Z miłości do rodzinnej Ziemi Wołyńskiej (o wystawie „Z Wołynia do Zielonej Góry”)

Wołyń – kraina cienistych kalin i złotych azalii.

Ziemia urzekająca swoim pięknem. Wiśniowe sady ukryte w głębi jarów. Szeroko rozlane wody Styru i bystry nurt Horynia. Kurhany zagubione wśród bezkresnych stepów. Królujące na wzniesieniach majestatyczne ruiny zamków. Pałace ukryte w zieleni parków. Dwory i dworki pod konarami wiekowych lip i dębów. Cmentarze na stokach gór. Barwne kobierce urodzajnych pól. Samotne krzyże na rozstajach dróg. Ujęte w ramę szmaragdowych lasów miasta i miasteczka, o wschodzie czy zachodzie słońca połyskujące z oddali płomiennym blaskiem kopuł świątyń różnych wyznań. Ziemia wielu narodów, wielu wyznań, wielu kultur. Ziemia, gdzie w okresie dwudziestolecia międzywojennego zgodnie żyli obok siebie Polacy, Ukraińcy, Żydzi, Czesi, Niemcy, Rosjanie, Karaimi. Szanowali swoją barwną odmienność, razem pracowali i świętowali, razem budowali swoją małą kresową ojczyznę.

Ten Wołyń okresu dwudziestolecia międzywojennego powraca na wystawie prezentowanej do 24 sierpnia br. w Muzeum Ziemi Lubuskiej w Zielonej Górze. Ekspozycja, przygotowana pod patronatem Zielonogórskiego Oddziału Towarzystwa Miłośników Lwowa i Kresów Południowo-Wschodnich, w ramach cyklu „My zielonogórzanie, nasz lubuski dom…” w symboliczny sposób pokazuje kolekcjonerski dorobek Tadeusza Marcinkowskiego, znanego zielonogórskiego bibliofila i filokartysty, którego profesor Stanisław Sławomir Nicieja tak pięknie nazwał „strażnikiem pamięci o rodzinnym mieście”. Tadeusz Marcinkowski urodził się w Łucku na Wołyniu. Po wojnie jak wielu Wołyniaków znalazł swój nowy dom na Ziemiach Odzyskanych. Na Ziemię Lubuską w repatriacyjnym bagażu przywiózł miłość do rodzinnych stron. Ze swojego życia uczynił służbę utraconej kresowej ojczyźnie. Stara się ocalić pamięć o rodzinnej Ziemi Wołyńskiej, ziemi wspaniałych pisarzy i poetów, mężów stanu, naukowców, działaczy społecznych i politycznych, ziemi od wieków mocno związanej z historią Polski. Stara się ustrzec od zapomnienia dorobek wielu pokoleń Wołyniaków. Przez lata, skutkiem niemałych wyrzeczeń, gromadził książki o Wołyniu i publikacje wydane na Wołyniu, grafiki, zdjęcia, pocztówki, mapy, plany, druki, czasopisma i dokumenty, dotyczące rodzinnej ziemi. W Zielonej Górze stworzył jedną z największych w Polsce kolekcji, poświęconych ukochanej kresowej ojczyźnie. Po okresie przemian w Polsce poprzez publikacje oraz organizowane wystawy stale przypomina o historycznym i kulturowym bogactwie Wołynia. Stanął na straży pamięci o pięknej Ziemi Wołyńskiej i pamięci o Wołyniakach.

Niewielki fragment wołyńskiej kolekcji Tadeusza Marcinkowskiego można odnaleźć na wystawie „Z Wołynia do Zielonej Góry”, której wernisaż w Muzeum Ziemi Lubuskiej odbył się 18 czerwca br. Za sprawą życzliwości dyrektora placówki, dra Andrzeja Toczewskiego, który ze swadą w nieco żartobliwy sposób poprowadził uroczystość, otwarcie ekspozycji przebiegło w miłej, rodzinnej atmosferze. Na wernisażu pojawili się Kresowianie oraz ich bliscy i znajomi, a także miłośnicy Kresów Wschodnich. W murach gościnnej lubuskiej placówki zadbano o wyróżnienie ponad osiemdziesięcioletniego bohatera wydarzenia, który zasiadł na specjalnie dla niego przygotowanym miejscu.

O Tadeuszu Marcinkowskim, o jego zbiorach, o Wołyniu oraz o Łucku ze znawstwem, ciekawie, ale i bardzo ciepło opowiadała dr Anitta Maksymowicz, kurator zielonogórskiej wystawy. Zaprezentowała również piękny folder do wystawy „Z Wołynia do Zielonej Góry”. Tę miłą pamiątkę dla wszystkich miłośników Kresów, a także plakat do wystawy i zaproszenie na wernisaż zaprojektował ceniony lubuski plastyk Igor Myszkiewicz. W trakcie uroczystości w imieniu prezydenta Zielonej Góry Janusza Kubickiego zabrał głos doradca prezydenta Zygmunt Stabrowski, który dziękował bohaterowi wydarzenia za jego wieloletnią działalność na rzecz ocalenia pamięci o dawnych mieszkańcach Kresów Wschodnich, z których tak wielu zamieszkało właśnie na Ziemi Lubuskiej. Z kolei Jan Tarnowski, prezes Towarzystwa Miłośników Lwowa i Kresów Południowo-Wschodnich, przypomniał wydaną pod auspicjami Towarzystwa najnowszą publikację Tadeusza Marcinkowskiego pod tytułem „Skarby pamięci”, która w lutym 2014 roku została uhonorowana dyplomem dla najlepszej książki popularnonaukowej w konkursie „Lubuski Warzyn Naukowy 2013”. W trakcie uroczystości w muzeum autor książki ze wzruszeniem wspominał rodzinny dom i ukochany Łuck na Wołyniu oraz serdecznie dziękował tym osobom, dzięki którym mógł opublikować swoje wspomnienia i po raz kolejny zaprezentować swoją wołyńską kolekcję. Wyraził też nadzieję, że licznie przybyli na wystawę Kresowianie odnajdą w trakcie zwiedzania ekspozycji jakąś cząstkę swojej rodzinnej opowieści, a z kolei młodzi Lubuszanie o kresowych korzeniach będą dumni ze swego historycznego i kulturowego dziedzictwa.

