W kręgu świec
Anielską postać miało
wszystko co z jego Krzemieńca:
wzgórza ubrane w gronostaje głębokie jary,
a nad nimi domy.
Oblicze matki, źródło żywe
wielkiej tęsknoty.
Jej głos się łączył z kolędami
gdy pierwsza gwiazda zajaśniała
nad śnieżną szatą Góry Bony.
Ach, domy dzieciństwa utracone
pełne cudownych głosów
bo najbliższych trwają w nas
także – „gdy się Chrystus rodzi”…
W kręgach świecy się jawią
tamte chwile – przypomnieniem:
opłatki – twarze – i życzenia
zwiewnych postaci z przeszłości.
Zimowy wertep*
W białej magii zastygłe miasto
całe welonem śniegu otulone.
I tylko w pustce czasem kruk
zakracze. To z gęstych tarnin
zając pryśnie skrzypieniem
kroków nagle przepłoszony.
Cień kształty wciąż przemienia
w teatrze tym zimowym bo
tylko cieniem chwilę tutaj jestem
pośród tajemnic niezgłębionych
wśród lotu myśli o wertepach,
o kolędnikach, którzy ścieżkami
tymi dawno z wieścią przeszli.
Z pieśnią prastarą, z gwiazdą
kołującą; z aniołem, turoniem.
Jeszcze ich głosy słychać nadal
w tej ciszy niemilknącej i obecnej.
*Wertepem na Wołyniu nazywano przenośny teatr lalkowy o charakterze religijno-ludowym
Przy herbacie
W długie wieczory zimowe
herbata z ziół z Krzemieńca
ma zapach kadzidlany.
Z bujnych łąk nadikwiańskich
albo w ogrodach Bessera
zbieranych często o świcie.
Wonny eliksir tamtej ziemi
grzeje serce, rozchyla
wyobraźnię ku tym światom
bliskim, a dalekim.
Poruszającym struny pieśni
dawnych i współczesnych.
Tak wiele dróg tam wiedzie
i tyle świetnych piór i modlitw
od dziejów naszych zarania.
Spotkań i rozmów nagle błyska
niby słońca promienie gdy
lecą o świcie i przenikają
drżącym złotem przestrzeń.
Czas kolęd
Skały Dziewicze całe oblodzone,
nad jaskiniami sople wiszą.
Słońce przemienia je w ozdoby
wybłyskujące pośród starych sosen,
że niby lampki na choinkach wiszą.
Róże w ogrodzie blisko dworku
w śnieg zanurzyły swe czerwone
głowy i trwają zadumane w bieli
iskrach diamentów roziskrzonych.
Pod kopułami świątyń i wieżami,
wzdłuż ulic w jarach zatopionych
kolędy płyną – te klejnoty wiary
– ze skarbca ducha – bogactwo
wieków przywołane znowu.
O swej miłości do tych pieśni pisał
wygnaniec na paryskim bruku
przynosząc z miasta nad Sekwaną
rozgwary, krzyki, szumy, stuki.
Mariusz Olbromski
Dwugłos o książce Mariusza Olbromskiego „Album krzemieniecki”
