XII Forum Europa–Ukraina w Rzeszowie: dialogi poza panelami

XII Forum Europa–Ukraina w Rzeszowie: dialogi poza panelami fot. Konstanty Czawaga

Barometrem relacji polsko-ukraińskich są edycje Forum Ekonomicznego, które organizuje Fundacja Instytut Studiów Wschodnich pod przewodnictwem Zygmunta Berdychowskiego. Oprócz Krynicy, czyli „Małego Davosu” na Wschodzie, Krakowa i Tarnowa cieszy się popularnością też Forum Europa – Ukraina, które w dniach 24–25 stycznia już po raz dwunasty odbyło się w G2A Arenie Centrum Wystawienniczo-Kongresowego województwa podkarpackiego w Jasionce koło Rzeszowa.

Pomimo licznych paneli, od rana do późnego wieczora również w holu przy kawie, herbacie i soku przebiegało też wielu spotkań i dyskusji polityków, dyplomatów, ekonomistów, samorządowców, ekspertów, działaczy kultury. Poniżej, w wywiadach uczestników Forum dla Kuriera Galicyjskiego, o niektórych szczegółach panującego tam klimatu.

Na poziomie parlamentarzystów
Ryszard Terlecki wicemarszałek Sejmu RP
– Dobrze, że takie inicjatywy się odbywają, bo są niezależne od tego co dzieje się na linii Warszawa – Kijów. Spotykają się politycy, ludzie interesu, ale także posłowie. Przyjechała grupa posłów z Ukrainy. Rozmawialiśmy dzisiaj z nimi dwie godziny, myślę więc, że na tle rozmaitych napięć i zgrzytów takie inicjatywy jak Forum Rzeszowskie czy Krynica są bardzo pożyteczne. Mamy za chwilę wybory na Ukrainie, potem następne wybory parlamentarne. Wiele od nich zależy. W tych kampaniach na razie niewiele mówi się o Polsce i o relacjach z Polską. Główni konkurenci w tej politycznej rywalizacji odnoszą się do Ameryki, do Chin, do Niemiec, do Rosji, ale o Polsce mało się mówi. Przynajmniej my tak to obserwujemy. Zobaczymy jak będzie po tych wyborach. Chcielibyśmy oczywiście, żeby nasze stosunki się poprawiły, ale do tego są niezbędne pewne warunki. Nie zanosi się na razie, żeby te warunki czy nasze oczekiwania, czy nasze postulaty się spełniały. Chciałbym być optymistą. Chciałbym myśleć, że idzie wszystko w dobrą stronę.

Ryszard Terlecki nigdy nie ukrywa, że czuje się lwowiakiem, chociaż urodził się w Krakowie.

– To tylko zrządzenie losu sprawiło, że rodzina moja wyjechała ze Lwowa – wyjaśnił. – Dziś rozmawialiśmy też z deputowanymi z Ukrainy o kościele św. Marii Magdaleny, w którym była ochrzczona moja mama i brali ślub moi dziadkowie. Łzy mi się cisną do oczu, ale takie są realia i musimy w tych realiach żyć. Jeżdżę do Lwowa jak tylko się udaje, staram się tam spotykać z tymi, którzy jeszcze zostali. Jest ich coraz mniej. Na Ukrainie jest jeszcze trochę Polaków. Trzymajmy się. Powiedźmy sobie tak: wszystko jeszcze przed nami!

Rafał Dzięciołowski, doradca prezydenta RP, Ryszard Terlecki, wicemarszałek Sejmu RP i prof. Bogdan Hud’ (Lwów) (fot. Konstanty Czawaga)

Prawie w każdym Forum uczestniczy lwowianka Oksana Juryneć, współprzewodnicząca grupy ds. stosunków z Polską Rady Najwyższej Ukrainy.

– Podczas tego XII Forum Europa – Ukraina mieliśmy możliwość podziękować za to spotkanie polskiej stronie – powiedziała. – Rozumiemy, że takie spotkania wypełniają próżnię w naszych stosunkach. Rozmawiamy o przeszłości, omawiamy najważniejsze wydarzenia dnia dzisiejszego. Ale rozmawiamy również o tym, jak będziemy działać w przyszłości. Dlatego podczas tego spotkania zaplanowaliśmy dwie wizyty. Jedna z nich będzie do Polski, a druga na wschód Ukrainy.