Przygotowana z artystycznym smakiem przez dr Anittę Maksymowicz wystawa „Z Wołynia do Zielonej Góry” obejmuje trzy sale wystawowe, które prezentują kolejno: Wołyń, Łuck oraz losy bohatera wystawy. Pierwsza część ekspozycji przypomina historię pięknej Ziemi Wołyńskiej. Pierwotni mieszkańcy Wołynia to wschodniosłowiańskie plemię nazywane przez staroruskiego kronikarza Nestora Bużanami i Wołynianami. W 981 roku ziemie te zostały zdobyte przez księcia kijowskiego Włodzimierza. W trakcie walki o tron między jego synami, w drodze na Kijów, zajął Wołyń w 1015 roku Bolesław Chrobry. Później przez kilka wieków Ziemia Wołyńska pozostawała pod rządami Rusi, ale królowie polscy wielokrotnie wspomagali w walce spokrewnionych z nimi książąt ruskich. W 1073 roku, za Bolesława Śmiałego, Wołyń krótko należał do Polski. W XIII wieku pierwszy najazd tatarski zniszczył Ruś. Wykorzystując osłabienie Rusi po najeździe tatarskim, w 1240 roku Litwa zajęła część Wołynia. Wiele lat później książę litewski Giedymin rozciągnął swoją władzę nad całą Ziemią Wołyńską. W 1335 roku rządy w Łucku objął jego syn Lubart, który wzniósł tu potężny zamek. Za panowania Witolda Łuck stał się drugą obok Wilna stolicą Litwy. Po śmierci ostatniego udzielnego władcy tej ziemi – Świdrygiełły Wołyń przeszedł bezpośrednio pod władzę wielkiego księcia litewskiego i do 1470 roku był rządzony przez namiestników, a potem przez marszałków wołyńskich, wybieranych spośród kniaziów wołyńskich. W 1569 roku w wyniku Unii Lubelskiej Wołyń został włączony do Korony. Utworzono województwo wołyńskie ze stolicą w Łucku, które podzielono na trzy powiaty: łucki, włodzimierski i krzemieniecki. Miejsce marszałków wołyńskich zajęli wojewodowie. Nastąpił okres gospodarczego i kulturalnego rozwoju tych terenów oraz powstawania wielkich posiadłości i znaczenia znanych później rodzin jak: Sanguszków, Ostrogskich, Wiśniowieckich, Zbaraskich, Zasławskich, Potockich, Czackich, Radziwiłłów, Czetwertyńskich, Czartoryskich, z których wielu było rdzennymi Rusinami lub Litwinami. Na Wołyniu znajdowały się też dobra Potockich, Mniszchów, Lubomirskich, Sobieskich, Kisielów, Leszczyńskich, Opalińskich, Ossolińskich, Czapskich, Koniecpolskich, Działyńskich, Krasickich, Poniatowskich, Zamoyskich, Chodkiewiczów, Ledóchowskich, Platerów, Jabłonowskich, Małachowskich, Steckich, Branickich, Tyszkiewiczów czy Sapiehów. Przedstawione na prezentowanych na wystawie rycinach ich wspaniałe rodowe siedziby przez wieki zachwycały malarzy i poetów.

