Pomimo toczącej się na Ukrainie wojny Zakład Narodowy im. Ossolińskich i Ukraińska Narodowa Biblioteka Naukową im. Wasyla Stefanyka we Lwowie kontynuują w tym mieście cykl wykładów współorganizowanych od 2006 roku. Spotkania odbywają się pod honorowym patronatem konsula generalnego Rzeczpospolitej Polskiej we Lwowie. W tym roku pierwszym prelegentem był doktor Łukasz Adamski, zastępca dyrektora Centrum Dialogu im. Juliusza Mieroszewskiego.
26 marca polski historyk i publicysta zaprezentował wyniki dwóch badań opinii publicznej na temat postrzegania Ukraińców przez Polaków, przeprowadzonych w lutym i w grudniu 2024 roku. Odstęp czasowy przeprowadzonych badań socjologicznych pozwolił odsłonić procesy zmian opinii różnych grup społecznych i wiekowych oraz wyciągnąć wnioski na temat ogólnych tendencji tych zmian i ich przyczyn. Wykład dr. Adamskiego był punktem wyjścia dla rozmowy o współczesnych relacjach polsko-ukraińskich i historycznych korzeniach pamięci społecznej obu narodów.
W tym również dniu Łukasz Adamski spotkał się ze studentami Ukraińskiego Katolickiego Uniwersytetu we Lwowie, gdzie miał wykład na temat „Jak nie być pseudohistorykiem relacji polsko-ukraińskich”.
fot. Konstanty Czawaga / Nowy Kurier Galicyjski
W wywiadzie dla Kuriera Galicyjskiego powiedział:
– Jedno z ważnych narzędzi, które mamy, to apelowanie do dziennikarzy, do doktorantów, do młodych historyków, kształcenie elit w Polsce i na Ukrainie w duchu dialogu, w duchu porozumienia, ale też w duchu rzetelności metodologicznej, żebyśmy po prostu nie rozmawiali czasem jak ślepy z głuchym. W pewnym momencie tego spotkania miałem wrażenie, że taka rozmowa jak ślepego z głuchym wciąż może się toczyć. I dlatego zwracam tak bardzo wiele uwagi na kwestie metodologiczne. Wniosek, który powinien płynąć dla ukraińskiej elity intelektualnej Lwowa z tych badań jest taki, że nastroje w Polsce pogarszają się, i to nie będzie korzystne ani dla Polski, ani dla Ukrainy. Obawiam się, że dla Ukrainy będzie to bardziej niekorzystne, niż dla Polski. I żeby zapobiec temu pogarszaniu, trzeba mieć argumenty, których czasem polskim ukrainofilom czyli ludziom, którzy chcą dobrych polsko-ukraińskich relacji, brakuje. Myślę, że takie spotkanie, powiedźmy sobie szczerze, nie jest okazją, żeby Polak tu przyjeżdżał i pouczał Ukraińców co robią źle. Staram się mówić oględnie i myślę, że osoby mądre zrozumieją co chcę powiedzieć.
Ostatnio dr Łukasz Adamski często organizuje w Kijowie spotkania i konferencje na temat relacji polsko-ukraińskich. Zapytałem, czy jest różnica między środowiskiem kijowskim a lwowskim?
– Tak, jest różnica – stwierdził Łukasz Adamski. – Po pierwsze pamięć historyczna lwowskiego środowiska związana jest z Polską i w ogóle jakieś wspomnienia, jakaś wiedza o Polsce jest nacechowana i konfliktem polsko-ukraińskim z pierwszej połowy XX wieku, ale też bardzo dużą znajomością, znacznie większą, niż w Kijowie polskiej kultury i Polski jako takiej. Więc mamy tutaj do czynienia z tym, że w jakiejś mierze pamięć historyczna przeszkadza, ale więzy rodzinne i bliskość Polski pomaga. W Kijowie jest znacznie większa niewiedza na temat spraw polskich. I to jest zauważalne. Jest na pewno mniejsze obciążenie historyczne. No, chyba że mówimy o środowiskach nacjonalistycznych neofitów, bo są takie osoby, które na przykład wcześniej mówiły w języku rosyjskim. Uważały się wręcz za zwolenników prorosyjskiej orientacji Ukrainy. Potem zrozumiały że się myliły. Zaczęły intensywnie uczyć się języka ukraińskiego i w swoim egzaltowanym patriotyzmie czasem są bardziej radykalne, niż nawet powiedziałbym typowi lwowscy nacjonaliści. Ale ich jest mniejszość, pojedyncze osoby. Ogromna rzesza kijowian jest do Polski nastawiona przychylnie, chociaż często niewiele wie. Dlatego mogę powiedzieć, że dyskusje z kijowianami są w jakiś mierze łatwiejsze, ale z drugiej strony nie ma takiego zainteresowania, jak we Lwowie. W Kijowie bardzo trudno zebrać taką grupę, jaka była tutaj na sali. W Polsce też bardzo trudno. I to pokazuje, że ludzie tutaj, jeśli nawet mają jakieś swoje przekonania, nawet takie z jakimi ja się fundamentalnie nie zgadzam, chcą jednak przychodzić, chcą dyskutować, są otwarci na dialog. Jestem gościem Ossolineum we Lwowie i tego spotkania nie zorganizowałem. Organizowałem spotkania w Kijowie. Mieszkam tam częściowo, mam tam współpracowniczkę. Bardzo cieszę się, że odbyły się te dwa spotkania. Byliśmy na Zakarpaciu dwa lata temu. Tam zorganizowaliśmy Szkołę Letnią. W zeszłym roku była taka w obwodzie iwanofrankiwskim, w Tatarowie. W tym roku pewnie będzie w obwodzie lwowskim. W zeszłym roku Centrum Mieroszewskiego miało też swój panel na Konferencji Ruta, która odbyła się w Użhorodzie, więc w jakiejś mierze i tam jesteśmy obecni. Jedną rzecz chcę powiedzieć: cała Ukraina jest w stanie wojennym i w związku z tym namawianie kogoś z Polaków na przyjazd do Ukrainy to naprawdę nie jest łatwa sprawa, bo nawet gdyby ktoś taki chciał przyjechać, to małżonka może być przeciwna. A jeśli zapraszać młodzież, to tylko pełnoletnią, żeby nie brać odpowiedzialności, bo za to grozi prokurator, gdyby np. na taki zorganizowany obóz spadła rosyjska bomba. Dlatego wojna jest trudnym momentem do prowadzenia dialogu. Staramy się jeszcze działać poprzez audycje internetowe, choćby przez filmy takie jak „Realna historia” z Akimem Halimowym. Było też spotkanie ekspertów polskich i ukraińskich we Lwowie, jednak większość takich rzeczy robimy w Kijowie.