Współpracujemy w różnych formatach: w formacie parlamentarnym, w formacie stowarzyszeniowym, gdzie mamy wielu parlamentarzystów z Polski, którzy wspólnie z nami działają. Również mamy rozmowy w siedzibie NATO, które są niezwykle aktywne. Tu, w Rzeszowie, są przedstawiciele polskiego Sejmu i z nimi też stale się kontaktujemy i rozmawiamy. W każdym państwie są rzeczy, są sytuacje wewnętrzne, które wymagają omówienia. Tak na przykład, rozmawialiśmy o problemach w basenie Morza Czarnego, ponieważ sytuacja w tym regionie jest groźna. Podczas tej rozmowy ustaliliśmy, że możemy rozumieć zagrożenia, które tam wynikają. Powiem nawet, że na poziomie NATO również lobbujemy interesy Polski dotyczące rozmieszczenia baz NATO w Polsce. Dla nas jest to sprawa bardzo ważna, bo będzie to też wsparcie dla nas. I takie wzajemne wspieranie się w różnych gremiach przynosi pozytywne wyniki.

Najpotężniejsze dwa narody – Polska i Ukraina – znaczą dziś wiele w Unii Europejskiej. Na razie my, Ukraina, nie jesteśmy członkiem UE, ale mamy tego świadomość, że stoimy na linii obrony całej Europy i z tym powiązane są nasze kontakty.

Są różne momenty, są różne polityczne zjawiska wewnętrzne, jest proces wyborczy – nie zawsze one sprzyjają tym stosunkom. Abyśmy mogli poprzez wspólne kompromisy iść do przodu, potrzebne są rozważne decyzje, pozwalające mówić o wspólnych stosunkach i widzieć ich perspektywę.

Ważne jest zrozumienie tego, że państwo i jego rozbudowa opiera się na lokalnym samorządzie. Dlatego dziś mamy możliwość mówienia o wielu rzeczach podczas wspólnych kontaktów i słyszenia się nawzajem. Są decyzje, które nie zawsze od nas zależą. Debatując tu z kolegami o kwestiach ogólnonarodowych, często dotykamy kwestii lokalnych, a nawet problemów poszczególnych miejscowości. Nie zawsze mamy pełnomocnictwa ze stolicy do załatwiania pewnych spraw, ale na miejscu można zdecydować o wielu rzeczach, bo są przedstawiciele wielu sił politycznych, władze miast i wsi. Takie ogólne dyskusje później są przenoszone na inne poziomy.

Z czego czuje pani satysfakcję? – zapytałem.

– Jeżeli w coś się wierzy i dobrze wykonuje swoją pracę, odnosi się z szacunkiem do rozmówcy i ma świadomość, że cieszysz się wzajemnym szacunkiem – wtedy to przynosi dobre wyniki. To, o czym rozmawiamy tu, wbrew okolicznościom, udaje się nam załatwić. Dziś, poszukując partnerów, często natrafiamy w mediach na różne informacje, ale o wszystkim decydują konkretne sprawy, które są o wiele ważniejsze i mówią najlepiej same za siebie. W wielu wypadkach żartujemy, mamy jednak zrozumienie sytuacji, zrozumienie politycznych gierek i układów, więc pozostaje jedno – państwowe podejście każdego z nas do tych spraw, zarówno z polskiej, jak i z ukraińskiej strony. Uważam, że dziś nie należy zapominać żeby dziękować. Razem z tym, należy rozumieć, że jeżeli ty masz dziś czyjeś wsparcie, to jutro ty musisz też wspierać tych ludzi. Te rzeczy powinny być wzajemne.