{gallery}gallery/2014/ziemia_wolynska{/gallery}

Kolejne wystawowe plansze ukazują historię Wołynia pod zaborami. Przypominają ważne postacie, związane z walką o polski język, polską kulturę, polską oświatę. Po rozbiorach niemal całe województwo wołyńskie znalazło się w Rosji. Utworzono z niego gubernię wołyńską ze stolicą w Żytomierzu. Początkowo mieszkańcy Wołynia cieszyli się jeszcze znacznym swobodami. Marszałkami szlachty wołyńskiej byli wyłącznie Polacy, nadal czynne były kościoły, działały zakony i polskie szkoły. Szczególnie sprzyjająca dla polskiej oświaty sytuacja powstała w czasie liberalnych rządów cara Aleksandra I. W wyniku wprowadzonych przez niego reform nastąpił rozwój polskiego szkolnictwa. W Krzemieńcu powstała słynna szkoła Czackiego. W gronie profesorów Liceum Krzemienieckiego znalazły się takie sławy ówczesnego świata polskiej nauki i literatury jak Joachim Lelewel czy Alojzy Feliński. Uczniowie tej niezwykłej szkoły to choćby Juliusz Słowacki, Antoni Malczewski, Tymon Zaborowski, Józef Korzeniowski, Maurycy Gosławski czy Stanisław Worcell. Wystawa przypomina historię Aten Wołyńskich oraz sylwetki najbardziej znanych nauczycieli i uczniów. W XIX wieku Wołynia nie ominęły zrywy powstańcze. W czasie powstania listopadowego w bitwie pod Boremlem korpus gen. Dwernickiego odniósł zwycięstwo nad przeważającym liczebnie i lepiej uzbrojonym wojskiem rosyjskim. Wsławił się również walkami na Wołyniu, zorganizowany pod Cudnowem, oddział powstańczy pod dowództwem Karola Różyckiego, który po stoczeniu kilku potyczek niepokonany przedarł się do Królestwa i tam dalej toczył walki ze swoim oddziałem, przemianowanym na pułk jazdy wołyńskiej. W 1863 roku w powstaniu styczniowym brał udział w bitwach na terenie Wołynia syn Karola Różyckiego – Wacław. Z powstaniem styczniowym związane są również dwie ważne postacie Wołyniaków: Mariana Dubieckiego – członka Rządu Narodowego, oraz Henryki Pustowójtówny – dzielnego adiutanta gen. Langiewicza. Rezultatem powstań były ciężkie represje, które dotknęły polskie społeczeństwo Wołynia. Aresztowano i zesłano w głąb Rosji uczestników i zwolenników powstań, skonfiskowano ich majątki, zlikwidowano katolickie klasztory, wiele kościołów zamknięto lub zamieniono w cerkwie, zamknięto polskie szkoły, w tym słynne Liceum Krzemienieckie, zabroniono Polakom kupowania ziemi oraz pełnienia wyższych stanowisk. W ciągu XIX wieku połowa dóbr wielkiej własności przeszła w ręce rosyjskie lub została rozparcelowana i sprzedana na dogodnych warunkach kolonistom czeskim i niemieckim. W czasie I wojny światowej Wołyń był terenem ciężkich i długotrwałych walk pozycyjnych, w czasie których front przesuwał się kilkakrotnie przez obszar dawnego województwa wołyńskiego. Zniszczeniu uległo wiele miast i miasteczek. Ucierpiała ludność, którą władze rosyjskie w czasie odwrotu przed wojskami niemieckimi zmuszały do ewakuacji na wschód. W zmaganiach męstwem odznaczyły się I i II Brygada Legionów, które przerzucone z Królestwa od września 1915 roku walczyły na Wołyniu. Choć Polska odzyskała niepodległość w 1918 roku, walka o polski Wołyń trwała do września 1920 roku, kiedy to zwycięska kontrofensywa wojsk polskich doprowadziła do wyparcia z tego terenu bolszewików.

Wskrzeszone po okresie zaborów w marcu 1921 roku województwo wołyńskie sąsiadowało od północy z województwem poleskim, od zachodu z woj. lubelskim, od południa z woj. lwowskim i tarnopolskim, natomiast od wschodu graniczyło z ZSRR. Po województwie poleskim było drugim co do wielkości terytorium (35 754 kilometry kwadratowe) województwem II Rzeczypospolitej. Obejmowało tereny między górnym Bugiem, a górną Prypecią i Słuczą. Rozciągało się od lasów, bagien i mokradeł Polesia poprzez żyzne, pagórkowate ziemie Wzniesienia Wołyńskiego po górzyste, mniej urodzajne tereny Podola. Przy tak olbrzymiej powierzchni było stosunkowo słabo zaludnione. Według spisu z 1931 roku zamieszkiwało je 2085 tys. ludności. Charakteryzowało się dużym zróżnicowaniem narodowościowym i religijnym. Zdecydowaną większość stanowiła ludność ukraińska wyznania prawosławnego(63,9%). Następni według ilości byli: Polacy (15,6%), Żydzi (10%), Niemcy (2,3%), Czesi (1,1%) oraz inne narodowości (po 0,1%). W Łucku mieszkali również Karaimi – mała grupa etniczna pochodzenia tureckiego. Na wystawie każdej z nacji, zamieszkujących Wołyń, poświęcona jest oddzielna plansza, prezentująca zdjęcia, pocztówki i dokumenty. Dzięki tym materiałom można poczuć i zrozumieć barwną odmienność Kresów – małej ojczyzny wielu narodów.

