne i potrzebne dla nas. Do galerii „Własna Strzecha” Lwowskiego Towarzystwa Przyjaciół Sztuk Pięknych co raz częściej zwracają się artyści, nasi koledzy z Polski – z Krakowa, z Warszawy, z Lublina, o to żeby pokazać swoje prace. Potrzebujemy tego kontaktu, dlatego że dla sztuki nie ma granic.
Wystawę prac Jacka Zachodnego „Z minuty na minutę, z godziny na godzinę…” można obejrzeć w Muzeum przy ul. Iwana Franki 150 do 17 maja 2026 r.
Konstanty Czawaga





