Dziś mamy ustawę, która pozwala Polsce i Ukrainie przy wspólnych działaniach wykorzystywać fundusze unijne w ramach projektu Polska-Białoruś-Ukraina. Mamy już ustalone spotkanie, podczas którego będziemy omawiali kwestię dołączenia do tego projektu innych państw. Do tej naszej owocnej współpracy Polska – Ukraina dołączymy Mołdawię, państwa bałtyckie. Omówimy też aspekt współpracy z Białorusią. Są to momenty strategiczne i określamy ich realizację. Nasze państwa mają możliwość wspólnej rozbudowy naszych stosunków i ochrony tych wartości, w imię których kiedyś połączyła się Europa – powiedziała Oksana Juryneć.

Wojciech Jankowski (Radio WNET) i Łew Zacharczyszyn, konsul Ukrainy w Gdańsku. Oksana Juryneć, deputowana do Rady Najwyższej Ukrainy i Rafał Dzięciołowski, radca prezydenta RP (na drugim planie) (fot. Konstanty Czawaga)

Tak wyglądają stosunki ekonomiczne
Oleg Dubisz, wiceprezes Polsko-Ukraińskiej Izby Gospodarczej
– Dziś mamy kolejne Forum Europa – Ukraina, którego jednym z wątków są relacje gospodarcze. Polska krok po kroku staje się pierwszym partnerem Ukrainy w relacjach europejskich. Obroty w eksporcie towarów ukraińskich do Polski za lada moment dorównają tym, które dziś jeszcze, niestety, Ukraina ma z Rosją. Jak widać, Polska powoli staje się alternatywą dla gospodarki ukraińskiej w kwestii wejścia na rynki europejskie. Oczekuję, że w tym roku osiągniemy około 7 mld dol. obrotów handlowych. Szczyt naszych obrotów przypadał na rok 2008 i wówczas wynosił 8,8 mld dolarów, ale późniejsze wydarzenia i wojna na wschodzie Ukrainy obniżyły ten bilans. W chwili obecnej obserwujemy regularny wzrost obrotów o 20–25% rocznie. Jednocześnie rośnie import polskich towarów na Ukrainę. Niestety ogólne saldo jest dla Ukrainy niekorzystne, tzn. że więcej polskich towarów sprzedaje się na Ukrainie. Ukraina generalnie eksportuje produkcję rolniczą, metalurgię. Ostatnio wzrasta eksport towarów, które można określić jako wysoko technologiczne.

Najbardziej widoczną dla przeciętnego obywatela jest migracja zarobkowa z Ukrainy do Polski. Nikt nie zna dokładnych liczb, ale szacuje się, że około 2 mln obywateli Ukrainy pracuje cyklicznie w Polsce. Zjawisko to ma dwojakie charakterystyki: pozytywna – polega na tym, że ludzie znaleźli zatrudnienie w obecnej sytuacji na Ukrainie i otrzymują dochody (w 2017 roku legalnie wpłynęło na Ukrainę około 3 mld dolarów, czyli 50% tego, co przesłali do kraju Polacy). Drugą cechą pozytywną jest fakt, że przeciętny mieszkaniec wschodu Ukrainy, będąc w Polsce, powoli zmienia swoją mentalność na bardziej proeuropejską. Do negatywnych zjawisk odnosi się odczuwalny brak siły roboczej bezpośrednio na Ukrainie. Podczas prezentacji pokazuję zdjęcie, które zrobiłem na jednym z przystanków autobusowych w Lublinie, gdzie widać ogłoszenie firmy Fujikura zapraszającej Ukraińców do powrotu do kraju i zatrudnienia się w tej firmie. Z własnego doświadczenia wiem, że znaleźć we Lwowie dobrego tokarza, spawacza, budowlańca jest dziś bardzo trudno lub proponowane zarobki są poniżej tych, które można osiągnąć w Polsce.

Bardzo cieszy, że rozwija się współpraca w dziedzinie przemysłu obronnego. Jest to dla nas bardzo ważne. Polska jest trzecim krajem we współpracy wojskowej (po USA i Kanadzie), pomagającym Ukrainie modernizować wojsko. Mamy bardzo dużo konkretnych projektów w tej dziedzinie.