Po odzyskaniu niepodległości województwo wołyńskie pod względem administracyjnym zostało podzielone na jedenaście powiatów ze stolicami w Dubnie, Horochowie, Kostopolu, Kowlu, Krzemieńcu, Lubomlu, Łucku, Równem, Sarnach, Włodzimierzu i Zdołbunowie. Spośród pięknie położonych i bogatych w historyczne zabytki miast wołyńskich najważniejszą rolę odgrywał Łuck – siedziba władz wojewódzkich, samorządowych i kościelnych, centrum życia kulturalnego i naukowego regionu. Dla wielu mieszkańców Polski centralnej wizytówką Ziemi Wołyńskiej był Krzemieniec, miasto Juliusza Słowackiego i słynnej Szkoły Czackiego. Największym miastem Wołynia w okresie międzywojennym było Równe, do którego przeniesiono z Łucka część placówek, między innymi Kuratorium Oświaty. Tu odbywały się również istotne dla gospodarczego rozwoju tych ziem oraz ich promocji znane w całym kraju Targi Wołyńskie. Tu stacjonowała także 13 Rówieńska Dywizja Piechoty. Niegdyś centrum wołyńskiego handlu stanowiło Dubno – miasto słynnych kontraktów dubieńskich. Do historycznie ważnych miast należały: Ostróg, gdzie w 1581 roku wydrukowano Biblię Ostrogską, Ołyka, która stanowiła centrum potężnej Radziwiłłowskiej ordynacji, Wiśniowiec – tu narodził się „kniaź Jarema”, czy Korzec – wyroby dawnej koreckiej fabryki porcelany artyzmem wykonania nie ustępowały porcelanie saskiej. Odwiedzano też pamiętne zwycięstwem z 1651 roku Beresteczko czy Kostiuchnówkę, gdzie podczas I wojny światowej toczyły się walki Legionów. Jedno ze wzgórz, bronionych przez Legiony, nazwano Polską Górą. Miejsce to otaczano szczególnym kultem. Pielgrzymowały tu rzesze Polaków, nie tylko z Wołynia. Atrakcję turystyczną Ziemi Wołyńskiej stanowiły oszałamiająco pachnące w porze kwitnienia złociste pola azaliowe w powiecie kostopolskim. Z kolei w Żurawiczach (pow. łucki) i w Hucie Stepańskiej (pow. kostopolski) funkcjonowały modne uzdrowiska z kąpielami błotnymi. Ważnym miejscem na mapie województwa był Kowel – główny węzeł kolejowy na Wołyniu, położony na trasie Kijów – Warszawa. W okresie dwudziestolecia międzywojennego województwo miało charakter przede wszystkim rolniczy, ale słynęło też w Polsce z bazaltów wydobywanych w Janowej Dolinie i granitów z Klesowa. Wiele z tych ważnych dla Wołynia miast i miasteczek odnajdziemy na prezentowanych na wystawie zdjęciach, pocztówkach czy rycinach. Z pasją niepowtarzalne piękno tych miejsc oraz urok wołyńskiego pejzażu utrwalali na zdjęciach zarówno goście: znany wileński fotograf Jan Bułhak i warszawianin Henryk Poddębski, którzy w ramach akcji dokumentowania krajobrazu i zabytków odradzającego się Państwa Polskiego przybyli na Wołyń w latach dwudziestych, jak i fotografowie wołyńscy, między innymi Stanisław Sheybal, Henryk Hermanowicz, Adam Julian Łukaszewski i Edward Augustynowicz. Prace tych dawnych mistrzów fotografii zachwycają współczesnego odbiorcę trafnością ujęcia, oszczędnością artystycznego wyrazu, niezwykłym wykorzystaniem gry świateł.