Na Ukraińskim Katolickim Uniwersytecie spotkanie odbyło się w auli w podziemiach cerkwi akademickiej. W przeciwieństwie do wypełnionej po brzegi sali biblioteki im. Stefanyka przybyła tam niewielka grupa studentów. Natomiast przyszło kilku profesorów z Narodowego Uniwersytetu im. Iwana Franki i nawet Wołyńskiego Uniwersytetu Narodowego im. Łesi Ukrainki w Łucku oraz aktywiści społeczni.
– Nasz uniwersytet jest uniwersytetem otwartym – powiedział wykładowca tej uczelni docent Bohdan Czuma. – Jesteśmy otwarci na wysłuchanie i omówienie wszystkich wartościowych propozycji, jakie pojawiają się w sferze akademickiej. Dla nas jako instytucji edukacyjnej ważne jest również to, aby nasi studenci mogli usłyszeć różne punkty widzenia, zrozumieć współczesne dyskusje, które się toczą. Nie jestem ukraińsko-polskim historykiem. Tematem mojego wystąpienia jest historia ukraińsko-hiszpańska. Wszyscy pracujący w środowisku akademickim wiedzą, co to znaczy być pseudohistorykiem. Istnieją ogólne zasady pisania historii i jeśli celowo ich unikasz lub uchylasz się od nich, nieznajomość prawa nie zwalnia cię z odpowiedzialności.
– Dla mnie są bardzo cenne takie wykłady prelegentów-sąsiadów z Polski, zwłaszcza w kontekście wojny, również nawiązania relacji z Polakami – zaznaczył student-historyk Ostap Laluk. – Bardzo się cieszę, że pojawił się tak bardzo drażliwy temat, bo mamy wiele mitów po obu stronach, pewne nieporozumienia, w szczególności dotyczące konfliktu na Wołyniu i w Galicji w czasie II wojny światowej, a nawet wcześniejszej wojny polsko-ukraińskiej. Wydaje mi się, że byłoby jeszcze ciekawiej, gdyby nie były to tylko ogólne tematy, lecz żeby polscy i ukraińscy historycy mogli organizować seminaria. Żeby studenci historycy mogli porównywać różne opinie i wyrabiać sobie własne. To nie będzie łatwe, bo będzie krytyka i ze strony ukraińskiej, i ze strony polskiej, bo historia narodowa to zawsze temat konfliktowy.
fot. Konstanty Czawaga / Nowy Kurier Galicyjski
Dr Łukasz Adamski podzielił się swoimi refleksjami po dwóch wykładach we Lwowie:
– Na UKU mówiłem cały czas o metodologii. Potem o tym jakich pomyłek unikać, kiedy prowadzimy badania historyczne, kiedy opowiadamy o historii. To jest temat, którym się zajmuję na zasadzie popularno-naukowej od dłuższego czasu. Mało tego, mamy nawet specjalną Szkołę Letnią dla Polaków i Ukraińców „Myśl mądrze”, ale de facto uczymy jak nie być pseudo-analitykiem. Kiedy dostałem propozycję wykładu, stwierdziłem, że nie mam ochoty w czasie wojny prowadzenia kolejnych sporów historycznych o to, jak interpretować walki polsko-ukraińskie o Lwów. Dzisiaj padło również to pytanie. Albo co było w czasie II wojny światowej. To oczywiście sprawy ważne, ale tymi sprawami zajmuje się tyle osób, że wolę raczej zwracać uwagę na to, że jeśli chcemy rozwiązać te najbardziej bolesne problemy związane z pamięcią historyczną Polaków i Ukraińców, jeżeli chcemy rozwiązać chociażby problem Wołynia, to musimy bardzo dużo uwagi poświęcić metodologii.
Konstanty Czawaga