Z innych tematów, które uważam za ważne na ten rok, są dwa: kwestia infrastruktury (rozbudowa linii kolejowych Polska – Ukraina) i kwestia rozwoju samorządów lokalnych (finansowanie na poziomie 52% budżetu Ukrainy). W tym drugim przypadku widać, jak oligarchiczna piramida powoli się odwraca i pieniądze zaczynają napływać do ludzi w miasteczkach i wioskach. Mamy dobre dowody decentralizacji i powoli organy lokalnych samorządów będą mogły finansować najpotrzebniejsze zadania na własnym terenie – zaznaczył Oleg Dubisz.

Wasyl Pawluk, konsul generalny Ukrainy w Lublinie i Karol Gajdzik, prezes Stowarzyszenia Linia 102.pl (fot. Konstanty Czawaga)

Na III Targach Wschodnich, które towarzyszyły XII Forum Europa – Ukraina odbyła się prezentacja Stowarzyszenia Linia.102.pl. Prezes Stowarzyszenia Karol Gajdzik opowiadał o inicjatywie społecznej, która doprowadziła do poważnych kroków na szczeblu państwowym w sprawie odnowienia jeszcze jednej linii ruchu kolejowego między Polską a Ukrainą.

– Entuzjaści kolei czasem robią więcej, niż różnego rodzaju konferencje – powiedział Bogdan Rzońca, przewodniczący Sejmowej Komisji Infrastruktury w polskim parlamencie. – Np. w przypadku Linii102.pl oraz innych linii, jak połączenie Kijów – Lwów – Przemyśl. Właśnie zwykli ludzie po prostu wyszli na tory, przygotowali tory do jazdy. Najpierw drezyną, później dobrym pociągiem, no i mamy ogromny sukces chociażby na tym połączeniu kolejowym Kijów – Lwów – Przemyśl. 5 grudnia minionego roku w Kijowie podpisano porozumienie o potrzebie uruchomienia pociągu ze Lwowa do Lublina. Te prace biegną bardzo szybko i mam nadzieję, że za 2 – 3 miesiące to połączenie się zmaterializuje. Minister infrastruktury Ukrainy Wołodymyr Omelan oraz minister infrastruktury RP Andrzej Adamczyk już podpisali list intencyjny w tej sprawie. Myślę, że zwykli ludzie i nacisk od dołu społeczeństw, samorządowców, mieszkańców wiosek, gmin przez które biegną tory, jest bardzo potrzebny politykom, którzy później do nich przychodzą po głosy. „Głosujcie na mnie, głosujcie na mnie!”. Ludzie wtedy pytają jednego posła czy drugiego: „A co zrobiłeś?”. Na pewno entuzjaści i zwolennicy kolei, którzy widzą ogromną szansę w komunikowaniu się na pograniczu polsko-ukraińskim tym środkiem transportu, zasługują na wielką uwagę, na podziękowanie i ich praca nie idzie na marne, bo rządy w Kijowie i w Warszawie o tej pracy entuzjastów kolei czy o podróży koleją słyszą. I z tego też bardzo się cieszę, bo jest to dla mnie wsparcie od dołu dla tych pomysłów, o których wielokrotnie mówi się na konferencjach. Czasem z tych konferencji niewiele wynika, natomiast na pewno wiele wynika z entuzjazmu sympatyków kolei – powiedział Bogdan Rzońca.

Delegacja z Przemyśla (fot. Konstanty Czawaga)

W holu przy kolejnym stoliku spotykamy grono naszych przyjaciół i znajomych z Przemyśla.