Kolejna wystawowa sala to zaproszenie do Łucka – stolicy województwa wołyńskiego. Malowniczo położony na wzgórzu w zakolu Styru i Głuszca jest jednym z najstarszych miast Wołynia. Pierwsza wzmianka o osadzie, zwanej wówczas Łuczesk, pochodzi z 1085 roku. Do XIV wieku gród należał do Rusi, a następnie aż do Unii Lubelskiej do Litwy. Szczególne zasługi dla jego rozwoju położyli książęta litewscy: Lubart – budowniczy wspaniałego zamku, i Witold, który w 1429 roku zorganizował słynny zjazd monarchów oraz przeniósł tu metropolię łacińską z Włodzimierza, a także pozwolił osiedlić się Żydom i Karaimom. Od 1569 roku, gdy Łuck stał się stolicą włączonego do Korony województwa wołyńskiego, nastąpił czas jego gospodarczego i kulturalnego rozwoju. Pod zaborami, po przeniesieniu stolicy guberni wołyńskiej do Żytomierza, miasto znacznie podupadło i dopiero po odzyskaniu przez Polskę niepodległości utworzenie w 1921 roku województwa wołyńskiego ze stolicą w Łucku przywróciło mu dawną świetność. W okresie międzywojennym Łuck był siedzibą władz wojewódzkich i samorządowych. Tu znajdowała się też kuria biskupia. Miasto odgrywało ważną rolę centrum naukowego i kulturalnego regionu. Mieściły się tu redakcje lokalnych czasopism, wydawanych przez ugrupowania polityczne i organizacje społeczne oraz Kurię Biskupią. Na wystawie w gablocie wyeksponowano między innymi ciekawe numery: „Przeglądu Wołyńskiego” z mnóstwem oryginalnych reklam na stronie tytułowej, tygodnika „Wołyń” z artykułem Mieczysława Pawlikowskiego, ucznia Gimnazjum im. Tadeusza Kościuszki w Łucku, a później popularnego odtwórcy roli Zagłoby w „Panu Wołodyjowskim”, czy wydawanej przez Wołyńskie Towarzystwo Krajoznawcze „Ziemi Wołyńskiej”. Na początku lat dwudziestych otwarto w Łucku pierwszą w dziejach Wołynia scenę zawodową – Teatr Wołyński im. Juliusza Słowackiego. W latach trzydziestych za dyrekcji Aleksandra Rodziewicza zespół teatralny został podzielony na trzy grupy objazdowe, które wystawiały spektakle w 20 miastach na Wołyniu, 12 miastach na Lubelszczyźnie i 5 na Polesiu. Przedstawienia w Łucku odbywały się dwa razy w tygodniu, reszta tygodnia przeznaczona była na objazdy. Aktorzy Wołyńskiego Teatru prowadzili prawdziwie cygański tryb życia. Praktycznie mieszkali w kolejowych wagonach. Ponieważ nie do wszystkich miast i osad można było dotrzeć pociągiem, dyrekcja teatru zakupiła wielki autobus, który mógłby pomieścić aktorów, kostiumy i scenografię. Krzemieniec, Ostróg, Zdołbunów, Rożyszcze, Ołyka, Sarny, Włodzimierz, Kowel – wszędzie z niecierpliwością czekano na spektakle Teatru Wołyńskiego, także poza terenem województwa wołyńskiego – w Lublinie, Zamościu, Chełmie czy Brześciu. Do sukcesu i popularności placówki przyczynił się niewątpliwie doskonały zespół aktorski, w którego gronie pierwsze kroki na scenie stawiał późniejszy znakomity odtwórca roli Zagłoby w filmie Jerzego Hoffmana Kazimierz Wichniarz (zdjęcia aktora z okresu występów w Łucku można znaleźć na wystawie), później do zespołu dołączył Kazimierz Rudzki, a tuż przed wybuchem wojny Krystyna Feldman. Na scenie Teatru w Łucku występowały gościnnie takie sławy jak znana z filmów „Trędowata”, „Granica” czy „Dziewczęta z Nowolipek” aktorka Stanisława Wysocka, słynna Wanda Siemaszkowa, tancerka kabaretowa Zula Pogorzelska czy światowej sławy śpiewaczka operowa Ada Sari. Z kolei w celu organizacji życia naukowego powołano w Łucku w 1935 roku Wołyńskie Towarzystwo Przyjaciół Nauk. Towarzystwo posiadało i udostępniało czytelnikom bogaty księgozbiór oraz patronowało działalności Muzeum Wołyńskiego. Liczący w 1938 roku 42600 mieszkańców Łuck był także siedzibą Wołyńskiego Towarzystwa Krajoznawczego, zasłużonego w propagowaniu piękna Ziemi Wołyńskiej i jej zabytków. Znaczenie miasta podnosił fakt, iż Łuck był siedzibą garnizonu wojskowego. Ton życiu miasta nadawał stacjonujący tu od września 1921 roku 24 Pułk Piechoty Strzelców Kresowych. Na wystawie nie sposób przejść obojętnie obok dużej fotografii, przedstawiającej pułkową orkiestrę, bez której nie mogła się obyć żadna ważniejsza uroczystość w Łucku. Przy dźwiękach tej orkiestry bawiono się w czasie świąt w kasynie 24 pułku piechoty. To były niezapomniane zabawy, które ocalały we wspomnieniach dawnych łucczan. Galowe mundury oficerów, zdobione bukiecikami kwiatów, koronkami i misternymi kokardkami balowe suknie pań… Nie do wiary, ale właśnie taka suknia pośpiesznie wciśnięta do podróżnego tłumoczka pojechała wraz z moją ciocią Leokadią Zborowską na Sybir. Dla poganianej przez enkawudzistów panienki wytworna suknia z organdyny okazała się ważniejsza od ciepłych butów. Stanowiła symbol szczęśliwych, beztroskich chwil. Bo ileż to było śmiechu i żartów w kasynie 24 pułku piechoty, gdy na balu sylwestrowym w sali o północy zjawiał się bielutki prosiaczek ze wstążeczką i dzwoneczkiem na karku, mający symbolizować szczęście i pomyślność obecnych. Trudno się dziwić, że tłumy sympatyków witały łucki pułk, wracający z manewrów do koszar. „Nie noszą lampasów, lecz szary ich strój…” – nad dachami domów szybowały słowa ulubionej pieśni 24 pułku piechoty. Wielu służących w jednostce Wołyniaków z natury było obdarzonych dobrym słuchem i pięknym, melodyjnym głosem. Wszystkie pułkowe kompanie lubiły śpiewać – i to na głosy. Zresztą na Wołyniu wspólne śpiewanie było tradycją. Zawsze ktoś grał na instrumencie. Śpiewano przy okazji świąt rodzinnych i uroczystości patriotycznych. Przez uchylone okna domów, hen, na łąki nad Styrem niosły się słowa pieśni, raz tęskne i rzewne, innym razem skoczne i wesołe.

