Ostatnio zadano nam pytanie: czy zawsze odwiedzacie z paczkami te same osoby? Owszem, te, które już znamy, jak najbardziej. Są to przeważnie osoby starsze, które nie mają nikogo z bliskich i czekają że je ktoś odwiedzi, porozmawia z nimi, spędzi jakiś czas w ich towarzystwie.
Ale poprzez naszych przyjaciół z innych organizacji, gdy Centrum Polskiej Kultury Odra-Niemen-Dniestr organizuje dalsze wyprawy „paczkowe”, dowiadujemy się o Polakach mieszkających w innych regionach. Tak też było podczas ostatniego wyjazdu do Borysławia, gdzie z paczkami odwiedziliśmy Regionalne Towarzystwo Kultury Polskiej i tam dowiedzieliśmy się, że w miejscowości Podbuż daleko od ludzi mieszka ostatnia polska rodzina – rodzina Heleny Marycz.
W Podbużu spotkała nas wnuczka pani Heleny, więc zostawiliśmy samochód i dalej poszliśmy z nią. Była to w pewnym sensie przygoda. Okazało się, że pani Helena mieszka po drugiej stronie wioski, za rzeką Bystrzycą, gdzie już nikt z mieszkańców nie pozostał. Kilka lat temu jedyną kładkę porwała powódź. Przeprawiamy się z paczkami przez bystrą wodę w bród. Chata stoi tuż pod lasem i sąsiaduje jedynie ze zwierzętami leśnymi.
Według Słownika Geograficznego Królestwa Polskiego… jeszcze w XVII w. była tu tak zwana Kraina Podbuska należąca do ekonomii samborskiej. Przed II wojną światową mieszkało tu wielu Polaków.
– Były to bardzo trudne dla nas czasy – opowiada pani Helena – podczas wojny matka musiała nas ukrywać. Pamiętam, że tato pracował jako stróż, a mama tak się bała, że kiedy już nas ułożyła do snu, siedziała przy oknie i pilnowała. Chociaż u nas jeszcze tak nie było, ale tam gdzieś daleko, koło Lwowa było i ludzie opowiadali straszne rzeczy.
Pomimo że rodzina pani Heleny od dłuższego czasu nie miała kontaktu ze światem, zachowała polskość i przekazała ją swoim wnukom.
– Sąsiadów tu teraz nie mam, tam był jeden dom, tam też był dom – pokazuje nam ręką na rozpadające się chaty, w których teraz nikt już nie mieszka. – Ma pracę, bo ma jeszcze krowę i jedną kurę. Ona jest przyjaciółką babci – mówi wnuczka.
– U nas kiedyś tu był raj. Były zające, bo tu trawa. Kiedy się urodziłam, lasu jeszcze nie było. W lutym skończę 89 lat, piękny wiek. Teraz dookoła las rośnie, wyrósł razem ze mną. Tam siostrzyczka moja urosła, tam na pagórku – tak pani Helena mówi o sośnie. – Kiedyś miała mamę, tatę, braci, a teraz też ma dobrze, bo ma sąsiadów, a ja jestem sama. Ale cóż, ja tu przyzwyczajona jestem, mam pracę. ręce jeszcze pracują. Tylko nogi już nie chodzą, trudno jest, już do rzeki bym nie zaszła. Chciałabym pozostać tu do końca swego życia.
Rodzina pani Heleny jest ostatnią polską rodziną mieszkającą na tych terenach. Pani Helena bardzo lubi przyjmować gości i zawsze czeka, że ktoś ją odwiedzi. Bardzo mile spędziliśmy czas w jej towarzystwie i z wielkim zainteresowaniem słuchaliśmy opowieści z czasów młodości pani Heleny.
Krystyna Frołowa-Fadejczuk
prezes Centrum Polskiej Kultury Odra-Niemen-Dniestr