– Na Forum Europa – Ukraina przyjechałem pierwszy raz jako prezydent miasta Przemyśl, bo poprzednio brałem udział jeszcze jako poseł – powiedział Wojciech Bakun, prezydent Przemyśla. – Jak od każdego Forum oczekuję nawiązania się pewnych kontaktów, wymiany idei, pomysłów. To jest najważniejsze. Tutaj nikt nie oczekuje podpisywania nie wiadomo jakich umów, ale wymiany pomysłów i przedstawienie tego, z czym ma się do czynienia, wymiana tych poglądów jest jak najbardziej wartościowa, często na takim Forum czy podobnie jak w Krynicy nawiązują się kontakty, które później procentują. Przemyśl w dosyć oczywisty sposób jest ukierunkowany na współpracę z Ukrainą, z racji swojej bliskości z granicą. Tutaj nie mamy odwrotu. Fajnie, że pojawiły się bardzo wygodne połączenia kolejowe z Kijowem, z Odessą, ze Lwowem. Szkoda, że zbyt mało jest osób, które w Przemyślu przesiadają czy do Przemyśla dojeżdżają. Przypomnijmy, że w ciągu ośmiu miesięcy to jest blisko 230 tysięcy pasażerów. W zeszłym roku ta liczba przekroczyła 300 tysięcy. Żeby tylko te osoby przynajmniej na część swojego czasu przesiadkowego zostały w mieście, albo zechciały zostać na dłużej, niż parę godzin, być może na dzień, dwa czy trzy, ażeby skorzystały z ofert Przemyśla. W mojej ocenie byłaby to promocja Przemyśla na Ukrainie pod każdym względem, jako miasta, dokąd lwowiacy mogą wyskoczyć na weekend. Mamy pociąg, który dojeżdża tam w półtorej godziny. Odprawa odbywa się w locie. To jest dużo atrakcyjniejsze, niż przekraczanie granicy czy to pieszo, czy samochodem. Autentycznie można wyjechać ze Lwowa rano i wrócić wieczorem, spędzając w Przemyślu tylko jeden dzień, wpadając na obiad lub by pojeździć na nartach – zapraszał prezydent Przemyśla.

Wojciech Bakun ma nadzieję na odnowienie ruchu na Linii 102.pl.

– Województwo podkarpackie i jego marszałek planują przeznaczyć środki na modernizację tej linii po stronie polskiej. Mam nadzieję, że się uda, ze również po stronie ukraińskiej wyremontuje się część kolei, abyśmy mogli jeździć nie tylko do Niżankowic – powiedział Bakun.

Od morza do morza
Konsul Łew Zacharczyszyn, kierownik Konsulatu Ukrainy w Gdańsku nieustannie promował swój region konsularny dla gości z Ukrainy i odwrotnie:

– Uważam, że współpraca północnej Polski z Ukrainą jest jeszcze niezrealizowaną szansą czy niewykonanym zadaniem domowym dla obu stron – powiedział. – Tak już tradycyjnie się składa, że skupiamy się przede wszystkim na transgranicznym obszarze, ale istnieją bardzo ważne i strategiczne tematy, nad którymi teraz też pracujemy, na przykład szlak transportowy czy korytarz transportowy Bałtyk – Czarne Morze. Daje on szansę lepszego połączenia z Morzem Czarnym ukraińskim, ale także Morzem Czarnym tureckim, również z Azerbejdżanem i innymi krajami, gdzie Ukraina lepiej jest postrzegana. W kwietniu planujemy taką konferencję w ramach Morskiej Konferencji FRACHT, podczas której będziemy rozmawiać o tym, jak aktywizować współpracę w tym kierunku. I chodzi nie tylko o ruch lądowy. Ważny wątek – nowy ruch śródlądowy rzekami polskimi. Ukraina już ma taką drogę wypracowaną na Dnieprze, a Polska musi jeszcze zbudować ruch śródlądowy na Wiśle. Jest to wielkie wyzwanie dla polskiej gospodarki. Pracujemy w tym kierunku. Północ Polski jest dla nas ciekawa pod tym kątem, że jest dobrze gospodarczo rozwinięta, ale jest to też modułem integracyjnym dla kontaktów z krajami bałtyckimi, z Niemcami. Dla Ukrainy to też bardzo ważny kierunek i to pod kątem faktu, że aktywnie rozwijają tam swoje biznesy nasi chińscy partnerzy, musimy więc tu wspólnie czuwać, aby nie przegapić tego interesu.