W okresie dwudziestolecia międzywojennego stolica Wołynia przeżywała wiele ważnych wydarzeń. Na wystawie przypomina je seria unikalnych niekiedy zdjęć. Wyzwolenie Łucka przez Wojsko Polskie pod dowództwem generała Aleksandra Karnickiego 16 maja 1919 roku. Mieszkańcy witali wówczas polskich żołnierzy chlebem i solą, a nazajutrz na placu Katedralnym odbyła się Msza święta polowa, w trakcie której ksiądz kanonik Szuman pięknie powitał dzielnych wyzwolicieli słowami: „Z nami razem jakże się radują i te mury stare Zamku, Katedry, klasztorów i szkół starodawnych, że się doczekały swoich prawdziwych gospodarzy i opiekunów. Przez wiek cały każdy kamień tutaj wzdychał do ciebie, żołnierzu polski”. Dwukrotnie też odwiedził Łuck (w styczniu 1920 roku i w październiku 1922 roku) Naczelnik Państwa Polskiego i Naczelny Wódz Józef Piłsudski. Do tej wizyty w wyniszczonym wojną mieście przygotowywano się z iście kresową gościnnością. Każdy dawał, co miał najlepszego (meble, pościel czy zastawę stołową), by godnie podjąć dostojnego gościa. W trakcie pierwszej wizyty po uroczystym nabożeństwie w katedrze Józef Piłsudski w sali Urzędu Wojewódzkiego przyjmował delegacje, a wieczorem wziął udział w przygotowanym na jego cześć raucie. Z kolei w 1922 roku Naczelnik Państwa Polskiego prócz spotkania z władzami miasta, duchowieństwem i przedstawicielami społeczeństwa wziął też udział w zakończonej defiladą kilku kompanii Strzelca uroczystości poświęcenia sztandaru Wołyńskiego Związku Strzeleckiego na placu Katedralnym, a później w ceremonii poświęcenia nowego sztandaru 24 pułku piechoty, która odbyła się na polu za koszarami. Naczelny Wódz wbił pierwszy złoty gwóźdź w drzewce sztandaru. Tym razem uroczysty raut dla blisko 200 osób odbył się w kasynie oficerskim 24 pułku piechoty. W czerwcu 1929 roku zawitał do Łucka prezydent Ignacy Mościcki, który dokonał otwarcia Muzeum Wołyńskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk oraz Lotniska Ligi Obrony Przeciwlotniczej Kraju. Jego pobyt w mieście był ważnym wydarzeniem dla wszystkich łucczan – nie tylko Polaków, gdyż po mszy w katedrze odwiedził też cerkiew, kirchę, synagogę oraz kenesę karaimską. Wszędzie był serdecznie witany przez duchowieństwo oraz wiernych różnych wyznań. Z okazji wizyty prezydenta Mościckiego w Łucku zorganizowano zlot wołyńskich drużyn harcerek i harcerzy. Prezydent wbił gwoździe pamiątkowe do dwóch sztandarów: Chorągwi Wołyńskiej i Hufca w Łucku. Świadkami tej ważnej chwili były tłumy publiczności zgromadzone na lotnisku. Harcerki i harcerze utworzyli też szpaler wzdłuż trasy przejazdu dostojnego gościa przez miasto. W 1938 roku, w związku z wielkimi manewrami na Wołyniu i kończącą je defiladą wojsk w Łucku, do miasta przybył Marszałek Rydz-Śmigły. Wszystkie te wizyty dla wielonarodowościowej i wielowyznaniowej społeczności Łucka stały się okazją do wspólnego świętowania.

Zgromadzone w wołyńskiej kolekcji Tadeusza Marcinkowskiego materiały dają też obraz codzienności miasta. Urzędy, banki, zakłady pracy. Zbiorowe fotografie pracowników przed gmachami różnych instytucji, ale i indywidualne zdjęcia pamiątkowe. Przyciąga wzrok urocze ujęcie zatytułowane „Mistrz i pomocnik”, które przedstawia małego łucczanina Zbyszka Komorskiego, pomagającego ojcu obsługiwać stację pomp w Kolonii Urzędniczej. Na zdjęciu Zofii Gindrych maluchy i ich opiekunki z Koła Polek w Łucku. Na innej planszy Helionida Pikulska, uczennica Szkoły Powszechnej nr 1 im. Królowej Jadwigi w Łucku, dumnie kroczy obok mamy parkową aleją, a nieco dalej państwo Krupscy tuż obok Ogrodu Miejskiego wracają po niedzielnej mszy świętej do Lipowiec. Kolejne plansze niczym najlepszy przewodnik oprowadzają po Łucku. A zatem zabytki… Święte miejsce Łucka – katedra z cudownym obrazem Matki Boskiej Latyczowskiej, ale także świątynie innych wyznań: cerkiew, synagoga, kircha, kenesa. Dalej: historyczne serce Łucka, czyli pamiętny zjazdem monarchów z 1429 roku zamek Lubarta. Na pocztówkach, fotografiach i w reklamach z tygodnika „Wołyń” ulubione miejsca odpoczynku łucczan: Teatr Wołyński im. Juliusza Słowackiego, kina, kawiarnie, cukiernie, restauracje, Ogród Miejski, plaże czy przystanie nad Styrem. Wiele zdjęć, wykonanych przez fotografów-amatorów, to naprawdę piękne, ciekawe ujęcia. Mały łucczanin Zenon Paszkowski na progu ślicznego, schludnego dworku z drewnianym, rzeźbionym gankiem. W rozświetlonym słońcem pejzażu rodzeństwo Czesław i Oleńka Dąbkowscy. Z pamiątkami Pierwszej Komunii Świętej na moście Kraśnieńskim dwóch małych urwisów: Kazimierz Zięba z kolegą Bogdanem Żupinas-Żupinadze. I wreszcie dwie plansze poświęcone promenadzie eleganckiego Łucka – ulicy Jagiellońskiej. Jeszcze po odzyskaniu niepodległości Jagiellońska ciągnęła się przez całe miasto od dworca kolejowego aż do mostu Bazyliańskiego. Później od placu Narutowicza na północ wiodła już ulica Piłsudskiego. Na ulicy Jagiellońskiej koncentrował się ruch handlowy miasta, stały wszystkie większe hotele czy gmachy użyteczności publicznej. Tu w restauracjach, kawiarenkach i cukierniach spotykała się łucka inteligencja. Urzędnicy z Urzędu Wojewódzkiego, starostwa i magistratu, pracownicy Sądu Okręgowego, Urzędu Ziemskiego, Izby Skarbowej, Dyrekcji Lasów Państwowych i banków, aktorzy z Teatru Wołyńskiego, działacze Wołyńskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk, dziennikarze, pisarze i poeci. Gustownie ubrane panie w szykownych kapeluszach, panowie przy lśniących
limuzynach, szczęśliwe, radosne dzieci. Może Barbara i Zbyszek Ślizowscy oraz Grażynka Lenartowiczówna wraz z mamami zmierzają do cukierni Rozaliniego albo „Italii” Urbańskiego? Na zdjęciu z rodzinnego albumu Jadwigi Wejkszner ulicą Jagiellońską wędruje Marian Wieczfiński, u jego boku dwie panie: Stanisława Kuźma i Maria Kondratowicz. Nie sposób nie podziwiać elegancji łucczanek: nienagannie skrojonych, zdobionych kokardkami i rzędami guziczków sukienek, uroczych kapelusików, rękawiczek podkreślających smukłość dłoni, wytwornych bucików. Na innym ujęciu łucki fotograf uchwycił rodzinę Tadeusza Bukowieckiego, naczelnika Kasy Skarbowej w Łucku. Na spalonej skawrem Jagiellońskiej niczym delikatny, piękny motyl pani Helena Bukowiecka w powiewnej, jasnej sukience, pod zdobionym koronką parasolem. Cały ten barwny, tętniący życiem świat uwieczniali łuccy fotografowie: A. Byk, Anani Dossik, Icek Krojn, Zejlik Oks czy Nachman
Szyfer. Świat, który niestety powoli odchodzi w zapomnienie i jeśli istnieje pamięć o nim, to właśnie dzięki takim miłośnikom historii – kolekcjonerom jak Tadeusz Marcinkowski.

