„Wyklęci” na lwowskiej scenie

„Wyklęci” na lwowskiej scenie

– Jest to opowieść o czasach i ludziach których przez wiele lat nie tylko zapomniano, ale i stale wdeptywano ziemię, przedstawiano ich całkiem innymi, niż byli naprawdę. We mnie tkwiło to bardzo głęboko, też przez konotacje rodzinne. Samo dotknięcie emocji tych ludzi, chęć opowiedzenia o nich, o tym, co ich motywowało, skąd brali siły, żeby Polsce poświęcić tak wiele, nawet życie – było dla mnie ogromnym wezwaniem. „Wyklęci” znaleźli się w sytuacji, w której tak naprawdę stracili nadzieję, kiedy tak wielu rodaków obok nich poszło na układ, na konformizm – mówił po spektaklu we Lwowie reżyser i kierownik teatru „Teatru nie teraz” Tomasz Żak.

Niewielka sala lwowskiego teatru im. Łesia Kurbasa nie zdołała pomieścić wszystkich chętnych, którzy przyszli zobaczyć spektakl „Wykleci” „Teatru nie teraz” (TNT) z Tarnowa.

Założycielem teatru, dyrektorem i reżyserem jest Tomasz Antoni Żak. Jest również autorem scenariusza i scenografii. To właśnie scenografia: surowe dekoracje, dwa krzesła i rozbite okno wprowadziły widza w nastrój spektaklu. Dwa krzesła – bohaterowie spektaklu wyboru nie mają – można siedzieć tylko na jednym z nich. Na scenie rozgrywa się tragedia ludzi naznaczonych wyborem – nie poddali się, do końca walczyli z komunistycznym terrorem.

Śledzimy losy czterech bohaterów podziemia niepodległościowego w pierwszych latach powojennych. Jest też przedstawicielka nowej władzy komunistycznej. Bohaterowie zadają pytanie najważniejsze – kiedy będzie tutaj prawdziwa Polska?

 

Fot. Jurij SmirnowWładza niszczy niepokornych bohaterów, często rękoma tych, którzy zdradzili swych kolegów, swoje ideały i siebie samych. Bohaterowie giną z wysoko podniesioną głową, ale jak mają żyć zdrajcy? Czy męczą ich wyrzuty sumienia? Jak mogą patrzeć w oczy uczciwym ludziom? Podstawowe pytanie nie tylko dla bohaterów spektaklu, ale dla całego społeczeństwa totalitarnego i postkomunistycznego. Aktualne jest też dla współczesnego społeczeństwa ukraińskiego. Konformizm był i pozostaje zjawiskiem niezwykle rozpowszechnionym. Nie tylko w czasach komunistycznych, kiedy wybierano między życiem i śmiercią. Reżym totalitarny zostawił nam społeczeństwo bez moralnych wartości. Tak wiele ludzi zdradziło swoje ideały, donosiło na kolegów, współpracowało ze służbami specjalnymi. Co zrobić z takim bagażem? Odpowiedź wydaje się jednoznaczna – przeprowadzenie lustracji całego społeczeństwa. Czarne i białe należy nazwać po imieniu. W taki sposób rozerwane zostanie błędne koło kłamstwa i podwójnej moralności. Bez tego nie jest możliwe zbudowanie nowego społeczeństwa. Ale czy jest to możliwe do wykonania w realiach, w których się poruszamy?

W tekście do spektaklu „Wyklęci” czytamy fragment rozmowy z prezesem IPN Januszem Kurtyką, który mówił m.in.: „Nie ulega wątpliwości, że za pomocą terroru i inżynierii społecznej komunizm wygenerował całkiem liczne grupy społeczne, które go popierały. Chociażby dlatego, że obsługiwały system lub stanowiły jego zaplecze, „nową elitę”. W okresie PRL-u pod wpływem tych bodźców naród polski naprawdę uległ przemianie”.

 

Fot. Jurij SmirnowWypowiedź reżysera i kierownika teatru Tomasza Żaka przekonuje, że walka o dusze ludzi trwa i nadal są sprawy, w których nie ma miejsca na kompromis. Tomasz Żak sformułował to tak: „Patriotyzm jest bardzo głęboko osadzony w polskim romantyzmie. Dlaczego taki spektakl? Dlatego, że jest to opowieść o czasach i ludziach których przez wiele lat nie tylko zapomniano, ale i stale wdeptywano ziemię, przedstawiano ich całkiem innymi, niż byli naprawdę. We mnie tkwią one bardzo głęboko, też przez konotacje rodzinne. Samo dotknięcie emocji tych ludzi, chęć opowiedzenia o nich, o tym, co nimi motywowało, skąd brali siły, żeby Polsce poświęcić tak wiele, nawet życie – było dla mnie ogromnym wezwaniem. „Wyklęci” znaleźli się w sytuacji, w której tak naprawdę stracili nadzieję i kiedy tak wielu rodaków obok nich poszło na układ na konformizm. Ci ludzie po dziesiątkach lat zmartwychwstają, po to żeby nam powiedzieć jak należy kochać ojczyznę. Ale też tak wielu ludzi nie chce o nich mówić – bo mają nieczyste sumienie. Tych ludzi, którzy zdradzili też nie można wykreślić z historii, ale należy o nich pamiętać w tym kontekście. Jeżeli my, Polacy, nie wyczyścimy sobie zagrody, to nigdy nie będziemy mogli iść do przodu. Wina zawsze będzie za nami szła, jeżeli tego nie uczynimy, nie rozliczymy się z przeszłością. Jest to nieodwracalna konieczność, bez tego nie można normalnie budować nowej ojczyzny, nie będziemy relatywizować tej sytuacji”.

Przed spektaklem Tomasz Żak mówił do lwowskiej publiczności: „Ofiara tysięcy młodych (działających w podziemiu antykomunistycznych) miała wymiar jeszcze bardziej heroiczny, niż ofiara powstańców warszawskich w 1944 roku. Jeszcze bardziej nieracjonalny dla wszystkich kunktatorów i sprzedawczyków tego świata. Doczekaliśmy się, że dzieje Armii Wyklętej stają się tematem dostępnym w wersji niezakłamanej i można – jeśli ktoś tylko zechce – poznać prawdę o polskiej insurekcji antykomunistycznej po 1944 roku…”.

Spektakl „Wyklęci” mogliśmy obejrzeć dzięki Konsulatowi Generalnemu RP we Lwowie, który zaprosił tarnowski teatr do Lwowa i zorganizował spektakl dla lwowskich Polaków.

Jurij Smirnow

X