Najwyższy stopień napięcia na XII Forum Europa – Ukraina odnotowano podczas panelu o przyszłości stosunków polsko-ukraińskich. Prowadziła go Maria Przełomiec, dziennikarka, TVP Info, Polska. Znana z programu Studio Wschód:

– To był bardzo trudny panel. Niestety panel, który pokazał, jak trudne jest w dalszym ciągu porozumienie pomiędzy Polską a Ukrainą. Mimo, że przecież oba kraje doskonale zdają sobie sprawę, że to porozumienie jest konieczne. To znaczy jak ciągle z jednej i z drugiej strony brak zrozumienia dla sposobu myślenia partnera. Obie strony wydają się okopywać się na swoich stanowiskach, a to nie jest żaden punkt wyjścia do dalszej dyskusji. Wydaje mi się, że tutaj powinna być (brzydkie słowo, ale teraz często używane) empatia. Czyli wyjście naprzeciw. Oczywiście, historia jest ważna. Oczywiście, ciągle ważna w naszych wzajemnych stosunkach, ale jeżeli obok nas płonie jakiś budynek, a my stoimy pod nim i się kłócimy na temat tego co się stało 50–60 lat temu, to chociaż to, co się stało 50–60 lat temu, jest niesłychanie ważne, to nam za chwilę ta ściana poleci na łeb i wtedy skończą się jakiekolwiek dyskusje. Mnie się wydaje, że ciągle brak zrozumienia tego u polityków obu stron. Że ciągle politycy obu stron patrzą na bardzo krótki dystans i wykorzystują historię, wykorzystują zaszłości do aktualnej walki politycznej, nie patrząc na to, co może być za 10–20 lat. Staram się być optymistką i staram się robić wszystko, żeby do tego nie doszło, ale jeżeli tak dalej pójdzie to, przyszłe pokolenia będą miały do nas potężne pretensje i słusznie. Ten płonący budynek, to jest w tej chwili Rosja, która zachowuje się tak, jak się zachowuje. To jest agresywny Władimir Putin, któremu spada poparcie. Od aneksji Krymu minęło 5 lat i w ciągu tego czasu stosunki polsko-ukraińskie czy ukraińsko-polskie, bo wina absolutnie jest po obu stronach, pogarszają się, a nie poprawiają się. Czyli płonący cały czas budynek jest to wojna na Ukrainie. To jest nie tylko wojna na Ukrainie, to są również próby Putina dzielenia i państw Europy, i państw Unii Europejskiej, i skłócania wewnątrz obywateli różnych państw Unii Europejskiej. I skłócanie Polaków i Ukraińców. Tyle tylko, że Putin nie tworzy sytuacji. Putin po prosto sytuacje wykorzystuje. A my pozwalamy się wykorzystywać.

Czy można oczekiwać, że po zmianie w ustawie o IPN sytuacja w relacjach polsko-ukraińskich i ukraińsko-polskich się poprawi i zostaną wznowione prace ekshumacyjne? – zapytałem.

– Bardzo bym chciała, ale niestety ten rok jest rokiem wyborów na Ukrainie i w Polsce, a wybory nigdy nie sprzyjają łagodzeniu sytuacji, szczególnie w sytuacji, kiedy jest o co się kłócić – powiedziała Maria Przełomiec. – Bardzo chętnie politycy z jednej i drugiej strony raczej starają się rozdmuchać różne konflikty, żeby pokazać, że są konieczni, że będą je bronić itd., a nie łagodzić. Mamy nadzieję, że jak miną wybory, to wrócimy znowu do dialogu i rzeczywiście jest bardzo dobry krok ze strony polskiej, myślę o Trybunale Konstytucyjnym, który uznał za niekonstytucyjną tę nowelizację nieszczęsnej ustawy IPN. Bardzo bym chciała, rozumiem, że nie jest to możliwe przed wyborami, żeby jednak strona ukraińska wycofała też tak kontrowersyjny punkt ustawy antykomunizacyjnej. I to byłby świetny moment, świetny punkt do podjęcia dialogu.

Poruszyliśmy też temat 100. rocznicy sojuszu Piłsudski – Petlura.