Wystawa opowiada też o tym, jak rodziła się kolekcjonerska pasja znanego lubuskiego bibliofila i filokartysty. Może to szczególne miejsce – historyczne serce Łucka, stary zamek Lubarta, gdzie w małym domku rodziny Martyńskich u podnóża wieży Władyczej w 1932 roku przyszedł na świat bohater wystawy. Może to rodzinna tradycja, gdyż dziadek Leon Martyński – na zdjęciu postawny, wysoki mężczyzna z sumiastym wąsem i brodą – jako dziewiętnastoletni chłopak brał udział w powstaniu styczniowym i na ulicy Zamkowej w Łucku nazywano go „Powstańcem”. Na pewno bardzo istotna rola ojca Jana Marcinkowskiego, pracownika Sądu Okręgowego w Łucku, ale też komendata powiatowego Związku Strzeleckiego, członka Zarządu Stowarzyszenia Urzędników Państwowych i sekretarza Związku Szlachty Zagrodowej, który – jak wielu kresowych Polaków – całym sercem uczył syna miłości do Ojczyzny. Była w tych lekcjach jakaś tajemnica wiary, szlachetności i pasji, gdyż kiedy w grudniu 1939 roku NKWD aresztowało Jana Marcinkowskiego, jego syn Tadeusz miał zaledwie siedem lat, a przecież przejął tak wiele: miłość do Ojczyzny i zainteresowanie historią, mocne przekonanie, że trzeba pamiętać, zaangażowanie, wytrwałość i cierpliwość w dążeniu do celu oraz cechy specyficzne dla ludzi Kresów: pogodę ducha i poczucie humoru, życzliwość, szacunek i tolerancję dla cudzej odmienności, serdeczność i otwartość w stosunku do drugiego człowieka. Zapamiętał opowieści o wielkiej Polsce i sławnych Polakach, które towarzyszyły wyświetlaniu przeźroczy na epidiaskopie. Zapamiętał wspólne zabawy wycinanymi żołnierzykami, które przypominały ważne bitwy z dziejów Polski. Zapamiętał defilady, które pokazywały siłę oręża polskiego, i te, gdzie ojciec ulicą Jagiellońską przy wiwatach tłumów prowadził swój oddział Strzelca. Zapamiętał pierwsze lektury – o Tadeuszu Kościuszce, na cześć którego nosił imię, i o dzielnym marszałku Józefie Piłsudskim. Zapamiętał piękny most Bazyliański z popiersiami sławnych Polaków: Tadeusza Czackiego, Juliusza Słowackiego, Józefa Ignacego Kraszewskiego i Henryka Sienkiewicza. Wywożony na Sybir jak świętość zabrał powieść „Orli Szpon” Bolesława Zielińskiego, prezydenta Łucka, prawnika, publicysty i pisarza, niegdyś w Nowym Jorku oficera rekrutacyjnego Armii Polskiej. Książka zawierała dedykację od prezydenta Bolesława Zielińskiego dla jego mamy Olimpii Marcinkowskiej z domu Martyńskiej, w okresie dwudziestolecia międzywojennego pracownicy Zarządu Miejskiego w Łucku. Na zesłanie w krainę wielkich mrozów, do Okoniesznikowa w omskiej obłasti, Tadeusz Marcinkowski pojechał w letnich bucikach, ale z ulubioną powieścią o Indianach w podróżnym worku. Na Syberii książkę Bolesława Zielińskiego dosłownie wyczytał na pamięć. Było w niej to, o czym wśród syberyjskich śniegów marzył mały chłopiec: wielka przygoda, szlachetni bohaterowie i coś bardzo ważnego – duma z bycia Polakiem. Słowa: „ale od czego młodość i twarda polska natura” na zesłaniu nabierały nowego znaczenia. „Polaczok” – jak nazywali go rówieśnicy – wymykał się ponurej syberyjskiej rzeczywistości. Uciekał w świat wyobraźni. Zdolny szybko nauczył się czytać po rosyjsku i spenetrował zasoby rejonowej biblioteki. Tworzył swój własny, odrębny świat, znacznie lepszy i piękniejszy od otaczającego. Miał tajemny, dobrze ukryty zeszyt, do którego wklejał obrazki. Kolekcjonował je z upodobaniem i czasem z narażeniem na poważne konsekwencje. Cały swój zbiór i ukochaną książkę Zielińskiego stracił w drodze powrotnej z zesłania. W Kremieńczugu Rosjanie okradli wracających z Syberii biedaków, bo też kto miał stanąć w obronie kobiety z dwojgiem dzieci – takiej jak na pomniku Matki Sybiraczki w Zielonej Górze.

Niemal zaraz po powrocie do rodzinnego Łucka trzeba było wyruszyć w dalszą podróż – na Ziemie Odzyskane. W tym samym transporcie, w którym stolicę Wołynia opuściła Kuria Biskupia z cudownym obrazem Matki Boskiej Latyczowskiej, w sierpniu 1945 roku wyjechały między innymi rodziny: Bulik Kozakiewiczów, Pruszyńskich, Podolskich, Majewskich, Rodziewiczów. Wyjechała też Adelina Zaykowska, zasłużona działaczka Polskiej Macierzy Szkolnej w Łucku, oraz dr Walerian Ramlau z Ołyki, lekarz Radziwiłłów. Kolejne wystawowe plansze: „Repatriacja”, „Zielona Góra po wyzwoleniu” oraz „Zielonogórzanie z Wołynia” przypominają, iż podobny los spotkał wielu kresowych Polaków, którzy znaleźli swój nowy dom na Ziemi Lubuskiej. Po wojnie w Zielonej Górze działał pracownik Urzędu Wojewódzkiego w Łucku Jan Klementowski – pierwszy starosta zielonogórski. Na zdjęciach odnajdziemy także scenografa Teatru Wołyńskiego im. Juliusza Słowackiego, a później znanego zielonogórskiego artystę plastyka Stefana Słockiego. W Szpitalu Miejskim w Łucku rozpoczynał pracę ceniony zielonogórski chirurg dr Tadeusz Staniewicz. Z kolei z Kowla na Wołyniu do Zielonej Góry przyjechał dr Zbysław Kopyść, ordynator Oddziału Dziecięcego Zielonogórskiego Szpitala Wojewódzkiego. W Zielonej Górze znaleźli swój nowy dom: Tadeusz Bukowiecki, w latach 1929–1935 naczelnik Kasy Skarbowej w Łucku, a następnie kierownik oddziału kontroli podatkowej Izby Skarbowej w Łucku, oraz inspektor Czesław Wdziękoński, komendant Straży Pożarnej w Kowlu, a później w Łucku, a także Stanisław Szafiński, w latach 1932 – 1938 dowódca czwartego szwadronu 19 Pułku Ułanów Wołyńskich w Ostrogu, od stycznia 1939 r. dowódca plutonu zwiadowców konnych 13. Dywizji Piechoty w Dubnie, który w czasie kampanii wrześniowej brał udział w obronie Warszawy i Góry Kalwarii oraz w bitwie pod Kutnem, natomiast po ucieczce z niewoli niemieckiej służył w 1. Badalonie Zmotoryzowanego Wojska Polskiego utworzonego przy
Armii USA. W Łucku pełnił służbę Mieczysław Jeleński, ojciec cenionej zielonogórskiej historyk sztuki Eweliny Jeleńskiej-Felchnerowskiej, aresztowany przez NKWD w grudniu 1939 roku i rozstrzelany w Kijowie. Z tragicznym okresem wojny i okupacji wiąże się też historia Zofii Sadowskiej pseudonim „Zulejka”, łączniczki Armii Krajowej skazanej za działalność na pobyt w najcięższych łagrach Norylska, której matka wraz z bratem po wojnie przyjechała z Łucka do Zielonej Góry. Jak dziwnie splatają się ludzkie losy. Listy, które stęskniona, chora matka „Zulejki” kierowała do zesłanej do łagru córki, były pisane ręką obecnej zielonogórzanki pani Kaliny Zub z domu Chruckiej. Doktor Tadeusz Staniewicz zabierał ze sobą Kalinę na wizyty do starszej pani Sadowskiej, a delikatna, wrażliwa dziewczynka pod dyktando mamy „Zulejki” zapełniała kolejne kartki papieru słowami pełnymi matczynej miłości i troski. Z Wołynia na Ziemię Lubuską przyjechali też Waldemar Stefan Kirkor, obecnie zielonogórzanin, i Stanisław Kirkor, organizator oraz kierownik Zakładu Chorób Pszczół Państwowego
Instytutu Weterynaryjnego w Gorzowie Wielkopolskim. W Zarządzie Stowarzyszenia Pionierów Zielonej Góry działa dawna łucczanka Ludmiła Waszkowska, krewna tak cenionego w Łucku wieloletniego komendanta Straży Pożarnej Wacława Mesnera. Nie sposób wymienić wszystkich zielonogórzan o wołyńskich korzeniach. Losy wielu z nich to materiał na ciekawą, pasjonującą opowieść.

Dlaczego warto odwiedzić wystawę „Z Wołynia do Zielonej Góry”? Historia, kultura i tradycje Ziemi Wołyńskiej stanowią istotny składnik dziejów naszego narodu. Trzeba pamiętać, że czas płynie nieubłaganie i z każdym milknącym kresowym sercem gaśnie jedno światło pamięci. Obyśmy zdążyli poznać choć ułamek prawdziwej historii Kresów i wydarzeń, które rozegrały się na tych terenach.

Małgorzata Ziemska
Tekst ukazał się w nr 14-15 (210-211) 19-28 sierpnia 2014

X