– To jest ważna rocznica – zaznaczyła Maria Przełomiec. – Nie z winy Polski, niestety z winy tego, co się działo wówczas na świecie, nie powstała wolna Ukraina. Ja wiem, że na Ukrainie Petlura nie jest bardzo popularnym politykiem. Nie mniej, została w Kijowie odsłonięta tablica ku czci Petlury. I to jest propozycja ze strony ukraińskiej, która mi się szalenie podoba, bo to jest taki symboliczny gest. Symboliczne gesty są ważne. Mianowicie, żeby w rocznicę słynnej defilady w Kijowie wspólnych wojsk, polskich i ukraińskich, odtworzyć tę defiladę z grupami rekonstrukcyjnymi, z wojskami polskim i ukraińskim. Powtarzam, że jest to propozycja strony ukraińskiej. Ja uważam to za świetny pomysł, chociaż tutaj rozumiem, że propozycja musi być ze strony ukraińskiej, bo chodzi o Kijów.

Udział humanistów jest konieczny
Panel „Kultura i sztuka jako przestrzeń dialogu między narodami” zgromadził grono pisarzy, badaczy literatury i sztuki oraz organizatorów imprez międzynarodowych, gdzie prawie wszyscy znają się ze sobą przez długie lata.

– Dobrze, że jest też ten segment dotyczący kultury, sztuki i życia intelektualnego – powiedziała po zakończeniu panelu Wira Meniok, docent katedry slawistyki i literatury światowej Uniwersytetu Drohobyckiego, dyrektor Fundacji „Muzeum i Festiwal Brunona Schulza” w Drohobyczu. – Czy sztuka lub kultura może naprawić sytuację, która została zepsuta przez politykę? Odpowiadam, że to jest bardzo trudna sprawa. Mówiłam dzisiaj o Brunonie Schulzu i jest to niejako misja mojego życia. Że jak to się udaje, że ludzie z całego świata, w tym też z Ukrainy i z Polski, rozmawiają o tak trudnych rzeczach jak proza poetycka Schulza. To jest bardzo trudna intelektualna, elitarna sprawa. Jeżeli od trudnego, ale nie w znaczeniu jakichś konfliktów politycznych, nie w znaczeniu historycznych nieporozumień, a od trudnego w sztuce i w literaturze się zaczyna, i jeżeli się dojdzie do porozumienia, to już tego człowiekowi nie można odebrać. To była taka moja teza. Kultura, sztuka łączy, ale tylko w przypadku, gdy powstaje kod porozumienia. Na poziomie języka, kultury, sztuki, a nie na poziomie tego wszystkiego co nam narzucają coraz bardziej intensywnie politycy itd., itd. Ja uważam, że kultura i sztuka łączy, inaczej bym się tym nie zajmowała.

– Uważam, że na takich forach, gdzie spotyka się 99% ludzi biznesu, polityków itd., którzy decydują o sprawach ważnych, pewien odsetek intelektualistów, humanistów, artystów jest konieczny – powiedział Jurij Winnyczuk, pisarz ukraiński ze Lwowa. – Tym razem dyskutowaliśmy o kontaktach polsko-ukraińskich na najwyższym poziomie, ponieważ to pozostanie w historii, a mowa była o naszych stosunkach twórczych, artystycznych i literackich. To jest to, co nie przemija, a cała reszta – stosunki polityczne, gospodarcze, finansowe, ekonomiczne – to wszystko pisane jest dniem dzisiejszym i nie przenosi się na przyszłość. Myślę, że należy poszukiwać te punkty, które są nam bliskie, aby właśnie na tych wspólnych pozycjach humanistycznych opierać naszą wspólnotę. Mamy wiele wspólnego, wiele interesującego, wiele ważnego w naszej historii. Mieliśmy wiele wspólnych zwycięstw, które należy opiewać i przedstawiać. Niestety dotychczas koncentrowaliśmy się na naszych porażkach, na naszych konfliktach i wrogości. Jesteśmy przecież narodami, żyjącymi przez wieki obok siebie i myślę, że trzeba nam się zbliżać. To właśnie humaniści, obecni na takich spotkaniach, mają to zadanie – zaznaczył Jurij Winnyczuk.

Konstanty Czawaga
Tekst ukazał się w nr 3 (319) 15-27 lutego 2019

X